Przemysł stoczniowy jest sztos. Marcin Ryngwelski o stabilizatorach na statku. Dlaczego talerze nie spadają?

Kołysanie statku na fali jest naturalnym zjawiskiem wynikającym z oddziaływania wiatru i fal na kadłub. Współczesne jednostki są jednak wyposażane w rozwiązania pozwalające ograniczyć przechyły boczne i poprawić komfort żeglugi. O tym, jaką rolę pełnią stabilizatory, dlaczego nie można ich „doinstalować” na końcu oraz dlaczego ich montaż jest jednym z bardziej wymagających procesów stoczniowych, opowiada Marcin Ryngwelski, prezes PGZ Stoczni Wojennej.

biznes edukacja gospodarka morska pracuj na morzu przemysł stoczniowy przemysł stoczniowy jest sztos sprzęt i technologie wiadomości

10 listopada 2025   |   09:18   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Marcin Ryngwelski / PGZ Stocznia Wojenna

fot. Marcin Ryngwelski / PGZ Stocznia Wojenna

Kołysanie jako zjawisko naturalne

– Statek zawsze będzie reagował na falowanie. Kołysanie boczne to naturalny efekt działania wiatru i fal na kadłub. Tego nie da się wyeliminować, można jedynie zredukować – mówi Marcin Ryngwelski.

Kołysanie boczne to ruch jednostki wokół jej osi podłużnej. Jego poziom zależy zarówno od kształtu kadłuba, wyporności i rozmieszczenia mas, jak i od zastosowanych systemów stabilizacyjnych. Dlatego już na etapie projektowania określa się zakres warunków eksploatacyjnych oraz wymagany poziom stabilności i komfortu.

Projektowanie z wyprzedzeniem

Stabilizatory nie są elementem dodatkowym, który można zamontować po zakończeniu budowy jednostki. Ich instalacja wymaga uwzględnienia w projekcie technicznym oraz dopasowania konstrukcji kadłuba, przestrzeni technicznych, instalacji energetycznych i układów automatyki.

– Stabilizator musi mieć swoje miejsce przewidziane od początku. W zależności od przeznaczenia jednostki i akwenów, na których będzie operować, dobiera się typ systemu. Inaczej podchodzi się do fregaty, a inaczej do dużego statku pasażerskiego – zaznacza Marcin Ryngwelski.

Stabilizatory bierne i czynne

W praktyce stosuje się dwa rodzaje stabilizatorów:

  • bierne (pasywne), wykorzystujące naturalne zjawiska, np. zbiorniki przeciwprzechyłowe typu U-tank lub hydrodynamiczne kiele przeciwprzechyłowe,
  • czynne (aktywne), sterowane układami automatyki, reagujące na przechył jednostki.

To właśnie stabilizatory płetwowe, zaliczane do grupy aktywnych, wymagają największej precyzji wykonawczej.

Stabilizatory płetwowe – montaż i wymagania technologiczne

Stabilizatory płetwowe montowane są pod linią wodną, najczęściej w rejonie śródokręcia. Wymaga to zaprojektowania odpowiednich wzmocnień kadłuba, a następnie wykonania spoin o wysokiej jakości i szczelności.

– Tolerancje montażowe liczone są w milimetrach. Spawanie w części podwodnej kadłuba to prace, które muszą być prowadzone z wyjątkową starannością. To zadania dla zespołów wyspecjalizowanych w takich operacjach. Tu nie ma miejsca na improwizację – podkreśla Marcin Ryngwelski.

Oprócz montażu mechanicznego, system wymaga integracji z układami hydraulicznymi, energetycznymi i z systemem sterowania opartym o żyroskop.

Weryfikacja działania – od CTO po próby morskie

Charakterystyka przechyłów planowanej jednostki jest analizowana jeszcze przed rozpoczęciem budowy. W Centrum Techniki Okrętowej w Gdańsku prowadzone są badania modelowe, podczas których symuluje się zachowanie kadłuba na różnych typach falowania.

Po montażu system jest sprawdzany w dwóch etapach:

  • podczas prób portowych HAT (Harbour Acceptance Tests),
  • oraz prób morskich SAT (Sea Acceptance Trials), gdzie ocenia się skuteczność stabilizacji w warunkach rzeczywistych.

– Dopiero próby morskie pokazują, czy jednostka zachowuje się zgodnie z założeniami projektowymi. To moment, w którym teoria spotyka się z praktyką – dodaje prezes PGZ Stoczni Wojennej.

Stabilizatory nie eliminują kołysania, ale znacząco je redukują, poprawiając komfort i bezpieczeństwo eksploatacji jednostki. Ich skuteczność jest wynikiem połączenia inżynierii hydromechanicznej, precyzyjnego wykonawstwa stoczniowego, zaawansowanej automatyki oraz badań modelowych.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz