Za miesiąc Wicher trafi na wodę. Pierwsze wodowanie Miecznika i nowy rozdział Marynarki Wojennej RP
Już 12 sierpnia, za nieco ponad miesiąc, pierwsza z trzech fregat programu Miecznik, przyszły ORP Wicher, ma zostać zwodowana w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni. To najważniejszy jak dotąd krok największego programu okrętowego we współczesnej historii Polski i moment, od którego Marynarka Wojenna RP zaczyna realnie odbudowywać zdolności bojowe utracone przez dekady.
bezpieczeństwo biznes inwestycje marynarka wojenna nato przemysł stoczniowy przemysł zbrojeniowy trójmiasto wiadomości wojsko06 lipca 2026 | 11:06 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. PGZ Stocznia Wojenna
Wodowanie, czyli start, a nie meta
Zaplanowana na 12 sierpnia ceremonia będzie miała wymiar zarówno symboliczny, jak i czysto techniczny. Kadłub Wichra, dziś scalany w hali kadłubowej gdyńskiej stoczni, ma zostać opuszczony na wodę z wykorzystaniem doku pływającego, który przesunięto na nabrzeże jeszcze wiosną. Od tego momentu okręt „zejdzie z pochylni" symbolicznie, realnie zacznie się kolejny, wieloletni etap: doposażanie na wodzie, montaż i integracja systemów, a następnie próby portowe i morskie.
To rozróżnienie jest kluczowe dla właściwego odczytania wydarzenia. Wodowanie nie oznacza wejścia okrętu do służby ani osiągnięcia gotowości bojowej, te dzielą od Wichra jeszcze lata. Zgodnie z harmonogramem przekazanie pierwszej fregaty Marynarce Wojennej planowane jest na 2029 rok. Sam sierpniowy termin należy traktować jako datę zapowiadaną; w programach tej skali i złożoności terminy potrafią się przesuwać, a każdy taki kamień milowy jest testem dojrzałości całego przedsięwzięcia.
Wicher: za trzy lata okręt wejdzie do służby
Przyszły ORP Wicher ma trafić do Dywizjonu Okrętów Bojowych 3. Flotylli Okrętów i na co dzień stacjonować w Porcie Wojennym w Gdyni. Choć do służby jeszcze daleko, już dziś wiadomo, że będzie to jakościowo inna klasa okrętu niż wszystko, czym dysponuje obecnie polska flota.
Fregaty typu Wicher powstają na bazie brytyjskiego projektu Arrowhead 140 firmy Babcock, tego samego, który wybrały marynarki Wielkiej Brytanii (jako Type 31) oraz Indonezji, z modyfikacjami pod potrzeby Marynarki Wojennej RP. Sercem ich potencjału ma być rozbudowana obrona przeciwlotnicza oparta na pociskach rodziny CAMM, pozwalająca okrętowi bronić nie tylko samego siebie, ale też osłaniać inne jednostki i obiekty w ramach obrony strefowej. Do zwalczania celów nawodnych przewidziano wyrzutnie pocisków RBS15, a uzbrojenie artyleryjskie ma obejmować armatę 76 mm OTO Melara Super Rapid oraz dwie armaty 35 mm OSU-35K, uzupełnione zdalnie sterowanymi modułami uzbrojenia i wyrzutniami torped. Okręty otrzymają radary wielofunkcyjne średniego i dalekiego zasięgu, radar kierowania ogniem, sonary - kadłubowy i holowany oraz środki walki radioelektronicznej. Za „system nerwowy" platformy odpowie zintegrowany system zarządzania okrętem (IPMS) dostarczany przez L3Harris.
Istotny jest też parametr, który rzadko trafia na pierwsze strony: autonomiczność. Fregaty mają być zdolne do prowadzenia działań przez kilkadziesiąt dni bez uzupełniania zapasów, co otwiera przed Marynarką Wojenną możliwość realnych, długotrwałych misji, nie tylko na Bałtyku, lecz także poza nim, w ramach zadań narodowych i sojuszniczych w strukturach NATO.
Miecznik: trzy okręty, brytyjski projekt, polska stocznia
Wicher jest pierwszym z trzech okrętów całego programu. Za nim mają powstać ORP Burza i ORP Huragan. Budowa Burzy już się rozpoczęła, cięcie blach ruszyło w maju 2025 roku, a w grudniu położono pod nią stępkę; jej wodowanie planowane jest na przełom lat 2027/2028, a przekazanie floty na 2030 rok. Cięcie blach pod ostatni okręt, Huragan, przeprowadzono w kwietniu 2026 roku, z dostawą na przełom 2030 i 2031 roku. Wszystkie trzy fregaty mają wejść do służby w latach 2029–2031.
Za realizację odpowiada Konsorcjum PGZ–MIECZNIK we współpracy z brytyjskim Babcockiem oraz partnerami technologicznymi, w tym Thalesem i MBDA. Umowę zawarto w 2021 roku, a jej wartość po aneksach z końca 2023 roku wzrosła z pierwotnych ok. 8 mld zł do około 15 mld zł. Okręty powstają w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni, najstarszej polskiej stoczni, z tradycjami sięgającymi 1922 roku, która na potrzeby programu przechodzi głęboką transformację w stronę stoczni nowych budów.
Co to oznacza dla Marynarki Wojennej RP
Znaczenia Miecznika trudno przecenić, to największe przedsięwzięcie modernizacyjne polskiej Marynarki Wojennej od dekad. Trzy nowe fregaty mają zastąpić wysłużone jednostki typu Oliver Hazard Perry: ORP Gen. K. Pułaski i ORP Gen. T. Kościuszko, które służą już ponad czterdzieści lat, a mimo to wciąż stanowią trzon bojowy floty. To najlepiej obrazuje skalę luki, którą Polska musi zamknąć.
Sednem zmiany jest przywrócenie pełnowymiarowych zdolności eskortowych i obrony powietrznej, obszaru, w którym polska flota od lat pozostawała w niedostatku. Trzy okręty to nie przypadek: dopiero taka liczba pozwala na sensowną rotację, w której jedna fregata pozostaje w intensywnym użyciu operacyjnym, druga w cyklu szkoleniowo-remontowym, a trzecia w rezerwie lub w zadaniach sojuszniczych. W realiach bałtyckich, w obliczu presji ze strony Rosji i rosnącej wagi wschodniej flanki NATO, zdolność do stałej obecności bojowej na morzu i osłony przeciwlotniczej ma znaczenie strategiczne, nie prestiżowe.
Więcej niż trzy fregaty
Miecznik to jednak nie tylko okręty, ale i test dla polskiego przemysłu. Wraz z nim PGZ Stocznia Wojenna odbudowuje kompetencje w budowie okrętów wojennych, których Polska w dużej mierze pozbyła się w poprzednich dekadach. Równolegle w gdyńskiej stoczni realizowane są inne programy - budowa okrętu ratowniczego z programu Ratownik o wartości przekraczającej miliard złotych czy przekazane niedawno Marynarce Wojennej niszczyciele min z programu Kormoran II. To one, obok Miecznika, budują zaplecze technologiczne i kadrowe całego sektora.
Z tym wiąże się przestroga, którą powtarzają sami przedstawiciele stoczni: kompetencji budowanych dziś nie wolno zmarnować. Bez kolejnych programów, zamawianych zanim Miecznik dobiegnie końca, ryzyko utraty zdolności jest realne, a ich ponowna odbudowa zajęłaby lata i pochłonęła ogromne środki. W tym sensie sierpniowe wodowanie jest czymś więcej niż uroczystością, to dowód, że Polska znów potrafi budować okręty bojowe u siebie, oraz pytanie o to, czy ten rozpęd uda się utrzymać.
Za miesiąc Wicher dotknie wody. Prawdziwą miarą sukcesu nie będzie jednak sama ceremonia, lecz to, co po niej nastąpi — na pokładzie fregaty i w kolejnych zamówieniach dla polskiego przemysłu okrętowego.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Pożar w ładowni statku ze złomem. Do akcji skierowano 17 zastępów straży i statki gaśnicze
Nowy dowódca Dywizjonu Okrętów Podwodnych u progu przełomu. Co program Orka oznacza dla polskiej floty podwodnej
Morze nie daje drugiej szansy. Jak bezpiecznie wypoczywać nad Bałtykiem
Ćwierć miliarda złotych na nowy wielozadaniowy statek dla SAR. Zbuduje go Remontowa Shipbuilding
Rosyjska marynarka znów wychodzi ze Śródziemnomorza. Tartus pozostaje niepewny
Brytyjczycy weszli na pokład statku z floty cieni. Pierwszy taki abordaż i zarzuty dla kapitana z Indii
Cieśnina Ormuz znów w zawieszeniu. Iran ogłasza zamknięcie, dane przeczą, a rynek czeka
Bielik uratowany przez ratowników SAR. Podwójna akcja BSR Dziwnów na Zalewie Kamieńskim
Zmiana warty na pokładzie ORP Błyskawica. Wiceadmirał Piotr Nieć obejmuje dowodzenie Komponentem Morskim
Bałtyk nowym filarem bezpieczeństwa NATO? Polska chce zbudować regionalny ekosystem obronny z Kaszubami w centrum
REKLAMA
REKLAMA