Gorch Fock triumfuje po pół wieku: regaty Five Sisters i dyplomacja pod żaglami
Na wodach u wybrzeży Nowej Anglii rozegrał się jeden z najbardziej niezwykłych wyścigów ostatnich lat: cztery niemal identyczne żaglowce szkolne, zbudowane w tej samej hamburskiej stoczni prawie dziewięć dekad temu, po raz pierwszy od pół wieku stanęły obok siebie na linii startu. Regaty o Puchar Pięciu Sióstr (Five Sisters Trophy) wygrał niemiecki Gorch Fock, powtarzając swój triumf sprzed pięćdziesięciu lat. Dla świata żeglarstwa szkolnego było to wydarzenie wyjątkowe nie tylko sportowo. To także żywa lekcja historii i przypomnienie, jak ważną rolę żaglowce pełnią dziś w morskiej dyplomacji.
lifestyle morski na świecie żeglarstwo sportowe turystyka morska i rekreacja wiadomości żeglarstwo żeglarstwo rekreacyjne14 lipca 2026 | 07:07 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. USCG
Wyścig rozstrzygnął się w kilka godzin, ale kryje w sobie znacznie więcej niż sportową rywalizację. To burzliwe losy czterech bliźniaczych żaglowców, pół wieku przerwy między dwiema jedynymi edycjami tych regat i pytanie o rolę, jaką jednostki szkolne odgrywają dziś w morskiej dyplomacji. Nie brakuje w tej opowieści także wątku polskiego.
Gorch Fock znów najszybszy: Niemcy wygrywają po 50 latach
Regaty rozegrano na trasie z Nowego Jorku do Bostonu w dniach 9 i 10 lipca 2026 roku. Zwyciężył Gorch Fock, żaglowiec szkolny Marynarki Wojennej Niemiec (Deutsche Marine), pokonując swoje trzy pływające dziś siostry.
W znakomitych warunkach, pod pełnymi żaglami, niemiecka jednostka pokonała trasę w około 7 godzin i 30 minut. Do Bostonu dotarła około 38 minut przed amerykańskim Eagle, który zajął drugie miejsce. Trzeci był portugalski Sagres, ze stratą około godziny, a czwarta rumuńska Mircea, około dwóch godzin za zwycięzcą. Uroczystość wręczenia trofeum odbyła się w niedzielę w porcie w Bostonie, gdzie puchar odebrał dowódca Gorch Focka, komandor Elmar Bornkessel.
Symboliczne jest to, że wynik dokładnie powtórzył rozstrzygnięcie sprzed pół wieku. W jedynej dotychczasowej edycji tych regat, w 1976 roku, również triumfował Gorch Fock. Srebrny puchar, wykonany przez dom jubilerski Tiffany i ufundowany właśnie w 1976 roku, zgodnie z regułami pozostaje na pokładzie zwycięskiej jednostki.
Silniki wyłączone, wszystkie żagle w górę: jak wyglądał wyścig
Trasa liczyła około 60 mil morskich (ok. 111 kilometrów) i wiodła z Nowego Jorku do Bostonu przez wymagający akwen wokół półwyspu Cape Cod. To rejon, w którym wyznaczono tzw. strefę ostrożną (Cape Cod Precautionary Area), obszar wzmożonego ruchu morskiego, w którym manewrowanie dużymi jednostkami wymaga szczególnej uwagi.
Reguły regat były czystą próbą sztuki żeglarskiej. Zgodnie z przepisami wszystkie cztery żaglowce musiały przekroczyć linię startu z wyłączonymi silnikami i w pełni postawionymi żaglami, korzystając wyłącznie z napędu wiatrowego. Trasa obejmowała złożone manewry wokół punktów zwrotnych, wystawiając na próbę koordynację i wytrzymałość załóg złożonych w dużej mierze z kadetów.
Wyścig był częścią obchodów Sail250, wielkiego międzynarodowego zlotu żaglowców i okrętów z okazji 250. rocznicy ogłoszenia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Jeszcze 4 lipca żaglowce wzięły udział w wielkiej paradzie żagli w Nowym Jorku, a 8 lipca cztery siostry przeprowadziły wspólne ćwiczenie manewrowe i przejście w szyku. Tuż przed startem podeszły do siebie burta w burtę do pamiątkowego zdjęcia. Jak relacjonowała załoga Eagle, po to, by chwilę później poddać wieloletnią zaprawę marynarską praktycznej próbie.
Puchar od Tiffany'ego i echo roku 1976
Regaty o Puchar Pięciu Sióstr rozegrano dopiero po raz drugi w historii. Pierwsza edycja odbyła się pół wieku wcześniej, w 1976 roku, również w Stanach Zjednoczonych, przy okazji obchodów dwustulecia amerykańskiej niepodległości. Już wtedy zwyciężył niemiecki Gorch Fock, a ufundowany z tej okazji srebrny puchar Tiffany'ego stał się przechodnim trofeum przechowywanym na pokładzie zwycięzcy.
Kontekst obu wyścigów jest podobny i nieprzypadkowy. Żaglowce szkolne od dekad są stałym elementem wielkich morskich uroczystości w duchu Operation Sail, a tegoroczna parada w Nowym Jorku zgromadziła ponad dwadzieścia dużych żaglowców klasy A z całego świata, uzupełnionych o międzynarodowy przegląd flot wojennych. Rywalizacja czterech bliźniaczych barków wpisała się więc w znacznie szersze widowisko, w którym morska tradycja spotyka się ze współczesną potęgą marynarek wojennych.
Rodzeństwo z Blohm & Voss: pięć sióstr, jedna konstrukcja
Sercem tej historii jest jedna wyjątkowo udana konstrukcja. Wszystkie rywalizujące jednostki wywodzą się z projektu żaglowca szkolnego opracowanego w hamburskiej stoczni Blohm & Voss, którego pierwowzór, pierwszy Gorch Fock, wszedł do służby w 1933 roku. Projekt trzymasztowego barku okazał się tak trafny, że stał się wzorem dla żaglowców szkolnych na całym świecie, w tym w Ameryce Południowej.
Losy poszczególnych sióstr to gotowy scenariusz na film o burzliwym XX wieku:
- Gorch Fock (1933). Pierwsza z serii. Pod koniec wojny, w 1945 roku, została zatopiona przez własną załogę w Stralsundzie, by nie wpadła w ręce nadciągającej Armii Czerwonej. Sowieci podnieśli ją jednak dwa lata później i wcielili do służby jako Tovarishch. Po latach jednostka trafiła do Ukrainy, a w 2003 roku wróciła do Niemiec. Dziś, po renowacji, jest okrętem-muzeum w Stralsundzie. To właśnie ona, jako jedyna, nie wzięła udziału w wyścigu.
- Horst Wessel (1936). Dziś amerykański USCGC Eagle. Nieco większa od pierwowzoru, ze stalowymi drzewcami. Po wojnie przejęta przez Stany Zjednoczone jako reparacja i od 1946 roku szkoli kadetów Akademii Straży Wybrzeża, z portem macierzystym w New London w stanie Connecticut.
- Albert Leo Schlageter (1937). Dziś portugalski Sagres. Po wojnie sprzedana Brazylii, gdzie pływała jako Guanabara, a w 1961 roku kupiona przez Portugalię. W 2010 roku opłynęła świat, wciąż służąc jako żaglowiec szkolny portugalskiej marynarki.
- Mircea (1938). Jedyna z sióstr zbudowana nie dla niemieckiej marynarki, lecz dla Rumunii, i zarazem jedyna będąca wierną kopią pierwszego Gorch Focka. Po krótkim epizodzie sowieckim wróciła do Rumunii i do dziś pływa pod jej banderą.
- Herbert Norkus (1939). Piąta, nigdy nieukończona siostra. Wodowano ją przedwcześnie, bo pochylnia była potrzebna do budowy okrętów podwodnych, a niedokończony kadłub, uszkodzony w nalocie w 1945 roku, zatopiono ostatecznie w Skagerraku.
Osobny wątek to obecny zwycięzca. Dzisiejszy Gorch Fock (bywa nazywany Gorch Fockiem II) powstał już po wojnie. Zachodnioniemiecka marynarka, pozbawiona wszystkich żaglowców szkolnych oddanych jako reparacje, zdecydowała w 1957 roku o budowie nowej jednostki według sprawdzonych planów z lat 30. Zbudowana w Blohm & Voss, została zwodowana w 1958 roku, z ostatnimi zmianami konstrukcyjnymi wprowadzonymi po katastrofie żaglowca Pamir. To ten okręt wygrał zarówno w 1976, jak i w 2026 roku.
Nie sposób pominąć trudnego rodowodu tej rodziny. Żaglowce powstawały jako jednostki szkolne przedwojennej niemieckiej marynarki, a część z nich nosiła nazwy odwołujące się do postaci z panteonu nazistowskiej propagandy. Po wojnie zostały rozdzielone między zwycięzców jako reparacje. Mimo tego niechlubnego początku wywarły nieproporcjonalnie duży, pozytywny wpływ na żeglarstwo szkolne marynarek całego świata. Dziś, pod różnymi sojuszniczymi banderami, pływają obok siebie w duchu przyjaźni. Warto dodać, że sam Gorch Fock jeszcze niedawno przechodził wyjątkowo kosztowny, naznaczony aferą remont, po którym powrót na szczyt w tak prestiżowym wyścigu nabiera dodatkowej wymowy.
Dyplomacja pod żaglami: dlaczego dziś liczy się bardziej niż kiedykolwiek
Regaty czterech barków to znacznie więcej niż zawody sportowe. To przypomnienie o funkcji, którą żaglowce szkolne pełnią na co dzień: są pływającymi ambasadorami dobrej woli swoich państw. Sama Straż Wybrzeża USA otwarcie definiuje misję Eagle dwutorowo. Podstawowym zadaniem jest szkolenie kadetów, ale jednostka pełni też rolę reprezentacyjną, odwiedzając obce porty jako pływający ambasador amerykańskiej dyplomacji.
Ta idea ma głębokie korzenie. Wielkie zloty żaglowców w duchu Operation Sail wyrosły z przekonania, bliskiego prezydentowi Johnowi F. Kennedy'emu, że żeglarstwo ma moc jednoczenia narodów, promowania morskiego dziedzictwa i międzynarodowej przyjaźni. Dziś niemal każda marynarka dysponująca dużym żaglowcem wykorzystuje go w ten sam sposób. Tę samą rolę pełnią portugalski Sagres, włoski Amerigo Vespucci, argentyński ARA Libertad, który przebył setki tysięcy mil morskich i odwiedził około pięciuset portów w kilkudziesięciu krajach, czy peruwiański BAP Union. Wszystkie łączą szkolenie przyszłych oficerów z dyplomacją miękką i budowaniem wizerunku państwa.
Dlaczego akurat dziś ma to szczególne znaczenie? Bo świat wchodzi w epokę dozbrajania i przetasowań sojuszy, w której pierwsze strony gazet zajmują twarde tematy: kontrakty na okręty podwodne, rekordowe budżety obronne, przeglądy flot wojennych. Żaglowce robią pracę odwrotną, choć komplementarną. Jest ona cicha, długofalowa i budująca zaufanie. Zawijają do portów, otwierają pokłady dla publiczności, napędzają lokalną gospodarkę miast-gospodarzy i szkolą pokolenie oficerów, dla których morze jest wspólnym językiem ponad podziałami. Sam obraz czterech jednostek o wspólnym, trudnym rodowodzie, dziś pływających pod flagami sojuszniczych państw i rywalizujących w przyjacielskiej regacie, jest komunikatem politycznym mocniejszym niż niejedno oficjalne oświadczenie.
Znamienne, że tegoroczne obchody połączyły oba te wymiary w jednym akwenie: obok parady żaglowców odbył się międzynarodowy przegląd kilkudziesięciu okrętów wojennych. Miękka siła morskiej tradycji i twarda potęga współczesnych flot spotkały się dosłownie burta w burtę. To zestawienie najlepiej tłumaczy, dlaczego dyplomacja pod żaglami wciąż jest potrzebna.
Gdyński akcent: Dar Pomorza z tej samej stoczni
Dla polskiego czytelnika ta historia ma wyjątkowo bliski wymiar. Ta sama hamburska stocznia Blohm & Voss, która zbudowała rodzinę Gorch Focka, jest bowiem także miejscem narodzin Daru Pomorza. Nasza Biała Fregata powstała w 1909 roku jako Prinzess Eitel Friedrich, a dziś, jako okręt-muzeum przy Skwerze Kościuszki w Gdyni, dzieli hamburski rodowód z żaglowcami, które ścigały się u wybrzeży Nowej Anglii.
Polska ma też własnego, czynnego ambasadora pod żaglami. Dar Młodzieży, zwodowany w 1982 roku w Gdańsku następca Daru Pomorza, od dekad reprezentuje kraj na morzach świata i w wielkich zlotach żaglowców, pełniąc dokładnie tę samą podwójną rolę, szkoleniową i dyplomatyczną, co opisywane siostry.
Wreszcie sama dyplomacja pod żaglami nie jest dla Trójmiasta pojęciem abstrakcyjnym. Gdynia regularnie gości The Tall Ships Races, największą bałtycką imprezę żaglowców, podczas której jednostki tej klasy i ich międzynarodowe załogi są u nas stałymi gośćmi. Morska gościnność, wymiana i budowanie relacji ponad granicami to część tożsamości miasta. To dokładnie ten sam język, którym mówiły regaty Pięciu Sióstr.
Więcej niż regaty
Zwycięstwo Gorch Focka to efektowny wynik sportowy, ale prawdziwa opowieść jest większa. Cztery żaglowce zrodzone z trudnej, wspólnej przeszłości, dziś sojusznicze i przyjaźnie rywalizujące w trakcie wielkiego narodowego święta, przypominają, że morze potrafi łączyć równie skutecznie, co dzielić. W epoce, w której nagłówki należą do twardej siły, cicha dyplomacja żeglarstwa szkolnego trwa, a jej język rozumiany jest w każdym porcie, także w Gdyni.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Krzysztof Baranowski zmierza na otwarty ocean i monitoruje pogodę
Warszwska Liga Żeglarska wraca na wodę. Ścisk w czołówce zapowiada welkie emocje
Gdańsk dostał 16,5 mln zł na rozbudowę mariny w Górkach Zachodnich
Polska Liga Żeglarska ponownie w Gdyni. Powalczy aż 56 ekip w kilku ligach
Maciek Rutkowski z rekordem Guinessa! Polak zapisał sie w historii
Wyjątkowo wczesne mistrzostwa Polski. Na pierwszy ogień iQFOiL oraz WingFoil
Jacht polskich harcerek stoi w Kłajpedzie. Historia Grażyny, pierwszej żeńskiej jednostki pełnomorskiej
Lotto Gdynia Sailing Days to był udany sprawdzian przed mistrzostwami świata
Rebel Sailing Team wygrał 2. rundę Centralnej Ligi Żeglarskiej. Lider bez zmian
Poznaliśmy mistrzów Polski klas Delphia, T, a także zwycięzców kolejnych ligowych zmagań
REKLAMA
REKLAMA