Samobójstwo według SB, zabójstwo według Solidarności. IPN szuka odpowiedzi po 43 latach

30 czerwca 1983 r. przy płocie stadionu Stoczniowca przy ul. Marynarki Polskiej w Gdańsku znaleziono powieszone na pasku od spodni ciało Jana Samsonowicza, współzałożyciela Ruchu Młodej Polski i członka Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego ze Stoczni Gdańskiej. Prokuratura PRL uznała to za samobójstwo i po pięciu miesiącach zamknęła dochodzenie. Drugie śledztwo, prowadzone już w wolnej Polsce, trwało osiem miesięcy i skończyło się umorzeniem z braku dowodów. Od czerwca 2023 r. sprawę prowadzi na nowo pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej w ramach projektu Archiwum Zbrodni, który na Pomorzu ma już na koncie akt oskarżenia przeciwko 27 byłym funkcjonariuszom Służby Więziennej i zarzuty za strzały oddane do demonstrantów na gdańskim Hucisku.

historia pomorze publicystyka solidarność trójmiasto wiadomości

08 września 2026   |   07:25   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. IPN

fot. IPN

Od Bratniaka do Prezydium MKS

Jan Samsonowicz urodził się 27 marca 1944 r. w Gorlicach. W 1977 r. ukończył filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim, pisał wiersze. Pracował jako spedytor w Hartwigu, a później jako zaopatrzeniowiec Akademii Medycznej w Gdańsku. Do opozycji trafił przez Duszpasterstwo Akademickie przy kościele św. Mikołaja, to samo środowisko, z którego wyrósł Ruch Młodej Polski. Współpracował z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża, współorganizował niezależne obchody 3 Maja, 11 Listopada i rocznic Grudnia 1970. Był autorem ulotek i uczestnikiem akcji ulotkowych, między innymi w kasynie MO i SB.

W lipcu 1979 r. znalazł się wśród założycieli Ruchu Młodej Polski, obok Aleksandra Halla, Arkadiusza Rybickiego, Jacka Bartyzela, Macieja Grzywaczewskiego i Marka Jurka. Został jednym z trzech trójmiejskich rzeczników ruchu. W sierpniu 1980 r. był delegatem Akademii Medycznej na strajku w Stoczni Gdańskiej, wszedł do Prezydium MKS i prowadził punkt informacyjny służby zdrowia. Po powstaniu Solidarności zasiadał w Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego w Gdańsku, kierował Komisją Zakładową Akademii Medycznej, założył i redagował pismo Pomost. W listopadzie 1980 r. współorganizował strajk okupacyjny w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku w sprawie reformy służby zdrowia, w połowie 1981 r. uczestniczył w głodówce o uwolnienie więźniów politycznych. Był delegatem na I Walny Zjazd Delegatów Regionu Gdańskiego i na I Krajowy Zjazd Delegatów.

13 grudnia 1981 r. został internowany. Przeszedł przez Strzebielinek, Iławę i Kwidzyn, skąd zwolniono go 16 lipca 1982 r., niespełna miesiąc przed tak zwaną krwawą sobotą, pacyfikacją internowanych w kwidzyńskim ośrodku odosobnienia. Po wyjściu na wolność nie wycofał się. Uczestniczył w spotkaniach podziemnej Solidarności i organizował pomoc dla działaczy zagrożonych aresztowaniem.

Rozpracowanie przez SB: sprawy Dominik, Samson i Arka

Bezpieka interesowała się Janem Samsonowiczem od 1971 r., jeszcze zanim zaangażował się politycznie. Graniczny Punkt Kontrolny Port Gdańsk rozpracowywał go jako kandydata na tajnego współpracownika, bo jako pracownik Hartwiga miał kontakt z marynarzami ze statków państw zachodnich. Jan Samsonowicz zmienił pracę i sprawę zamknięto. W sierpniu 1976 r. Wydział IV KW MO zarejestrował go w sprawie operacyjnego rozpracowania o kryptonimie Dominik, z powodu działalności w duszpasterstwie akademickim. Po założeniu Ruchu Młodej Polski Wydział III KW MO prowadził przeciwko niemu odrębną sprawę o kryptonimie Samson. W jego mieszkaniu, gdzie spotykali się opozycjoniści, zainstalowano podsłuch. Równolegle figurował w sprawach Departamentu III MSW: Hazardziści, dotyczącej ROPCiO, Wasale, dotyczącej Studenckiego Komitetu Solidarności, i Arka, dotyczącej RMP. W okresie Solidarności jego działalność kontrolowano w ramach sprawy obiektowej Klan, później Związek, a w aktach zachowały się donosy tajnych współpracowników o pseudonimach Antoni, Wolny i Orion.

Dwa fakty z tej listy mają dziś znaczenie procesowe. Po pierwsze, sprawę Samson zakończono dopiero po śmierci Jana Samsonowicza, co oznacza, że SB prowadziła wobec niego czynności operacyjne do końca. Po drugie, akta spraw Dominik i Samson zostały zniszczone przez bezpiekę. To, co dziś wiadomo o rozpracowaniu, pochodzi z dokumentów pobocznych, z akt innych spraw i z materiałów, które przetrwały w innych jednostkach.

Noc z 29 na 30 czerwca 1983 r. i dochodzenie prokuratury

Ciało Jana Samsonowicza znaleziono wczesnym rankiem 30 czerwca 1983 r. przy ogrodzeniu stadionu Stoczniowca. Miał 39 lat. Prokuratura Rejonowa w Gdańsku od pierwszych czynności przyjęła tezę o samobójstwie i nie badała innych wątków. Nie zweryfikowano między innymi relacji świadka, który w nocy widział Jana Samsonowicza w miejscu zdarzenia w towarzystwie dwóch mężczyzn. Nie badano również, czy funkcjonariusze SB, którzy prowadzili wobec niego sprawę operacyjną, mieli tej nocy jakąkolwiek styczność z rozpracowywanym. 30 listopada 1983 r. dochodzenie umorzono wobec niestwierdzenia czynu przestępczego.

Służba Bezpieczeństwa od początku forsowała jedną wersję. Jan Samsonowicz miał cierpieć na depresję, rzekomo wywołaną rozwodem, i w tym stanie odebrać sobie życie. Inne scenariusze wykluczano z góry. Środowisko trójmiejskiej opozycji w tę wersję nie uwierzyło, a pogrzeb 6 lipca 1983 r. na cmentarzu katolickim w Sopocie stał się manifestacją patriotyczną z udziałem kilku tysięcy osób. Trumnę okrywała biało-czerwona flaga z napisem Solidarność, a ludzie idący za konduktem unosili dłonie w geście zwycięstwa. W stanie wojennym była to demonstracja, na którą władza musiała patrzeć bezradnie.

Śledztwo z 1991 r. i jego umorzenie

Po 1989 r. sprawa Jana Samsonowicza trafiła na listę sejmowej komisji nadzwyczajnej do zbadania działalności MSW, znanej jako komisja Jana Rokity. 17 października 1991 r. Prokuratura Wojewódzka w Gdańsku podjęła na nowo umorzone w 1983 r. śledztwo. Trwało osiem miesięcy. 29 czerwca 1992 r. zostało umorzone wobec braku dostatecznych dowodów zaistnienia przestępstwa. Prokuratorzy początku lat 90. pracowali bez dostępu do zasobu, który dziś znajduje się w archiwum IPN. Nie wiedzieli o skali rozpracowania Jana Samsonowicza ani o tym, że SB podejmowała wobec niego działania określane w dokumentach jako ofensywne. W dodatku znaczna część akt bezpieki została zniszczona w latach 1989 i 1990, a świadkowie z aparatu bezpieczeństwa nie mieli powodu, by mówić.

Przez kolejne trzydzieści lat sprawa pozostawała w archiwum. Jan Samsonowicz został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Wolności i Solidarności, ale pytanie o okoliczności jego śmierci pozostawało bez odpowiedzi.

Archiwum Zbrodni: podstawa prawna i mechanizm projektu

Zmiana nastąpiła 14 sierpnia 2022 r. w Kwidzynie, w 40. rocznicę krwawej soboty. Ówczesny prezes IPN dr Karol Nawrocki ogłosił tam start projektu Archiwum Zbrodni, czyli systematycznego powrotu do umorzonych śledztw w sprawach zbrodni komunistycznych z lat 80. Tego samego dnia prokuratorzy pionu śledczego wszczęli śledztwo w sprawie pobicia internowanych w Kwidzynie. Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prokurator Andrzej Pozorski wyjaśniał wówczas, że podstawą projektu jest zmiana wykładni Sądu Najwyższego. Po blisko dziesięciu latach batalii sądowej prokuratorzy IPN uzyskali uznanie, że zbrodnie komunistyczne popełnione w okresie stanu wojennego stanowią w świetle prawa międzynarodowego zbrodnie przeciwko ludzkości, a te nie ulegają przedawnieniu. Drugim argumentem był stan archiwum. Część śledztw zamknięto w pierwszych latach istnienia Instytutu, gdy zasób był nieporównanie mniejszy i słabiej rozpoznany.

Mechanizm projektu jest prosty. Prokuratorzy oddziałowych komisji analizują akta umorzonych postępowań pod kątem nowych możliwości dowodowych. Tam, gdzie pojawiły się nowe dokumenty, nowi świadkowie albo nowe narzędzia biegłych, śledztwo jest podejmowane na nowo lub wszczynane od podstaw. Do kwietnia 2026 r. w tej kategorii zainicjowano łącznie 19 postępowań karnych. Decyzję o podjęciu szeregu prawomocnie umorzonych spraw podjął już w 2022 r. prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, co pokazuje, że projekt od początku miał pomorski punkt ciężkości.

Wznowienie sprawy Jana Samsonowicza w czerwcu 2023 r.

30 czerwca 2023 r., dokładnie w 40. rocznicę śmierci, w siedzibie Oddziału IPN w Gdańsku przy al. Grunwaldzkiej 216 prezes Karol Nawrocki i prokurator Andrzej Pozorski ogłosili podjęcie na nowo śledztwa w sprawie śmierci Jana Samsonowicza. Poprzedziła je analiza akt postępowań z 1983 i 1991 r. Rzecznik IPN dr Rafał Leśkiewicz informował, że dostrzeżono dalsze możliwości dowodowe, między innymi po stwierdzeniu na podstawie materiałów archiwalnych, że SB prowadziła wobec Jana Samsonowicza intensywne i ofensywne działania. Zadaniem śledztwa jest procesowe zweryfikowanie danych, które wykluczają wersję samobójczą i wskazują na możliwość zabójstwa motywowanego politycznie.

Prezes IPN podkreślał na konferencji, że Jan Samsonowicz był inwigilowany od dwunastu lat, represjonowany i więziony, więc niezależnie od okoliczności śmierci pozostaje ofiarą systemu komunistycznego. Prokurator Andrzej Pozorski wskazywał, że od 1991 r. zmieniło się niemal wszystko: w archiwum IPN są dokumenty, których ówcześni śledczy nie znali, a biegli dysponują dziś narzędziami toksykologii i medycyny sądowej, o których w latach 90. nie było mowy. Historyk gdańskiego oddziału dr Arkadiusz Kazański przypominał przy tej okazji, że Jan Samsonowicz był postacią znaną w trójmiejskiej opozycji na długo przed Sierpniem 1980, a SB rozpracowywała go już od 1976 r.

Najmocniej wybrzmiał głos rodziny. Maciej Samsonowicz, syn opozycjonisty, miał pięć lat, gdy ojca znaleziono powieszonego. Na konferencji opowiadał, że pierwszą rzeczą, o której dowiedział się, gdy rodzina wtajemniczyła go w sprawę, była rozmowa ojca z matką. Jan Samsonowicz prosił żonę, by w razie gdyby coś mu się stało, gdyby wpadł pod tramwaj albo znaleziono go martwego, nigdy nie dochodziła okoliczności. Uważał, że ludzie gotowi skrzywdzić jego będą gotowi skrzywdzić także ją. Syn dziękował IPN i prokuraturze za wznowienie sprawy i mówił, że liczy na rzetelne, niezależne śledztwo, które odpowie na pytanie, co stało się z jego ojcem i dlaczego poprzednie postępowania zostały przeprowadzone tak źle. Podkreślał też, że śmierć ojca nie była w tamtych latach odosobnionym przypadkiem.

Bilans projektu: Kwidzyn, Lubin, Szczecin i Hucisko

Archiwum Zbrodni przyniosło dotąd wymierne rezultaty głównie tam, gdzie sprawcy działali jawnie, w mundurach i przy świadkach. W sprawie krwawej soboty w Kwidzynie w czerwcu 2023 r. prokuratorzy wręczyli 25 postanowień o przedstawieniu zarzutów, a następnie skierowali akt oskarżenia przeciwko 27 byłym funkcjonariuszom Służby Więziennej za udział w pobiciu ponad stu internowanych 14 sierpnia 1982 r. i znęcanie się nad nimi. W sprawie zbrodni lubińskiej z 31 sierpnia 1982 r. zarzuty usłyszało dziewięciu byłych funkcjonariuszy MO, którzy bezprawnie użyli broni wobec pokojowej manifestacji, a były milicjant został skazany za fałszywe oskarżenie demonstranta o napaść na funkcjonariuszy. W Szczecinie zapadły wyroki skazujące wobec trzech byłych funkcjonariuszy ZOMO za pobicie uczestnika demonstracji w 1982 r.

Dla Gdańska najważniejszy jest przełom w sprawie Antoniego Browarczyka, dwudziestolatka zastrzelonego 17 grudnia 1981 r. w rejonie Huciska, jednej z pierwszych i najmłodszych ofiar stanu wojennego. Śledztwo umarzano trzykrotnie z powodu niewykrycia sprawców. Podjęte na nowo w 2025 r. przez Oddziałową Komisję w Szczecinie doprowadziło 22 kwietnia 2026 r. do przedstawienia zarzutu byłemu podporucznikowi Sił Zbrojnych PRL Bolesławowi P., który pełniąc służbę patrolową przy Komitecie Wojewódzkim PZPR oddał co najmniej 45 strzałów ostrą amunicją w kierunku protestujących. Antoni Browarczyk zginął od rany postrzałowej głowy, trzy inne osoby zostały ciężko ranne. Prokurator objął śledztwem także sposób prowadzenia sprawy przez Prokuraturę Marynarki Wojennej w latach 1981 i 1982. Ustalono, że nie zabezpieczono użytej broni i całkowicie pominięto udział podporucznika w zdarzeniu. Z pięciu ówczesnych prokuratorów trzech już nie żyje, ale wobec dwóch, dziś sędziego i prokuratora w stanie spoczynku, postępowanie jest kontynuowane.

Zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski mówił podczas gdańskiej konferencji, że część sprawców już nie żyje, ale część wciąż jest wśród nas i tym bardziej sprawiedliwości musi stać się zadość.

- Zbrodnie okresu PRL-u nie ulegają przedawnieniu. To trzeba bardzo wyraźnie podkreślić - powiedział Karol Polejowski.

Gdański oddział IPN w projekcie

Śledztwa prowadzą prokuratorzy oddziałowych komisji ścigania, w sprawie Jana Samsonowicza w Gdańsku, w sprawie Antoniego Browarczyka w Szczecinie. Za tymi postępowaniami stoi jednak zaplecze, bez którego nie byłyby możliwe, a znaczna jego część mieści się przy al. Grunwaldzkiej. To gdański oddział przechowuje i opracowuje akta po WUSW w Gdańsku, w tym materiały spraw obiektowych Klan i Związek, z których wiadomo dziś, kto donosił na Jana Samsonowicza. To historycy Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej, jak dr Arkadiusz Kazański, odtworzyli ścieżkę rozpracowania od sprawy Dominik po sprawę Samson i na tej podstawie prokuratura mogła stwierdzić, że wersja z 1991 r. opierała się na niepełnej wiedzy. To w gdańskiej siedzibie ogłaszano kolejne etapy projektu: wznowienie sprawy Jana Samsonowicza w 2023 r. i zarzuty w sprawie Antoniego Browarczyka w 2026 r.

Dyrektor oddziału dr Marek Szymaniak przypominał w kwietniu 2026 r., że pracownicy gdańskiego IPN co roku w rocznicę śmierci Antoniego Browarczyka spotykają się z młodzieżą przy jego grobie, a oddział przygotował poświęconą mu wystawę. Podobnie jest z Janem Samsonowiczem: jego biogram w cyklu Historia z IPN, oparty na zachowanych aktach operacyjnych, jest dziś najpełniejszym publicznie dostępnym opisem tego, co bezpieka robiła z jednym człowiekiem przez dwanaście lat. Sam projekt Archiwum Zbrodni narodził się w Kwidzynie, w województwie pomorskim, a pierwsze zarzuty i pierwszy akt oskarżenia dotyczyły pomorskiej sprawy. Z perspektywy Trójmiasta jest to praca, która przywraca konkretnym ludziom nazwiska i konkretnym zdarzeniom odpowiedzialnych.

Nowe możliwości dowodowe i granice tego śledztwa

Uczciwie trzeba powiedzieć, gdzie sprawa Jana Samsonowicza różni się od Kwidzyna czy Huciska. Tam sprawcy strzelali i bili jawnie, w obecności dziesiątek świadków, i wystarczyło ustalić, kto trzymał broń. Śmierć przy płocie stadionu wydarzyła się w nocy, bez świadków zdarzenia, a akta dwóch spraw operacyjnych prowadzonych przeciwko ofierze zostały zniszczone. Prokuratura ma do dyspozycji trzy tomy akt śledztwa z 1991 r., dokumenty, które przetrwały w innych zbiorach, relację świadka o dwóch mężczyznach oraz to, co po 43 latach mogą jeszcze wnieść biegli. Sprawcy i świadkowie z aparatu bezpieczeństwa, o ile żyją, mają dziś po osiemdziesiąt lat i więcej.

Od wznowienia śledztwa minęły ponad trzy lata. Według publicznie dostępnych komunikatów IPN nie ogłosił w tej sprawie ani zarzutów, ani umorzenia, a w czerwcu 2026 r. Instytut nadal przedstawiał śmierć Jana Samsonowicza jako niewyjaśnioną. To nie musi oznaczać braku postępów. W sprawie Antoniego Browarczyka między podjęciem śledztwa a zarzutami minął rok, a w sprawie Kwidzyna od wszczęcia do postanowień o zarzutach dziesięć miesięcy. Sprawa Jana Samsonowicza jest trudniejsza od obu i bardziej przypomina inne postępowania z listy projektu, które wciąż czekają na finał: śmierć Piotra Majchrzaka w Poznaniu w 1982 r. czy pobicie dziennikarza Głosu Wielkopolskiego Wojciecha Cieślewicza.

Jest jednak różnica między tym, co było w 1992 r., a tym, co jest dziś. Wtedy prokuratura umorzyła sprawę, nie wiedząc, że SB do końca prowadziła przeciwko Janowi Samsonowiczowi sprawę operacyjną z podsłuchem w mieszkaniu. Dziś prowadzą ją ludzie, którzy tę wiedzę mają, dysponują archiwum, którego wtedy nie było, i działają w ramach projektu, który udowodnił w Kwidzynie i na Hucisku, że po czterech dekadach da się doprowadzić do zarzutów. Rodzina Jana Samsonowicza czekała na to 40 lat. Jeśli przełom w tej sprawie jest w ogóle możliwy, to właśnie teraz i właśnie w Gdańsku.

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz