Rekordowy Gdańsk, twarda lekcja i nadzieja skierowana na baraże. Polki ulegają Francji 0:2

Deszczowy piątkowy wieczór w Gdańsku przyniósł reprezentacji Polski porażkę 0:2 z Francją, ale też rekordową widownię i potwierdzenie, że marzenie o mistrzostwach świata wciąż żyje. Przy 11 713 kibicach, najliczniejszej publiczności w historii meczów biało-czerwonych, drużyna Niny Patalon postawiła się fizycznie silniejszemu rywalowi, lecz o losach spotkania zdecydowały skuteczność trójkolorowych i kilka kontrowersyjnych decyzji angielskiej sędzi. Mimo ostatniego miejsca w grupie Polki zagrają w jesiennych barażach o awans na mundial w Brazylii w 2027 roku.

pomorze piłka nożna trójmiasto wiadomości

05 czerwca 2026   |   21:24   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Kamil Kusier / Gazeta Morska

fot. Kamil Kusier / Gazeta Morska

Mocne otwarcie biało-czerwonych

Mecz rozpoczął się od sytuacji, która do końca spotkania mogła wracać w rozmowach kibiców. Już w 2. minucie doszło do kontrowersji i prawdopodobnego rzutu karnego dla Polski po faulu na Patrycji Sarapacie. Od pierwszego gwizdka Francja została zepchnięta głęboko do defensywy, o ile nie jest nadużyciem mówić tak w tak wczesnej fazie gry. Zbyt głębokie ustawienie rywalek ośmielało Polki, a kapitanka trójkolorowych Sakina Karchaoui z PSG starała się słownie motywować i przestawiać swój zespół.

W 6. minucie znów zrobiło się groźnie pod bramką Francji. Weronika Zawistowska dograła do Ewy Pajor, napastniczka znalazła się tuż przy polu karnym, uderzyła, ale piłka przeleciała nad spojeniem słupka z poprzeczką bramki bronionej przez Constance Picaud.

Francuzki po raz pierwszy zagroziły dwie minuty później. Akcję rozprowadzała Sakina Karchaoui, jednak im bliżej pola karnego, tym gorzej wyglądały decyzje gości, ostatecznie wspólnie z Grace Geyoro zawodniczki nie wykorzystały okazji i straciły piłkę. Kilkanaście sekund później ze skraju pola karnego uderzała Delphine'a Cascarino, ale świetnie na przedpolu strzał sparowała Kinga Seweryn.

Pierwszy kwadrans pokazał, że Francja, drużyna wciąż walcząca o bezpośredni awans na mundial, nie prezentowała niczego, na co biało-czerwone nie byłyby gotowe. Dwumecz z Irlandią po prostu Polkom nie wyszedł, ale w Gdańsku wyglądały zupełnie inaczej, choć nadal brakowało skuteczności.

Śliska murawa i upilnowana Ewa Pajor

Padający od rana w Gdańsku deszcz dawał się we znaki obu drużynom. W 16. minucie lewą stroną próbowała urwać się Sandy Baltimore, zawodniczka Chelsea dobrze przyjmowała piłkę, ale zbyt mocne jej wypuszczenie na mokrej nawierzchni sprawiało, że futbolówka uciekała poza linię. Minutę później Polki uderzały z dystansu: Ewa Pajor podała do Adriany Achcińskiej, lecz środkowa pomocniczka przeniosła piłkę wysoko nad bramką.

W 19. minucie pressing biało-czerwonych przyniósł efekt. W środku pola interweniowała Ewelina Kamczyk, rozegrała akcję z Ewą Pajor, ta zagrała do Weroniki Zawistowskiej, która poradziła sobie z Thinibą Samourą, jednak zdaniem angielskiej sędzi Kirsty Dowle, piłkarka znajdowała się na pozycji spalonej.

Śliska murawa dawała o sobie znać również w polu karnym Polek, gdzie obrończynie trzykrotnie minęły się z piłką przy ataku Francji prawą stroną w 23. minucie. Na szczęście dla gospodyń pewnie interweniowała Wiktoria Zieniewicz. W 27. minucie znów groźnie było pod polską bramką za sprawą Sakiny Karchaoui, przez którą koleżanki rozgrywały niemal wszystkie akcje, ale jej strzał został zablokowany na rzut rożny.

Łatwego życia nie miała Ewa Pajor, którą przez niemal całą pierwszą połowę pilnowały przynajmniej dwie rywalki. Trudno się dziwić, napastniczka FC Barcelony w minionym sezonie 2025/2026 strzeliła 28 goli i zaliczyła 6 asyst, zostając królową strzelczyń wygranej przez siebie Ligi Mistrzyń.

W 34. minucie Francja miała najlepszą jak dotąd okazję, ale strzał Melvine Malard z pięciu metrów instynktownie obroniła Kinga Seweryn. Atakująca Manchesteru United przez całą pierwszą część nie potrafiła znaleźć sposobu na polską bramkarkę.

Anulowany gol i wybitna Wiktoria Zieniewicz

Błędy biało-czerwonych najczęściej brały się z lewej strony boiska, gdzie często bez wsparcia, albo sama wprowadzając się w trudne sytuacje, zostawała Oliwia Wos. Obrończyni zaliczyła sporo niecelnych podań, które na szczęście dla Polek kończyły się jedynie rzutami z autu.

W 43. minucie biało-czerwone znów zagroziły bramce Constance Picaud, ale dobrego dośrodkowania nie udało się domknąć strzałem. Chwilę później rzut rożny z prawej strony przyniósł upragnionego gola, radość nie trwała jednak długo. Po dograniu Pauliny Tomasiak do piłki na polu bramkowym dopadła Paulina Dudek i choć sędzia początkowo uznała trafienie, po konsultacji z asystentkami zdecydowała się je anulować, odgwizdując faul w ataku. Powtórka pozostawiała wrażenie, że przewinienia nie było, a w decyzyjności i sprawczości angielska arbiter zdecydowanie nie radziła sobie w stykowych sytuacjach, których w pierwszej połowie nie brakowało.

Jeśli ktoś zasłużył w tej części gry na pochwałę, była to bez dwóch zdań Wiktoria Zieniewicz. Piłkarka FC Basel rozgrywała w Gdańsku wybitne spotkanie w defensywie, dając się we znaki bardzo szybkim reprezentantkom Francji.

Po przerwie inicjatywę przejęła Francja

Drugą połowę Polki rozpoczęły od dwóch zmian: Milena Kokosz zastąpiła Ewelinę Kamczyk, a Weronika Araśniewicz weszła za Patrycję Sarapatę. Lepiej w tę część weszły jednak Francuzki. Świetne prostopadłe podanie z głębi pola od Sakiny Karchaoui otrzymała Melvine Malard i przenosząc piłkę nad interweniującą bramkarką, skierowała ją do siatki.

Czy w 56. minucie należał się Polkom rzut karny? Z piłką pod bramkę Francji gnała Weronika Zawistowska, wyprzedziła rywalki i już na skraju pola karnego padła na murawę, w ocenie kibiców faulowana, w ocenie sędzi interwencja odbyła się przepisowo.

W 59. minucie powinno być 1:1. Powinno, bo Polki mówiąc wprost przekombinowały. Najpierw świetnie na bramkę Francji ruszyła Ewa Pajor, lecz zamiast minąć gorzej ustawioną rywalkę, zdecydowała się rozegrać. Biało-czerwone były w przewadze i mogły zrobić niemal wszystko, ale z zamieszania w polu karnym wyniknęła strata Weroniki Zawistowskiej i to Francuzki ruszyły z kontrą. Chwilę później znów w natarciu była Ewa Pajor, tym razem ze strzałem, który fenomenalną interwencją zatrzymała Constance Picaud. To była najlepsza okazja Polek na zdobycie bramki.

Zamiast wyrównania, w 63. minucie Francja podwyższyła prowadzenie. Tym razem Melvine Malard wcieliła się w rolę asystującej, a schodząca ze skrzydła Sandy Baltimore nie dała szans Kindze Seweryn, umieszczając piłkę mocnym strzałem z lewej nogi pod poprzeczką.

Po tej akcji boisko opuściła Weronika Zawistowska, a zastąpiła ją Klaudia Maciążka z GKS Katowice. 25-latka mogła wkrótce zdobyć kontaktowego gola, jednak znów, zamiast strzału, zaczęło się kombinowanie i przekładanie piłki, w efekcie czego aż trzy rywalki zablokowały uderzenie jednej z najlepszych atakujących polskiej Ekstraligi.

Rekord frekwencji i Pierwsza Dama na trybunach

Na meczu obecna była Pierwsza Dama RP Marta Nawrocka, którą trybuny powitały gromkimi brawami. Żona prezydenta Karola Nawrockiego regularnie wspiera polskie zawodniczki, angażując się w propagowanie sportu kobiet w myśl zasady "kobiety wspierają kobiety".

Frekwencja w Gdańsku - 11 713 widzów - to nowy rekord podczas meczów reprezentacji Polski kobiet. Wynik cieszy, choć rezerwy są zdecydowanie większe, a potencjał nie mniejszy.

Końcówka pod dyktando gości

Drugi gol wprowadził więcej spokoju w grę Francji. Polki broniły się i próbowały jeszcze coś wskórać z przodu, ale albo brakowało sił, albo podania były niedokładne. W 81. minucie Ewa Pajor wygrała pojedynek główkowy z bardziej rosłymi defensorkami rywala, lecz strzał był na tyle słaby i niecelny, że nie sprawił trójkolorowym żadnych problemów.

Na siedem minut przed końcem swoją szansę miała wprowadzona w drugiej połowie Marie-Antoinette Katoto, ale przegrała pojedynek z Kingą Seweryn. Polska bramkarka kilkanaście sekund później ponownie stanęła na wysokości zadania, broniąc po kolejnej groźnej akcji gości. Co warte podkreślenia, biało-czerwone, choć już osłabione i zmęczone, nie rezygnowały z prób. Do końca walczyły z silniejszym przede wszystkim fizycznie rywalem, który w 86. minucie umieścił wprawdzie piłkę w siatce, ale Katoto była na pozycji spalonej. Mimo aż siedmiu doliczonych minut to Francuzki były bliższe kolejnych goli, i to dwukrotnie.

Porażka z dobrym wrażeniem i baraże w perspektywie

Polki zagrały z Francją poprawny mecz. Nieuznany gol oraz kontrowersje przy przynajmniej dwóch potencjalnych rzutach karnych to jednak detale. Piłkarsko wygrała drużyna lepsza. Zawodniczki Laurenta Bonadei w perspektywie całego spotkania dominowały fizycznie. Podopiecznym Niny Patalon nie można jednak odmówić chęci podjęcia rękawicy i próby odwrócenia losów meczu nawet przy dwubramkowej stracie i przy oczywistym braku sił.

Porażka 0:2 oznacza, że Polska zajmie ostatnie, czwarte miejsce w swojej grupie eliminacyjnej, będącej jednocześnie grupą Dywizji A Ligi Narodów. Biało-czerwone spadną więc ligę niżej, ale dzięki temu, że rywalizowały w najwyżej sklasyfikowanej grupie, mimo czwartej lokaty zagrają w barażach o awans na mistrzostwa świata. Te odbędą się w Brazylii w czerwcu i lipcu 2027 roku.

W eliminacjach został jeszcze jeden mecz. 9 czerwca biało-czerwone udadzą się do Holandii, gdzie zmierzą się z faworytem grupy, którego już raz udało się zatrzymać, remisując w Gdańsku 2:2. Jak będzie tym razem?

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz