Przemysł stoczniowy jest sztos. Marcin Ryngwelski o dyszy Korta i precyzyjnym montażu w stoczni

- W świecie, gdzie liczy się każdy węzeł prędkości i każdy kilogram uciągu, rozwiązania takie jak dysza Korta to prawdziwe game-changery. Brzmi tajemniczo? Dla ludzi z branży okrętowej – to chleb powszedni. W skrócie: dysza Korta to element konstrukcyjny, który wspomaga pracę śruby napędowej, zwiększając jej efektywność - mówi Marcin Ryngwelski, prezes zarządu PGZ Stoczni Wojennej.

biznes edukacja gospodarka morska pracuj na morzu przemysł stoczniowy przemysł stoczniowy jest sztos sprzęt i technologie wiadomości

03 sierpnia 2025   |   14:21   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

dysza Korta fot. Wikimedia Commons

dysza Korta fot. Wikimedia Commons

Ludwig Kort – inżynier z wizją i pionier napędu

Za sukcesem dyszy stoi niemiecki inżynier Ludwig Kort – człowiek, który poświęcił lata na badania nad przepływami wodnymi i efektywnością napędów wodnoodrzutowych. Jego prace dotyczyły nie tylko branży morskiej, ale również lotnictwa, gdzie hydrodynamika ma równie duże znaczenie.

W 1936 roku, po wielu latach badań, Kort opatentował swoje rozwiązanie w USA, dając światu konstrukcję, która do dziś nosi jego imię. Jego pomysł na zwiększenie ciągu przy niskich prędkościach okazał się przełomowy i wciąż jest fundamentem wielu jednostek pływających.

Zastosowanie w praktyce: mniej teorii, więcej stali

Choć w dzisiejszym stoczniowym świecie coraz częściej mówi się o rozwiązaniach typu azymutalne pędniki czy napędy elektryczne, dysza Korta nadal ma swoje miejsce – i to nie tylko w podręcznikach.

Ciekawostka? Jak przypomina Marcin Ryngwelski, takie śruby w dyszy Korta zastosowano m.in. na nowoczesnych statkach ZODIAK i PLANETA budowanych dla Urzędu Morskiego w Szczecinie i Gdyni. Wydajność, zwrotność i niezawodność – to nadal kluczowe cechy dla statków operujących w trudnych warunkach hydrograficznych.

Montaż? Precyzja i know-how inżynierski

Montaż dyszy Korta to nie jest robota „na oko”. To jeden z tych momentów, gdzie precyzja technologiczna spotyka się z ciężką stalą i doświadczeniem zespołu montażowego. Cały proces odbywa się w Wydziale Mechanicznym stoczni, często we współpracy z firmami zewnętrznymi wyspecjalizowanymi w montażu zespołów napędowych.

Zanim jednak cokolwiek zostanie przykręcone, wydawana jest szczegółowa instrukcja technologiczna, a tzw. „studnia pędnika” musi spełniać bardzo rygorystyczne tolerancje – mierzone w milimetrach, mimo że mówimy o komponentach ważących nawet kilkadziesiąt ton.

Po montażu konieczny jest test szczelności. Bo w stoczni nie ma miejsca na fuszerkę – jeśli coś cieknie, to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak. A tego nikt nie chce.

Przemysł stoczniowy jest sztos

Dysza Korta to idealny przykład tego, jak rozwiązania z historią nadal mają swoje miejsce w nowoczesnym przemyśle. To także pokaz siły polskiego przemysłu stoczniowego, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością, a precyzyjny montaż i inżynierskie know-how tworzą fundamenty niezawodnych jednostek pływających.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz