Katastrofa promu Jan Heweliusz. 33 lata od jednej z największych tragedii polskiej żeglugi

14 stycznia mija 33. rocznica zatonięcia promu Jan Heweliusz jednej z największych katastrof morskich w historii Polski i całego Bałtyku. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku na wodach pomiędzy Rugią a Bornholmem w sztormie o sile huraganu zginęło 55 marynarzy i pasażerów. Do dziś tragedia ta pozostaje symbolem nie tylko potęgi żywiołu, ale również systemowych zaniedbań w bezpieczeństwie żeglugi.

bezpieczeństwo na świecie pomorze zachodnie ratownictwo morskie wiadomości

14 stycznia 2026   |   09:49   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Wikimedia

fot. Wikimedia

Katastrofa Heweliusza zmieniła sposób, w jaki Europa patrzy na bezpieczeństwo promów typu ro ro. Wiele pytań pozostaje jednak bez jednoznacznej odpowiedzi.

Prom Jan Heweliusz jednostka na granicy bezpieczeństwa

Jan Heweliusz był promem kolejowo samochodowym typu ro ro przystosowanym do przewozu wagonów kolejowych ciężarówek i samochodów. Obsługiwał trasę Świnoujście Ystad która od lat była jednym z najważniejszych połączeń Polski ze Skandynawią.

Już w latach osiemdziesiątych jednostka budziła zastrzeżenia załóg i inspektorów technicznych. Statek miał bardzo wysoką wolną burtę oraz wysoko położony środek ciężkości. Był też wielokrotnie przebudowywany między innymi po pożarze w 1986 roku. Promy tego typu są konstrukcyjnie wrażliwe na utratę stateczności gdy dojdzie do zalania pokładu lub przesunięcia ładunku.

Noc katastrofy jak zatonął Jan Heweliusz

W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku nad południowym Bałtykiem szalał huragan Junior. Wiatr osiągał dwanaście stopni w skali Beauforta a fale przekraczały sześć metrów. Mimo ekstremalnych prognoz Jan Heweliusz wyszedł w morze.

Na pokładzie znajdowało się dziesięć wagonów kolejowych oraz dwadzieścia osiem ciężarówek a także sześćdziesiąt cztery osoby. W trakcie rejsu prom zaczął nabierać coraz większego przechyłu. Najprawdopodobniej doszło do przemieszczenia ciężkiego ładunku oraz do zalewania pokładu przez wodę wdzierającą się na statek. W połączeniu z wadami konstrukcyjnymi doprowadziło to do utraty zdolności prostowania się.

Około godziny piątej rano jednostka osiągnęła przechył krytyczny i po kilkunastu minutach przewróciła się do góry dnem. W wodzie o temperaturze około jednego stopnia Celsjusza szanse na przeżycie były minimalne. Uratowało się tylko dziewięć osób. Zginęło pięćdziesiąt pięć.

Dlaczego doszło do tragedii?

Analizy techniczne nie pozostawiają wątpliwości co do mechanizmu katastrofy. Jan Heweliusz stracił stateczność w wyniku połączenia huraganowej pogody wad konstrukcyjnych i przemieszczenia ładunku.

Na tragedię złożyło się wyjście w morze mimo prognoz sztormowych wrażliwość konstrukcji promu typu ro ro niewystarczające zabezpieczenie wagonów i ciężarówek oraz efekt wolnej powierzchni w zbiornikach i na zalanych pokładach. Był to ten sam mechanizm który rok później doprowadził do zatonięcia promu Estonia.

Odpowiedzialność, która do dziś budzi pytania

Choć przyczyna techniczna jest znana do dziś nie wyjaśniono w pełni odpowiedzialności systemowej. Po tragedii działały Izby Morskie komisje rządowe oraz prokuratura. W 2005 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał jednak że polskie postępowania nie spełniały standardów rzetelności i niezależności.

W praktyce nikt nie poniósł realnej odpowiedzialności za dopuszczenie jednostki do rejsu w warunkach które zatrzymały inne statki w portach. Najważniejsze pytanie brzmi nadal dlaczego promowi pozwolono wypłynąć.

Znaczenie katastrofy dla bezpieczeństwa żeglugi

Katastrofa Heweliusza była dla Polski punktem zwrotnym. Po niej zaostrzono przepisy dotyczące stateczności promów zmieniono zasady mocowania ładunków oraz wprowadzono surowsze procedury pogodowe. Tragedia przyczyniła się do poprawy bezpieczeństwa żeglugi w całej Europie.

Serial Netflixa który przywrócił ogólnokrajową debatę

W ostatnich latach temat katastrofy Jan Heweliusz wrócił do świadomości społecznej dzięki serialowi dokumentalnemu platformy Netflix który na nowo wywołał ogólnopolską dyskusję o przyczynach tragedii i bezpieczeństwie na morzu. Produkcja zwróciła uwagę na wątpliwości wokół śledztw oraz na systemowe zaniedbania które doprowadziły do wypłynięcia promu w warunkach skrajnego zagrożenia.

Dla wielu widzów był to pierwszy kontakt z tą historią. Dla branży morskiej był to sygnał że pamięć o Heweliuszu wciąż jest ważna i że pytania o bezpieczeństwo żeglugi nie tracą na aktualności nawet po ponad trzech dekadach.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz