Drony morskie zmieniły wojnę. Magura, Sea Hunter, Sounder i polski StormRider w światowej czołówce
Trzy lata temu bezzałogowa łódź uderzeniowa była ciekawostką z targów. Dziś to broń, która wypchnęła rosyjską Flotę Czarnomorską z Sewastopola, zestrzeliła dwa myśliwce Su-30 i doczekała się pierwszej na świecie brygady złożonej wyłącznie z operatorów dronów nawodnych. Na tę rewolucję odpowiadają Amerykanie, Izraelczycy, Turcy i Norwegowie, każdy inaczej. Polska ma w tym wyścigu rodzinę StormRider Grupy WB: platformę, która w ciągu roku przeszła od pierwszego pokazu do drugiego modelu i która, choć wciąż jest prototypem, rozwija się w tempie pozwalającym mówić o równaniu do światowej czołówki.
biznes drony inwestycje przemysł zbrojeniowy sprzęt i technologie wiadomości15 września 2026 | 07:27 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. Grupa WB / Gazeta Morska
Ukraina napisała podręcznik
Wszystko, co dziś wiemy o bojowym użyciu bezzałogowych łodzi, wiemy z Morza Czarnego. Ukraina, pozbawiona praktycznie floty nawodnej, zbudowała w dwa lata zdolność, która zmusiła rosyjskie okręty do wycofania się z Krymu do Noworosyjska. Zrobiły to dwie rodziny dronów. Sea Baby, rozwijany przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, to większa jednostka z ciężkim ładunkiem wybuchowym, przeznaczona przede wszystkim do uderzeń na cele stacjonarne: okręty w portach i most Krymski. Magura, rozwijana dla wywiadu wojskowego HUR, jest mniejsza, zwrotniejsza i zaprojektowana do atakowania okrętów w ruchu na otwartym morzu.
Obie trafiły w sierpniu 2023 roku do 385. Brygady Bezzałogowych Systemów Nawodnych, pierwszej jednostki tego typu na świecie. Wersja Magura V5 stała się symbolem nowej wojny morskiej: rój kilku tanich łodzi, każda z ładunkiem kilkuset kilogramów, zatapiał lub uszkadzał okręty warte setki milionów dolarów. Do maja 2025 roku HUR liczył trafienia w kilkanaście rosyjskich celów, w tym okręty desantowe i patrolowe.
Potem stało się coś, czego nie przewidywała żadna doktryna. Powiększona Magura V7, ponad siedmiometrowa łódź z silnikiem wysokoprężnym, dostała pociski powietrze-powietrze AIM-9 Sidewinder i w maju 2025 roku zestrzeliła dwa rosyjskie myśliwce Su-30. Dron nawodny stał się mobilną wyrzutnią przeciwlotniczą. Kolejne wersje otrzymały stabilizowane moduły z karabinami maszynowymi, a w 2026 roku ukraińska armia zaczęła używać łodzi jako nosicieli dronów przechwytujących, które strącają Shahedy nad morzem. Na paradzie w Kijowie w sierpniu tego roku pokazano także większy nosiciel Magura MV11 i nową rodzinę Sargan, uzbrojoną w hangary dla dronów FPV, rakiety kalibru 122 mm i systemy walki elektronicznej.
Producent Magury, firma Uforce, ma już umowę z amerykańskim Red Cat na produkcję wersji V7 dla rynku USA. Ukraiński drony morski przestał być improwizacją i stał się produktem eksportowym.
Amerykanie budują flotę bez załóg
Stany Zjednoczone szły inną drogą, od dużych i drogich demonstratorów do floty. Sea Hunter, 40-metrowy trimaran zbudowany przez Leidos dla agencji DARPA, i jego następca Seahawk przez lata były poligonem doświadczalnym. W styczniu 2026 roku US Navy ogłosiła, że oba trafiają pod kontrolę floty jako pierwsze operacyjne średnie bezzałogowe jednostki nawodne. To symboliczny moment: platformy testowe stały się sprzętem liniowym.
Równolegle rośnie segment mniejszych, szybkich łodzi. MARTAC z Florydy rozwija rodzinę Devil Ray, z katamaranem T38 na czele, testowanym m.in. przez 5. Flotę w Zatoce Perskiej. Textron Systems ma CUSV, pierwotnie łódź do zwalczania min dla okrętów LCS, dziś oferowaną w wersjach rozpoznawczych i uderzeniowych. L3Harris dostarcza MAST-13, znaną z bliskowschodnich testów pod nazwą Arabian Fox. Saildrone idzie w stronę długotrwałej obserwacji: jego żaglowo-elektryczne jednostki Surveyor i Voyager potrafią miesiącami patrolować akwen bez tankowania, co interesuje zarówno flotę, jak i straż przybrzeżną.
Amerykański model to systemowość: łodzie są elementem większej architektury, w której liczy się integracja z okrętami załogowymi, satelitarna łączność i wspólny obraz sytuacji. To także jedyny rynek, który w krótkim czasie może zamówić setki jednostek.
Izrael i Turcja: seryjnie i modułowo
Izraelski Elbit Systems ma w ofercie Seagull, 12-metrową łódź przeznaczoną głównie do zwalczania okrętów podwodnych i min, wyposażoną w sonar holowany i zdalny moduł uzbrojenia. Seagull jest jednym z niewielu bezzałogowców nawodnych, które trafiły do użytkowników eksportowych i pracują w rutynowych zadaniach, a nie tylko na pokazach.
Turcja zbudowała w kilka lat cały segment przemysłu. ULAQ, wspólne dzieło stoczni Ares i firmy Meteksan, był pierwszym tureckim uzbrojonym dronem nawodnym i został wyposażony w pociski kierowane. Marlin, opracowany przez Aselsan i stocznię Sefine, to większa jednostka z modułami walki elektronicznej i uzbrojeniem, testowana w ćwiczeniach NATO. Turecka droga polega na szybkim wchodzeniu w kolejne wersje i na sprzedaży za granicę, zanim produkt w pełni dojrzeje, co jest ryzykowne, ale skuteczne rynkowo.
Norweska szkoła: Kongsberg idzie w pomiary i offshore
Kongsberg jest w tym zestawieniu przypadkiem szczególnym, bo nie próbuje konkurować z Magurą. Norweski koncern buduje zdolności tam, gdzie ma przewagę: w hydrografii, robotyce podwodnej i autonomii dużych jednostek. Sounder, ośmiometrowa łódź Kongsberg Discovery, jest jednym z najbardziej dojrzałych bezzałogowców rozpoznawczych na świecie: prowadzi pomiary dna, poszukuje min i nosi sonary, a w marcu 2026 roku Kongsberg podpisał umowę z Fugro na wykorzystanie tej technologii we flocie badawczej holenderskiego giganta.
Drugi kierunek to skala. Reach Remote 1, 24-metrowa bezzałogowa jednostka wsparcia offshore, zbudowana przez Kongsberg Maritime dla Reach Subsea, od 2025 roku prowadzi badania podwodne u wybrzeży Norwegii, sterowana z lądowego centrum operacyjnego w Horten. Trzeci to głębia: w lipcu 2026 roku Departament Obrony USA wybrał Kongsberg i Oceaneering do zaprojektowania bardzo dużego bezzałogowego pojazdu podwodnego dla US Navy. Do tego dochodzą pojazdy Hugin, od lat używane przez floty NATO, i zdalne moduły uzbrojenia Protector, które Kongsberg Defence & Aerospace dostarcza na platformy innych producentów.
Norwegowie nie budują więc drona kamikadze. Budują ekosystem, w którym bezzałogowa jednostka nawodna jest nosicielem sensorów i węzłem sieci, a nie samą bronią. Dla państw bałtyckich, które muszą pilnować kabli, rurociągów i farm wiatrowych, to model równie ważny jak ukraiński.
Polska: StormRider, od prototypu do rodziny
Na tym tle Grupa WB, firma kojarzona dotąd głównie z dronami powietrznymi FlyEye i amunicją krążącą Warmate, w ciągu roku zbudowała własną pozycję w domenie morskiej. Pierwszy StormRider, jednostka o długości około 8,5 m, został pokazany na MSPO w 2025 roku, po wcześniejszych próbach na Bałtyku, podczas których nieoznakowana łódź w kamuflażu została sfotografowana przez obserwatorów jako "morskie UFO". Kadłub powstał na bazie doświadczeń krajowego przemysłu jachtowego, napęd to silnik wysokoprężny Volvo Penta z pędnikiem strugowodnym, zasięg wynosi około 500 km, a jednostka może działać przy stanie morza 3.
Konfiguracja pokazana rok temu była rozpoznawczo-uderzeniowa: radar nawigacyjny, sonar, głowica optoelektroniczna, zdalny moduł uzbrojenia ZMU-05N z wielkokalibrowym karabinem maszynowym 12,7 mm oraz tubowa wyrzutnia amunicji krążącej Warmate w wersji rozpoznawczej i uderzeniowej. Platforma jest modułowa: ten sam kadłub może pełnić rolę wysuniętego posterunku obserwacyjnego, oceniać skutki uderzeń innych jednostek, zbierać dane hydrograficzne, prowadzić walkę elektroniczną lub wspierać działania sił specjalnych. Może działać w pełni zdalnie, półautonomicznie albo z załogą, co ma znaczenie tam, gdzie przepisy nie dopuszczają jeszcze w pełni bezzałogowej żeglugi. W rozwoju konstrukcji uczestniczyli specjaliści Marynarki Wojennej.
W tym roku łódź otrzymała nazwę StormRider 850, a na MSPO 2026 zadebiutował jej mniejszy kuzyn, StormRider 550. Nowa jednostka ma 5,5 m długości, masę 650 kg, zasięg około 400 km i silnik zaburtowy, który daje około 30 węzłów, a przede wszystkim upraszcza obsługę i obniża koszty eksploatacji. Powstała, jak przyznaje producent, na życzenie potencjalnych użytkowników, którzy szukają jednostek szkolnych i celów pozornych dla okrętów. Rzecznik Grupy WB Remigiusz Wilk mówił wprost, że pierwszym bezzałogowcem nawodnym w polskiej marynarce może być właśnie dron-cel i dron szkolny, tak jak samoloty-cele były pierwszymi bezzałogowcami w siłach zbrojnych na świecie.
Trzeba to nazwać uczciwie: StormRider jest dziś dynamicznie rozwijanym prototypem, a nie sprzętem seryjnym. Nie ma jeszcze zamówienia od Marynarki Wojennej ani od Straży Granicznej, nie ma użytkownika eksportowego, nie ma za sobą użycia bojowego. Ale trzeba też uczciwie powiedzieć, co ma. Ma za sobą realne próby morskie na Bałtyku. Ma dwa modele w rodzinie zamiast jednego. Ma gotową integrację z uzbrojeniem i amunicją krążącą własnej produkcji oraz z systemem dowodzenia TOPAZ, który Grupa WB właśnie sprzedała Chorwacji. Ma wreszcie za sobą firmę, która w domenie powietrznej przeszła dokładnie tę samą drogę: od prototypu przez cel i platformę szkolną do produktu, który dziś kupują sojusznicy. W segmencie, w którym Turcja i Izrael doszły do produktów eksportowych w cztery lata, a Ukraina w dwa, polski harmonogram nie odstaje.
StormRider nie jest jedynym polskim projektem w tej klasie. Ukraińskie media odnotowały w ubiegłym roku, że Polska pokazała własne odpowiedniki Magury i Sea Baby, wymieniając obok StormRidera także projekt SK@RP. To sygnał, że w kraju powstaje nie jeden produkt, ale zalążek segmentu.
Co to oznacza dla Bałtyku
Bałtyk jest dla bezzałogowych łodzi akwenem niemal idealnym: płytki, gęsto pokryty infrastrukturą krytyczną, z portami, terminalami LNG, kablami energetycznymi i rosnącą liczbą farm wiatrowych, których nikt nie jest w stanie patrolować załogowymi okrętami przez całą dobę. Od incydentów z uszkadzaniem kabli i rurociągów NATO prowadzi tu stałą misję obserwacyjną, a państwa regionu inwestują w sensory i jednostki bezzałogowe.
W tej układance mieszczą się wszystkie opisane wyżej modele: ukraiński, w którym tanie łodzie odstraszają flotę przeciwnika, amerykański, w którym bezzałogowce są częścią większej sieci, i norweski, w którym pilnują dna i infrastruktury. Dla Polski, z ponad 500 km wybrzeża, dwoma dużymi portami, terminalem w Świnoujściu i budowanymi właśnie farmami offshore, potrzeba dotyczy każdego z nich. Fakt, że krajowy przemysł ma już platformę, którą można pod te zadania konfigurować, jest w tym kontekście ważniejszy niż to, czy StormRider zdąży do produkcji seryjnej w tym czy w przyszłym roku.
Dziesięć bezzałogowców nawodnych, które dziś wyznaczają standard
Ranking redakcyjny, według stopnia sprawdzenia w realnych operacjach i dojrzałości technicznej: 1. Magura V5 i V7 (Uforce dla HUR, Ukraina), 2. Sea Baby (SBU, Ukraina), 3. Sea Hunter i Seahawk (Leidos, USA), 4. Devil Ray T38 (MARTAC, USA), 5. Seagull (Elbit Systems, Izrael), 6. Sounder (Kongsberg Discovery, Norwegia), 7. ULAQ (Ares Shipyard i Meteksan, Turcja), 8. Marlin (Aselsan i Sefine, Turcja), 9. CUSV (Textron Systems, USA), 10. Saildrone Surveyor (Saildrone, USA). Polski StormRider 850 i 550 (Grupa WB) klasyfikujemy dziś tuż za tą dziesiątką, jako najbardziej zaawansowany prototyp w regionie.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Crist zaczął dziób Huragana. Trzecia fregata Miecznika powstaje w dwóch gdyńskich stoczniach naraz
Grupa WB i Kongsberg zbudują w Gdyni bezzałogowe systemy morskie. Radmor rośnie do 2000 miejsc pracy
76 turbin stoi na Bałtyku. Baltic Power kończy największą kampanię morską i wchodzi w rozruch
Pomost na 1112 metrów w morze pod Lubiatowem ma decyzję środowiskową. Zbiorniki reaktorów przypłyną drogą morską
Trzeci towarzysz Lewiatana. Indratus, dawny Game Changer, wychodzi z Oceanco po refitowaniu
Włosi mają 95-letni żaglowiec i traktują go jak narzędzie promocji państwa. My mamy Dar Młodzieży i spór o nabrzeże
Prezydent podpisał podatek od zysków paliwowych i żąda obniżek od zaraz. Co to oznacza dla rybaków i portów?
Jedna oferta na Port Zewnętrzny w Gdyni. MSC chce zbudować terminal za 5 mld zł, trzej rywale odpadli
Batavia schodzi na ląd. Holendrzy pokazują, co można zrobić ze statkiem, którego nie warto już trzymać na wodzie
Gdańsk i Nowy Jork podpisały list intencyjny. Handel z USA rośnie, brakuje bezpośredniej linii
REKLAMA
REKLAMA