563 lata temu Gdańsk i Elbląg rozbiły flotę Krzyżaków. 44 okręty wielkiego mistrza kontra 30 kaperskich
15 września 1463 roku na wodach Zalewu Wiślanego, między dzisiejszym Kamionkiem Wielkim a Suchaczem, flota Gdańska i Elbląga otoczyła i zniszczyła flotyllę zakonu krzyżackiego dowodzoną osobiście przez wielkiego mistrza Ludwiga von Erlichshausena. Krzyżacy mieli 44 jednostki i około 1500 ludzi, strona polsko-pruska 30 do 32 okrętów. O wyniku zadecydowały doświadczenie kaprów, zaskoczenie i ogień. To największa bitwa morska średniowiecznej Polski i jedno z rozstrzygnięć, które przesądziły o odzyskaniu Pomorza Gdańskiego w pokoju toruńskim 1466 roku.
historia marynarka wojenna wiadomości wojsko zalew wiślany15 września 2026 | 08:13 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. Henryk Baranowski / Bitwa na Zatoce Świeżej 1463 / Narodowe Muzeum Morskie
Wojnę trzynastoletnią zwykło się opowiadać przez bitwy lądowe: klęskę pod Chojnicami w 1454 roku i zwycięstwo pod Świecinem w 1462 roku. Tymczasem konflikt, w którym Związek Pruski i król Kazimierz Jagiellończyk mierzyli się z zakonem, w dużej mierze rozstrzygnął się na wodzie. Gdańska flota kaperska przez lata odcinała Królewiec od dostaw i posiłków z Rzeszy, a bitwa w Zatoce Świeżej sparaliżowała działania zakonu na dolnej Wiśle. Bez panowania na Bałtyku i na Zalewie Polska nie odzyskałaby Pomorza.
Gniew, klucz do dolnej Wisły
Latem 1463 roku wszystko kręciło się wokół Gniewu. Krzyżacki zamek komturski nad Wisłą blokował szlak rzeczny między Gdańskiem a Toruniem, strzegł przeprawy łączącej Prusy z Pomorzem i Rzeszą, a przez to był dla zakonu najważniejszym punktem oporu w delcie Wisły. Pod koniec lipca oblegli go zaciężni królewscy pod dowództwem Piotra Dunina, wspierani przez oddziały Gdańska i Tczewa. Szturmy nie przyniosły skutku, więc Polacy postanowili wziąć twierdzę głodem.
Wielki mistrz Ludwig von Erlichshausen postanowił Gniew odblokować. Plan był ambitny: zebrać pod Królewcem flotyllę, załadować na nią wojsko i zaopatrzenie, przepłynąć Zalew Wiślany, wejść Szkarpawą w deltę Wisły i połączyć się z zaciężnymi Bernarda Szumborskiego, którzy operowali na Pomorzu. Połączona armia miała przywrócić zakonowi kontrolę nad dolną Wisłą. Jedyną drogą, którą dało się to zrobić szybko, była woda.
Pod Królewcem zgromadzono około 44 jednostek. Nie były to okręty wojenne w dzisiejszym rozumieniu, tylko statki rzeczne i przybrzeżne, barki, galary i łodzie rybackie, na które załadowano około 1500 żołnierzy i marynarzy. Sam fakt, że gromadzenie takiej flotylli trwało długo, przesądził o dalszym biegu wydarzeń, bo gdańszczanie zdążyli się przygotować.
Blokada na Szkarpawie
Na początku września flotylla krzyżacka wpłynęła na Zalew i skierowała się na południe, ku Żuławom i Leniwce, czyli lewej odnodze ujścia Wisły. 9 września pod Żuławkami na Szkarpawie natknęła się na blokadę. Gdańszczanie zatopili w wąskim miejscu rzeki duży, przystosowany do obrony galar, a za nim ustawili uzbrojone szniki, mniejsze jednostki kaperskie. Krzyżacy nie byli w stanie przebić się dalej, a odsiecz Szumborskiego nie nadchodziła. Po kilku dniach oczekiwania, 13 września, wielki mistrz wydał rozkaz odwrotu na Zalew.
To był moment, na który czekali dowódcy strony polsko-pruskiej. Gdańskimi okrętami dowodzili doświadczeni kaprowie Wincenty Stolle i Maciej Kolmener, elbląskimi Jakub Vochs, wcześniej również w służbie gdańskiej. Na pokładach byli także zaciężni królewscy. Flota ruszyła w pościg za cofającym się przeciwnikiem. Krzyżacy, po nocy spędzonej w okolicach Tujska, wyszli na Zalew i zatrzymali się w Zatoce Świeżej, przy brzegu na wysokości dzisiejszego Suchacza i Kamionka Wielkiego, niedaleko Tolkmicka. Na nocnej naradzie Stolle, Kolmener i Vochs ustalili plan: zamknąć Krzyżakom drogę na Zalew i otoczyć ich szykiem półksiężyca.
Półksiężyc, hakownice i płonące bełty
O świcie 15 września nad Zatoką leżała mgła. Okręty gdańskie i elbląskie ustawiły się w ciszy szerokim półksiężycem wokół stłoczonej przy brzegu flotylli zakonnej. Krzyżacy zostali całkowicie zaskoczeni. Na rozkaz do ataku kaprowie ruszyli ze wszystkich stron naraz.
Bitwa zaczęła się od wymiany ognia. Żadna ze stron nie miała artylerii pokładowej z prawdziwego zdarzenia, poza pojedynczymi działami, więc walczono hakownicami, samopałami, kuszami i łukami. Najskuteczniejsze okazały się strzały i bełty owinięte płonącymi szmatami: marynarze gdańsko-elbląscy podpalili wiele jednostek zakonnych, a na ciasno stojących, drewnianych łodziach ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Potem przyszły abordaże. Na zatłoczonych pokładach, w dymie, walczono wręcz, a przewaga wyszkolonych w bojach kaperskich załóg nad zaciężnymi i przymusowo wcielonymi rybakami była miażdżąca.
Flotylla wielkiego mistrza przestała istnieć. Prawie wszystkie jednostki zostały zdobyte lub spalone, Krzyżacy stracili kilkuset zabitych i kilkuset jeńców, a Ludwig von Erlichshausen zdołał uciec łodzią do Królewca. Straty strony polsko-pruskiej były niewielkie.
Co przesądziła bitwa
Skutki przyszły szybko. Gniew, pozbawiony nadziei na odsiecz, skapitulował na początku 1464 roku, a zakon stracił zdolność prowadzenia operacji w delcie Wisły i na Zalewie. Bernard Szumborski, który miał połączyć się z wielkim mistrzem, został na Pomorzu sam. Dla Gdańska bitwa oznaczała definitywne potwierdzenie panowania na wodach między Wisłą a Królewcem, a dla Elbląga, który przez wojnę stał po stronie Związku Pruskiego, jeden z najważniejszych momentów w dziejach miasta.
Trzy lata później, w II pokoju toruńskim, Polska odzyskała Pomorze Gdańskie, ziemię chełmińską i Warmię, a zakon stał się lennikiem króla. Historycy wojskowości, m.in. Józef Wiesław Dyskant w monografii Zatoka Świeża 1463 i Edmund Kosiarz w Bitwach morskich na Bałtyku, zgodnie wskazują, że wojnę trzynastoletnią wygrano w dużej mierze na wodzie: przez blokadę Królewca i przez rozbicie floty zakonu w Zatoce Świeżej.
Bitwa, którą Polska pamięta słabo
Mimo skali i znaczenia bitwa na Zalewie Wiślanym pozostaje w cieniu Grunwaldu i Chojnic. Powodów jest kilka. Nie było w niej wielkich okrętów ani nazwisk, które trafiłyby do podręczników, walczyli kaprowie i mieszczanie, a nie rycerstwo. Toczyła się na wodzie, której przez wieki nie uważano w Polsce za pole bitwy. I była zwycięstwem miast pruskich walczących o własne przywileje u boku króla, co nie mieściło się w prostej opowieści o polskim rycerstwie przeciw zakonowi.
Pamięć próbuje odbudować Elbląg. Od 2023 roku, w 560. rocznicę bitwy, w Tolkmicku organizowane są inscenizacje na wodzie, a lokalne kluby żeglarskie i muzea przypominają, że największa bitwa morska średniowiecznej Polski rozegrała się kilka kilometrów od miasta. Bitwę uwiecznili malarze morscy: Marian Mokwa i Henryk Baranowski, którego obraz Bitwa na Zalewie Wiślanym z 1988 roku znajduje się w zbiorach Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
Zalew, który znów jest szlakiem
Jest jeszcze jeden powód, żeby o tej bitwie pamiętać dziś. Zalew Wiślany, przez wieki zamknięty akwen z jedynym wyjściem na morze przez Cieśninę Piławską po rosyjskiej stronie, od 2022 roku ma własny kanał przez Mierzeję Wiślaną, a Elbląg wraca do roli portu morskiego. Wody, na których w 1463 roku rozstrzygnęła się kontrola nad dolną Wisłą, znów są przedmiotem sporu o dostęp, żeglugę i bezpieczeństwo, tym razem między Polską a Rosją.
Zwycięstwo w Zatoce Świeżej przypomina prostą zasadę, która nie zmieniła się przez 563 lata: kto panuje na wodzie u ujścia Wisły, ten decyduje o tym, co dzieje się na lądzie za nią. W 1463 roku rozumieli to kaprowie z Gdańska i Elbląga. Warto, żeby rozumieli to także ci, którzy dziś planują porty, kanały i obronę polskiego wybrzeża.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Dwa wraki Lancasterów, jedna operacja. Bombowce spadały nad Bałtykiem, zrzucając miny rozbrajane do dziś
Siedmiu poległych na wojnie, siedmiu w czasie pokoju. Błyskawica ma 90 lat i wciąż nosi banderę
Batavia schodzi na ląd. Holendrzy pokazują, co można zrobić ze statkiem, którego nie warto już trzymać na wodzie
17 września 1939. Sowieci wkroczyli do Polski. Agresja, deportacje i Katyń
Prawie 5000 motocykli w drodze do Piaśnicy. Pamięć o zbrodni, której Niemcy nie zdołali spalić
Samobójstwo według SB, zabójstwo według Solidarności. IPN szuka odpowiedzi po 43 latach
IX Motocyklowy Rajd Piaśnicki 12 września. Motocykliści oddadzą hołd ofiarom zbrodni w Lasach Piaśnickich
Donald Tusk na Westerplatte: Równie ogłuszająca jak salwy ze Schleswiga-Holsteina była samotność polskich żołnierzy
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz na Westerplatte: Nigdy więcej Polski, która miała tylko odwagę
Prezydent RP Karol Nawrocki na Westerplatte: Pamięć o 1 września wymaga prawdy i odpowiedzialności
REKLAMA
REKLAMA