Maciej Samsonowicz: Setki miliardów na obronność mają budować polską gospodarkę

Jeszcze niespełna dwa lata temu Kaszubia była hasłem z konferencji prasowej w Gdyni i śmiałą wizją drugiego Śląska nad Bałtykiem. Dziś to konkrety: norweski Kongsberg z planem uruchomienia dwóch zakładów, lądowego i morskiego, w których powstaną wieżyczki średniego kalibru i bezzałogowe jednostki morskie, gdyńska hala systemów antydronowych Advanced Protection Systems, satelitarne radary syntetycznej apertury spółki Eycore oraz koreańska inwestycja przy nabrzeżach Pomorza Zachodniego. Pierwsza fala deklaracji zbliża się do miliarda złotych, a w kolejce czekają już Rheinmetall, amerykański X-Energy z fabryką paliwa do małych reaktorów i szwedzki Saab. W tle są setki miliardów złotych, które Polska wyda w tej dekadzie na obronność, w tym blisko 200 miliardów z unijnej pożyczki SAFE, i teza, którą nasz rozmówca powtarza jak mantrę: te pieniądze muszą zostać w kraju i zbudować polską gospodarkę, a Pomorze ma być pierwszym miejscem, gdzie ten model zostanie sprawdzony w praktyce.

rozmowa biznes gospodarka morska inwestycje opinie i komentarze polityka pomorze sprzęt i technologie wiadomości wojsko

05 września 2026   |   10:38   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Maciej Samsonowicz / Sejm RP

fot. Maciej Samsonowicz / Sejm RP

Maciej Samsonowicz, doradca wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, jest autorem koncepcji i koordynatorem grupy roboczej Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia, państwowej inicjatywy o znaczeniu obronnym, obejmującej województwa pomorskie, zachodniopomorskie i kujawsko-pomorskie. Projekt jest, obok Paktu dla Bezpieczeństwa Polski Pomorze Środkowe oraz Deklaracji Bałtyckiej, jednym z trzech filarów Tarczy Bałtyk. Specjalizacja okręgu to energetyka jądrowa i offshore, porty i logistyka morska, stocznie i przemysł obronny podwójnego zastosowania oraz systemy bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej.

W rozmowie wracają nazwy, które na Pomorzu odmienia się dziś przez wszystkie przypadki: tania energia z bałtyckich farm wiatrowych, elektrownia jądrowa pod Choczewem, Droga Czerwona, instrument SAFE i rządowy program Polska Zbrojna. I jeszcze jedna instytucja, bez której ta układanka się nie domknie: Bank Gospodarstwa Krajowego, operator Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych i gwarant finansowania, które ma przeprowadzić pomorskie firmy od listu intencyjnego do seryjnej produkcji. Rozmawiamy przed ARMA Forum, całorocznego cyklu konferencji branżowych, w którym Zielony Okręg Przemysłowy Kaszubia otrzyma własne wydarzenie w Wejherowie, w sercu Małego Trójmiasta Kaszubskiego, które ma stać się jednym z filarów okręgu.

Kaszubia ma już pierwszego zagranicznego inwestora z sektora obronnego, a kolejne podmioty deklarują zaangażowanie. Jak dziś ocenia pan wolumen realnie zakontraktowanego kapitału wobec samych deklaracji i jaki jest zakładany harmonogram nakładów?

Maciej Samsonowicz: Norweski Kongsberg, jako pierwszy inwestor zagraniczny, zapowiedział uruchomienie produkcji na Pomorzu: wieżyczek średniego kalibru, ich integracji z systemami antydronowymi oraz bezzałogowych jednostek morskich. Mówimy o nakładach przekraczających dwieście milionów złotych i nawet dwóch zakładach, lądowym i morskim. Advanced Protection Systems przeznacza sto milionów na zwiększenie mocy produkcyjnych i budowę hali w Gdyni lub okolicach. Eycore przeznacza pięćdziesiąt milionów na centrum z clean roomem i na radary satelitarne. W województwie zachodniopomorskim, przy udziale spółki PKP Cargo i partnera koreańskiego, rozmawiamy o inwestycji rzędu pół miliarda złotych w nowoczesne zaplecze przemysłowo-logistyczne. To jest pierwsza fala. Jeśli ją zsumować, jesteśmy w okolicach miliarda złotych deklaracji u kilku podmiotów, a kolejni czekają w kolejce. Już na tę chwilę mamy gotowość niemieckiego Rheinmetalla do zainwestowania 500 mln zł, amerykańskiego X-Energy do inwestycji rzędu miliarda dolarów w fabrykę paliwa do SMR czwartej generacji, amerykańskiej firmy Quantum Space, która chce współpracować z polskimi firmami, czy szwedzkiego Saaba na ponad 300 mln zł.

Pracując z inwestorami, nie zapominamy o nakładach na infrastrukturę: Droga Czerwona, łącząca Port Gdynia z siecią dróg krajowych, modernizacja linii kolejowej numer 202, sieci energetyczne, pierwszy odcinek obwodnicy. Bez tego przemysł po prostu nie ruszy. Nie da się prowadzić wielkogabarytowej produkcji i logistyki morskiej bez sprawnego dojazdu oraz mocy przyłączeniowej. Pierwsze inwestycje już ruszają w horyzoncie lat 2026-2028. Do tego energetyczny fundament Kaszubii, morskie farmy wiatrowe, narasta od tego roku, a przecież dołączy też elektrownia jądrowa pod Choczewem. To projekt rozpisany na całą dekadę, a nie na jeden cykl budżetowy. Dodam, że tempa nabiera też otoczenie instytucjonalne: powstał Parlamentarny Zespół do spraw Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia, projekt popierają samorządowcy wszystkich szczebli, buduje się wokół niego szeroki, ponadpartyjny konsensus. A to dla inwestorów jasny sygnał, że nie jest to inicjatywa jednej kadencji.

Najnowszy, dość nieoczywisty pomysł na inwestycję to KGHM i pomorskie złoża potasu. Jak to się wpisuje w okręg?

Wpisuje się modelowo i bardzo mnie cieszy. Mówimy o rozpoznanych złożach soli potasowo-magnezowej w rejonie Mieroszyna, w powiecie puckim. To surowiec do produkcji nawozów mineralnych, którego znaczenie po wybuchu wojny w Ukrainie i zawirowaniach na rynkach surowcowych mocno wzrosło. Czyli nie obronność w wąskim sensie, lecz bezpieczeństwo żywnościowe i niezależność surowcowa. A to jest dokładnie ta sama logika odporności państwa, na której opieram cały okręg.

Dlatego podkreślam: Zielony Okręg Przemysłowy Kaszubia nie jest wyłącznie projektem regionalnym. To element szerszej koncepcji budowy bezpieczeństwa gospodarczego i strategicznego całego basenu Morza Bałtyckiego, a potencjalna inwestycja KGHM w eksploatację tych złóż miałaby znaczenie wykraczające daleko poza wymiar biznesowy. Resort obrony patrzy na nią nie tylko przez rachunek ekonomiczny, ale i przez pryzmat bezpieczeństwa państwa oraz krajowych zdolności produkcyjnych, i dlatego włączył się w rozmowy.

Co dla mnie istotne, projekt ma mocne poparcie samorządów. Pisma popierające trafiły do władz centralnych między innymi od starosty puckiego oraz burmistrzów Władysławowa i Rumi. To pokazuje powtarzalny wzorzec Kaszubii: inwestycja o znaczeniu dla bezpieczeństwa, która jednocześnie tworzy miejsca pracy i przyciąga infrastrukturę, i którą region traktuje jak własną.

Najpierw infrastruktura, dopiero potem fabryki, mówi pan. Skąd ta kolejność? To logika gospodarcza czy obronna?

Jedna i druga, i to jest cała istota Kaszubii. Te same drogi i te same linie kolejowe, które obsłużą przemysł, są jednocześnie infrastrukturą obronną. Wojna w Ukrainie brutalnie przypomniała, jak kluczowe jest zaplecze logistyczne: drogi, porty, trasy kolejowe. Kaszubia jest częścią Paktu dla Bezpieczeństwa Polski Pomorze Środkowe, którego celem jest przygotowanie regionu do szybkiego przyjęcia i rozmieszczenia wojsk sojuszniczych. Mówię czasem, że te drogi, które chcemy budować, to drogi pokoju, bo jeśli każde państwo NATO jest w stanie sprawnie przerzucić siły, do wojny w ogóle nie musi dojść. Można więc powiedzieć, że odstraszanie zaczyna się od asfaltu i od torów.

Droga Czerwona jest tu symbolem. O jej strategicznym charakterze nasi sojusznicy z USA pisali wcześniej niż polscy politycy, a moi poprzednicy odkładali ją na półkę. Ja podchodzę do tego bardzo poważnie. Zespół, w ramach Paktu, przygotował komplet rekomendacji infrastrukturalnych. Wiemy, które inwestycje muszą powstać ze względu na obronność, ale chcemy, żeby te same inwestycje pracowały na co dzień dla gospodarki regionu i Polski. To jest model podwójnego zastosowania w najczystszej postaci: jeden nakład, dwie funkcje. Most, który w czasie pokoju wozi kontenery, a w razie kryzysu ciężki sprzęt.

Tu pracujemy równolegle. Uzbrajamy teren drogowo, kolejowo i energetycznie, a jednocześnie pracujemy z inwestorami. To także najuczciwszy sposób rozmowy z mieszkańcami: pokazujemy, że projekt zostawia po sobie trwałą, użyteczną infrastrukturę, z której skorzysta każdy, niezależnie od tego, ile fabryk powstanie.

Komponent OZE jest wpisany w samą nazwę okręgu. W jakim stopniu dostęp do lokalnej, zeroemisyjnej energii przekłada się na koszt finansowania i kwalifikowalność projektów do instrumentów unijnych, od taksonomii po fundusze transformacyjne?

To nie jest ozdobnik, to jest oś całej konstrukcji i dlatego słowo "zielony" stoi w nazwie, a nie w podtytule. Kiedy projektowaliśmy Kaszubię, wyszliśmy od prostej obserwacji dotyczącej kierunku, w którym zmierza finansowanie europejskie. Komponent zielonej energii przy nowych inwestycjach będzie wkrótce nie tyle premiowany, co po prostu wymagany, i ten wymóg będzie stale rósł. Rozumiejąc tę logikę, od razu postanowiliśmy zaproponować model, który czyni to miejsce najatrakcyjniejszym dla inwestorów w Europie. Właśnie dlatego, że po finansowanie idzie się dziś do instytucji, które na ten czynnik patrzą w pierwszej kolejności.

Działają tu dwa mechanizmy. Pierwszy jest twardo ekonomiczny. Z prostego rachunku wynika, że jeśli zaproponujemy prąd o około trzydzieści procent tańszy na opłacie przesyłowej niż w reszcie kraju, to firma dojdzie do wniosku, że warto tu lokować inwestycję. Dla przemysłu energochłonnego, a taki w dużej części jest przemysł obronny, kosmiczny, hutniczy czy centra danych, koszt energii to często różnica między rentownością a jej brakiem. To nie jest zachęta marketingowa, to jest pozycja w modelu finansowym, którą inwestor wpisuje do arkusza.

Drugi mechanizm jest finansowy i mniej oczywisty, a moim zdaniem ważniejszy w długim terminie. Inwestycja zasilana zeroemisyjną energią, z morskich farm wiatrowych, a docelowo z atomu, znacznie łatwiej spełnia kryteria taksonomii Unii Europejskiej oraz kryteria ESG banków i funduszy. A spełnienie tych kryteriów to nie kwestia wizerunku, tylko realnie niższy koszt kapitału: tańsze finansowanie dłużne, dostęp do instrumentów transformacyjnych, mniejsza marża ryzyka. W świecie, w którym cywilny obieg finansowania jest coraz mocniej zazieleniany, lokalizacja gwarantująca zielony prąd staje się po prostu tańsza w obsłudze.

Najlepszym dowodem, że to działa, są branże, które same się zgłaszają. Są firmy zainteresowane budową w regionie kilku centrów danych, każde o wartości miliardów złotych, właśnie dlatego, że data center potrzebuje ogromnych ilości czystej i taniej energii, a to w Kaszubii będzie dostępne. Mówiąc wprost: zielona energia w Kaszubii pełni podwójną rolę. Obniża rachunek za energię dziś i obniża koszt pieniądza jutro. Jedno i drugie przyciąga kapitał.

Bazą energetyczną mają być bałtyckie morskie farmy wiatrowe, których pierwsze moce właśnie wchodzą do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Na ile harmonogram przyłączeń farm jest zsynchronizowany z planowanym rozruchem zakładów w okręgu?

Tu trzeba mówić językiem dat, a nie obietnic, bo akurat w offshorze daty są już dość twarde. Pierwsza polska morska farma wiatrowa, Baltic Power, wspólny projekt Grupy Orlen i Northland Power, o mocy około 1,2 gigawata, dostarczyła pierwszy prąd tego lata, a pełną eksploatację siedemdziesięciu sześciu turbin ma osiągnąć w drugiej połowie 2026 roku. Pokryje wówczas około trzech procent krajowego zapotrzebowania i zasili ponad półtora miliona gospodarstw domowych. Największy projekt pierwszej fazy, Baltica 2 Grupy PGE i Ørsteda, o mocy blisko półtora gigawata, da pierwszą energię w pierwszej połowie 2027 roku, z komercyjnym startem do końca tego roku. Za nimi idą kolejne: Baltica 3, projekty Bałtyk 2 i 3 konsorcjum Polenergii i Equinora, farmy BC-Wind, RWE czy Ocean Winds.

Powtarzam więc to, co mówię od początku: najpierw uruchamiane są morskie farmy wiatrowe, a dopiero później dołączy elektrownia jądrowa pod Choczewem, o mocy około trzech gigawatów. To naturalna kolejność: offshore wchodzi w tej dekadzie, atom w kolejnej.

Mamy tu dwie krzywe, które rosną równolegle i które konsekwentnie do siebie zbliżamy. Pierwsze zakłady Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia ruszają w latach 2026-2028, czyli dokładnie wtedy, gdy do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego zaczynają trafiać kolejne gigawaty energii z morskich farm wiatrowych. Oznacza to, że już w najbliższych latach inwestorzy będą mogli korzystać z coraz większej ilości konkurencyjnej, zielonej energii, a wraz z uruchamianiem kolejnych farm i energetyki jądrowej jej dostępność będzie systematycznie rosła.

Równolegle prowadzimy prace ze spółkami energetycznymi, aby strategiczni inwestorzy budujący potencjał obronny państwa mogli liczyć na priorytetowe warunki przyłączenia oraz rozwiązania zapewniające im stabilne i konkurencyjne dostawy energii. Naszym celem jest równoczesny rozwój przemysłu obronnego i rozwój nowoczesnej energetyki.

Rośnie także całe zaplecze infrastrukturalne regionu: porty instalacyjne w Świnoujściu i Gdańsku, bazy serwisowe w Łebie i Ustce, a także budowa Portu Zewnętrznego w Gdyni i rozbudowa portu w Kołobrzegu. To infrastruktura, która będzie pracowała na rzecz bezpieczeństwa i gospodarki Polski przez kolejne dekady.

Czy zasilanie energochłonnych zakładów ma opierać się na umowach typu PPA i dedykowanych przyłączach, czy na bilansowaniu w ramach KSE? I jaką rolę odgrywa tu tempo rozbudowy sieci przesyłowej PSE?

To nie jest wybór "albo-albo", tylko model warstwowy, i tak trzeba go rozumieć. Fundamentem zawsze pozostaje Krajowy System Elektroenergetyczny, bo żaden poważny zakład nie oprze się wyłącznie na jednym źródle. Morska energetyka wiatrowa jest z natury zmienna i wymaga bilansowania, do czego potrzebne są moce sterowalne, dziś gazowe, docelowo jądrowe. Bezpieczeństwo dostaw daje system, a nie pojedyncza farma.

Na tym fundamencie chcemy budować umowy długoterminowe typu PPA, które dają inwestorowi to, czego potrzebuje najbardziej: przewidywalną cenę energii na lata, często wprost z konkretnej farmy. Dla części projektów, tych największych i najbardziej energochłonnych, sensowne będą również dedykowane przyłącza i rozwiązania bliskie modelowi linii bezpośredniej. Kombinacja jest więc taka: PPA i przyłącze dedykowane tam, gdzie skala to uzasadnia, plus bilansowanie i bezpieczeństwo z poziomu KSE. Różni inwestorzy będą wybierać różny mix, i dobrze, bo elastyczność jest tu atutem.

I tu dochodzimy do wąskiego gardła, którego nie wolno przemilczać: tempa rozbudowy sieci przesyłowej PSE. Można wyprodukować na morzu gigawaty, ale jeśli nie ma stacji najwyższych napięć i linii, które wyprowadzą tę moc na ląd i rozprowadzą ją do odbiorców, energia zostaje uwięziona. Dlatego z taką uwagą patrzymy na inwestycje operatora i na lądową infrastrukturę farm, choćby na stację transformatorową pod Choczewem, na blisko trzynastu hektarach, która jest sercem wyprowadzenia mocy z Baltiki 2.

Mówiąc wprost: rozbudowa sieci jest dla Kaszubii równie krytyczna, co same farmy.

Do okręgu dołączyły APS i Eycore, systemy antydronowe oraz radary SAR, z zapowiedzią hali pod Gdynią. Jakich kolejnych ogniw łańcucha dostaw i jakiej skali zatrudnienia inżynieryjnego można się spodziewać w nadchodzących kwartałach?

Te firmy to dobra ilustracja tego, o co nam chodzi, bo każda reprezentuje inny segment. APS jest poddostawcą polskiego systemu antydronowego SAN i rozwija jedne z najbardziej zaawansowanych w Europie rozwiązań przeciwko dronom. To twarda, obronna część okręgu: sto milionów złotych i hala pod Gdynią.

Eycore to komponent kosmiczny: radary syntetycznej apertury dla satelitów, centrum z clean roomem, pięćdziesiąt milionów, a pierwszy satelita już trafił na orbitę. Kongsberg dostarcza nowoczesne uzbrojenie, systemy bojowe oraz rozwiązania dla platform bezzałogowych lądowych i morskich. Już samo to pokazuje trzy różne osie: bezzałogowce i antydron, kosmos i sensory, uzbrojenie. Efektem mają być nawet dwie setki nowych etatów dla inżynierów i specjalistów technicznych.

Czego spodziewam się dalej? Logika łańcucha dostaw jest tu przejrzysta. Wokół takich inwestycji powstaną kolejne ogniwa: mikroelektronika i podzespoły, czujniki, układy łączności, oprogramowanie i sztuczna inteligencja do analizy obrazu radarowego, kompozyty oraz precyzyjna obróbka, napędy, a wreszcie, i to podkreślam, serwis i utrzymanie. Osobno widzę silny komponent offshore: firmy produkujące elementy dla morskiej energetyki wiatrowej, jak Grupa Przemysłowa Baltic. Ta już jest dostawcą wież i kandydatem na dostawcę dla elektrowni jądrowej Westinghouse, a niedawno złożyła wniosek na ponad siedemset milionów złotych na inwestycje w kierunku dual-use. I wreszcie centra danych, o których już wspominałem.

Dlaczego tak zależy mi na serwisie i utrzymaniu? Bo tam leży trwała wartość. Pamiętajmy, że koszt samego zakupu sprzętu to mniej więcej trzydzieści procent jego ceny w całym cyklu życia. Pozostałe siedemdziesiąt procent to utrzymanie, serwis, modernizacja, szkolenia, i to właśnie w tej części zostają kompetencje, miejsca pracy oraz marża na dekady. Nie chcę, żeby pomorskie firmy skręcały komponent i na tym kończyły swoją rolę. Chcę, żeby integrowały, serwisowały, rozwijały i szkoliły.

Co do skali zatrudnienia: na tę chwilę to już tysiąc nowych miejsc pracy, ale to dopiero początek. Docelowo chcemy, żeby pojawiło się sto tysięcy nowych miejsc pracy. Już w nadchodzących kwartałach przybywać będzie przede wszystkim etatów inżynieryjnych, wysoko płatnych i wymagających kompetencji, których kształcenie musimy zacząć już teraz, a nie wtedy, gdy hale będą gotowe.

Zatrzymajmy się przy Kongsbergu. Co obecność globalnego koncernu zbrojeniowego mówi o charakterze okręgu?

Kiedy koncern tej klasy, jako pierwszy inwestor zagraniczny, decyduje się ulokować na Pomorzu produkcję, i to nie jeden, a od razu dwa zakłady, lądowy i morski, to jest sygnał dla całego rynku, że tu warto być. Za Kongsbergiem idą kolejni, bo nikt nie chce zostać z tyłu.

Istotny jest też profil tej produkcji, która ma być przede wszystkim na eksport, co zawsze ma korzystny wpływ na gospodarkę Polski. To ważne, żeby nie budować konkurencji dla polskiego rynku zbrojeniowego. Norweskie zaangażowanie ma także wymiar sojuszniczy. Norwegia przystąpiła do tej współpracy i podpisała się pod Deklaracją Bałtycką. Obecność Kongsberga to zarazem kontrakt gospodarczy i element budowania bałtyckiego ekosystemu obronnego, w którym sojusznicy nie tylko handlują, ale wspólnie produkują. To dla mnie modelowy przykład tego, czym Kaszubia ma być w skali międzynarodowej.

Produkujemy na Pomorzu narzędzia, których potrzebuje Pomorze.

Okręg sąsiaduje z infrastrukturą krytyczną Bałtyku, farmami, kablami i terminalem LNG, coraz częściej narażoną na zagrożenia bezzałogowe i podwodne. W jakim stopniu zdolności radarowe i systemy C-UAS firm z okręgu mogą wzmocnić ochronę i świadomość sytuacyjną na tym akwenie?

Kaszubia jest częścią szerszej koncepcji bezpieczeństwa basenu Morza Bałtyckiego. Akty sabotażu podmorskiej infrastruktury krytycznej czy incydenty z udziałem bezzałogowców przestały być scenariuszem z ćwiczeń sztabowych. To jest rzeczywistość ostatnich lat na Bałtyku. A my mamy na tym akwenie coraz gęstszą sieć obiektów, które trzeba chronić: morskie farmy wiatrowe, kable energetyczne i telekomunikacyjne, gazociągi, w tym Baltic Pipe, oraz terminal LNG w Świnoujściu. Im więcej tej infrastruktury, tym większa powierzchnia do ochrony.

I tu okręg ma do zaoferowania coś więcej niż miejsca pracy. Ma do zaoferowania zdolności. Systemy przeciwdziałania dronom, jakie rozwija APS, oraz radary obserwacyjne, w tym satelitarne radary SAR Eycore, to dokładnie te technologie, które budują świadomość sytuacyjną nad wodą i pod wodą. Radar syntetycznej apertury widzi przez chmury i w nocy, niezależnie od pogody. To nieoceniona, całodobowa warstwa monitoringu rozległego akwenu. Systemy C-UAS odpowiadają z kolei na zagrożenie, które jeszcze pięć lat temu traktowaliśmy marginalnie, a dziś jest jednym z najpoważniejszych.

Logika jest więc taka, że produkujemy na Pomorzu narzędzia, których potrzebuje Pomorze i szerzej cały region. Firma, która buduje radar czy system antydronowy w Gdyni, ma kilkadziesiąt kilometrów dalej na Bałtyku realny obiekt do ochrony i realnego, wymagającego klienta. To skraca pętlę między technologią a wdrożeniem i podnosi jakość obu.

Tę synergię uważam za konkretny wkład w zobowiązania, jakie Polska przyjęła w Deklaracji Bałtyckiej, pierwszym twardym dokumencie, w którym państwa basenu Morza Bałtyckiego: Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Szwecja, Dania, Niemcy i Norwegia, zobowiązały się do współpracy, w tym do ochrony infrastruktury krytycznej, tej nawodnej i tej podwodnej. Wkrótce będziemy robili gospodarczy follow-up Deklaracji Bałtyckiej i w centrum tego będzie właśnie Kaszubia.

Wspomniał pan o zagrożeniach podwodnych. Czy okręg może oferować zdolności także na tym, najtrudniejszym, poziomie?

To jest najtrudniejszy obszar, bo pod wodą widać najmniej, a tam właśnie biegną kable i rurociągi. I tu wracają bezzałogowe jednostki morskie. Autonomiczne platformy nawodne i podwodne to przyszłość dozoru akwenu. Mogą patrolować, prowadzić rozpoznanie, monitorować dno i przyłącza w sposób ciągły, taniej i bez narażania ludzi. To jest dokładnie ten segment, który chcemy w okręgu rozwijać.

Mamy na Pomorzu firmy i uczelnie, które potrafią rozwijać sensory, autonomię i analizę danych. To jest realny fundament, na którym taką zdolność można zbudować, i jeden z powodów, dla których ten przemysł powinien stać właśnie tu. Dlatego też będziemy w Gdyni budowali centrum kompetencji dla bezzałogowych platform w domenie podwodnej i nawodnej.

Jednym z czterech filarów okręgu są stocznie. Odnotujmy, że w Gdyni i Gdańsku trwa największa od dekad modernizacja Marynarki Wojennej. Jak Kaszubia wpisuje się w ten stoczniowy renesans?

W gdyńskiej PGZ Stoczni Wojennej, najstarszej czynnej stoczni wojennej w Polsce, działającej nieprzerwanie od 1922 roku, powstają trzy wielozadaniowe fregaty programu Miecznik, największego kontraktu w historii polskiego przemysłu okrętowego, o wartości ponad piętnastu miliardów złotych. Pierwsza, ORP Wicher, została zwodowana w sierpniu tego roku; kolejne, Burza i Huragan, są już w budowie, a całość ma trafić do floty w latach 2029-2031. Ta sama stocznia buduje okręt ratowniczy Ratownik. W Gdańsku, w Remontowej Shipbuilding, powstają niszczyciele min Kormoran II oraz okręty rozpoznania radioelektronicznego Delfin. A niedawno podpisano umowę na okręty hydrograficzne, finansowaną już ze środków SAFE. Do tego dochodzi program Orka, czyli okręty podwodne, w którym wskazano ofertę szwedzką, a serwis tych jednostek ma się odbywać w polskich stoczniach. To nie są plany, to się już dzieje.

Dlaczego to dla Kaszubii tak istotne? Bo pokazuje w praktyce dokładnie ten model, o który w całym okręgu walczę. PGZ Stocznia Wojenna od początku programu Miecznik podwoiła zatrudnienie, a udział polskich dostawców w jej programach modernizacyjnych sięga już około czterdziestu procent i ma rosnąć. Przy samym Mieczniku współpracuje ponad sto firm. To żywy dowód, że duży program zbrojeniowy potrafi pociągnąć za sobą setki etatów i cały łańcuch krajowych poddostawców. Zadaniem okręgu jest ten łańcuch zagęszczać i utrwalać.

Zaznaczę: programy Marynarki Wojennej prowadzi resort obrony i Polska Grupa Zbrojeniowa, to nie są formalnie inwestycje w ramach Kaszubii. Ale okręg i te programy żywią się tym samym: pomorskimi kadrami, pomorskimi stoczniami, pomorskim zapleczem badawczym. Jak mówi dowództwo Marynarki, bezpieczny Bałtyk to bezpieczna Polska, a energetyka przenosi się dziś z południa na północ. Kaszubia jest gospodarczym dopełnieniem tej samej myśli. A na horyzoncie są kolejne zamówienia, choćby korwety do obrony Bałtyku, które ten stoczniowy renesans przedłużą na lata.

Największa wartość nie leży w jednorazowej budowie, tylko w dziesięcioleciach serwisu.

Zielony Okręg Przemysłowy Kaszubia jest partnerem ARMA Forum, które w nowej formule całorocznego cyklu konferencji poświęci okręgowi osobne wydarzenie w Wejherowie. Jak postrzega pan rolę takiej platformy w integracji pomorskiego ekosystemu przemysłowo-badawczo-obronnego i w budowaniu krajowego local content?

Takie wydarzenia jak ARMA Forum to nie są dodatki do projektu, to jego tkanka łączna. Kaszubia z definicji łączy trzy światy, które na co dzień mówią różnymi językami: przemysł, naukę i obronność, a do tego dochodzą samorząd i finanse. Te środowiska muszą się spotykać, poznawać nawzajem swoje potrzeby i możliwości, bo inaczej każde z nich będzie optymalizowało własny wycinek, a całość się nie złoży. Forum daje na to przestrzeń: duża firma zbrojeniowa poznaje lokalnego poddostawcę, uczelnia słyszy, jakich kompetencji naprawdę potrzebuje rynek, samorząd dowiaduje się, jakiego terenu i jakiego uzbrojenia infrastrukturalnego oczekuje inwestor, a bank, jakie ryzyko ma sfinansować.

To, że forum odbywa się w Wejherowie, ma dla mnie dodatkowe znaczenie. Wejherowo, razem z Rumią i Redą, to Małe Trójmiasto Kaszubskie, jeden z kluczowych punktów na mapie okręgu, na którym liczymy między innymi na ulokowanie Centrum Kompetencji Offshore. Z racji bliskości Trójmiasta i aktywności lokalnych samorządów to właśnie ten obszar ma się stać zapleczem inwestycyjnym Kaszubii. Spotkanie się tutaj to sygnał, że projekt nie jest robiony nad głowami mieszkańców, w gabinetach w Warszawie, tylko razem ze społecznością lokalną. To dla mnie, jako osoby wychowanej na Kaszubach, bardzo ważne. Dlatego Kaszubia od początku jest budowana w dialogu społecznym. Podpisaliśmy nawet list intencyjny dotyczący roli sportu i dialogu z mieszkańcami przy realizacji projektu, bo wierzę, że strategiczne inwestycje proobronne muszą iść w parze z rozmową z ludźmi, którzy obok nich mieszkają. Forum jest częścią tej samej filozofii.

I wreszcie local content, czyli realny udział polskich firm w łańcuchu wartości, zaczyna się dokładnie od takich kontaktów. Kontrakt nie spada z nieba; poprzedza go rozmowa, zaufanie i wiedza, że obok jest partner, który dostarczy komponent na czas i w jakości. Forum tę wiedzę i to zaufanie buduje. Dlatego traktuję je jako część infrastruktury miękkiej okręgu, równie potrzebnej, co drogi i przyłącza. Cieszę się, że wraz z Gazetą Morską współtworzymy tę platformę, bo medium morskie jest tu naturalnym gospodarzem rozmowy.

W kontekście instrumentu SAFE i programu Polska Zbrojna: jak okręg zamierza zabezpieczyć udział pomorskich poddostawców w zamówieniach tak, by lokalny łańcuch dostaw budował własne kompetencje i marżę, a nie pozostawał wyłącznie wykonawcą zleceń?

Zacznijmy od skali, bo ona robi różnicę. Polska jest największym beneficjentem unijnego instrumentu SAFE. Wnioskowaliśmy o około czterdzieści trzy i siedem dziesiątych miliarda euro, czyli blisko dwieście miliardów złotych w korzystnie oprocentowanych pożyczkach, na warunkach, na jakich pożycza Unia Europejska, czyli blisko dwa razy taniej niż Polska. Założyliśmy, że blisko dziewięćdziesiąt procent tych środków trafi do polskich firm. Po wecie prezydenckim wobec ustawy wdrażającej SAFE rząd przyjął uchwałę, dzięki której można z tego rozwiązania skorzystać. I już są pierwsze efekty: 120 mld zł w trzy dni trafiło do polskich firm. To więcej, niż rząd PiS zakontraktował w polskim przemyśle zbrojeniowym przez osiem lat. Mówimy więc o strumieniu zamówień, jakiego polski przemysł obronny nigdy nie widział, i o około dwunastu tysiącach współpracujących podmiotów, w dużej mierze małych i średnich.

To jest też filozofia, z którą przyszliśmy do resortu obrony: te setki miliardów, które przeznaczamy na obronność, muszą budować polską gospodarkę. Nie chcę, żeby pomorscy poddostawcy byli wyłącznie wykonawcami pojedynczych zleceń. Chcę, żeby byli właścicielami fragmentu technologii, żeby integrowali, serwisowali i rozwijali, a nie tylko realizowali zamówienie i czekali na następne. Pierwszym filarem jest więc świadome budowanie poddostawców wokół dużych inwestycji, offset i udział krajowy, bo koszt zakupu sprzętu to około trzydziestu procent ceny w całym cyklu życia, a pozostałe siedemdziesiąt procent to utrzymanie, serwis i modernizacja. To w tej części leży trwały dochód i to ją chcemy zatrzymać na Pomorzu.

Drugi filar to finansowanie skrojone pod mniejsze firmy, i tu rola Banku Gospodarstwa Krajowego jest nie do przecenienia. BGK uruchomił program bezpłatnych gwarancji de minimis dla sektora obronnego i podwójnego zastosowania: roczna pula rzędu pięciu miliardów złotych, co przy efekcie dźwigni daje około sześciu i trzech dziesiątych miliarda finansowania i może objąć nawet siedem tysięcy firm, z gwarancją do osiemdziesięciu procent kredytu przy produkcji na rzecz obronności i do siedemdziesięciu procent przy dual-use. To rozwiązuje fundamentalny problem małej firmy, czyli brak twardych zabezpieczeń majątkowych, i otwiera jej drzwi do komercyjnego kredytu. Do tego dochodzi Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności, którego jestem współautorem, rzędu dwudziestu sześciu miliardów złotych przesuniętych na obronność z programu zielonej transformacji miast w ramach KPO, oraz bezpośrednie finansowanie inwestycyjne i obrotowe z własnych środków banku. Sami przedsiębiorcy mówią wprost, czego potrzebują: poręczeń i gwarancji kontraktowych, dostępu do kredytów obrotowych i inwestycyjnych oraz kadr.

Jak mówi pierwsza wiceprezes BGK, profesor Marta Postuła, nie ma bezpieczeństwa bez konkurencyjności gospodarki. Podpisuję się pod tym zdaniem obiema rękami. Mierzalnym celem jest dla mnie wzrost udziału polskiego przemysłu w zakupach wojska. Jeszcze w latach 2016-2023 nie przekraczał on dwudziestu czterech procent, w ostatnich dwóch latach wzrósł do około trzydziestu pięciu, a po pełnym wdrożeniu SAFE przekroczy pięćdziesiąt. To są dziesiątki miliardów złotych, które mogą zostać tutaj, w polskich, w tym pomorskich, firmach.

Dużą część zamówień zrealizuje Polska Grupa Zbrojeniowa i duzi gracze. Czy w tym układzie pomorskie małe i średnie firmy nie zostaną tylko widzami?

Nie, i to jest dla mnie kwestia zasadnicza. Polska Grupa Zbrojeniowa rzeczywiście będzie kluczowym wykonawcą wielu programów, ważną rolę odegrają też duże firmy prywatne, jak Grupa WB. Ale nowoczesny przemysł obronny to nie kilka wielkich zakładów, to cały ekosystem dostawców. Ktoś musi wyprodukować elementy metalowe, elektronikę, czujniki, oprogramowanie, układy łączności, części zamienne i narzędzia serwisowe. Spółki PGZ od dawna mają licznych prywatnych kooperantów; tylko wokół tej grupy współpracuje około dwunastu tysięcy podmiotów. Pytanie nie brzmi, czy pomorskie firmy będą uczestniczyć, tylko na jakich warunkach.

I tu jest rola okręgu oraz rola państwa. Po pierwsze, świadome wiązanie lokalnych poddostawców z dużymi inwestorami, czy to z PGZ i jej stoczniami, czy z prywatnymi inwestorami, jak Kongsberg, APS, Eycore. Po drugie, narzędzia finansowe skrojone pod mniejszą skalę, o których mówiliśmy: gwarancje de minimis BGK, fundusze, poręczenia. Bez nich mała firma z dobrą technologią wpada w dolinę śmierci: ma prototyp, ma kompetencje, ale brakuje jej kapitału na skok do produkcji seryjnej, a banki traktują ją jako zbyt ryzykowną. To właśnie tę lukę zamykamy.

Mówiąc wprost: chcę, żeby duzi gracze byli dla pomorskich firm partnerem i odbiorcą. Firma, która dostarcza komponent do fregaty, do systemu antydronowego czy do morskiej farmy wiatrowej, ma szansę z poddostawcy stać się rozpoznawalnym dostawcą z własną marką. To się nie dzieje samo, wymaga relacji, finansowania i przewidywalnych reguł. Ale to jest dokładnie sens okręgu: żeby wielkie pieniądze, które i tak popłyną, budowały gęstą tkankę małych i średnich firm.

Czy ten potencjał ma szansę pracować także na eksport, czy zostaniemy odbiorcą cudzych technologii?

Mam tu jasne zdanie: celem jest przekształcenie Polski z importera w eksportera uzbrojenia i Kaszubia ma w tym pomóc. Przez lata kupowaliśmy z półki za oceanem i w Korei, często bez offsetu, bez udziału krajowego przemysłu, bez własnego serwisu. To się musi zmienić. Sam instrument SAFE daje tu ciekawy impuls eksportowy: uzbrojenie produkowane przez polskie firmy, państwowe i prywatne, może być kupowane przez inne państwa Unii ze środków SAFE. Czyli ten sam mechanizm, który dozbraja nas, może otworzyć naszym firmom rynki sąsiadów.

Pomorze ma do tego naturalne atuty. Norweski partner, który wchodzi do okręgu, to nie tylko inwestor, to też partner w globalnym łańcuchu i potencjalny pomost na rynki sojusznicze. Systemy antydronowe APS należą do najbardziej zaawansowanych w Europie; radary i komponent kosmiczny Eycore to technologie, na które popyt dopiero rośnie. To są produkty z eksportowym potencjałem, a nie wyłącznie na rynek krajowy. Bałtyk z natury jest rynkiem międzynarodowym: wszystkie państwa regionu mają te same problemy z ochroną farm, kabli i rurociągów.

Warunek jest jeden i powtarzam go jak mantrę: wartość musi zostać w kraju. Eksport komponentu to dobrze, ale eksport całych systemów, z polskim know-how, z polskim serwisem i modernizacją, to dopiero buduje trwałą gałąź gospodarki. Jeśli pomorskie firmy nauczą się integrować i serwisować na potrzeby własnej floty i własnej obrony, to będą to potrafiły sprzedać także za granicę.

Co przesądza o lokalizacji okręgu właśnie na Pomorzu? Dostęp do akwenu, potencjał offshore, infrastruktura portowa czy zaplecze badawcze Trójmiasta? I jak ten profil różnicuje Kaszubię na tle innych inicjatyw w kraju?

Przesądza splot kilku czynników, których żaden inny region w Polsce nie ma jednocześnie. Po pierwsze, dostęp do morza i do bałtyckiej infrastruktury, bo to on definiuje specjalizację okręgu: energetyka jądrowa i offshore, porty i logistyka morska, stocznie i przemysł obronny podwójnego zastosowania, systemy bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej. Po drugie, bezprecedensowy potencjał energetyczny: wielkie farmy wiatrowe na Bałtyku, fotowoltaika na lądzie i planowana elektrownia jądrowa pod Choczewem o mocy około trzech gigawatów. Po trzecie, infrastruktura portowa Gdyni i Gdańska oraz to, co dopiero budujemy: Droga Czerwona, modernizacja kolei. I po czwarte, zaplecze badawcze Trójmiasta. Tania, zielona energia jest warunkiem koniecznym, ale to dopiero suma tych rzeczy tworzy okręg.

Jest też wymiar, którego nie da się przeliczyć na megawaty. To są moje strony. Pochodzę z Kaszub i mówię wprost: Kaszubię wybudują Kaszubi, firmy, które tu są i które zatrudniają polskich pracowników, bo to jest dla nas bezpieczeństwo. Kiedyś Śląsk rozwijał przemysł w oparciu o energię, która tam była wytwarzana. Tam, gdzie powstawały elektrownie i ogromne ilości energii, rodziły się zakłady pracy. Dziś dokładnie to samo zadanie staje przed Pomorzem i przed Gdynią.

Co nas różnicuje na tle innych inicjatyw w kraju? Kaszubia jest pierwsza i jest morska, to ona testuje cały model. Myślimy o kolejnych okręgach o własnych profilach: Warta w Wielkopolsce, z technologiami wodorowymi i małymi reaktorami modułowymi; Vistula na Mazowszu, z przemysłem chemicznym i energetycznym; Galicja na południu, z przemysłem lotniczym. Każdy z nich będzie inny. Ale to Pomorze ma unikalne połączenie morza, offshore'u, atomu i portów, i dlatego jest naturalnym miejscem pilotażu dla całej koncepcji okręgów przemysłowych.

Skala projektu wymaga silnego zaplecza kadrowego. Jak rozwija się współpraca z ośrodkami naukowymi Trójmiasta, w tym z Akademią Marynarki Wojennej, w kształceniu inżynierów i specjalistów dla sektora morskiego i obronnego?

To obszar, w którym umiejętności rozstrzygną o powodzeniu, i o którym samorządowcy mówią jednym głosem: bez kadr nie będzie inwestycji. Można sprowadzić najlepszą technologię, ale jeśli nie ma kto na niej pracować, hala stoi pusta. Dlatego współpracę z uczelniami traktuję jako filar, a nie jako uzupełnienie. Trójmiasto ma tu wyjątkowe atuty: Akademię Marynarki Wojennej z jej kompetencjami w obszarze morskim i obronnym, Politechnikę Gdańską, Uniwersytet Gdański, a wokół nich parki technologiczne. To środowisko, które potrafi kształcić dokładnie tych specjalistów, których potrzebują APS, Eycore czy Kongsberg, a za chwilę kolejne firmy: od inżynierii systemów bezzałogowych, przez elektronikę i przetwarzanie sygnałów radarowych, po energetykę morską i cyberbezpieczeństwo.

Rola Akademii Marynarki Wojennej jest tu szczególna. To uczelnia, która z natury łączy świat morski z obronnym, czyli dokładnie dwa filary Kaszubii. Jej absolwenci, jej zaplecze badawcze i jej zrozumienie specyfiki Bałtyku to kapitał, którego nie da się zbudować w kilka lat od zera. Chcemy, żeby uczelnie Trójmiasta były nie tylko dostawcą kadr, ale i partnerem badawczo-rozwojowym dla firm okręgu, żeby powstawały wspólne projekty, spin-offy, prace wdrożeniowe.

Konkretne kierunki działania są dwa. Pierwszy to dopasowanie programów kształcenia do realnych potrzeb okręgu, żeby uczelnia uczyła tego, co za chwilę będzie poszukiwane na rynku, a nie tego, co było potrzebne dziesięć lat temu. Drugi to budowa wyspecjalizowanych ośrodków kompetencji; wspomniane Centrum Kompetencji Offshore w rejonie Wejherowa to przykład miejsca, gdzie nauka, przemysł i kształcenie praktyczne spotykają się pod jednym dachem.

Tu nieoceniona jest rola samorządów, bo to one odpowiadają za atrakcyjność osiedleńczą, za to, czy młody inżynier zechce tu zostać, założyć rodzinę, kupić mieszkanie. Kadra to nie tylko dyplom; to także mieszkanie, przedszkole i połączenie kolejowe. Dlatego rozmawiamy o kadrach równolegle z samorządami oraz uczelniami i dlatego ta rozmowa toczy się już teraz, zanim ruszą największe inwestycje, a nie po fakcie. Inaczej wykształcimy świetnych inżynierów, którzy wyjadą tam, gdzie łatwiej o mieszkanie.

Jak wygląda współpraca z samorządami?

Zacznę od tego, że niedawno powstał Parlamentarny Zespół do spraw Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia, a projekt popierają samorządowcy wszystkich szczebli, od burmistrzów po marszałka województwa. To nie jest projekt jednego rządu ani jednej kadencji, i tylko tak, ponad podziałami, można go dowieźć. Dekada to wiele wyborów; jeśli Kaszubia ma przetrwać, musi być wspólnym dobrem, a nie czyimś sztandarem. Mówię o tym uczciwie: to maraton, nie sprint. Ale to szansa, jaka regionowi trafia się raz na sto lat, i dlatego podchodzę do niej z całą powagą.

Kaszubia bywa nazywana jednym z filarów Tarczy Bałtyk. Co to oznacza w wymiarze ponadlokalnym?

Oznacza, że Kaszubia nie jest wyspą. Tarcza Bałtyk to trzy filary: Zielony Okręg Przemysłowy Kaszubia, Pakt dla Bezpieczeństwa Polski Pomorze Środkowe oraz Deklaracja Bałtycka. Pierwszy daje przemysł i energię, drugi infrastrukturę i zdolność przyjęcia sojuszników, trzeci międzynarodowe ramy współpracy państw regionu. Wyjęcie jednego z tych filarów osłabia całość. Kaszubia jest gospodarczo-przemysłowym sercem tej konstrukcji.

Dlatego mówię, że Kaszubia to nie tylko pakiet inwestycji, ale sposób myślenia o bezpieczeństwie. Taki, w którym inwestycje w przemysł, logistykę i nowe technologie wprost przekładają się na siłę państwa. I taki, który tę siłę buduje razem z sojusznikami i razem z mieszkańcami Pomorza. Jeśli się uda, a wierzę, że się uda, to będzie model do powtórzenia w kolejnych regionach kraju.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz