Świat po 24 lutego. Czy naprawdę się zmienił? Czy Zachód zrozumiał, że żyje już w innej rzeczywistości?

Są książki, które opisują wojnę. I są takie, które próbują odpowiedzieć na pytanie, czy wojna zmienia świat. "Rosyjska inwazja na Ukrainę i zmiana porządku międzynarodowego" należy do tej drugiej kategorii. To ważne rozróżnienie. O rosyjskiej agresji napisano już setki analiz: o froncie, o czołgach, o dronach, o sankcjach. Ta książka idzie krok dalej. Jej autorzy pytają, czy 24 lutego 2022 roku skończyła się epoka postzimnowojennej stabilizacji, a także, czy Zachód rzeczywiście zrozumiał, że żyje już w innym świecie.

edukacja lifestyle morski pomorze trójmiasto wiadomości

05 kwietnia 2026   |   07:46   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

graf. Gazeta Morska

graf. Gazeta Morska

Najmocniejszy wątek tomu dotyczy sprawy, o której w Polsce mówi się coraz częściej półgłosem: broni jądrowej. Ukraina oddała trzeci co do wielkości arsenał nuklearny świata w zamian za gwarancje bezpieczeństwa. Dziś jej terytorium jest okupowane, a gwaranci ograniczyli się do sankcji i dostaw broni. Autorzy wprost nie formułują brutalnej tezy, ale wniosek nasuwa się sam. Memorandum budapeszteńskie stało się ostrzeżeniem dla wszystkich państw, które wierzą, że papierowe gwarancje zastąpią twarde odstraszanie.

W tym sensie "Rosyjska inwazja na Ukrainę i zmiana porządku międzynarodowego" jest znacznie bardziej niepokojąca, niż mogłoby się wydawać. Stawia bowiem pytanie o przyszłość globalnego reżimu nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Jeśli Ukraina - państwo, które zrezygnowało z atomu - padła ofiarą agresji mocarstwa nuklearnego, to jaką lekcję wyciągną inni? Teheran? Seul? Tajpej? To nie są abstrakcyjne rozważania, tylko realny problem przyszłego ładu międzynarodowego.

Drugi silny akcent to sprowadzenie wojny do roli laboratorium XXI wieku. Ukraina stała się poligonem dla dronów, wojny radioelektronicznej, przemysłowej produkcji amunicji i improwizowanej innowacji. Jednocześnie autorzy przerażająco trzeźwo zauważają, że nie mamy do czynienia z rewolucją, lecz raczej brutalnym przyspieszeniem procesów, które i tak już trwały. Czołgi nie zniknęły z pola walki. Artyleria wciąż zabija najwięcej. Technologia nie zastąpiła masy, tylko ją wzmocniła.

Ważny jest także wymiar regionalny. Polska w książce nie występuje jako bierny obserwator. Przeciwnie, jawi się jako państwo, które z peryferii Zachodu przesunęło się w stronę jego strategicznego centrum. Pytanie tylko, czy to trwała zmiana geopolityczna, czy efekt mobilizacji czasu wojny? Autorzy nie rozstrzygają tego jednoznacznie, ale pokazują skalę przetasowania w Europie Środkowo-Wschodniej.

Ciekawie wypada też spojrzenie poza Zachód. Analiza postawy Indii uświadamia, że dla dużej części świata wojna na Ukrainie nie jest starciem dobra ze złem, lecz konfliktem między blokami, wobec którego najlepiej zachować elastyczność. To sygnał, że świat po 24 lutego nie stał się bardziej zjednoczony, stał się bardziej fragmentaryczny.

Największą zaletą książki jest to, że nie wpada w retorykę końca świata ani w samozadowolenie Zachodu. Nie ogłasza triumfu demokracji ani nie zapowiada nieuchronnej hegemonii Rosji czy Chin. Zamiast tego pokazuje proces erozji: norm, zaufania, przekonania, że historia po 1991 roku zmierzała w stronę coraz większej stabilności.

"Rosyjska inwazja na Ukrainę i zmiana porządku międzynarodowego" to lektura dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego wojna na Ukrainie nie jest tylko konfliktem o Donbas czy Krym. To test dla całego systemu międzynarodowego. Od NATO, przez ONZ, po globalny rynek energii.

Najważniejsze pytanie, które zostaje po lekturze, brzmi brutalnie prosto: czy Zachód rzeczywiście zaakceptował, że era „końca historii” definitywnie się skończyła? Bo jeśli nie, to ta wojna może być dopiero początkiem większego przetasowania.

Obserwuj Gazetę Morską w mediach społecznościowych! X (Twitter), Facebook, Instagram, Threads, YouTube i czytaj gazetamorska.pl.

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz