Czy Marynarka Wojenna RP powinna rozważyć przywrócenie flotylli rzecznej?
W dobie powracających napięć w Europie, wojny za wschodnią granicą i narastającego znaczenia infrastruktury krytycznej, polska doktryna obronna stoi przed wieloma pytaniami. Jedno z nich wydaje się z pozoru historyczne, a jednak dziś wyjątkowo aktualne: czy Polska powinna rozważyć przywrócenie flotylli rzecznej? Czy byłby to krok w stronę zwiększenia bezpieczeństwa kraju, czy raczej powrót do anachronicznego modelu wojskowego?
marynarka wojenna wiadomości żegluga śródlądowa15 sierpnia 2025 | 09:22 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. 8FOW / Marynarka Wojenna RP
Historia flotylli rzecznej w Polsce to więcej niż epizod
Polska marynarka rzeczna, choć dziś zapomniana, odegrała istotną rolę w historii sił zbrojnych II Rzeczypospolitej. Najsłynniejszym jej elementem była Flotylla Pińska, operująca na rozlewiskach Polesia w latach 20. i 30. XX wieku. Składała się z kanonierek, kutrów, trałowców i jednostek pomocniczych, a jej głównym zadaniem było zabezpieczanie wschodnich granic oraz wsparcie wojsk lądowych.
Po II wojnie światowej marynarka rzeczna została reaktywowana jako Flotylla Wiślana, operująca głównie na Wiśle i Odrze. Jednak w dobie zimnej wojny jej znaczenie spadało – dominowało przekonanie, że przyszła wojna będzie się toczyć z użyciem lotnictwa, rakiet i wojsk pancernych. Ostatecznie, flotylle rzeczne rozwiązano w latach 60. XX wieku, a ich miejsce zajęły wyspecjalizowane jednostki wojsk inżynieryjnych.
Rzeki jako nowoczesna przestrzeń operacyjna
Dzisiejsze konflikty – szczególnie wojna na Ukrainie – pokazują, że rzeki wcale nie straciły znaczenia militarnego. Wręcz przeciwnie: ich rola logistyczna, taktyczna i strategiczna jest ponownie doceniana. Przeprawy przez rzeki, mosty, zbiorniki wodne i nabrzeża stają się punktami zapalnymi i celami ataków.
W tym kontekście polska sieć wodna – Odra, Wisła, Bug, Warta czy Noteć – to nie tylko drogi transportu i miejsca rekreacji, ale potencjalne linie obrony, strefy działań specjalnych oraz punkty wrażliwe, wymagające osłony i kontroli.
Przywrócić flotyllę rzeczną – czy to zasadne?
Pomysł odbudowy marynarki rzecznej (czy raczej – flotylli rzecznej) należy traktować nie jako sentymentalny powrót do przeszłości, ale jako próbę dostosowania struktur obronnych do realnych potrzeb i możliwości.
Zwolennicy argumentują, że:
- Jednostki rzeczne mogłyby wspierać operacje wojsk lądowych, zapewniając szybki transport, ewakuację, wsparcie ogniowe i inżynieryjne;
- Chroniłyby infrastrukturę krytyczną – mosty, elektrownie, porty rzeczne – przed sabotażem lub atakami;
- Mogłyby prowadzić działania antydywersyjne i rozpoznawcze na granicach, szczególnie tam, gdzie dostęp lądowy jest utrudniony;
- Zwiększałyby zdolności reagowania w sytuacjach kryzysowych, jak powodzie czy ataki hybrydowe.
Przeciwnicy z kolei wskazują, że:
- Odbudowa flotylli wymagałaby znaczących nakładów – sprzęt, szkolenia, infrastruktura, kadra;
- W dobie wojny sieciocentrycznej i przewagi dronów bojowych, jednostki rzeczne mogłyby być zbyt narażone;
- Możliwe jest osiągnięcie podobnych efektów przy mniejszych kosztach – np. poprzez modernizację już istniejących struktur.
A może straż rzeczna, a nie flotylla?
Rozsądną alternatywą dla pełnowymiarowej flotylli rzecznej może być utworzenie wyspecjalizowanej straży rzecznej, działającej na styku wojska, Straży Granicznej, Policji i WOT. Taka formacja mogłaby mieć charakter dualny: z jednej strony zajmowałaby się patrolowaniem rzek, zwalczaniem przemytu, dywersji i ochroną infrastruktury, z drugiej – mogłaby być włączana w działania militarne jako wsparcie.
Jeszcze inną opcją jest rozbudowanie kompetencji i wyposażenia Straży Granicznej, która już dziś działa na rzekach będących granicami państwa (np. Bug czy Odra). Doposażenie jej w lekkie jednostki pływające, drony, systemy obserwacji i elementy bojowe mogłoby dać szybki efekt bez konieczności budowania nowej struktury od zera.
Elastyczność zamiast nostalgii. Co najlepsze byłoby dla Polski?
Flotylla rzeczna, straż rzeczna czy wyspecjalizowane jednostki w ramach istniejących służb – każda z tych opcji ma swoje zalety i ograniczenia. Kluczowe jest jedno: Polska nie może ignorować potencjału i wrażliwości swoich rzek.
Zamiast romantycznej rekonstrukcji historycznej Flotylli Pińskiej, potrzebna jest chłodna analiza: jak skutecznie wykorzystać przestrzeń rzeczną w systemie bezpieczeństwa państwa. Być może nie flotylla, lecz elastyczne, mobilne, zintegrowane jednostki rzeczne, wspierające Straż Graniczną, WOT i Marynarkę Wojenną, będą najlepszym rozwiązaniem.
W czasach, gdy wojna nie zawsze przypomina starcie czołgów na froncie, ale raczej sieć drobnych, punktowych uderzeń i działań sabotażowych – każda droga, także ta rzeczna, może stać się linią frontu.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Stała obecność NATO w Arktyce i północnym Atlantyku wzmacnia bezpieczeństwo kluczowych szlaków morskich
Wodowanie przyszłego ORP Henryk Zygalski. Drugi okręt SIGINT z programu DELFIN coraz bliżej służby
Wodowanie ORP Henryk Zygalski w gdańskiej stoczni Remontowa Shipbuilding
ORP Drużno wraca do służby po naprawie średniej dokowej. Okręt przekazano przed terminem
Gdynia świętuje sport w Teatrze Muzycznym na stulecie miasta. Akademia Marynarki Wojennej z wyróżnieniem
COBI i Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni rozpoczynają strategiczną współpracę
Ustka szansą dla NATO. Co zmieni port morski zlokalizowany na styku województw?
Bezpieczeństwo Bałtyku z Gdyni. Studenci Akademii Marynarki Wojennej tworzą morskie systemy bezzałogowe
Ewakuacja medyczna z jednostki offshore na Bałtyku. Pierwsza akcja SAR lotników morskich w 2026 roku
Rosyjska eskorta i amerykańskie pościgi po ropę. Nowy front na Atlantyku. Jak to wpłynie na rynek i bezpieczeństwo?
REKLAMA