Energy Currents 2025. Europa w krytycznym punkcie transformacji. Jaki kierunek obierze Polska?
Europa znalazła się w punkcie zwrotnym transformacji energetycznej – procesie, który redefiniuje fundamenty współczesnego państwa, jego bezpieczeństwo, konkurencyjność i suwerenność. Wobec globalnych napięć, rozchwianych łańcuchów dostaw, presji regulacyjnej i postępującej digitalizacji, pytanie o kształt systemów energetycznych przestaje być wyłącznie techniczne. Nabiera wymiaru geopolitycznego – a nawet cywilizacyjnego. Jaki kierunek powinna wybrać Polska? O tym rozmawialiśmy podczas debaty Energy Currents 2025.
energetyka offshore opinie i komentarze polityka wiadomości28 sierpnia 2025 | 11:17 | Źródło: Gazeta Morska / Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

W tym kontekście kluczowe pojęcia: suwerenność energetyczna, morska infrastruktura przesyłowa i technologiczny realizm – stają się nie tyle hasłami, co niezbędnymi warunkami skutecznej polityki państwowej. Takie właśnie wątki wybrzmiały podczas debaty „Energy Currents 2025”, w której udział wzięli m.in. europoseł Piotr Müller, reprezentujący grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, współorganizatora debaty „Energy Currents 2025”; prezes Izby Gospodarczo-Handlowej Andrzej Jaworski oraz prof. Marek Grzybowski, prezes BSSC. Wspólnie wskazywali: Polska musi jasno określić, po której stronie tej transformacji chce się znaleźć. Albo będzie kształtować swoją energetyczną przyszłość, albo podążać za cudzym scenariuszem. Pomorze, z zapleczem logistycznym, infrastrukturą portową i rozwijającym się sektorem offshore, może odegrać kluczową rolę – jeśli tylko zostanie odpowiednio wykorzystane.
Debata o energetyce w Polsce coraz częściej wykracza poza kwestie źródeł energii i miksu surowcowego. Obejmuje zagadnienia odporności systemów w sytuacjach kryzysowych, zależności technologicznych od Azji, jakości unijnego prawodawstwa, planowania przestrzennego, roli edukacji technicznej oraz wpływu sztucznej inteligencji na zużycie i zarządzanie energią. W tym złożonym krajobrazie rośnie znaczenie energetyki jądrowej – zarówno wielkoskalowej, jak i w modelu SMR – oraz strategiczne znaczenie portów i regionów nadmorskich jako węzłów przesyłowych i centrów kompetencji przemysłowych.
Na tle polityki Unii Europejskiej rysuje się też coraz wyraźniej napięcie między deklarowaną solidarnością a praktyką interesów narodowych. Rosnące ceny energii, koncentracja produkcji komponentów OZE poza Europą, przeciągające się procedury zatwierdzania projektów i niejednoznaczna postawa Komisji Europejskiej w kluczowych sprawach – wszystko to rodzi pytanie o rzeczywisty kierunek integracji energetycznej i miejsce Polski w tym układzie.
Transformacja energetyczna przestaje być domeną przyszłości – dzieje się tu i teraz. Od decyzji podejmowanych dziś zależy nie tylko kształt polskiej gospodarki, ale też zdolność państwa do działania w sytuacjach skrajnych, niezależność od zewnętrznych dostawców, a w szerszej perspektywie – możliwość aktywnego uczestnictwa w nowym, europejskim porządku energetycznym.
Debata „Energy Currents 2025” została zorganizowana przez KPH Group Sp. z o.o. – wydawcę „Gazety Morskiej” i „Daily Mare” – oraz grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR).
Program został sfinansowany ze środków Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim.
Znaczenie suwerenności energetycznej w kontekście integracji europejskiej
- Nie jesteśmy w pełni suwerenni energetycznie, ponieważ funkcjonujemy w ramach zintegrowanej europejskiej sieci energetycznej. W obecnych realiach trudno mówić o całkowitej niezależności w tym zakresie. O suwerenności energetycznej można mówić jedynie w takim stopniu, w jakim stabilne źródła energii zlokalizowane na terytorium Polski są w stanie zapewnić krajowe dostawy. Warto jednak pamiętać, że – jak pokazuje przykład Hiszpanii – odnawialne źródła energii (OZE) nie gwarantują pełnej stabilności systemu elektroenergetycznego. Dlatego budowanie suwerenności energetycznej powinno opierać się, w możliwym i niezbędnym zakresie, na tych źródłach, które zapewniają ciągłość i niezawodność dostaw. Jest to szczególnie istotne dla nieprzerwanego funkcjonowania kluczowych sektorów, takich jak przemysł, system ochrony zdrowia, usługi czy podstawowa konsumpcja. W sytuacjach kryzysowych i ekstremalnych – jak te, których doświadcza obecnie Ukraina – odporność energetyczna państwa musi być dostosowana do realnych potrzeb związanych z bezpieczeństwem kraju i jego obywateli - prof. Marek Grzybowski, prezes Polskiego Towarzystwa Nautologicznego.
Czy Polska posiada dziś realne zdolności, by w sytuacji głębokiego kryzysu energetycznego – wywołanego na przykład poważną awarią systemu, przerwaniem dostaw zewnętrznych lub celowym sabotażem – zapewnić ciągłość funkcjonowania kluczowych instytucji państwowych? Czy jesteśmy przygotowani na scenariusz, w którym niezależne i stabilne źródła energii są w stanie zagwarantować nieprzerwaną pracę przemysłu, szpitali, służb ratunkowych czy infrastruktury cyfrowej? A może nasz system energetyczny jest wciąż zbyt silnie uzależniony od importu i zagranicznych dostaw, by można było mówić o rzeczywistej odporności w sytuacjach skrajnych? – pytał dr Paweł Kusiak, prowadzący debatę Energy Currents 2025.
- Państwo może funkcjonować w obecnej sytuacji względnie stabilnie – bo funkcjonuje – jednak musimy brać pod uwagę różnego rodzaju potencjalne zagrożenia. Uważam, że dziś naszym obowiązkiem jest przewidywanie wszystkich możliwych scenariuszy, również tych skrajnych. Przykład Ukrainy pokazuje, jak wygląda rzeczywistość w warunkach ekstremalnych i jak istotna staje się odporność systemów energetycznych. Zagrożenia nie muszą ograniczać się jedynie do naszego bezpośredniego sąsiedztwa. Ataki na statki na Morzu Czerwonym czy w rejonie Morza Czarnego, a także ryzyko zablokowania strategicznych szlaków, takich jak cieśnina Bosfor, powinny być dla nas sygnałem ostrzegawczym. Gdyby doszło do poważnej awarii, katastrofy ekologicznej lub sabotażu w rejonie Zatoki Gdańskiej, moglibyśmy zostać praktycznie odcięci od portów, a tym samym od dostępu do kluczowych surowców energetycznych. To sytuacja trudna do przewidzenia, ale właśnie dlatego musimy być na nią przygotowani już dziś – nie w momencie, gdy kryzys stanie się faktem. W warunkach ekstremalnych czas reakcji jest zbyt krótki, by nadrobić wieloletnie zaniedbania. Odpowiedzialność państwa to przede wszystkim ochrona społeczeństwa przed skutkami takich zagrożeń – przyznał prof. Marek Grzybowski.
Czy jesteśmy dziś rzeczywiście przygotowani na sytuację kryzysową w energetyce? Jak powinniśmy rozumieć suwerenność energetyczną w świecie postępującej globalizacji, która z jednej strony zapewnia nam dostęp do surowców i nowoczesnych technologii, a z drugiej – czyni nas bardziej podatnymi na szoki zewnętrzne, przerwanie łańcuchów dostaw czy geopolityczne napięcia? Czy możliwe jest pogodzenie tej wzajemnej zależności z realnym bezpieczeństwem energetycznym państwa oraz funkcjonowaniem jego strategicznych sektorów?
- To zależy, czy mówimy o suwerenności energetycznej w ujęciu krajowym, czy europejskim. Mnie, jako posłowi do Parlamentu Europejskiego, a jednocześnie polskiemu politykowi, zdecydowanie bliżej do podejścia narodowego. Naszym priorytetem powinna być suwerenność energetyczna Polski. W ostatnich latach udało się w tym zakresie osiągnąć bardzo dużo. Przykładem jest budowa gazociągu Baltic Pipe, który pozwolił Polsce przygotować się na zawirowania związane z sankcjami na rosyjski gaz. To była nasza świadoma, długoterminowa strategia – bo było jasne, że Rosja będzie próbowała szantażować Europę, w tym Polskę, w zakresie dostaw surowców energetycznych – mówił europoseł Piotr Müller, z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim.
Przedstawiciel EKR dodał, że z drugiej strony, w dobie globalizacji i postępującej integracji systemów energetycznych w UE, pytanie o wspólną politykę energetyczną jest jak najbardziej zasadne.
- Podczas ostatniego posiedzenia Parlamentu Europejskiego rozmawialiśmy w naszej delegacji o projekcie zakładającym rozbudowę interkonektorów energetycznych między państwami członkowskimi. Na pierwszy rzut oka wydaje się to rozsądne – dobrze, by kraje UE miały połączenia umożliwiające przesył energii pomiędzy sobą. Ale kij ma dwa końce. Jeśli Polska przejdzie transformację energetyczną bez rozwijania własnych, stabilnych źródeł energii, to w praktyce może się okazać, że nikt nie będzie chciał inwestować u nas w nowe moce wytwórcze. Taniej będzie importować energię, na przykład z Francji czy Niemiec – a to nie leży w naszym interesie. W sytuacjach kryzysowych, takich jak wojna czy awarie sieci, każdy kraj będzie dbał przede wszystkim o własne bezpieczeństwo, i wtedy solidarność energetyczna może okazać się iluzją. Unia Europejska bardzo często mówi dziś o "suwerenności energetycznej", ale najczęściej w kontekście odchodzenia od paliw kopalnych – ropy, węgla czy gazu. Nowe projekty budżetu unijnego jasno pokazują przesunięcie środków w kierunku odnawialnych źródeł energii (OZE). I tu pojawia się kolejny problem: większość komponentów do budowy instalacji OZE pochodzi spoza Europy – powiedział Piotr Müller.
Coś, co z całą pewnością wzbudziło zainteresowanie odbiorców, to statystyki przedstawione przez europosła EKR. Mianowicie, aż 75% fotowoltaiki instalowanej w Unii Europejskiej pochodzi z Chin.
– Jak więc możemy mówić o niezależności, skoro jesteśmy uzależnieni od chińskich komponentów? 80% pierwiastków ziem rzadkich wykorzystywanych w europejskim sektorze elektroenergetycznym również pochodzi z Chin. To niewykorzystana lekcja, którą powinniśmy byli odrobić wcześniej – chociażby podczas pandemii COVID-19. Wówczas przekonaliśmy się, że zbyt głębokie uzależnienie od jednego dostawcy może sparaliżować całe sektory gospodarki. Tak się stało w motoryzacji – wystarczyło, że nie dojechały komponenty z Azji i produkcja stanęła. Kiedy mówimy o suwerenności energetycznej, musimy zatem patrzeć szerzej – nie tylko na źródła energii, ale też na całe łańcuchy dostaw i kontrolę nad nimi. Z naszej perspektywy kluczowe jest to, byśmy w Polsce rozwijali własne źródła wytwórcze. W moim przekonaniu powinny to być przede wszystkim elektrownie jądrowe – jako stabilne źródło energii – oraz elektrownie gazowe, zwłaszcza że gaz możemy pozyskiwać z różnych kierunków, niezależnych od Rosji. Obiecujące są również inwestycje w offshore, czyli morską energetykę wiatrową. Prace na Bałtyku już ruszyły, przygotowane jeszcze za rządów premiera Mateusza Morawieckiego i z inicjatywy Orlenu, kierowanego wtedy przez prezesa Daniela Obajtka – dodał Piotr Müller.
Jak zaznacza europoseł EKR, odnawialne źródła energii powinny oczywiście stanowić element miksu energetycznego, jednak ich rozwój musi odbywać się w sposób przemyślany i zrównoważony. Nie możemy ulegać ideologicznemu podejściu, w którym promuje się wyłącznie OZE – niezależnie od ich realnej efektywności czy wpływu na bezpieczeństwo energetyczne. Potrzebujemy stabilnych źródeł energii, takich jak węgiel – oczywiście w nowoczesnej i zmodernizowanej formie – które będą uzupełniać potencjał odnawialnych źródeł.
- Kluczowe jest także to, by komponenty wykorzystywane do budowy naszego systemu energetycznego – niezależnie od rodzaju źródła – pochodziły z Europy lub przynajmniej były zdywersyfikowane geograficznie, ponieważ nie możemy być zależni od jednego kraju, szczególnie w tak strategicznym sektorze jak energetyka – powiedział Piotr Müller.
Obracając się na co dzień wśród europejskich elit politycznych i uczestnicząc w pracach Parlamentu Europejskiego, można dostrzec, że obok twardej gry interesów coraz wyraźniej zaznacza się inny, bardziej fundamentalny wymiar debaty – zmiana świadomości. Coraz częściej rozmowy o energetyce wykraczają poza techniczne szczegóły czy ideologiczne spory i dotykają głębokiego zrozumienia, czym tak naprawdę jest suwerenność energetyczna w świecie po pandemii, wojnie i kryzysach łańcuchów dostaw – to nowa jakość dyskusji, w której bezpieczeństwo zaczyna być postrzegane nie tylko jako kwestia klimatu, ale przede wszystkim geopolityki i strategicznej niezależności.
- Problem polega na tym, że wśród wielu europejskich polityków wciąż dominują puste slogany i ideologia, a nie chłodna analiza rzeczywistości. Przykład z ostatnich dni jest wręcz kuriozalny: trwa dyskusja o nowym budżecie Unii Europejskiej i potrzebie wsparcia dla przedsiębiorstw, które mierzą się z rosnącymi cenami energii, tylko że nikt nie zadaje podstawowego pytania – dlaczego te ceny w ogóle rosną? Odpowiedź jest prosta: w dużej mierze to skutek unijnej polityki podatkowej, a konkretnie – systemu ETS, który działa de facto jak podatek nakładany na systemy energetyczne. Do tego dochodzą przepisy, które wymuszają na państwach członkowskich kosztowne zmiany, jak np. tzw. dyrektywa budynkowa – te regulacje bezpośrednio przekładają się na wzrost kosztów energii. Co więcej, ci sami politycy – głównie z frakcji zielonych – którzy wcześniej forsowali te rozwiązania, dziś głośno apelują o działania mające na celu obniżenie cen energii. To oczywista sprzeczność i brak spójności. Nie słyszę niestety pozytywnego odzewu ze strony większości europosłów. Biznes – szczególnie niemiecki – zaczyna się powoli dopominać o rozsądek, bo widzi, że obecny kierunek to droga donikąd, jednak nadal to ideologia przeważa nad pragmatyzmem – przyznał Piotr Müller.
Druga sprawa, równie niepokojąca, to coraz bardziej emocjonalne, a nie racjonalne podejście do relacji z USA. Jak przyznaje europoseł EKR Piotr Müller, kiedy wybory w Stanach Zjednoczonych wygrał Donald Trump, w zachodnioeuropejskich elitach – zwłaszcza liberalno-lewicowych – wybuchła panika. Dziś niektórzy politycy w Europie zdają się traktować Amerykę niemal jako większe zagrożenie niż Chiny, co Piotr Müller ocenia jako całkowicie absurdalne. Zamiast budować strategiczny sojusz z USA – również w obszarze energetyki – Europa zaczyna odwracać się w innym kierunku. Tymczasem, jak zauważa, w praktyce jedynie wymieniamy jedno uzależnienie na drugie: wcześniej energetycznie zależni byliśmy od Rosji, teraz coraz bardziej uzależniamy się od Chin. Piotr Müller przypomina, że to błąd, który już raz został popełniony – zwłaszcza w Niemczech, które przez lata uzależniały się od rosyjskiego gazu. Teraz, jego zdaniem, powtarzamy ten sam scenariusz, tyle że w kontekście kluczowych komponentów i surowców niezbędnych do transformacji energetycznej, które w dużej mierze pochodzą z Chin. Jak podkreśla, znów nikt nie wyciąga z tego wniosków.
W realiach dzisiejszego świata – pełnego globalnych zależności, napięć geopolitycznych i rosnącej presji transformacyjnej – coraz częściej pojawia się pytanie o realną możliwość osiągnięcia suwerenności energetycznej. Czy państwo takie jak Polska może być w pełni niezależne energetycznie? Czy w przypadku kryzysu – którego nie można wykluczyć, o czym przypomina nam historia – będziemy w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne bez konieczności polegania na zewnętrznych dostawach i komponentach? Jak w tym kontekście ocenić obecną debatę na temat transformacji energetycznej w Europie i jakie konkretne wyzwania niesie ona dla Polski?
- Izba Gospodarczo-Handlowa skupia ponad 200 podmiotów działających na terenie Polski – zarówno małych firm, jak i dużych oraz bardzo dużych przedsiębiorstw. Dziś, gdy toczą się debaty na temat energetyki i suwerenności energetycznej, rozmowy koncentrują się wokół dwóch kluczowych kwestii, na które zwracali uwagę m.in. prof. Marek Grzybowski i Piotr Müller. Z jednej strony przedsiębiorcy chcieliby mieć pewność, że nie dojdzie do sytuacji, w której prąd zostanie wyłączony tylko dlatego, że ktoś prowadzi politykę energetyczną pozbawioną strategicznego myślenia o bezpieczeństwie państwa. Z drugiej strony – jak podkreślał europoseł – wszyscy, niezależnie od tego, czy są przedsiębiorcami, czy zwykłymi obywatelami, codziennie zadają sobie to samo pytanie: dlaczego prąd w Polsce jest najdroższy w Europie? – komentował Andrzej Jaworski.
To pytanie nie dotyczy wyłącznie wysokości rachunków – to pytanie o suwerenność energetyczną. Jak zauważa Andrzej Jaworski, prezes Izby Gospodarczo-Handlowej, jeśli jako obywatel, pracownik czy przedsiębiorca co miesiąc płaci się najwyższe rachunki za energię w Unii Europejskiej, trudno mówić o rzeczywistej suwerenności. A jeśli Polska rzeczywiście jest energetycznie niezależna, to oznacza, że nie potrafi tej niezależności właściwie wykorzystać. Jaworski podkreśla, że zapowiedzi dopłat czy chwilowych zniżek nie stanowią realnego rozwiązania – nie chodzi o doraźne działania, lecz o stabilne i przewidywalne warunki funkcjonowania rynku energetycznego.
Warto zadać sobie pytanie – dlaczego Polska nie chce w pełni korzystać z własnych zasobów, które mogłyby umożliwić najtańszą i najbardziej efektywną produkcję energii? Prezes IGH zwraca uwagę, że zbyt często ulegamy ogólnym hasłom, które – jak pokazuje praktyka – w Unii Europejskiej potrafią znaczyć wszystko i nic. Gdy wybuchł kryzys gazowy, Niemcy bez większych oporów powróciły do węgla i gazu. Tymczasem w Polsce próbuje się przekonywać, że musimy natychmiast i bezwarunkowo przejść na zieloną energię, nawet jeśli oznacza to znacznie wyższe koszty. Zdaniem Jaworskiego, nie jest to rzeczywisty wybór – a jeśli nie mamy realnej alternatywy, trudno mówić o pełnej suwerenności energetycznej.
Prof. Marek Grzybowski zwrócił uwagę na jeszcze jeden, niezwykle istotny aspekt suwerenności energetycznej – mianowicie infrastrukturę dostępową, zarówno od strony morza, jak i lądu. Jak podkreślił, bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko kwestia źródeł energii czy cen, ale również sprawny system logistyczny, który umożliwia efektywny import i eksport surowców energetycznych. Przykładem może być sytuacja z rynkiem węgla – Polska kupowała go wtedy, gdy był najdroższy, a dziś, gdy ceny spadły, często nie potrafi w pełni tego wykorzystać z powodu ograniczeń logistycznych i braku elastyczności w strukturze dostaw.
Dlatego, zdaniem Marka Grzybowskiego, dywersyfikując źródła energii, należy brać pod uwagę nie tylko czynniki klimatyczne czy polityczne, ale również ekonomiczne – opierać się na surowcach, które w danym momencie są tańsze i łatwiej dostępne. Odnosząc się do wcześniejszej wypowiedzi prezesa Andrzeja Jaworskiego, zaznaczył, że kluczowym elementem pozostaje obniżenie kosztów energii, co jest możliwe tylko wtedy, gdy wykorzystamy istniejący potencjał infrastrukturalny. Polska już dziś odgrywa ważną rolę w globalnej logistyce, jest dobrze postrzegana jako kraj tranzytowy, a nasze porty dysponują dużym potencjałem przeładunkowym – zarówno w zakresie importu, jak i eksportu. Ten potencjał, jak podkreślił, należy w pełni wykorzystać, bo bezpieczeństwo energetyczne to także – a może przede wszystkim – bezpieczeństwo dostaw surowców.
Zwłaszcza że, jak zauważa dr Paweł Kusiak, historia pokazuje, iż Polska nigdy nie była aż tak silnie uzależniona energetycznie od kierunku morskiego.
Czy w takim razie rzeczywiście powinniśmy dziś tak mocno stawiać na rozwój infrastruktury portowej i dostęp od strony morza, skoro tradycyjnie nasz system energetyczny opierał się głównie na zasobach krajowych i dostawach lądowych? – pytał prowadzący debatę, dr Paweł Kusiak.
– Dodam jeszcze jeden ważny aspekt, o którym wspominał europoseł Piotr Müller. Dane statystyczne dotyczące przywozu komponentów, materiałów i gotowych produktów z Chin są naprawdę zatrważające. I nie chodzi tu o to, że ktoś „nie lubi” Chin – problem leży gdzie indziej. Musimy sobie uświadomić, że to właśnie Unia Europejska – poprzez swoje decyzje i regulacje – doprowadziła do sytuacji, w której znaczna część produkcji została niejako wypchnięta z Europy właśnie do Chin. Przedsiębiorcy w UE bardzo często nie mieli możliwości prowadzenia działalności na takich samych warunkach, na jakich później – bez przeszkód – realizowali te same procesy w Azji. I to jest sedno problemu. Mam nadzieję, że europosłowie podejmą wreszcie poważniejszą debatę na ten temat. Chodzi o to, by uzmysłowić obywatelom całej Unii Europejskiej, że dzisiejsze uzależnienie od chińskich dostaw to skutek błędnej polityki prowadzonej przez tych, którzy przez lata decydowali o kierunku rozwoju wspólnoty – skomentował Andrzej Jaworski.
– Trzeba dodać jedną istotną sprawę – od dłuższego czasu śledzę to, co dzieje się w krajach Azji i Pacyfiku, i muszę powiedzieć, że tam reakcje na zmiany w globalnej gospodarce są znacznie szybsze i bardziej elastyczne niż w Europie. U nas – w Unii Europejskiej – często najpierw długo debatujemy: co zrobić, jak zareagować, czy obniżać koszty, jak ograniczać ceny. W tym czasie inne regiony już podejmują konkretne działania. Weźmy przykład Chin i ich reakcji na podniesienie ceł przez administrację Donalda Trumpa. Co się wtedy wydarzyło? Chińskie towary zaczęły być eksportowane przez Wietnam, którego porty zanotowały wzrost obrotów o około 60%. Mówimy o produktach, których Wietnam de facto nie produkuje – to doskonale pokazuje skalę zjawiska i tempo, w jakim potrafią działać tamtejsze gospodarki – mówił prof. Marek Grzybowski.
Jak zaznaczał prezes BSSC, kraje Azji Południowo-Wschodniej – takie jak Wietnam, Malezja, a nawet Filipiny – potrafią błyskawicznie przeorganizować logistykę, łańcuchy dostaw i systemy eksportowe. Są niesamowicie sprawne operacyjnie, również w zakresie reakcji na zmiany cen surowców energetycznych. Przykład? Chiny i Australia – mimo napięć politycznych i wcześniejszych ograniczeń we współpracy, gdy pojawiła się korzystna okazja gospodarcza, po prostu stwierdzono: „nie kłóćmy się – importujemy od was węgiel” i temat został zamknięty. W efekcie ceny surowców spadły, a łańcuchy dostaw szybko wróciły na właściwe tory.
- – Tego typu elastyczność jest dziś kluczowa. My – jako Europa – jesteśmy pod tym względem zbyt powolni. Czy wynika to z ograniczeń administracyjnych, czy z braku szybkiej reakcji ze strony przedsiębiorców – trudno jednoznacznie stwierdzić. Jedno jest jednak pewne: potrzebujemy mechanizmów, które umożliwią sprawniejsze działanie. Polska, jako kraj tranzytowy, dysponujący dużym potencjałem w zakresie portów i logistyki, może odegrać w tym procesie kluczową rolę. Możemy stać się mostem – centrum przeładunkowym i dystrybucyjnym – dla półproduktów, komponentów i gotowych towarów z Azji, Ameryki czy Bliskiego Wschodu do Unii Europejskiej. To ogromna szansa, z której musimy umieć skorzystać – dodał prezes Bałtyckiego Klastra Morskiego i Kosmicznego – dodał prezes Bałtyckiego Klastra Morskiego i Kosmicznego.
zobacz też
Rola energetyki jądrowej w polskim miksie energetycznym i wyzwania związane z jej rozwojem
Być może najważniejsze pytanie, które dziś powinniśmy sobie zadać – choć wciąż nie potrafimy go do końca precyzyjnie sformułować – dotyczy konieczności zmiany sposobu myślenia i działania. Dr Paweł Kusiak zwraca uwagę, że Polska znajduje się w punkcie zwrotnym, w którym coraz częściej będą pojawiać się fundamentalne pytania o kierunki rozwoju, o to, jak budować nowoczesne i odpowiedzialne państwo. Jednym z kluczowych tematów, które – jego zdaniem – wymagają takiej refleksji, jest energetyka jądrowa i jej rola w krajowym miksie energetycznym. To zagadnienie, które od lat powraca w debacie publicznej, obudowane deklaracjami, wizjami i oczekiwaniami. Jednak – jak zaznacza – nie chodzi już o powtarzanie oczywistości, że elektrownia jądrowa byłaby potrzebna. Pytanie jest inne: dlaczego jej wciąż nie ma?
Dr Paweł Kusiak pyta, co sprawia, że mimo upływu lat projekt nie został zrealizowany. Gdzie należy szukać przyczyn zaniechań, blokad i braku decyzji? Dlaczego nie udało się tego dokonać po 1989 roku – mimo że Polska nie była wówczas zniszczona, a czas transformacji dawał realne możliwości modernizacyjne? Przypomina, że w okresie międzywojennym potrafiliśmy zrealizować wielkie inwestycje – Gdynię, Centralny Okręg Przemysłowy, magistralę węglową – które wzmocniły odporność gospodarczą państwa i zapewniły jego rozwój. Tymczasem dziś, mimo znacznie korzystniejszych warunków technologicznych i finansowych, nie powstała ani jedna elektrownia jądrowa. Dla dr. Kusiaka nie jest to wyłącznie pytanie o energetykę – to pytanie o naszą zdolność do podejmowania decyzji strategicznych i budowania państwa w długiej perspektywie.
Piotr Müller podkreślił, że na początku warto docenić to, co Polsce udało się osiągnąć przez ostatnie trzy dekady transformacji gospodarczej. Zaznaczył, że mimo różnych rządów – lepszych i gorszych – skumulowany wzrost gospodarczy po 1989 roku plasuje Polskę w światowej czołówce. Jak dodał, podczas rozmów z zagranicznymi partnerami zawsze zwraca uwagę na to, jak wielki sukces osiągnęła Polska w tym okresie.
Jednocześnie Piotr Müller zwrócił uwagę na potrzebę refleksji nad niewykorzystanymi szansami. Postawił pytanie: co by było, gdyby w minionych dekadach podejmowano mądrzejsze decyzje? Gdyby okres dobrej koniunktury został lepiej wykorzystany do przygotowania się na trudniejsze czasy – takie jak obecny kryzys energetyczny – Polska znajdowałaby się dziś w znacznie bardziej stabilnej sytuacji. Jego zdaniem kraj miałby wtedy większe możliwości inwestycyjne i technologiczne, a jedną z kluczowych, strategicznych inwestycji powinna być energetyka jądrowa.
Jak zaznaczył europoseł Europejskich Konserwatystów i Reformatorów Piotr Müller, jest to szczególnie istotne teraz, gdy stoimy u progu jednego z największych przełomów technologicznych w historii – masowego wdrażania sztucznej inteligencji. AI wkracza do przemysłu, usług i administracji, a to wszystko wymaga ogromnych mocy obliczeniowych, czyli również znacznych zasobów energetycznych.
Dlatego – jak podkreślił Piotr Müller – stabilne źródła energii oraz nowe moce wytwórcze, zwłaszcza jądrowe, są dziś nie tylko potrzebą, ale wręcz koniecznością. To nie tylko kwestia bezpieczeństwa energetycznego, ale również realna szansa na rozwój technologiczny i gospodarczy Polski.
– Dlaczego więc się nie udało? Trzeba to powiedzieć uczciwie – przez ostatnie 30 lat cała klasa polityczna powinna uderzyć się w pierś, bo żadna elektrownia jądrowa nie powstała. Jeśli chodzi o konkretne działania, to najdalej udało się dojść za czasów premiera Mateusza Morawieckiego – wtedy podpisano umowę, wybrano dostawcę technologii, czyli amerykańską firmę Westinghouse, i osadzono cały projekt w strategicznym sojuszu międzynarodowym. Budowa pierwszego reaktora już ruszyła. Mam żal do obecnego rządu, że pewne elementy zostały spowolnione. Można było działać szybciej i skuteczniej, lepiej prowadzić rozmowy z partnerami, przyspieszyć inwestycję. Mam jednak nadzieję, że ten projekt nie zostanie zatrzymany – powiedział Piotr Müller.
– Niepokoi mnie fakt, że Komisja Europejska wciąż nie wydała zgody na udzielenie pomocy publicznej w tej sprawie. Wniosek został złożony już w zeszłym roku i dotyczy możliwości sfinansowania części budowy z polskich środków publicznych, bez udziału funduszy unijnych. Ten wniosek cały czas leży, a moim zdaniem mamy tu do czynienia z grą polityczną – elementem geopolitycznego szantażu i rozgrywki między Komisją Europejską a USA. Polska na tym traci. Ursula von der Leyen trzyma ten temat w swoim portfelu negocjacyjnym, być może po to, by użyć go w rozmowach z Amerykanami. To inwestycja za dziesiątki miliardów euro, którą można zablokować lub „odblokować”. Być może chodzi o naciski, by dopuścić do budowy drugiego reaktora francuską technologię, albo o inne interesy toczące się w ramach unijnych negocjacji handlowych z USA. Dlatego tak ważne jest, by wywierać presję, abyśmy nie obudzili się za kilka lat z sytuacją, że wszystko było gotowe, ale brak formalnej zgody KE zablokował możliwość realizacji. Regularnie dopytuję Komisję Europejską, bo nie chcę, żebyśmy za pięć lat znów stawiali sobie pytanie: „Dlaczego w Polsce wciąż nie ma elektrowni jądrowej?”. W tym tempie pierwszy reaktor powinien być już w zaawansowanej fazie budowy i realnie dawać Polsce nowe możliwości – komentował europoseł Piotr Müller.
Polityk Europejskich Konserwatystów i Reformatorów dodał również, że warto zwrócić uwagę na drugi kierunek, który powinien być rozwijany równolegle – technologię SMR, czyli małych reaktorów modułowych. To rozwiązanie, które wkrótce stanie się rzeczywistością. Polska uczestniczyła w tym wyścigu zarówno z Kanadą, jak i ze Stanami Zjednoczonymi. Orlen wskazał konkretne lokalizacje pod budowę SMR-ów. Niestety, obecny rząd całkowicie wstrzymał działania w tym obszarze, co – jak podkreślił polityk – może, a nawet powinno budzić niepokój. A przecież to właśnie ta technologia stanowi przyszłość energetyki.
– W przeciwieństwie do wielkich elektrowni, SMR-y wymagają znacznie mniejszej powierzchni – porównywalnej do boiska piłkarskiego – a jednocześnie są rozproszone, co zwiększa bezpieczeństwo systemu energetycznego. Taka infrastruktura jest trudniejsza do zaatakowania i zapewnia większą dywersyfikację źródeł. To kierunek, który trzeba rozwijać, jeśli chcemy mieć suwerenny, nowoczesny i odporny system energetyczny w Polsce – powiedział Piotr Müller.
Do tematu elektrowni jądrowej odniósł się również Andrzej Jaworski.
– Chciałbym być optymistą. Mówi się, że elektrownia jądrowa już powstaje, ale dopiero gdy zobaczymy realne etapy postępujących prac, będziemy mogli powiedzieć, że faktycznie jest budowana. Obecnie jest to raczej wrażenie niż fakt. Obawiam się jednak, że ze względu na wybór amerykańskiej technologii sytuacja może przypominać coś na kształt „strajku włoskiego” – niby coś się dzieje, ale nie wiadomo, czy wkrótce nie zapadnie decyzja o wycofaniu się z projektu lub jego znacznym opóźnieniu. Z naszej strony jest jednoznaczne oczekiwanie: bardzo zależy nam na jak najszybszym uruchomieniu tej elektrowni. Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć, że jedna duża elektrownia jądrowa nie rozwiąże wszystkich problemów energetycznych Polski. Już teraz powinniśmy myśleć o kilku takich obiektach równolegle lub o inwestowaniu w nowocześniejsze rozwiązania, takie jak SMR-y, czyli małe reaktory modułowe, najlepiej projektowane w Polsce. To pozwoliłoby w razie kryzysu przesyłowego zapewnić bezpieczeństwo zasilania w różnych częściach kraju, zwłaszcza w regionach o strategicznym znaczeniu. Taka decentralizacja daje realną odporność.
Prezes Izby Gospodarczo-Handlowej zdaje sobie również sprawę, że rozwój sztucznej inteligencji wiązać się będzie z jeszcze większym zapotrzebowaniem na energię, co jest nieuniknione.
- Dlatego trzeba działać już teraz. Przykład Hiszpanii pokazuje, do czego prowadzi brak odpowiednich zabezpieczeń – gdy zabrakło prądu, nie było nie tylko światła, ale również łączności: nie działały telefony komórkowe, infrastruktura cyfrowa, sztuczna inteligencja – po prostu nic. To doskonale obrazuje, jak fundamentalne znaczenie ma stabilny i bezpieczny dostęp do energii – dodał Andrzej Jaworski.
Włączając się do dyskusji, Piotr Müller podkreślił, że w obecnej sytuacji niezbędne są stabilne źródła energii.
– Dokładnie tak – stoimy przed tym wyzwaniem i musimy się z nim jak najszybciej zmierzyć. Mam nadzieję, że projekty, które za czasów prezesa Daniela Obajtka przygotował i przedstawił Orlen jako możliwe do szybkiej realizacji, w końcu zostaną wdrożone. W przeciwnym razie grozi nam poważny problem. Z drugiej strony warto zauważyć, że z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego i dywersyfikacji źródeł kluczowe jest podejście zróżnicowane i dostosowane do warunków każdego kraju. Doskonałym przykładem są Niemcy, które nawet przy zamykaniu kopalń utrzymywały je w stanie gotowości, pilnowały infrastruktury, aby w razie potrzeby móc do nich szybko wrócić. W Polsce niestety było inaczej – kopalnie zamykano ostatecznie, często wręcz zatapiano i niszczono, tak by nigdy już nie mogły być ponownie wykorzystane. Warto dziś zadać pytanie: kto do tego doprowadził i kto podejmował takie decyzje? To działania, które wiele mówią o podejściu konkretnych środowisk politycznych i decyzyjnych do gospodarki oraz o ich zdolności do myślenia perspektywicznego. A przecież gospodarki nie planuje się na kilka lat
– Odpowiedzialna strategia rozwoju musi obejmować co najmniej kilka dekad – dodał Andrzej Jaworski.
– W projektach wodorowych i szerzej energetycznych bardzo wyraźnie widać, jak fundamentalne znaczenie ma planowanie przestrzenne. Niezależnie od tego, czy budujemy dużą elektrownię jądrową, mały reaktor modułowy czy farmę wodorową, konieczne jest stworzenie towarzyszącej infrastruktury. Sama elektrownia to dopiero początek – potrzebne są drogi dojazdowe, sieci przesyłowe i infrastruktura techniczna. Przykładowo, zanim powstał terminal FSRU w Gdańsku, rozpoczęto już budowę infrastruktury przesyłowej, bo wiadomo było, że będzie niezbędna. Podobnie powinno być z energetyką jądrową – tam, gdzie ma powstać elektrownia, muszą być ludzie do jej obsługi, a więc potrzebna jest także infrastruktura socjalna, mieszkaniowa i komunikacyjna. Od wielu lat mówi się również o konieczności przesunięcia zasilania energią elektryczną z północy na południe kraju, ale choć sieci są modernizowane, nadal nie są dostosowane do skali przyszłych potrzeb. Ten proces przebiega zbyt wolno. Problemem jest także to, że w Polsce planowanie przestrzenne bywa traktowane po macoszemu – brakuje strategicznego myślenia. W efekcie, gdy trzeba zbudować drogę czy linię energetyczną, często okazuje się, że stoi tam już zabudowa, co powoduje opóźnienia, konflikty i dodatkowe koszty. Musimy zacząć myśleć o infrastrukturze i energetyce w sposób zintegrowany i długofalowy, bo inaczej zawsze będziemy „gonić” własne niedopatrzenia – skomentował prof. Marek Grzybowski.
Europoseł Piotr Müller podkreślił, że budowa elektrowni jądrowej w gminie Choczewo stanowi dobry przykład kompleksowego planowania infrastrukturalnego. Zaznaczył, że wszystkie elementy zostały tam odpowiednio zaplanowane i obecnie są realizowane, zarówno jeśli chodzi o drogi, port techniczny, jak i linie kolejowe. Przykładowo, droga klasy krajowej mająca obsługiwać ten teren jest już w trakcie realizacji, a także powstaje pirs załadunkowy, przez który będą dostarczane kluczowe elementy konstrukcyjne elektrowni. W przypadku infrastruktury kolejowej prowadzone są analizy studialne różnych wariantów tras, które lada moment mają zostać przekazane do etapu realizacyjnego. Szczególne znaczenie mają także sieci przesyłowe, o czym europoseł zgodził się z prof. Markiem Grzybowskim, zwracając uwagę, że wielu mieszkańców Pomorza nie zdaje sobie sprawy, jak dużą rewolucję energetyczną przechodzi ten region. Polska Północna, dzięki energetyce jądrowej i morskiej energii wiatrowej (offshore), staje się nowym energetycznym sercem kraju, co diametralnie zmienia układ sił i rolę regionu.
Piotr Müller podkreślił, że jest to ogromna szansa, ale także wielkie wyzwanie społeczno-demograficzne, ponieważ budowa elektrowni oznacza tysiące osób pracujących na miejscu przez wiele lat, zarówno podczas realizacji inwestycji, jak i późniejszej eksploatacji. W efekcie zmieni się struktura populacyjna Pomorza, co wymaga rozwoju usług, edukacji i zaplecza socjalnego, a tym samym całej mapy funkcjonalnej regionu. W dłuższej perspektywie jest to jednak wielka szansa rozwojowa dla całego Pomorza.
Dr Paweł Kusiak zwrócił uwagę, że z wojskowego punktu widzenia Trójmiasto jest kluczowym regionem dla utrzymania ciągłości funkcjonowania państwa, i zapytał profesora, dlaczego właśnie na Pomorzu zdecydowano się na lokalizację elektrowni jądrowej, której budowę rozpoczęto i którą, jak wyraził nadzieję, zobaczymy możliwie jak najszybciej, oraz jak ocenia tę lokalizację i jej znaczenie.
Prof. Marek Grzybowski podkreślił, że choć inwestycje takie jak elektrownie jądrowe będą miały wpływ na środowisko, całkowita ochrona natury bez żadnej ingerencji jest niemożliwa — podobnie jak powstanie portu w Gdyni, które wymagało znacznych zmian w przyrodzie. Zwrócił uwagę, że ważne jest planowanie lokalizacji zarówno dużych elektrowni, jak i małych reaktorów modułowych (SMR), aby uwzględnić wpływ na środowisko i życie lokalnych społeczności. Wskazał także na potrzebę globalnego, spójnego podejścia do planowania przestrzennego, które obecnie jest niewystarczające, co utrudnia rozwój i przewidywalność działań firm w Polsce.
Prowadzący debatę dodał, że skoro udało się zbudować port w Gdyni, to warto zastanowić się, dlaczego nigdy nie powstała elektrownia jądrowa — nie chodzi o porównanie momentów historycznych, ale o pytanie, dlaczego do tej inwestycji nigdy nie doszło.
- Próbowano budować elektrownię w Żarnowcu, jednak — powiedzmy to wprost — inwestycja ostatecznie nie doszła do skutku. W dużej mierze było to efektem sprzeciwu różnych grup, w tym środowisk proekologicznych i tzw. „zielonych”, które miały wpływ na proces decyzyjny, mimo że ówczesny rząd był zdecydowany na realizację projektu. Co ciekawe, dziś w regionie Morza Bałtyckiego działa elektrownia jądrowa o parametrach bardzo zbliżonych do tych planowanych w Żarnowcu, zbudowana za kwotę niewiele niższą niż ta, którą musielibyśmy ponieść, gdybyśmy tamtego czasu zrealizowali własną inwestycję. Innymi słowy, mogliśmy mieć własną elektrownię, ale z różnych powodów z tego zrezygnowano — powiedział prof. Marek Grzybowski.
Strategiczne znaczenie regionów nadmorskich dla polskiej energetyki i kierunki rozwoju morskiej infrastruktury energetycznej
Nigdy wcześniej gospodarka morska regionu Morza Bałtyckiego nie miała takiego znaczenia dla polskiej gospodarki i polityki, dlatego ważne jest, aby na poziomie krajowym i europejskim kształtować dyskusję o polityce energetycznej Polski — szczególnie w kontekście morskich farm wiatrowych, energetyki jądrowej oraz innej infrastruktury krytycznej — tak, by przynosiła realne korzyści naszemu krajowi. Jak zatem możemy to skutecznie realizować?
– Cały czas mówimy, że od morza nie można się odwracać. Pokazujemy, jak ważne jest utrzymanie i rozbudowa portów, jak istotne są nasze stocznie i jak kluczowy jest przemysł morski. W pewnym momencie straciliśmy kilkanaście tysięcy miejsc pracy w tym sektorze, a dziś mamy realną szansę nie tylko je odzyskać, ale nawet zwiększyć ich liczbę pięcio-, sześciokrotnie. Jesteśmy w przełomowym momencie. Mamy ogromną szansę, również ze względu na energetykę. Jak słusznie zauważył europoseł Piotr Müller, Pomorze w ostatnich latach bardzo mocno poszło do przodu. Wierzę, że przełoży się to na wzrost obrotów portów i rozwój infrastruktury, jakiej dotąd w regionie nie było. Jestem też przekonany, że powstanie elektrownia jądrowa, a jeśli rozwiniemy technologię SMR-ów (małych reaktorów modułowych), to właśnie u nas może powstać całkowicie nowy ekosystem miejsc pracy i firm. Wyobrażam sobie, że na przykład Reda — mająca sporo dostępnych terenów — mogłaby stać się miejscem, gdzie rozwijać się będą firmy o światowym potencjale, także w dziedzinie sztucznej inteligencji. Bo dlaczego nie? Stoimy dziś w zupełnie nowym momencie naszych dziejów. Warunkiem jest jedno — by nikt tego nie zablokował – mówił Andrzej Jaworski.
- A co dziś stanowi największe zagrożenie, co jest najważniejszym celem naszej polityki? – dopytywał Paweł Kusiak.
– Spójrzmy na przykład CPK. Widzieliśmy też, co działo się, gdy próbowaliśmy pokazać, że polskie przedsiębiorstwa mogą zmieniać kierunek rozwoju – nie tylko w kraju, ale i na świecie. Zawsze jednak pojawiały się głosy, które twierdziły, że „musi być inaczej” i że „one wiedzą lepiej”. A potem… nic się nie działo. Czasem wręcz blokowano inwestycje, zamrażano środki lub doprowadzano do ich wygaszenia. To jest największe zagrożenie – blokada projektów, brak decyzji i zamrażanie funduszy. Niestety, takie sytuacje mogą się powtarzać. Mam jednak nadzieję, że w tym przypadku tak się nie stanie, bo każdy z nas chce mieć prąd – i chcielibyśmy, aby wszyscy w Polsce mieli do niego dostęp bezproblemowo i możliwie jak najtaniej – mówił prezes Izby Gospodarczo-Handlowej.
Prowadzący debatę zapytał prof. Marka Grzybowskiego, jakie jedno kluczowe życzenie dla polskiej polityki morskiej w obszarze energetyki chciałby spełnić, gdyby miał realną moc sprawczą.
- Uważam, że powinniśmy kontynuować obraną drogę. Porty morskie to nie tylko terminale przeładunkowe, ale także centra rozwoju przemysłu stoczniowego i energetycznego. Na terenach postoczniowych w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie czy Świnoujściu powstają zakłady produkujące komponenty dla morskiej energetyki wiatrowej. Porty generują wartość dodaną dla gospodarki, wspierając eksport i reeksport, który jest najłatwiejszy, gdy produkcja odbywa się w ich bezpośrednim sąsiedztwie. To również miejsce rozwoju prawdziwych startupów, takich jak CRIST, budujący innowacyjne jednostki pływające, czy Hydromega, działająca od 30 lat z sukcesem. Przykłady te pokazują, że porty to nie tylko przeładunki, ale przestrzeń tworzenia nowoczesnych gałęzi gospodarki o wysokim poziomie technologicznym – kontynuował profesor.
- Profesor zwrócił uwagę na istotny aspekt dotyczący farm wiatrowych jako kluczowego elementu zwiększającego bezpieczeństwo energetyczne i wykorzystującego zasoby, które powinny być eksploatowane od dawna. Przypomniał niedawną dyskusję, czy obsługa tych farm powinna odbywać się z okolic Słupska, czy z Bornholmu — takie rozważania nie powinny mieć miejsca. Konieczne jest jasno zakodowanie wspierania polskich przedsiębiorców i firm, aby wszystko, co można wykonać w kraju, było realizowane właśnie tutaj. Chodzi nie tylko o produkcję elementów farm wiatrowych, ale o cały przemysł offshore, obejmujący budowę, remonty oraz szkolenie kadry technicznej. To ogromna część biznesu, którą trzeba zagospodarować i rozwijać nie za kilka lat, lecz już dziś — podkreślił Andrzej Jaworski.
- Prezes Andrzej Jaworski zwrócił uwagę na istotny fakt, że szkoła morska przy ul. Polskiej 13, zlokalizowana bezpośrednio w porcie, jest miejscem szkoleń przyszłych specjalistów. To właśnie w portach odbywa się cały proces działalności związanej z gospodarką morską, co sprawia, że tam właśnie powinniśmy koncentrować większość łańcucha produkcji dla naszej energetyki. Dotyczy to również Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która oferuje konkretne narzędzia i możliwości rozwoju tego potencjału lokalnie — podkreślił profesor.
Dr Paweł Kusiak zastanawiał się, jaką rolę odegra region pomorski w strategicznej polityce Polski w przyszłości kraju.
- Region pomorski i zachodniopomorski odgrywają kluczową rolę w strategicznej polityce Polski, zwłaszcza w kontekście handlu morskiego. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak duży procent polskiego handlu przechodzi właśnie przez szlaki morskie. W ostatnich latach porty takie jak Gdańsk czy Gdynia przejęły znaczącą część transportu morskiego, który wcześniej obsługiwały porty zachodnie, co budzi niezadowolenie m.in. wśród niemieckich i holenderskich partnerów tracących na znaczeniu w tym obszarze. Rola tych regionów będzie się nadal zwiększać, jednak nie chodzi tylko o transport towarów i ich dalszą dystrybucję. Kluczowe jest także tworzenie nowych możliwości biznesowych, na przykład w łańcuchach przetwórstwa spożywczego. Na Pomorzu działa wiele firm, między innymi w Słupsku, które zatrudniają tysiące osób i wykorzystują nowoczesne linie produkcyjne do przetwarzania żywności, w tym ryb sprowadzanych z Norwegii i innych, odległych miejsc. To pokazuje potencjał regionu nie tylko jako punktu tranzytowego, lecz także jako ważnego centrum przetwórstwa i magazynowania – mówił Piotr Müller.
- Ważnym elementem jest rozwój łańcuchów chłodniczych, które umożliwiają przechowywanie i dystrybucję żywności nie tylko w Polsce, ale również w Europie Środkowo-Wschodniej i dalej. Inwestycje w magazyny i infrastrukturę mogą sprawić, że Pomorze stanie się hubem logistycznym dla całego regionu. Największym wyzwaniem jest jednak budowa w miarę autonomicznych łańcuchów dostaw, szczególnie w kontekście offshore wind. Budowa farm wiatrowych na morzu wydaje się prosta, ale w rzeczywistości wymaga zaawansowanych technologii oraz know-how, które w dużej mierze pochodzi spoza Polski. To ogromna szansa dla polskich firm i uczelni, takich jak Politechnika Gdańska, Uniwersytet Gdański czy Uniwersytet Morski w Gdyni, aby rozwijać kompetencje inżynieryjne, biznesowe i morskie. Współpraca między nauką a biznesem jest kluczowa, choć nie zawsze działa idealnie. Duże inwestycje w sektor offshore mogą jednak zmobilizować polskich przedsiębiorców i naukowców do wspólnego działania, co pozwoli regionowi pomorskiemu i zachodniopomorskiemu odegrać strategiczną rolę w przyszłości Polski – dodał polityk z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim.
Paweł Kusiak, ekspert Gazety Morskiej, zwrócił uwagę na ważny problem, jakim są zagrożenia demograficzne w regionie Pomorza, zwłaszcza brak rąk do pracy. Zapytał, jak Pomorze może przezwyciężyć te wyzwania, które choć rzadko omawiane, mają kluczowe znaczenie dla rozwoju regionu.
- Pomorze może stać się bardziej atrakcyjne dla migracji wewnętrznej, co jest kluczowe w przeciwdziałaniu problemom demograficznym, takim jak brak rąk do pracy. Pomorskie uczelnie mają tu ogromną szansę, zwłaszcza że napływają środki finansowe na ich rozwój. Dobrym przykładem jest niedawna umowa Uniwersytetu Gdańskiego z firmą Bechtel, zajmującą się budową elektrowni jądrowych — to konkretny krok w stronę współpracy biznesu z nauką. Przed nami jednak wciąż wiele wyzwań. Samorządy powinny aktywniej wspierać tworzenie uzbrojonych stref ekonomicznych, wyposażonych w niezbędną infrastrukturę, na przykład przyłącza energetyczne. Kiedy rządziliśmy, uruchomiliśmy specjalny program uzbrajania terenów pod strefy ekonomiczne, tak aby wzdłuż szlaku drogi S6, która wkrótce będzie w pełni otwarta, powstały gotowe obszary dla biznesu, umożliwiające natychmiastowe rozpoczęcie działalności — mówił Piotr Müller.
- Chciałbym podkreślić ważną kwestię, którą poruszył pan poseł, dotyczącą współpracy nauki z praktyką. Na Pomorzu, oprócz uczelni takich jak Uniwersytet Szczeciński czy Politechnika Morska, funkcjonuje także znaczące zaplecze instytutów naukowych, w tym Instytut Hydrotechniki, Instytut Morski, a także Centrum Offshore i Centrum Techniki Okrętowej, które dysponuje zaawansowanym systemem do badań offshore. Warto również wspomnieć o Polskim Rejestrze Statków, posiadającym uprawnienia do certyfikacji w zakresie offshore, statków i ochrony środowiska. Te instytucje tworzą solidne fundamenty dla rozwoju przemysłu morskiego. Uczelnie i instytuty w regionie mają ogromny potencjał, by wspierać działania przemysłowe i przyczyniać się do ich dynamicznego rozwoju – mówił prof. Marek Grzybowski.
zobacz też
Kluczowe innowacje technologiczne napędzające transformację energetyczną
We wcześniejszych wypowiedziach kilkakrotnie pojawiły się kwestie innowacji – zarówno w kontekście wyzwań związanych z technologią AI, jak i nowych rozwiązań w energetyce jądrowej, takich jak SMR. Temat sztucznej inteligencji wciąż pozostaje trudny do uchwycenia ze względu na brak ujednoliconych definicji i ograniczone zrozumienie, dlatego wymaga osobnej dyskusji. Jednak dziś skupmy się na innowacjach mających realny wpływ na sektor morski. Ekspert Gazety Morskiej, dr Paweł Kusiak, skierował pytanie do prof. Marka Grzybowskiego, prosząc o ocenę, jakie innowacje – jego zdaniem – będą miały kluczowe znaczenie dla rozwoju energetyki morskiej i całej branży morskiej w średniookresowej perspektywie najbliższych lat.
– Kluczowe innowacje w energetyce morskiej koncentrują się na kilku istotnych obszarach. Po pierwsze, dotyczą logistyki – transport dużych komponentów infrastrukturalnych wymaga niezwykle precyzyjnego planowania i koordynacji. Po drugie, chodzi o innowacje organizacyjne, które pozwalają na skuteczne i terminowe realizowanie skomplikowanych projektów. W zakresie technologii dużą rolę odgrywają nasze wyspecjalizowane ośrodki, takie jak Centrum Techniki Okrętowej, Centrum Offshore czy Instytut Oceanologii, które prowadzą zaawansowane badania środowiskowe wspierające przygotowanie inwestycji morskich. Mamy także biura projektowe, jak Projmors, które tworzą unikatowe w skali światowej projekty – choćby terminale gazowe czy FSRU. Wszystkie te przedsięwzięcia, realizowane przez polskie firmy i inżynierów, pokazują, że potrafimy nie tylko wdrażać najnowsze rozwiązania, ale także tworzyć innowacje na najwyższym poziomie – mówił prezes BSSC.
Jak należy rozumieć wpływ sztucznej inteligencji jako jednej z kluczowych innowacji, które już dziś zmieniają nasze życie? W jaki sposób powinniśmy podejmować ten temat w debacie publicznej? I wreszcie – jak elity polityczne, gospodarcze i naukowe powinny się do tych zmian odnieść?
- Sztuczna inteligencja to bardzo szeroki i złożony temat – zauważył Piotr Müller, poseł do Parlamentu Europejskiego i członek komisji rynku wewnętrznego. Jak zaznaczył, kwestie związane z AI są dziś silnie osadzone w kontekście regulacyjnym. – Europejski rynek jest bardzo mocno uregulowany, co z jednej strony gwarantuje bezpieczeństwo, ale z drugiej często utrudnia rozwój i konkurencyjność – przyznał polityk.
Jego zdaniem to jednak temat na odrębną dyskusję.
Skupiając się na energetyce, Piotr Müller podkreślił, że sztuczna inteligencja już dziś znajduje zastosowanie w wielu przedsiębiorstwach i sieciach przesyłowych.
– Chodzi tu nie tylko o znane dziś modele generatywne, ale przede wszystkim o rozwiązania dostosowane do konkretnych potrzeb – zaznaczył. Wskazał na przykład zarządzania systemami energetycznymi, gdzie AI może znacząco zwiększać efektywność. – Trwa jednak dyskusja, czy przekazywanie pełnej odpowiedzialności za takie systemy sztucznej inteligencji nie niesie zbyt dużych ryzyk – dodał.
Jak mówił Piotr Müller, sztuczna inteligencja już teraz optymalizuje wykorzystanie sieci przesyłowych i zużycie prądu w wielu fabrykach i obiektach przemysłowych.
– Ale wciąż trwa debata, czy SI powinna mieć dostęp do decyzji o zarządzaniu całymi sieciami energetycznymi. Obawy dotyczą m.in. kwestii bezpieczeństwa i odpowiedzialności – zauważył.
Ważnym aspektem, o którym – jak przypomniał – mówiono już na początku debaty, jest gigantyczne zapotrzebowanie AI na energię.
– Zmiany wywołane przez sztuczną inteligencję są przełomowe. Jeśli Polska nie weźmie w nich udziału, przegapimy szansę porównywalną do rewolucji przemysłowej czy przyspieszenia technologicznego z czasów II wojny światowej – stwierdził europoseł EKR.
– To moment, w którym musimy działać, by nie stać się jedynie płatnikiem za cudze technologie – podkreślił Piotr Müller.
Jego zdaniem, wiele osób nadal postrzega AI wyłącznie jako narzędzie do generowania tekstów, obrazów czy filmów. – Tymczasem jej potencjał jest znacznie większy – ocenił polityk.
Jak dodał, w sektorze bankowym SI rozwiązuje dziś złożone problemy związane z analizą danych, w medycynie wspiera lekarzy w diagnozowaniu – np. wykrywa tętniaki mózgu z niezwykłą precyzją – a w przemyśle chemicznym przyspiesza tworzenie nowych związków chemicznych.
– Mamy w Polsce firmę, która korzysta z własnego laboratorium do karmienia SI danymi, dzięki czemu algorytmy mogą przewidzieć, które związki chemiczne będą najbardziej skuteczne. To oszczędza czas i pozwala ograniczyć liczbę eksperymentów do tych naprawdę perspektywicznych – zakończył Piotr Müller.
Równolegle do przełomu w rozwoju sztucznej inteligencji, obserwujemy również rewolucję w dziedzinie robotyki – szczególnie w zakresie robotyki precyzyjnej. Jak zaznaczył polityk Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, współczesne roboty osiągają już poziom sprawności manualnej zbliżony do możliwości ludzkiej ręki.
W wielu fabrykach na świecie, m.in. w Chinach i Stanach Zjednoczonych, gromadzi się dziś dane dotyczące ruchów wykonywanych przez ludzi w trakcie pracy.
– Wykorzystuje się do tego specjalne rękawice rejestrujące precyzyjne gesty i czynności, które następnie służą do trenowania modeli automatyzacji – wyjaśnił.
W przyszłości, gdy roboty osiągną odpowiedni poziom precyzji, będą w stanie przejąć realizację tych zadań.
– To radykalnie zwiększy efektywność ekonomiczną, ale jednocześnie będzie miało istotny wpływ na strukturę zatrudnienia – dodał europoseł z grupy EKR.
Polska stoi dziś przed kluczowym dylematem – uważa Piotr Müller. Jak podkreślił, nasz kraj musi zdecydować, czy aktywnie weźmie udział w globalnym wyścigu technologicznym, rozwijając własne możliwości w obszarze sztucznej inteligencji, robotyki i energetyki, czy też ograniczy się do roli odbiorcy cudzych rozwiązań.
Według Piotra Müllera, jeśli Polska nie zainwestuje we własne technologie, będziemy zmuszeni do kupowania ich od państw takich jak Chiny czy Stany Zjednoczone, co oznacza konieczność ponoszenia wysokich kosztów licencyjnych i marż.
– Możemy mieć fabryki w Polsce, ale bez własności technologicznej zapłacimy ogromne pieniądze za jej użytkowanie – zaznaczył.
Dodał również, że jednym z kluczowych wyzwań w tym kontekście jest zapewnienie odpowiednich zdolności energetycznych.
– Bez wystarczającej ilości energii nie będziemy w stanie sprostać rosnącym potrzebom nowoczesnych technologii – ostrzegł.
W kontekście globalnego wyścigu technologicznego pojawia się pytanie, czy Polska dysponuje wystarczającymi zasobami i potencjałem – nie tylko materialnym, ale również w zakresie kultury politycznej – aby aktywnie uczestniczyć w tym procesie.
– Polska dysponuje ogromnym potencjałem, przede wszystkim w postaci młodych, utalentowanych specjalistów, którzy – jeśli tylko nie będą ograniczani – mogą w najbliższym czasie realnie zaskoczyć świat. Kluczowe jest dziś inwestowanie w rozwój oraz stworzenie szerokich możliwości kształcenia dla studentów zainteresowanych nowoczesnymi technologiami – komentuje Andrzej Jaworski. – Doskonale wiemy, że potrzebujemy nie tylko banków energii i centrów obliczeniowych, ale także silnego sektora startupowego, który napędzi innowacje w tych obszarach – zarówno przez udoskonalanie istniejących rozwiązań, jak i przez realizację pionierskich projektów.
Jednym z przykładów takiego podejścia jest startup z Redy, prowadzący prace nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji do wykrywania manipulacji i dezinformacji generowanych przez SI. To pokazuje, że Polska ma szansę stać się liderem w zupełnie nowych dziedzinach, takich jak nadzór nad sztuczną inteligencją w kontekście funkcjonowania prawa. Posiadamy wiedzę i kompetencje, by specjalizować się właśnie w takich obszarach – pod warunkiem, że stworzymy odpowiednie warunki do ich rozwoju.
– Mam nadzieję, że Parlament Europejski nie dopuści do sytuacji, w której kształcenie kadr i rozwój technologii będą musiały przenosić się do Chin czy na inne kontynenty. Europa, w tym Polska, powinna obrać wyraźny i ambitny kierunek w tej kwestii. Warunkiem naszego sukcesu jest zapewnienie taniej i powszechnie dostępnej energii w dużych ilościach – bez tego nie będziemy w stanie sprostać przyszłym wymaganiom technologicznym – podkreśla Andrzej Jaworski.
– Chciałbym zwrócić uwagę na niezwykle ważny aspekt związany ze szkoleniami i edukacją – powiedział prof. Marek Grzybowski. – Szczególne uznanie budzi inicjatywa pani dyrektor Zespołu Szkół Chłodniczych i Elektronicznych, która nawiązała współpracę z firmą budującą morskie farmy wiatrowe. W ramach tej umowy powstaną klasy patronackie, kształcące techników przygotowanych specjalnie do pracy przy budowie i obsłudze takich instalacji.
Firma wraz ze szkołą opracowała program nauczania i praktyk, by młodzi ludzie mogli zdobywać praktyczne i konkretne umiejętności. To podejście opiera się na sprawdzonych modelach, takich jak system dualnego kształcenia, który funkcjonuje z powodzeniem w Niemczech. Podobne rozwiązania są stosowane także w Finlandii, gdzie uczniowie zdobywają doświadczenie pracując bezpośrednio na urządzeniach w parkach naukowo-technologicznych. Polska powinna podążać właśnie tą ścieżką.
– Dziękuję panom za poruszenie tego istotnego tematu, jakim jest edukacja młodych ludzi, która stanowi fundament naszego rozwoju – podsumował prof. Marek Grzybowski.
Piotr Müller, były wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, zwrócił uwagę na konieczność przeszkolenia środowiska akademickiego w zakresie wykorzystania nowych technologii, a zwłaszcza sztucznej inteligencji.
– Kluczowe jest szkolenie kadr akademickich – nie tylko studentów, ale przede wszystkim profesorów – aby uświadomić im, w jak ogromnej zmianie technologicznej uczestniczymy. Środowisko akademickie, choć częściowo zdaje sobie z tego sprawę, często nie docenia potencjału sztucznej inteligencji w przyspieszaniu badań naukowych. Jako były wiceminister szkolnictwa wyższego i nauki zauważam, że istnieje niezrozumienie, a czasem nawet obawa, że korzystanie z SI w badaniach jest postrzegane jako „oszukiwanie”. Nie mówię tu o pisaniu tekstów, ale o wykorzystaniu SI w researchu – pozwala to zaoszczędzić ogromną ilość czasu, eliminując konieczność ręcznego przeglądania baz danych. Gdybyśmy odpowiednio pokazali możliwości SI i nauczyli się je wykorzystywać, naukowcy mogliby skupić się na przełomowych badaniach i formułowaniu nowatorskich tez, zamiast tracić czas na rutynowe opracowywanie danych – powiedział Piotr Müller.
Podkreślił również, że choć narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, takie jak ChatGPT, budzą kontrowersje w kontekście etyki naukowej, warto rozważyć ich praktyczne zastosowanie w pracy badawczej.
– Narzędzia takie jak ChatGPT budzą emocje w kontekście etyki naukowej i pytania o autorstwo – czy autorem jest profesor, czy SI? Nie ma tu prostych odpowiedzi. Jeśli jednak naukowiec wnosi unikalne dane i tezy, a SI jedynie przyspiesza ich opracowanie, to dalsze ręczne przetwarzanie danych może być stratą czasu – zaznaczył.
Do roli nauczycieli zawodowych w systemie edukacji odniósł się europoseł prof. Marek Grzybowski, zwracając uwagę na znaczenie ich kompetencji dla jakości kształcenia technicznego.
– Nie tylko nauczyciele akademiccy potrzebują szkoleń – kluczowe jest podnoszenie kwalifikacji nauczycieli zawodowych. Muszą oni być na najwyższym poziomie, aby skutecznie kształcić techników, zarówno na poziomie wykonawczym, jak i organizacyjnym. Podkreślam, że pamiętam, jak remontowałem statki w stoczniach – budowniczymi byli absolwenci Conradinum, a nie politechnik. To pokazuje, jak ważne jest solidne przygotowanie zawodowe na poziomie technicznym – podkreślił prof. Marek Grzybowski.
Do rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji i jej wpływu na świat nauki odniósł się również dr Paweł Kusiak. W jego ocenie zmiany, które obserwujemy obecnie, są porównywalne – a być może nawet większe – niż te, które wywołało pojawienie się internetu.
– Wszyscy pamiętamy, jak debaty wywołało pojawienie się internetu i wyszukiwarek w kontekście ich wykorzystania w pracach naukowych. Dziś nikt nie zamieszcza przypisów w rozprawach, że korzystał z Google, by znaleźć źródła. To pokazuje, że stoimy u progu rewolucji większej niż pojawienie się internetu – zaznaczył dr Paweł Kusiak, ekspert Gazety Morskiej.
Ekspert podkreślił, że zmiana ta może głęboko przeobrazić rzeczywistość naukową, technologiczną i społeczną, a jej skutków nie sposób dziś w pełni przewidzieć – nawet dla samych twórców rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.
– Ta transformacja może wywrócić świat, w ramach którego funkcjonujemy. Środowisko akademickie, a nawet twórcy modeli takich jak OpenAI, nie są w pełni przygotowani ani nie potrafią przewidzieć wszystkich konsekwencji tej zmiany. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja, by o tym porozmawiać – dodał.
Prof. Marek Grzybowski podkreślił rolę wspierania młodych naukowców i innowatorów w procesie przekształcania pomysłów w konkretne działania biznesowe. Zwrócił uwagę na inicjatywy organizowane przez Klaster Morski oraz Komisję Nauk Kosmicznych, które tworzą przestrzeń do prezentacji nowych rozwiązań technologicznych.
– Klaster Morski, we współpracy z Komisją Nauk Kosmicznych, organizuje co roku cztery konferencje naukowe. W pierwszym panelu tych konferencji, zatytułowanym „Young Stars”, występują grupy studentów lub młodych doktorantów, którzy prezentują bardzo ciekawe, nowatorskie i innowacyjne rozwiązania. Niektórzy z nich później przekuwają swoje pomysły w działalność biznesową, tworząc startupy. Przykładem jest koło naukowe CORAV, którego pojazdy solarne lub napędzane energią ludzką wygrywają międzynarodowe konkursy. To pokazuje, że młodzi ludzie są niezwykle utalentowani. Musimy im tylko pomagać, aby mogli przekształcać swoją wiedzę, innowacyjność i inwencję w prężnie działające przedsiębiorstwa – zaznaczył prof. Marek Grzybowski.
– Musimy dopilnować, by innowacje tworzone przez młodych polskich naukowców nie trafiały za granicę – na Zachód czy Wschód – zanim zostaną wdrożone u nas. W przeciwnym razie zostaniemy z utalentowanymi ludźmi, ale bez realnego wykorzystania ich pomysłów. – Andrzej Jaworski
– Czy my, jako Polska – i szerzej, globalnie – mamy rzeczywistą strategię wobec przemian energetycznych, które zachodzą na świecie? Czy może ograniczamy się tylko do pytania, kiedy w końcu powstanie ta elektrownia, bo „fajnie byłoby ją mieć, bo wszyscy mają”? Oczywiście celowo upraszczam, bo nie zawsze tak to wygląda, ale czy naprawdę mamy pokoleniową strategię? Czy w ogóle jesteśmy u jej progu? Bo odnoszę wrażenie, że generacja wchodząca dziś na rynek pracy ma znacznie większe oczekiwania wobec długofalowego podejścia do transformacji energetycznej niż wcześniejsze pokolenia, w których często dominowała logika tymczasowości – dopytywał dr Paweł Kusiak.
– Istnieje dokument strategiczny stanowiący podstawę planowania i realizacji inwestycji w sektorze energetycznym w Polsce – Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku (PEP2040). To dokument szczegółowo opisujący kierunki transformacji miksu energetycznego w kolejnych latach, z uwzględnieniem potrzeby zapewnienia jego stabilności. Problem polega jednak na tym – co obserwujemy także w ujęciu historycznym – że tego typu strategie bardzo często tracą aktualność w momencie zmiany unijnych regulacji. Gdy w krótkim czasie okazuje się, że dane źródło energii przestaje być preferowane lub staje się niedopuszczalne, trudno mówić o realnym, długofalowym planowaniu. I to – moim zdaniem – jest największy zarzut wobec unijnej polityki energetyczno-klimatycznej: brak konsekwencji i przewidywalności. Zbyt często zmienia się filozofia działania, zależna nie tyle od jasno określonych celów klimatycznych, ile od interesów kilku największych państw członkowskich lub dominujących na ich rynkach firm – powiedział Piotr Müller.
Europoseł EKR przypomniał, że jeszcze kilka lat temu promowano wymianę starych kotłów węglowych na piece gazowe. Dziś jednak gaz przestaje spełniać unijne standardy ekologiczne, co stawia pod znakiem zapytania wcześniejsze kierunki polityki energetycznej. Następnie – jak zauważył – pojawiła się silna presja na instalowanie pomp ciepła, jednak przy obecnych cenach energii rozwiązanie to niekoniecznie okazuje się efektywne kosztowo.
Zdaniem europosła, z perspektywy gospodarstwa domowego – czyli pojedynczego obywatela – trudno w takich warunkach podjąć racjonalną decyzję, jak zabezpieczyć swoje potrzeby energetyczne w dłuższej perspektywie, np. na 10–15 lat. Inwestować w fotowoltaikę? W pompę ciepła? A może w zupełnie inne rozwiązanie? – to pytania, które pozostają bez jasnej odpowiedzi.
Tym bardziej – zauważył – problematyczne staje się planowanie strategiczne na poziomie państwa, skoro unijna polityka w tym obszarze potrafi diametralnie się zmieniać co kilka lat. Dlatego – jego zdaniem – konieczne jest wreszcie zmierzenie się z ogromną skalą wewnętrznego lobbingu w ramach Unii Europejskiej, który nieustannie wpływa na zmianę priorytetów zgodnie z partykularnymi interesami wybranych państw członkowskich i działających na ich terenie korporacji. Jak podkreślił, nie jest to teoria spiskowa, lecz realna dynamika polityczna, z którą należy się uczciwie skonfrontować.
Europoseł frakcji EKR zwrócił uwagę na planowane rozszerzenie unijnego systemu handlu emisjami ETS 2, który ma objąć m.in. paliwa wykorzystywane w gospodarstwach domowych. Jego zdaniem doprowadzi to do znacznego wzrostu kosztów ogrzewania dla milionów Polaków.
– Tych regulacji jest bardzo dużo. I kiedy słyszę, że Polska nie ma strategii – to odpowiadam: strategia jest, została spisana, ale jej realizacja jest skutecznie ograniczana przez siły zewnętrzne – i, niestety, również przez niektóre wewnętrzne mechanizmy w ramach Unii Europejskiej – zaznaczył.
Podkreślił, że w dyskusji o bezpieczeństwie energetycznym i konkurencyjności gospodarki nie można pomijać szerszego kontekstu geopolitycznego. Wskazał przy tym na przykład Niemiec, które przez lata opierały swoją strategię energetyczną na tanim gazie z Rosji, co pozwalało im utrzymać przewagę przemysłową.
– Przez lata nie przeznaczali 2% PKB na obronność, mimo zobowiązań wobec NATO – bo de facto korzystali z ochrony zapewnianej przez USA, nie ponosząc za to realnych kosztów. Mieli tanią siłę roboczą z Europy Środkowo-Wschodniej, a później próbowali oprzeć model gospodarczy na migracji z innych kierunków – co okazało się katastrofą społeczną i gospodarczą – ocenił europoseł EKR.
Jego zdaniem Niemcy wykorzystują także unijną politykę regulacyjną jako narzędzie do budowania przewagi tam, gdzie nie dysponują zasobami lub przewagą technologiczną.
– Tam, gdzie nie mają przewagi, tworzą regulacje, które tę przewagę im dają. Przykład? Sektor transportu i logistyki. Gdy Polska skutecznie konkurowała na tym rynku, wprowadzono dyrektywę transportową, która ograniczyła nasze możliwości – wskazał.
Jak dodał, przewaga konkurencyjna we współczesnej Europie wynika dziś w dużej mierze nie z dostępnych zasobów, lecz z umiejętności kreowania sprzyjającego otoczenia regulacyjnego.
– I tu Polska musi bardzo uważać. Mamy realne atuty: talenty, kompetencje, pracowitość. Ale przewagi polityczne czy geopolityczne nie buduje się z dnia na dzień. Trzeba je świadomie wzmacniać – również poprzez twarde stanowisko wobec niestabilności regulacyjnej w UE – podkreślił europoseł.
Andrzej Jaworski, prezes Izby Gospodarczo-Handlowej, zwrócił uwagę na poważne zagrożenia dla polskich przedsiębiorstw, wynikające z decyzji podejmowanych na poziomie Unii Europejskiej. Jego zdaniem szczególnie niepokojące są zmiany, które mogą dotknąć całe sektory przemysłu – często bez jakiegokolwiek wsparcia czy rekompensaty dla firm i pracowników.
– Mamy też poważny problem z punktu widzenia przedsiębiorców. Weźmy choćby branżę producentów pieców gazowych – w Polsce powstały firmy wyspecjalizowane zarówno w produkcji samych urządzeń, jak i komponentów, systemów instalacyjnych oraz obsługi posprzedażowej, w tym konserwacji i serwisu. I nagle – decyzją jednego urzędnika, jednej instytucji – cała ta branża może zostać pozbawiona racji bytu. Z dnia na dzień setki firm i tysiące pracowników mogą zostać bez pracy lub zmuszeni do kosztownej transformacji, na którą nikt im nie daje wsparcia – podkreślił.
Zwrócił także uwagę na rosnące zagrożenie dla sektora rolniczego i przetwórczego. Jak wskazał, Polska rozwija obecnie konkurencyjną i często modelową produkcję żywności ekologicznej. Tymczasem Komisja Europejska forsuje podpisanie umowy handlowej z krajami Mercosur – zrzeszającymi m.in. Brazylię, Argentynę i Paragwaj.
– Jeżeli ta umowa wejdzie w życie, to na rynek europejski – w tym również polski – zacznie napływać tania żywność z Ameryki Południowej, produkowana w zupełnie innych warunkach regulacyjnych, jakościowych i środowiskowych – zauważył Andrzej Jaworski.
Jaworski ostrzegł również przed mniej oczywistymi konsekwencjami tej umowy, takimi jak transfer technologii i wsparcie dla przemysłu w państwach Mercosur, przewidziane w porozumieniu.
– Co to oznacza? Że część produkcji – np. komponentów motoryzacyjnych – może zostać przeniesiona z Europy, w tym z Polski, właśnie tam. A przypomnijmy: Polska jest dziś jednym z kluczowych hubów produkcji części samochodowych i komponentów przemysłowych w UE. Jeśli Unia zdecyduje się wspierać tę produkcję dotacjami za granicą, a jednocześnie nasze firmy nie będą miały dostępu do porównywalnych instrumentów, to kolejna gałąź polskiego przemysłu zostanie zagrożona – powiedział.
Jego zdaniem sytuacja przypomina to, co działo się przez lata z Chinami. Ostrzeżenia były ignorowane, a dzisiaj nawet niemieccy producenci motoryzacyjni – dotąd dominujący w branży – tracą udziały rynkowe na rzecz chińskich firm, szczególnie w segmencie aut elektrycznych.
– A teraz, jeśli do tego dojdzie jeszcze konkurencja z Ameryki Południowej – subsydiowana, wspierana umowami o wolnym handlu i transferze technologii – to może się okazać, że nawet fabryki w Niemczech zostaną zamknięte, bo gotowe Mercedesy czy Volvo będą produkowane taniej w Brazylii, Argentynie czy Paragwaju – zauważył.
Jak podkreślił, skutki takich decyzji nie są wyłącznie zagadnieniem geopolitycznym czy teoretycznym problemem gospodarczym.
– To realne miejsca pracy w Polsce. To konkretne branże i firmy, które przez lata budowały swoją pozycję, a dziś mogą stracić wszystko przez nieprzemyślane i nieskoordynowane działania regulacyjne na poziomie UE – podsumował Andrzej Jaworski.
Prof. Marek Grzybowski zwrócił uwagę na dynamiczne zmiany zachodzące w Afryce Subsaharyjskiej, które – jego zdaniem – mogą w niedalekiej przyszłości doprowadzić do przeniesienia części globalnej produkcji właśnie tam, nawet szybciej niż do krajów Ameryki Południowej.
– Co prawda nie ma jeszcze formalnych umów handlowych na skalę porównywalną z Mercosurem, ale to, co dzieje się obecnie w Afryce, jest absolutnie przełomowe. Mówimy o ogromnych inwestycjach – przede wszystkim chińskich – w infrastrukturę, przemysł, logistykę i energetykę. Widać wyraźnie, że Chiny budują tam nie tylko wpływy polityczne, ale i długofalowe zaplecze przemysłowe – zaznaczył.
Jak zauważył, coraz więcej europejskich firm również wchodzi na ten rynek, jednak najczęściej nie jako liderzy, lecz jako poddostawcy czy wykonawcy drugiego i trzeciego rzędu.
– To już powinno dawać do myślenia. Problem w tym, że Europa wciąż patrzy na Afrykę przez pryzmat XIX-wiecznych narracji – kolonialnych podróżników czy literatury w stylu Conrada. A tymczasem właśnie tam dochodzi dziś do jednego z największych przełomów gospodarczych i technologicznych naszych czasów – podkreślił.
Jego zdaniem to zarówno ogromna szansa, jak i poważne wyzwanie dla europejskiej, w tym polskiej, konkurencyjności.
– Jeśli przegapimy ten moment, może się okazać, że globalny układ sił gospodarczych przesunie się jeszcze bardziej na niekorzyść Europy – która już dziś zmaga się z wysokimi kosztami produkcji, brakiem spójnej strategii przemysłowej i rosnącym uzależnieniem od zewnętrznych czynników – ocenił prof. Marek Grzybowski.
zobacz też
Kierunki realistycznej polityki klimatyczno-energetycznej i potrzeba strategicznej ewaluacji
Dr Paweł Kusiak zwrócił uwagę, że Polska wciąż znajduje się w pułapce średniego rozwoju, co rodzi fundamentalne pytanie o przyszłość: czy kolejne pokolenie Polek i Polaków ma realną szansę wyrwać się z tej pułapki i dołączyć do światowej czołówki innowacyjności? Jak zaznaczył, przystąpienie do Unii Europejskiej otworzyło przed Polską ogromne możliwości – zarówno infrastrukturalne i kapitałowe, jak i innowacyjne – pozwalając na wejście do głównego nurtu procesów modernizacyjnych. Dziś jednak, jego zdaniem, trzeba uczciwie zapytać, czy szanse te zostały w pełni wykorzystane. W niektórych sektorach – jak chociażby w branży portowej – Polska osiągnęła sukces, często większy, niż zakładano na Zachodzie. Są jednak także obszary, w których – patrząc z dzisiejszej perspektywy – potencjał nie został odpowiednio spożytkowany.
Dlatego kluczowe staje się pytanie: co Polacy mogą i powinni zrobić, by realnie wejść do globalnej pierwszej ligi innowacji i gospodarki opartej na wiedzy? Jak budować zdolność do kształtowania polityki – także na poziomie unijnym – w taki sposób, jak czynią to największe państwa członkowskie? Zdaniem dr. Kusiaka, Polska powinna przestać ograniczać się do roli biernego uczestnika integracji europejskiej i zacząć traktować Unię nie jako cel sam w sobie, ale jako narzędzie – wehikuł służący budowie własnego dobrobytu, siły innowacyjnej i suwerenności gospodarczej.
Andrzej Jaworski podkreślił, że Unia Europejska może być skutecznym narzędziem realizacji narodowych interesów, ale tylko pod warunkiem, że władze państw członkowskich będą umiały i chciały z tego narzędzia korzystać.
– Unia Europejska może być bardzo skutecznym narzędziem do realizacji naszych narodowych celów – pod warunkiem, że rządzący politycy rzeczywiście będą chcieli z tego narzędzia korzystać, a nie oddawać wszystkiego bezrefleksyjnie, tylko dlatego, że „tak chce Bruksela”. I to jest – moim zdaniem – kwestia fundamentalna – zaznaczył.
Zwrócił uwagę na zmianę retoryki części środowisk politycznych, które wcześniej krytykowały rząd Prawa i Sprawiedliwości za podejście do UE, a dziś – będąc u władzy – zaczynają dostrzegać, że problem nie sprowadza się wyłącznie do kwestii praworządności.
– Jeśli prześledzimy ostatnie lata, zobaczymy wyraźnie, że ci, którzy najgłośniej krytykowali rządy Prawa i Sprawiedliwości w kontekście relacji z Unią Europejską – mówiąc o blokadach środków, niespełnianiu standardów itd. – dziś zaczynają zmieniać zdanie. Bo widzą, że tak naprawdę wcale nie chodziło wyłącznie o zasady czy procedury, ale często o interesy i naciski polityczne – ocenił prezes IGH.
Podkreślił, że to przedsiębiorcy najszybciej dostrzegli tę rzeczywistość, ponieważ to właśnie oni jako pierwsi doświadczają skutków regulacji unijnych i presji politycznej na rynkach wewnętrznych UE.
– A kto dochodzi do takich wniosków najszybciej? Przedsiębiorcy – szczególnie ci, którzy działają na rynkach unijnych. To oni wielokrotnie byli zmuszeni zamykać działalność lub przenosić swoje biznesy w inne miejsca i to oni na własnej skórze odczuli, że ostrzeżenia strony konserwatywnej – tej, która patrzy na Unię Europejską przede wszystkim z perspektywy gospodarki, miejsc pracy, cen i energetyki – były uzasadnione – dodał.
Andrzej Jaworski pozytywnie ocenił aktywność frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), której działania – jego zdaniem – skupiają się na pragmatycznym podejściu do Unii.
– Chcę podkreślić bardzo dobrą pracę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, którzy nie tylko organizowali konferencje i debaty, ale konsekwentnie prezentowali alternatywną wizję Unii – nie jako projektu ideologicznego, ale jako wspólnoty interesów gospodarczych, bezpieczeństwa energetycznego i realnej konkurencyjności – powiedział Andrzej Jaworski.
Zwrócił też uwagę na konieczność budowania silnych, partnerskich relacji transatlantyckich, zwłaszcza z największym partnerem gospodarczym i politycznym Europy – Stanami Zjednoczonymi.
– Ważne jest, abyśmy utrzymywali jak najlepsze relacje z największymi rynkami na świecie. A dzisiaj największym i najważniejszym partnerem handlowym oraz politycznym są Stany Zjednoczone. I wbrew niektórym opiniom – USA są partnerem przewidywalnym i otwartym na współpracę. Trzeba tylko rozumieć ich logikę działania: każdy kraj – również Stany Zjednoczone – w pierwszej kolejności dba o swoją gospodarkę i swój interes narodowy – zaznaczył.
W jego opinii nie powinno dziwić, że amerykańscy politycy mówią otwarcie o priorytecie dla własnej gospodarki – tak samo powinny postępować państwa europejskie, w tym Polska.
– Nie powinniśmy się dziwić, że amerykańscy prezydenci i przedsiębiorcy mówią otwarcie: „America First”. Gdyby mówili „France First” albo „Germany First”, brzmiałoby to absurdalnie. A jednak w Europie potrafimy się dziwić, że Amerykanie chcą wzmacniać własną gospodarkę – powiedział.
Jednocześnie zaznaczył, że USA wciąż widzą potencjał współpracy z Unią Europejską – o ile ta będzie oparta na rzeczywistym partnerstwie.
– USA chcą współpracować nie tylko z Polską, ale z całą Unią Europejską. Ale pod warunkiem, że ta współpraca będzie rzeczywiście partnerska, oparta na wzajemnych korzyściach. Nie chodzi o szukanie wroga tam, gdzie go nie ma. Mamy w Stanach Zjednoczonych sojusznika – silnego, wpływowego, globalnego gracza – podkreślił Andrzej Jaworski.
Na zakończenie odniósł się do pytania o przyszłość Polski w kontekście globalnych przemian gospodarczych i technologicznych.
– Wiele wspólnych przedsięwzięć, które możemy realizować razem z USA i innymi partnerami, może dać nam odpowiedź na pytanie, które Pan prowadzący postawił: w jakim kierunku powinna zmierzać Polska, aby nie być jedynie biernym uczestnikiem, ale aktywnym współtwórcą światowych procesów gospodarczych i technologicznych – podsumował.
Dr Paweł Kusiak kontynuował pytaniem o to, co można doradzić osobom mającym wpływ na kształt polityki energetycznej w przyszłości, zwłaszcza w kontekście przemian zachodzących na świecie.
Prof. Marek Grzybowski podkreślił, że polityka energetyczna stanowi fundament bezpieczeństwa państwa. Z tego względu kluczowe jest dywersyfikowanie źródeł energii oraz opieranie się na rozwiązaniach zapewniających stabilne i przewidywalne dostawy – zarówno dla przemysłu, jak i dla gospodarstw domowych oraz sektora usług. Jego zdaniem stabilna polityka energetyczna to nie tylko odpowiednio zbilansowany miks energetyczny, ale również gwarancja nieprzerwanych dostaw surowców energetycznych.
– W tym kontekście mówimy również o bezpieczeństwie infrastrukturalnym, które w dużej mierze zależy od sprawnego funkcjonowania portów. Szczególnie dziś, w obliczu rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, rola portów – zarówno dużych, jak Gdynia czy Gdańsk, jak i mniejszych – staje się strategiczna. Nie możemy postrzegać ich wyłącznie przez pryzmat lokalnych interesów. Porty są kluczowym elementem krajowego bezpieczeństwa energetycznego i gospodarczego – zaznaczył.
Profesor zwrócił również uwagę, że jeśli państwo poważnie myśli o energetycznej niezależności i suwerenności infrastrukturalnej, powinno inwestować nie tylko w główne porty, ale także w mniejsze jednostki obsługujące segment offshore – w tym logistykę komponentów oraz serwisowanie instalacji morskich. W jego ocenie jest to kwestia nadrzędnego interesu państwa.
Dr Paweł Kusiak, prowadzący debatę Energy Currents 2025, zwrócił uwagę na istotny, choć wciąż niedostatecznie obecny w debacie publicznej aspekt transformacji energetycznej. Jego zdaniem powinniśmy rozmawiać nie tylko o strukturze miksu energetycznego czy źródłach energii, ale również o przyszłości samego jej zużycia.
– Coraz częściej pojawiają się pytania o wpływ rozwoju sztucznej inteligencji na zużycie energii – i bardzo dobrze. Mówimy przecież o gigantycznych centrach danych i serwerowniach rozsianych po całym świecie, które działają nieprzerwanie – 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. To zużycie energii – nie tylko na same obliczenia, ale również na chłodzenie i utrzymanie infrastruktury – już dziś jest ogromne, a w najbliższych latach będzie tylko rosło – zaznaczył prowadzący debatę.
Paweł Kusiak wspomniał również o głosach krytycznych dochodzących ze środowisk pracowników firm technologicznych, którzy zwracają uwagę na absurdalne sytuacje – jak choćby nadmiarowe, uprzejme formuły w odpowiedziach generowanych przez sztuczną inteligencję, typu: „Dziękuję bardzo, jak jeszcze mogę Ci pomóc?”. Jak zauważył, ktoś policzył, ile energii zużywane jest na produkowanie takich zbędnych zwrotów grzecznościowych.
– To oczywiście przykład pół żartem, pół serio, ale dobrze obrazuje szerszy problem. Przyszłość energetyki to nie tylko pytanie o to, jak produkujemy energię, ale również – na co ją przeznaczamy. Potrzebujemy nowej świadomości – zarówno technologicznej, jak i etycznej – dotyczącej efektywności, priorytetów oraz odpowiedzialności cyfrowych gigantów – podkreślił ekspert Gazety Morskiej.
Piotr Müller podkreślił, że debata o transformacji energetycznej toczy się obecnie na dwóch równoległych poziomach – europejskim i krajowym.
– Po pierwsze, mamy do czynienia z debatą na poziomie europejskim, dotyczącą kształtowania przyszłego miksu energetycznego. Jest to dyskusja niezwykle trudna, często nacechowana emocjami i obciążona stereotypami – szczególnie tymi wynikającymi z tzw. zielonego myślenia, wedle którego Europa ma być wzorem dla świata, niejako „zbawić planetę”, a inne kontynenty powinny się do niej dostosować. Tymczasem rzeczywistość się zmieniła. Europa nie jest już największą gospodarką świata, a nasze możliwości realnego wpływu są ograniczone. Dlatego do tej dyskusji trzeba podejść z większą pokorą i rzetelnością – tylko wtedy zaczniemy rozmawiać o energetyce w sposób realistyczny – zaznaczył europoseł EKR.
Drugim poziomem, jego zdaniem, jest debata krajowa, w Polsce. Müller przekonywał, że transformacja energetyczna jest konieczna – nie tylko dlatego, że wymagają tego przepisy unijne, choć one stanowią istotny impuls, ale przede wszystkim dlatego, że leży to w naszym interesie strategicznym. Kluczowe znaczenie ma dywersyfikacja – zarówno źródeł energii, jak i kierunków dostaw. Przypomniał, że w przypadku ropy udało się już częściowo uniezależnić od dotychczasowych dostawców, zmieniając kierunki importu, choć nie sam surowiec. Teraz nadszedł czas na dalsze działania – zwłaszcza w zakresie gazu oraz zeroemisyjnych źródeł energii, takich jak morska energetyka wiatrowa czy elektrownie jądrowe.
– Trzeci, fundamentalny wątek to pytanie: kto poniesie ciężar transformacji? W unijnej retoryce często pojawiają się pojęcia solidarności i zrównoważonego podejścia. Jednak w praktyce okazuje się, że największy koszt ponoszą ci, którzy mają najmniej – zwykli obywatele, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej. To oni płacą więcej za energię, ogrzewanie czy paliwa, mimo że nie są głównymi sprawcami kryzysu klimatycznego. Musimy uczciwie zapytać, czy ciężary transformacji są rozkładane sprawiedliwie. I czy polityka klimatyczna – mimo szczytnych celów – nie staje się de facto formą regresywnego opodatkowania najbiedniejszych – powiedział polityk.
Zwrócił również uwagę, że wiele kluczowych czynników wciąż pozostaje poza naszą kontrolą. Ostatnie 15 lat pokazało, jak gwałtowne zmiany geopolityczne – takie jak agresja Rosji na Ukrainę czy globalne napięcia handlowe – mogą z dnia na dzień zmienić cały porządek energetyczny. Dotyczy to również postępu technologicznego, który jest trudny do przewidzenia.
– Ale to nie oznacza, że powinniśmy biernie czekać na przełom. W dyskusji o budowie elektrowni jądrowych niektórzy argumentowali, by „jeszcze poczekać”, bo być może wkrótce pojawią się nowe technologie. Gdybyśmy jednak zawsze czekali, dziś nie mielibyśmy nic. Transformacja wymaga decyzji – często trudnych i kosztownych – podkreślił.
Na zakończenie dodał, że jeżeli państwo polskie chce inwestować w przyszłość, być może w innych obszarach trzeba będzie ograniczyć wydatki. – Nie da się przeprowadzić wielkiej zmiany bez realnych nakładów i bez jasno określonych priorytetów. To nie są łatwe tematy, ale to rozmowy, które musimy prowadzić – uczciwie, transparentnie i z pełną świadomością ich długofalowych konsekwencji – podsumował Piotr Müller.
Andrzej Jaworski, podsumowując swoją wypowiedź, podkreślił, że kluczowym zagadnieniem pozostaje bezpieczeństwo energetyczne – rozumiane jako pewność, że energia będzie dostępna dla wszystkich, przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Drugim równie istotnym elementem jest jej przystępność cenowa – energia powinna być dostępna w możliwie najniższej cenie. Trzeci aspekt to efekt gospodarczy: nowe miejsca pracy i rozwój kompetencji przyszłości.
– Mam nadzieję, że Pomorze stanie się dobrym przykładem takiego modelu. Zarówno morskie farmy wiatrowe, jak i planowana elektrownia jądrowa mogą przyczynić się do tego, że młodzi ludzie będą kształcić się w nowych, perspektywicznych kierunkach, zdobywać kompetencje przyszłości i stawać się specjalistami, którzy będą odnosić sukcesy także poza granicami kraju – zaznaczył prezes Izby Gospodarczo Handlowej.
Andrzej Jaworski zwrócił również uwagę na potencjał rozwoju lokalnej przedsiębiorczości. Jego zdaniem dzięki tym inwestycjom w regionie mogą powstać nowe startupy i firmy technologiczne.
– I nie chodzi tylko o to, by Polacy mieli gdzie pracować. Chodzi także o to, by te firmy miały szansę się rozwijać, budować swoje kompetencje i zdobywać przyczółki na rynkach międzynarodowych – dodał.
Prof. Marek Grzybowski zaznaczył, że transformacja energetyczna – zarówno na poziomie społecznym, jak i gospodarczym – jest procesem ciągłym, który nabiera coraz większego tempa. Wynika to m.in. z dynamicznego rozwoju technologii, napędzanego przez sztuczną inteligencję i innowacje cyfrowe.
Jego zdaniem kluczowe jest, aby transformację energetyczną w Polsce i w całym regionie Morza Bałtyckiego oprzeć na rodzimym potencjale – polskich przedsiębiorstwach, uczelniach oraz szkołach technicznych.
– Tempo zmian jest tak duże, że wszyscy – zarówno obywatele, jak i instytucje – muszą się uczyć, rozwijać i dostosowywać, aby w pełni uczestniczyć w transformacji energetycznej i realnie z niej korzystać – podkreślił.
Marek Grzybowski zauważył, że skoro społeczeństwo ponosi koszty tej transformacji, powinno również jak najszerzej uczestniczyć w jej realizacji.
– To możliwe. Nasi przedsiębiorcy, naukowcy, studenci i uczniowie mają potencjał, by nie tylko brać udział w procesie przemian, ale także aktywnie go współtworzyć i koordynować. Od najprostszych rozwiązań technicznych, aż po najbardziej zaawansowane – w tym technologie kosmiczne i kwantowe – dodał prof. Marek Grzybowski.
Transformacja energetyczna nie jest już wyzwaniem technologicznym – jest wyborem cywilizacyjnym
W świecie, w którym energia staje się równocześnie bronią, walutą i podstawą rozwoju, Polska musi przestać pytać, czy w ogóle chce uczestniczyć w tej zmianie – i zacząć definiować, na jakich warunkach, z jakim priorytetem i z czyim wsparciem.
Współczesna debata o suwerenności energetycznej ujawnia pęknięcia w dotychczasowych paradygmatach europejskiej polityki – między ideologicznym rygoryzmem a potrzebą bezpieczeństwa, między centralizacją decyzji a realiami narodowych interesów, między deklarowaną solidarnością a logiką własnych bilansów energetycznych. W tym krajobrazie Polska musi zbudować swoją podmiotowość – nie przez opór wobec transformacji, lecz przez jej mądre ukształtowanie: oparte na dywersyfikacji źródeł, stabilnych fundamentach jądrowych, rozwoju SMR-ów, modernizacji infrastruktury i pełnym wykorzystaniu potencjału morskiego.
Pomorze może stać się energetycznym sercem Polski, ale wymaga to wyjścia poza krótkoterminową politykę i doraźne interesy. Wymaga długofalowego planowania przestrzennego, powiązania edukacji z przemysłem, zabezpieczenia dostępu do technologii oraz jasnej strategii inwestycyjnej – zarówno na poziomie centralnym, jak i regionalnym.
Czas deklaracji dobiegł końca. Zaczyna się czas decyzji. Jeśli Polska nie zdefiniuje swojej roli w nowym europejskim porządku energetycznym, inni zrobią to za nią. Transformacja może być szansą na wzmocnienie państwa – albo momentem, w którym utracimy resztki energetycznej niezależności. Kluczowe pytanie brzmi więc nie czy uczestniczyć w tej zmianie, ale na jakich zasadach i z jaką wizją przyszłości.
Debata „Energy Currents 2025” została zorganizowana przez KPH Group Sp. z o.o. – wydawcę „Gazety Morskiej” i „Daily Mare” – oraz grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR).

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
galeria
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
ORLEN odkrywa złoże gazu Sissel na Morzu Północnym
Polska jako stabilne źródło gazu dla regionu i wzmacnianie bezpieczeństwa dostaw
ORLEN z nowymi koncesjami na Norweskim Szelfie Kontynentalnym
Techniczne zaplecze polskiej gospodarki morskiej. Od portowych zbiorników paliwowych po kompleksową obsługę
ORLEN Petrobaltic. Morskie kwalifikacje wzmacniające bezpieczeństwo energetyczne Polski
Położenie stępki pod FSRU w Ulsan. Gazowy kręgosłup bezpieczeństwa energetycznego Polski nabiera realnych kształtów
Bałtyk na etat. Jak Baltica 2 zmieni rynek pracy na Pomorzu? Perspektywa trzech dekad rozwoju i inwestycji
ORLEN wzmacnia krajowe wydobycie gazu. Nowe złoże Różańsko istotne dla bezpieczeństwa energetycznego
ORLEN wzmacnia pozycję na Norweskim Szelfie Kontynentalnym dzięki inwestycjom w Ekofisk
PGE i Ørsted wybrały Enprom do rozruchu lądowej stacji transformatorowej Baltica 2
REKLAMA