Włosi mają 95-letni żaglowiec i traktują go jak narzędzie promocji państwa. My mamy Dar Młodzieży i spór o nabrzeże

Amerigo Vespucci wszedł dziś do Wenecji. Żaglowiec szkolny włoskiej marynarki, zwodowany w 1931 roku, zacumował przy Riva di San Biasio, naprzeciw Muzeum Historii Marynarki, i do niedzieli przyjmuje zwiedzających. Wraca z Ameryki Północnej, gdzie od maja odwiedził Baltimore, Nowy Jork, Boston, Quebec i Montreal w ramach obchodów 250-lecia Stanów Zjednoczonych, a za tydzień zakończy kampanię w Trieście, na regatach Barcolana, z 2000 jachtów w zatoce i wioską wystawienniczą na nabrzeżu.

biznes gospodarka morska inwestycje marynarka wojenna na świecie wiadomości żeglarstwo żeglarstwo rekreacyjne

02 października 2026   |   13:18   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Marina Militare

fot. Marina Militare

W tym samym tygodniu w Polsce trwa spór o to, czy Dar Młodzieży, o pół wieku młodszy, ma po zakończeniu służby stanąć w Gdyni, czy w Szczecinie, i kto zapłaci za jego utrzymanie jako muzeum. Włosi nie zadają tego pytania. Zadają inne: ile stary żaglowiec może jeszcze zrobić dla kraju, zanim się go zatrzyma.

Szacunek resortu: trzy miliardy euro efektu z jednej podróży

W latach 2023–2025 Vespucci opłynął świat: dwa lata w morzu, prawie 50 tysięcy mil, pięć kontynentów, kilkadziesiąt portów. W każdym z nich obok żaglowca stawało „Villaggio Italia", wioska wystawiennicza, w której włoskie firmy, regiony i ministerstwa pokazywały, co mają do sprzedania: od jachtów i mody po żywność i technologie obronne. Bilety na zwiedzanie okrętu rozchodziły się w godziny. Minister obrony Guido Crosetto mówił o trzech miliardach euro zwrotu gospodarczego z tej podróży. To szacunek resortu, nie wynik finansowy: takie wyceny łączą ekwiwalent reklamowy wizyt w portach z deklarowanymi efektami dla firm obecnych w wiosce, i nikt ich nie audytuje. Sam żaglowiec kosztuje, a nie zarabia; różnica polega na tym, że Włosi liczą, co dostają w zamian.

Po powrocie Vespucci przeszedł dziesięciomiesięczny remont w arsenale w La Spezia i 9 maja tego roku wyszedł z Genui w kolejną kampanię. Nie przestał przy tym być okrętem szkolnym: 180 kadetów pierwszego rocznika Akademii Morskiej w Livorno zaokrętowało się w Baltimore i zeszło na ląd w Tarencie. Szkolenie i promocja odbywają się na tym samym pokładzie, w tym samym rejsie.

Spółka, która sprzedaje żaglowiec

Kluczem do tego modelu nie jest sam okręt, tylko to, kto nim zarządza. Tour organizuje Difesa Servizi, spółka należąca do włoskiego ministerstwa obrony, której zadaniem jest komercyjne wykorzystanie zasobów resortu: marki, wizerunku, infrastruktury. To ona sprzedaje partnerom miejsca w „Villaggio Italia", licencjonuje markę Vespucci, organizuje wydarzenia w portach i rozlicza się z ministerstwem. Marynarka daje okręt i załogę, spółka zamienia je w produkt, a państwo dostaje promocję, której nie kupiłoby za tę cenę w żadnej agencji.

Wenecja pokazuje, jak to działa na co dzień. Postój żaglowca zbiega się z Trans-Regional Seapower Symposium, forum szefów marynarek z kilkudziesięciu państw, które 6 i 7 października obraduje w weneckim Arsenale. Admirałowie przyjeżdżają na konferencję, a na nabrzeżu stoi okręt, który jest wizytówką gospodarza. Potem Triest, Barcolana, największe regaty świata, meta wyścigu Nastro Rosa z Genui i znów wioska na nabrzeżu. Po drodze Rawenna, w tym roku Włoska Stolica Morza, bo tytuł też jest częścią tej samej machiny.

Co Polska ma, a czego nie ma

Dar Młodzieży, zbudowany w Stoczni Gdańskiej w 1982 roku, jest własnością Uniwersytetu Morskiego w Gdyni i jednym z najpiękniejszych żaglowców świata. Opłynął świat kilka razy, w 2018 roku w Rejsie Niepodległości odwiedził 22 porty i wszędzie witały go tłumy. Ma załogę, kadetów i markę, której nie trzeba budować.

Nie ma natomiast niczego, co odpowiada Difesa Servizi. Rejsy finansuje uczelnia z dotacji ministerstwa infrastruktury, a każda większa podróż jest osobnym projektem, na który trzeba znaleźć pieniądze. Nie ma wioski wystawienniczej, która płynęłaby za żaglowcem, nie ma stałego partnera z przemysłu, nie ma spółki, która zamieniałaby wizyty w portach na kontrakty. Gdy w zeszłym tygodniu delegacja Portu Gdańsk jechała do Nowego Jorku na Business Mixer, żaglowiec, który mógłby tam stać przy nabrzeżu z polskimi firmami na pokładzie, stał w Gdyni.

Włoski model ma też drugi element, którego u nas brakuje: ciągłość. Vespucci po każdej kampanii idzie do remontu i wraca na kolejną. Dziesięć miesięcy w La Spezia nie wywołało debaty o tym, czy 95-letni okręt opłaca się jeszcze remontować. Opłaca się, bo pracuje na rzecz państwa i ktoś to liczy.

Pytanie, które warto zadać przed pytaniem o adres

Spór o to, gdzie ma stanąć Dar Młodzieży, zakłada, że przyszłość żaglowca to muzeum. Włosi pokazują, że żaglowiec w wieku, w którym Dar będzie dopiero za pięćdziesiąt lat, może być najskuteczniejszym narzędziem promocji państwa, jakie to państwo posiada, pod warunkiem, że ktoś traktuje go jak narzędzie, a nie jak zabytek.

Pytanie do ministerstwa infrastruktury, uczelni i obu miast nie brzmi więc „Gdynia czy Szczecin", tylko: kto w Polsce odpowiada za to, żeby Dar Młodzieży pracował na rzecz kraju, i kto liczy, ile to daje. Dopóki odpowiedź brzmi „nikt", każda decyzja o nabrzeżu będzie decyzją wyłącznie o kosztach. Włosi odpowiedzieli na nie dziesięć lat temu, powołując spółkę. Dziś ich żaglowiec stoi w Wenecji, a bilety na niedzielę są wyprzedane.

Dwa żaglowce, dwie drogi

Amerigo Vespucci i Dar Młodzieży mają więcej wspólnego, niż dzieli je pół wieku różnicy w metryce. Oba są pełnorejowymi żaglowcami szkolnymi, oba uchodzą za najpiękniejsze okręty swoich flot i oba przez dziesięciolecia uczyły młodych ludzi morza. Vespucci, zwodowany w 1931 roku w Castellammare di Stabia, należy do Marina Militare; Dar, zbudowany w 1982 roku w Stoczni Gdańskiej, do Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. Dar opłynął świat, a w Rejsie Niepodległości z 2018 roku pokazał, że potrafi zgromadzić tłumy w dwudziestu dwóch portach, tak samo jak Vespucci na swoim tourze przez pięć kontynentów.

Różnica leży obok żaglowców, nie w nich. Przy Vespuccim stoi Difesa Servizi, spółka ministerstwa obrony, która robi z każdej wizyty w porcie wydarzenie z wioską wystawienniczą, partnerami i wyliczonym efektem, a po każdej kampanii planuje remont i następną. Dar ma uczelnię, która dba o niego dobrze, ale nie ma nikogo, kto zamieniałby jego podróże w program promocji kraju i liczył, ile dają. To nie jest zarzut wobec Gdyni ani Szczecina. To jest wolne miejsce, które ktoś mógłby zająć, zanim zapadnie decyzja o nabrzeżu.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz