Wicher na wodzie. Pierwsza fregata programu Miecznik zwodowana na Zatoce Gdańskiej

Chwilę po godzinie 15:00 w czwartek fregata Wicher została oficjalnie zwodowana na Zatoce Gdańskiej. Kadłub pierwszej z trzech fregat programu Miecznik, ochrzczonej dzień wcześniej w Gdyni, dotknął tafli wody całą powierzchnią już około południa, ale dopiero po serii końcowych kontroli i odejściu od podpór barki okręt po raz pierwszy w historii uniósł się na wodzie o pełnej, samodzielnej pływalności. Tym samym zamknęła się kilkudniowa, wieloetapowa operacja, którą PGZ Stocznia Wojenna określa jako jedno z najbardziej wymagających przedsięwzięć w historii polskiego przemysłu okrętowego.

biznes marynarka wojenna nato pomorze przemysł stoczniowy przemysł zbrojeniowy trójmiasto wiadomości wojsko

13 sierpnia 2026   |   15:25   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. PGZ Stocznia Wojenna

fot. PGZ Stocznia Wojenna

Pięć dni precyzji: od hali do pełnego morza

Operacja, której finał obserwowaliśmy w czwartek, zaczęła się w niedzielny wieczór, gdy podświetlony iluminacjami kadłub o masie około 6000 ton po raz pierwszy częściowo wysunął się z Hali Kadłubowej, pokonując pierwsze 40 metrów. Kadłub powstawał w hali ustawiony na podbudowie transportowej, tzw. grillage, konstrukcji o masie blisko 900 ton, opartej na podporach o wysokości dobranej tak, by mogły pod nią wjechać wieloosiowe platformy. 8 sierpnia wprowadzono pod nią cztery zestawy samobieżnych platform SPMT, złożone łącznie z 278 sterowanych hydraulicznie osi o masie około 1250 ton, przeprowadzono próby układów hydraulicznych, a do zbiorników fregaty wprowadzono tymczasowy balast wodny zapewniający stateczność.

W poniedziałek od godziny 7:00 trwał najbardziej newralgiczny etap lądowy: przejazd kadłuba z nabrzeża na pokład barki półzanurzalnej Boabarge 33. Przejazd prowadzono powoli, z bieżącą kontrolą wózków i barki, która w miarę przyjmowania ładunku musiała być na bieżąco balastowana - krytyczny moment przypadł, gdy około połowa długości kadłuba minęła krawędź nabrzeża i ciężar zaczęła przejmować barka. Po ustawieniu w wyznaczonym miejscu wózki opuściły Wichra wraz z podbudową na kilbloki i zjechały na ląd, a każdy punkt podparcia kadłuba był wcześniej wyznaczony przez biuro projektowe. Odbalastowaną barkę przeholowano następnie pod Nabrzeże Południowe, gdzie w środę odbyła się ceremonia chrztu. Przed wyjściem na zatokę wszystkie otwory technologiczne poniżej linii wodnej zostały hermetycznie zamknięte.

Sama metoda wodowania z barki nie była przy tym improwizacją: zapisano ją w studium wykonalności programu Miecznik razem z decyzją o budowie krytej hali montażowej, a rozwiązanie opracował brytyjski Babcock. To podejście bezpieczniejsze dla nowoczesnego, nasyconego elektroniką okrętu niż tradycyjne wodowanie z pochylni, bo kadłub przez cały czas pozostaje w poziomie i nie doświadcza przeciążeń.

Zanurzenie z trzema przystankami kontrolnymi

Czwartkowy finał mógł się rozpocząć wyłącznie w oknie pogodowym zatwierdzonym 24 godziny wcześniej. Wcześnie rano zespół holowniczy - Fairplay VII, Multratug 3 i pchacz Tur-W-01 - wyprowadził barkę z fregatą z Portu Gdynia na wyznaczony akwen Zatoki Gdańskiej o głębokości co najmniej 26 metrów. Tam Boabarge 33 rzuciła 4,5-tonową kotwicę dziobową z łańcuchem o długości 330 metrów, a jej pozycję od rufy stabilizował holownik.

Potem rozpoczęło się to, na co pracowały trzy lata budowy: kontrolowane napełnianie zbiorników balastowych o łącznej pojemności 37 750 metrów sześciennych, przetłaczanych pompami o wydajności do 10 tysięcy metrów sześciennych na godzinę. Zanurzanie było trzykrotnie wstrzymywane na przystankach kontrolnych, tzw. Hold Points - na każdym z nich ekipy techniczne fizycznie wchodziły do kluczowych przedziałów wodoszczelnych pod linią wodną, by wykluczyć nawet najmniejsze nieszczelności. Na pokładzie fregaty czuwał dodatkowo niezależny, awaryjny system sześciu pomp odwadniających. Około południa kadłub dotknął tafli wody całą powierzchnią, a gdy pokład barki zszedł wystarczająco głęboko, Wicher uniósł się na fali o własnej wyporności, z zanurzeniem około 3,8 metra przy masie przekraczającej wraz z balastem 4000 ton. Chwilę po godzinie 15:00 operacja została oficjalnie zakończona - fregata była na wodzie.

Po rozłączeniu jednostek fregatę przejęły holowniki, które odprowadzą ją do Nabrzeża Gościnnego PGZ Stoczni Wojennej. Osobno do stoczni wróci sama barka, z konstrukcją podbudowy transportowej na pokładzie.

Bez opływki sonaru, z numerem 274 na burcie

Uważni obserwatorzy dostrzegą, że Wicher zszedł na wodę bez dziobowej opływki sonaru kadłubowego. To celowe: opływka wystaje poniżej obrysu dna kadłuba, co przy wodowaniu z barki utrudniałoby transport na platformach SPMT i posadowienie na podporach. Zostanie zamontowana na późniejszym etapie budowy, w doku, wraz z pracami przy podwodnej części kadłuba. Docelowo okręt otrzyma rozbudowany zestaw hydroakustyczny: kadłubową stację Thales Blue Hunter, holowaną stację Thales CAPTAS-2 o zmiennej głębokości zanurzenia oraz system Wavefront Sentinel IDS do wykrywania nurków i małych obiektów podwodnych, uzupełnione o sondę batymetryczną i hydrotelefon Thales TUUM-6.

Przy chrzcie jednostka otrzymała także numer burtowy 274 - ten sam, który nosił jej poprzednik, niszczyciel Wicher projektu 30bis, służący w polskiej flocie do lat siedemdziesiątych. Symboliczna ciągłość imienia zyskała więc i wymiar malowany na burcie.

- Nadając imię okrętowi wkładamy w kadłub duszę - mówił podczas środowej uroczystości chrztu Inspektor Marynarki Wojennej wiceadmirał Jarosław Ziemiański.

Okręt, jakiego polska flota nigdy nie miała

Skalę czwartkowego wydarzenia dobrze oddaje proste porównanie: poprzedni raz okręt bojowy schodził na wodę w polskiej stoczni w 2015 roku i był to patrolowiec ORP Ślązak, jednostka niemal czterokrotnie mniejsza od Wichra. Fregata o długości 138,7 metra, szerokości maksymalnej 20,26 metra i docelowej wyporności około 7000 ton będzie największym okrętem bojowym zbudowanym w Polsce, a po wejściu do służby także największym okrętem bojowym w całej historii Marynarki Wojennej RP. Dla porównania: wypożyczone od Brytyjczyków w czasie II wojny światowej lekkie krążowniki ORP Dragon i ORP Conrad miały około 5600-5900 ton pełnej wyporności, a większy od Wichra był w polskiej flocie jedynie ORP Bałtyk, odkupiony od Francuzów rozbrojony krążownik pełniący w międzywojniu rolę hulka mieszkalnego, którego trudno nazwać okrętem bojowym.

Na wyposażeniu znajdą się cztery pionowe wyrzutnie Mk 41 z rakietami przeciwlotniczymi rodziny CAMM, docelowo uzupełnionymi o rozwijaną z Wielką Brytanią CAMM-MR, system zarządzania walką TACTICOS integrowany z udziałem OBR CTM, radary Thalesa z czterościennym ścianowym SM400 na czele, pociski przeciwokrętowe NSM, armata 76 mm w wersji Strales, którą Wicher otrzyma jako pierwszy polski okręt, dwie armaty OSU-35K z PIT-RADWAR i lekkie torpedy MU90. Napęd w układzie CODAD z czterema silnikami MTU po 8400 kW zapewni prędkość do 28 węzłów, a załogę stanowić będzie 120 marynarzy z miejscem dla około 60 osób dodatkowego personelu.

Zadania, do których zbudowano Wichra, wykraczają daleko poza klasyczną obronę wybrzeża: fregaty programu Miecznik mają chronić szlaki żeglugowe i infrastrukturę krytyczną na Bałtyku, w tym gazociąg Baltic Pipe i morskie farmy wiatrowe, zwalczać cele powietrzne, nawodne i podwodne oraz działać w składzie zespołów NATO. W realiach, które prezydent Karol Nawrocki opisywał dzień wcześniej podczas chrztu - rosyjskiej floty cieni, zmilitaryzowanego obwodu królewieckiego i toczonej na Bałtyku każdego dnia wojny hybrydowej - to zdolności, na które polska flota czekała od dekad.

Burza: stępka położona, tempo rośnie

Wodowanie Wichra otwiera drogę kolejnym jednostkom serii, a najwięcej zyskuje druga fregata, przyszły ORP Burza. Jej budowa trwa od maja 2025 roku, stępka jest już położona, a zwolnione przez Wichra miejsce w Hali Kadłubowej pozwoli teraz przyspieszyć scalanie bloków kadłuba. Wodowanie Burzy planowane jest na 2027 rok, a przekazanie gotowego okrętu Marynarce Wojennej RP na rok 2030. Fregata odziedziczy imię po legendarnym niszczycielu z 1932 roku, jednym z nielicznych polskich okrętów, które przetrwały całą II wojnę światową.

Huragan: imię czeka na debiut

Trzecia jednostka, przyszły ORP Huragan, powstaje od kwietnia tego roku, a jej wodowanie zaplanowano na 2028 rok, z przekazaniem w 2031. To okręt o wyjątkowym imieniu: Huragan miał być niszczycielem budowanym tuż przed wybuchem II wojny światowej jako rozwinięcie typu Grom, ale prace przerwał wrzesień 1939 roku - i formalnie żadna jednostka pod polską banderą nigdy tej nazwy nie nosiła. Przyszły ORP Huragan zamknie więc rachunek otwarty niemal dziewięćdziesiąt lat temu.

Cały program Miecznik, realizowany od 2021 roku i wart po aneksach około 15 miliardów złotych, ma zakończyć się do końca 2031 roku, a Polska Grupa Zbrojeniowa prowadzi już rozmowy o możliwości zamówienia czwartej fregaty. Sam Wicher wchodzi teraz w najdłuższy i najbardziej złożony etap: przy nabrzeżu wyposażeniowym rozpocznie się instalacja i integracja systemów walki, sensorów i uzbrojenia, a po niej próby portowe i morskie. Wejście okrętu do służby planowane jest pod koniec dekady - i dopiero wtedy, wraz z podniesieniem bandery, jednostka formalnie stanie się ORP Wicher.

Flota w przebudowie: od Kormoranów po Orkę

Miecznik jest największym, ale nie jedynym programem odbudowy polskiej floty. W gdańskiej stoczni Remontowa Shipbuilding na ukończeniu jest druga trójka niszczycieli min projektu 258 Kormoran II - ORP Jaskółka, ORP Rybitwa i ORP Czajka mają zostać przekazane Marynarce Wojennej w latach 2026-2027, dołączając do służących już ORP Kormoran, ORP Albatros i ORP Mewa. Ta sama stocznia buduje, we współpracy ze szwedzkim Saabem, dwa okręty rozpoznania radioelektronicznego projektu 107 Delfin, z których drugi, ORP Henryk Zygalski, zwodowano w grudniu 2025 roku, a w maju tego roku Agencja Uzbrojenia zamówiła tam dodatkowo dwa okręty hydrograficzne.

W PGZ Stoczni Wojennej, równolegle do Mieczników, od listopada 2025 roku powstaje okręt ratowniczy projektu 108 Ratownik, wart ponad 1,2 miliarda złotych następca służących od 1974 roku ORP Piast i ORP Lech - stępkę położono w lutym, blok dziobowy wykona Stocznia Szczecińska Wulkan, a wejście do służby planowane jest na 2029 rok. Największa decyzja zapadła zaś w programie Orka: polski rząd wybrał ofertę szwedzkiego Saaba na trzy okręty podwodne typu A26 wraz z dzierżawą okrętu Södermanland typu A17 na okres przejściowy. Do tego dochodzi formowanie Brygady Rakietowej Marynarki Wojennej z dwiema dodatkowymi Morskimi Jednostkami Rakietowymi. Polska flota, przez dekady niedoinwestowana, przechodzi największą przebudowę od lat dziewięćdziesiątych - a czwartkowe wodowanie Wichra jest jej najbardziej widowiskowym dotąd symbolem.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz