USS Paul Ignatius zacumował w Sztokholmie. Amerykański niszczyciel w stolicy Szwecji trzeci raz w cztery lata

Niszczyciel rakietowy USS Paul Ignatius wszedł 1 października do Sztokholmu na planowaną wizytę w porcie. Szwedzkie Siły Zbrojne opisują ją jako element wieloletniej współpracy obronnej ze Stanami Zjednoczonymi, a załoga, licząca około 300 osób, ma w porcie odpocząć i uzupełnić zaopatrzenie.

bezpieczeństwo marynarka wojenna na świecie nato wiadomości

01 października 2026   |   13:27   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Forsvarsmakten

fot. Forsvarsmakten

To rutynowy komunikat, ale lista poprzednich wizyt, którą Szwedzi dołączyli, mówi więcej niż sama wiadomość: od 2022 roku amerykańskie okręty wojenne zawijają do stolicy Szwecji niemal co roku, a od wejścia kraju do NATO w 2024 roku ta obecność ma inny ciężar.

Okręt z Roty

USS Paul Ignatius to niszczyciel klasy Arleigh Burke, należący do 6. Floty Stanów Zjednoczonych. Jest wyposażony w radar i sensory systemu Aegis oraz uzbrojony w pociski dalekiego zasięgu, armatę automatyczną i torpedy; systemy rakietowe służą zarówno do obrony powietrznej, jak i do uderzeń precyzyjnych. Okręt stacjonuje na stałe w hiszpańskiej Rocie, w ramach wysuniętych sił US Navy w Europie, które obok patroli na Morzu Śródziemnym i Atlantyku regularnie wchodzą na Bałtyk.

Nazwę nosi po Paulu Ignatiusie, sekretarzu marynarki wojennej USA w latach 1967–1969.

Trzeci raz w cztery lata

USS Paul Ignatius był już w Sztokholmie we wrześniu 2023 roku, po działaniach w rejonie Bałtyku. W 2022 roku, jeszcze przed akcesją Szwecji do NATO, do stolicy zawinęły niszczyciel USS Forrest Sherman i okręt desantowy USS Kearsarge. W 2025 roku gościł tam okręt dowodzenia 6. Floty USS Mount Whitney, który odwiedzał Szwecję wielokrotnie.

Szwedzkie dowództwo podkreśla, że współpraca z USA zacieśniła się po wejściu do sojuszu: powtarzające się ćwiczenia, operacje i wizyty pogłębiają relacje między jednostkami obu państw i rozwijają zdolność do wspólnej walki, co ma wzmacniać obronę całego sojuszu.

Dlaczego to ważne także dla polskiego wybrzeża

Bałtyk po 2024 roku jest morzem, na którym wszystkie państwa nadbrzeżne poza Rosją należą do NATO. Wizyty amerykańskich niszczycieli w Sztokholmie, Gdyni, Kłajpedzie czy Tallinie są częścią tego samego cyklu obecności, w którym okręty z Roty rotują między portami sojuszników, uzupełniają zaopatrzenie i ćwiczą z lokalnymi flotami.

Dla Polski ma to dwa wymiary. Pierwszy to obrona powietrzna i przeciwrakietowa: niszczyciele klasy Arleigh Burke z systemem Aegis są mobilnym uzupełnieniem lądowej bazy w Redzikowie i okrętowych zdolności, których Marynarka Wojenna RP jeszcze nie ma, bo fregaty Miecznik dopiero powstają. Drugi to szlaki żeglugowe: te same okręty, które odpoczywają w Sztokholmie, obserwują ruch tankowców floty cieni między Zatoką Fińską a cieśninami duńskimi, czyli dokładnie tę aktywność, która w ostatnich tygodniach wraca w polskich doniesieniach o zanieczyszczeniach plaż i incydentach na morzu.

Szwedzi w komunikacie nie podają, dokąd USS Paul Ignatius popłynie po wyjściu ze Sztokholmu. Zwykle takie wizyty poprzedzają albo kończą ćwiczenia z flotą gospodarza, a Bałtyk jesienią jest od kilku lat akwenem intensywnej aktywności sojuszu.

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz