Ratownicy MSPiR SAR przekroczyli liczbę interwencji z całego 2025 roku, a do końca sezonu zostały trzy miesiące

Holowanie jachtu z uszkodzonym silnikiem, do którego 27 września wyszły łódź R102 ze stacji ratowniczej w Łebie oraz statek ratowniczy Monsun, było czterysta dwudziestą dziewiątą akcją Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa w tym roku. Tą interwencją służba przekroczyła łączną liczbę akcji z całego 2025 roku. Do końca roku pozostały trzy miesiące, a jesienne sztormy dopiero przed nami. Dyrektor MSPiR Sebastian Kluska pyta wprost, czy padnie rekord wszech czasów, czyli ponad 444 akcje w jednym roku, i dodaje, że wszystko na to wskazuje.

bezpieczeństwo ratownictwo morskie wiadomości żeglarstwo żeglarstwo rekreacyjne

29 września 2026   |   09:53   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa SAR

fot. Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa SAR

Zwykła akcja, niezwykła liczba

Sama interwencja należała do najczęstszych w statystykach służby. Jacht z niesprawnym silnikiem, bez możliwości samodzielnego powrotu do portu, wymagał holowania. Do zadania skierowano dwie jednostki: szybką łódź ratowniczą R102 i statek Monsun, który w tym sezonie prowadził już wielodniową akcję przy jachcie osiadłym na mieliźnie pod Ulinią.

To właśnie takie zdarzenia, a nie spektakularne katastrofy, składają się na roczny bilans. Awarie napędu, wejścia na mieliznę, jednostki zniesione przez wiatr, zaginięcia kajakarzy i użytkowników desek, wezwania medyczne ze statków. Każde z nich oznacza wyjście w morze, często w warunkach, w których nikt inny nie wypływa.

Skąd taki wzrost

Liczba akcji rośnie z kilku nakładających się powodów. Sezon żeglarski i motorowodny wydłuża się, a na Bałtyku pływa coraz więcej jednostek rekreacyjnych, także w rękach osób z niewielkim doświadczeniem. Rośnie ruch związany z budową morskich farm wiatrowych i obsługą infrastruktury. Coraz więcej ludzi uprawia sporty wodne przy brzegu, gdzie zniesienie przez wiatr od lądu jest sprawą kilkunastu minut.

Do tego dochodzi zmiana w samym zgłaszaniu. Telefon komórkowy w kieszeni sprawia, że o zdarzeniu wie się szybciej i częściej, a próg, po którym ktoś dzwoni po pomoc, jest niższy niż jeszcze dekadę temu.

Efekt jest taki, że służba, która ma stały stan osobowy i określoną liczbę jednostek, obsługuje z roku na rok więcej wezwań.

Łeba pracuje na najwyższych obrotach

Stacja w Łebie jest w tym sezonie jednym z najbardziej obciążonych punktów na wybrzeżu. W sierpniu jej ratownicy z Monsunem prowadzili kilkudniową akcję przy jachcie motorowym na mieliźnie, zakończoną ściągnięciem jednostki z pomocą statku Orkan z Ustki i operatorów koparek. Kilka dni przed akcją numer 429 stacja gościła ratowników z Francji, Finlandii, Estonii, Islandii i Norwegii w ramach wymiany IMRF i ćwiczyła z nimi poszukiwanie ludzi w wodzie.

Ten sam Monsun, który 27 września holował jacht, jest dziś w rejonie, w którym Urząd Morski w Słupsku zmaga się z zanieczyszczeniem plaż substancją ropopochodną. Zwalczanie zanieczyszczeń na morzu należy do zadań MSPiR, więc jednostki służby mogą być potrzebne równolegle do dwóch zupełnie różnych zadań.

Nowe jednostki w drodze

Rekordowa liczba akcji wypada w momencie, w którym służba wymienia flotę. W 2025 roku podpisano umowę z fińską stocznią Kewatec AluBoat na sześć nowych jednostek ratowniczych, a w budowie są kolejne statki, Mistral i Powiew, w projekcie współfinansowanym przez Centrum Unijnych Projektów Transportowych.

Nowy sprzęt skróci czas dotarcia i poszerzy zakres warunków, w jakich ratownicy mogą działać. Nie zmieni jednak jednego: liczba akcji rośnie szybciej niż liczba ludzi, którzy je wykonują. Jeśli rekord padnie, będzie to zasługa tych samych załóg, które pracowały przy poprzednim.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz