Przeciwlotnicy z Ustki w ćwiczeniu Czarny Obrońca-26. Ogniowa osłona baz morskich

9 Dywizjon Przeciwlotniczy przeprowadził strzelania na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce w ramach ćwiczenia Czarny Obrońca-26 i prowadzonego w jego ramach Dzielnego Okonia-26. Ćwiczono zwalczanie celów powietrznych zarówno rakietami, jak i ogniem armat, a wszystkie cele zostały trafione. Stawką takich strzelań jest pytanie, które w ostatnich latach przesunęło się na sam środek dyskusji o Marynarce Wojennej: jak osłonić bazy, porty i infrastrukturę brzegową przed tym, co leci nisko, jest małe i tanie.

bezpieczeństwo marynarka wojenna pomorze wiadomości wojsko

24 września 2026   |   10:03   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. 3FO / Marynarka Wojenna RP

fot. 3FO / Marynarka Wojenna RP

Poligon, z którego strzela się w stronę morza

Centralny Poligon Sił Powietrznych w Ustce jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie regularnie prowadzi się strzelania przeciwlotnicze z użyciem celów powietrznych nad wodą. To nie jest kwestia wygody, tylko fizyki i bezpieczeństwa. Pocisk przeciwlotniczy, który chybi, leci dalej, a odłamki po rozerwaniu głowicy muszą gdzieś spaść. Tylko strzelanie w kierunku akwenu pozwala wyznaczyć strefę o wymiarach, jakich nad lądem nie da się zamknąć.

Dla gospodarki morskiej oznacza to konkretne skutki. Na czas strzelań zamykane są obszary morskie, a informacja o nich trafia do ostrzeżeń nawigacyjnych. Żegluga, rybacy i żeglarze muszą te rejony omijać, co przy ruchu wzdłuż wybrzeża środkowego bywa odczuwalne. To cena, którą płaci się za jedyny poligon w kraju pozwalający ćwiczyć w warunkach zbliżonych do realnych zadań nad Bałtykiem.

Z poligonu korzystają nie tylko pododdziały przeciwlotnicze Marynarki Wojennej, ale też jednostki Wojsk Lądowych i Sił Powietrznych oraz sojusznicy. Dla przeciwlotników z wybrzeża jest naturalnym miejscem weryfikacji wyszkolenia, bo tor lotu celu, warunki meteorologiczne i tło radiolokacyjne odpowiadają temu, z czym mieliby do czynienia, broniąc portów i baz.

Rakieta i armata to dwa różne zadania

Połączenie rakiet i ognia armat w jednym ćwiczeniu nie jest przypadkiem. To dwie warstwy tego samego systemu, odpowiadające za różne fazy zagrożenia.

Rakiety krótkiego zasięgu mają zwalczać cele na większych dystansach i wysokościach, zanim znajdą się nad chronionym obiektem. Liczy się tu zasięg wykrycia, czas reakcji i zdolność do śledzenia celu manewrującego. Artyleria lufowa jest ostatnią linią. Wchodzi do gry przy celach, które przedarły się bliżej, a także przy obiektach małych i wolnych, przy których użycie rakiety jest nieopłacalne albo po prostu nieskuteczne, bo cel ma zbyt małą sygnaturę cieplną lub radiolokacyjną.

Znaczenie tej drugiej warstwy wyraźnie wzrosło. Powodem są tanie drony i amunicja krążąca, a także doświadczenia z Ukrainy i z Morza Czerwonego, gdzie okazało się, że system oparty wyłącznie na drogich pociskach przegrywa rachunek ekonomiczny z przeciwnikiem wysyłającym cele kosztujące ułamek ceny efektora. Marynarki, które prowadziły takie operacje, zaczęły masowo wracać do artylerii lufowej i szukać tanich efektorów, w tym systemów laserowych i pocisków niekierowanych z zapalnikiem programowalnym.

Osłona baz w szerszym systemie

Obrona przeciwlotnicza baz morskich nie zaczyna się przy wyrzutni. Zaczyna się od wykrycia i identyfikacji celu, czyli od radarów, systemów optoelektronicznych i rozpoznania radioelektronicznego, a często od środków walki elektronicznej, które mają zakłócić sterowanie lub nawigację bezzałogowca, zanim w ogóle dojdzie do otwarcia ognia.

Ogień jest ostatnim elementem łańcucha i świadczy o tym, że wcześniejsze warstwy nie zadziałały. Dlatego w ćwiczeniach tego typu najbardziej wartościowe jest nie samo trafienie, lecz czas od wykrycia do decyzji o użyciu środków ogniowych oraz sprawność przekazywania informacji między stanowiskami dowodzenia.

Do tego dochodzi problem, którego nie widać na zdjęciach ze strzelań: identyfikacja. Nad portem wojennym i wokół niego lata ruch cywilny, od samolotów pasażerskich po drony fotografów i firm inspekcyjnych. Obrona przeciwlotnicza bazy musi więc nie tylko wykryć obiekt, ale też odpowiedzieć na pytanie, czy jest on zagrożeniem, i zrobić to w czasie liczonym w sekundach.

Kontekst całego ćwiczenia

Czarny Obrońca-26 to duże ćwiczenie sił obrony powietrznej, w ramach którego prowadzone są epizody dotyczące różnych rodzajów wojsk. Dzielny Okoń-26 obejmuje działania związane z obroną obiektów Marynarki Wojennej, a jego wrześniowe epizody dotyczyły bezpieczeństwa portów wojennych.

Ustawienie tych dwóch ćwiczeń obok siebie ma praktyczny sens. Baza morska jest celem, do którego można dotrzeć zarówno od strony wody, jak i z powietrza, a broniący muszą prowadzić jeden obraz sytuacji dla obu tych kierunków. Strzelania w Ustce są tego elementem, ale całość sprawdza się dopiero w scenariuszu, w którym zagrożenia pojawiają się jednocześnie.

Warto też pamiętać, czego bronią przeciwlotnicy na wybrzeżu. To nie tylko okręty przy nabrzeżach, ale również magazyny, warsztaty, stocznie realizujące programy okrętowe, terminale paliwowe i infrastruktura, z której wychodzą kable i rurociągi. Obiekty tego typu są nieruchome, dobrze opisane w publicznie dostępnych źródłach i trudne do przeniesienia, więc ich ochrona zależy wprost od tego, czy nad nimi stoi sprawny system obrony powietrznej.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz