Ponad 4 GW w obsłudze jednego operatora. Rynek O&M rośnie razem z OZE, a następny etap to polski offshore

Electrum przekroczyło 4 GW mocy instalacji odnawialnych objętych usługami eksploatacji i utrzymania (O&M) w Polsce, wobec niespełna 3 GW rok wcześniej. Dla rynku energetycznego to informacja o konsolidacji segmentu usług serwisowych. Dla branży morskiej to sygnał ważniejszy: model długoterminowego zarządzania aktywami, który dojrzał na lądowych farmach wiatrowych i fotowoltaicznych, w ciągu najbliższych kwartałów przejdzie egzamin na Bałtyku, gdzie do eksploatacji wchodzą pierwsze polskie morskie farmy wiatrowe.

biznes energetyka inwestycje offshore wiadomości

25 sierpnia 2026   |   12:18   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Ed White Images / pixabay

fot. Ed White Images / pixabay

Portfel 4 GW i zmiana modelu usług

Białostocka grupa podaje, że coraz większą część jej portfela serwisowego stanowią instalacje wybudowane przez innych generalnych wykonawców, których właściciele przekazali jej dalszą opiekę nad aktywami. To istotna zmiana w strukturze rynku: usługa O&M przestaje być dodatkiem do kontraktu budowlanego, a staje się samodzielnym produktem, wybieranym niezależnie od tego, kto instalację postawił.

- Nie mówimy już wyłącznie o serwisie. Mówimy o partnerstwie i kompleksowym zarządzaniu operacyjnym aktywem, jego gotowością, bezpieczeństwem, wydajnością i ryzykiem. Chcemy nie tylko reagować na problemy, ale coraz skuteczniej im zapobiegać i długoterminowo chronić wartość powierzonych nam aktywów - mówi Izabela Mielniczuk, dyrektor O&M w Electrum.

Podstawą modelu jest połączenie serwisu technicznego z warstwą cyfrową: autorski system SCADA EMACS agreguje dane z instalacji w czasie rzeczywistym, a całodobowe centrum dyspozytorskie nadzoruje ich pracę i reaguje na zdarzenia wpływające na produkcję. Oferta rozszerza się o diagnostykę, cyberbezpieczeństwo, zgodność sieciową i usługi dyspozytorskie dla magazynów energii.

Eksploatacja na morzu: inne koszty, inne reżimy

Dla czytelnika branży morskiej kluczowe jest to, czego w komunikatach lądowych operatorów O&M jeszcze nie ma: morska faza polskiej transformacji energetycznej właśnie się zaczyna, a wraz z nią powstaje zupełnie nowy rynek usług eksploatacyjnych. Na morzu koszty O&M stanowią, według szacunków branżowych, około jednej czwartej kosztów energii w całym cyklu życia farmy, znacznie więcej niż na lądzie. Dochodzą jednostki CTV do transferu techników, okna pogodowe ograniczające dostęp do turbin, logistyka części zamiennych przez porty serwisowe oraz reżimy bezpieczeństwa pracy na wysokości i nad wodą, których lądowy serwis nie zna.

Do tego dochodzi warstwa, w której doświadczenie operatorów takich jak Electrum jest wprost przenośne: zdalny monitoring SCADA, predykcja awarii na danych, całodobowa dyspozytornia i cyberbezpieczeństwo systemów sterowania. Morska farma wiatrowa jest z perspektywy systemowej infrastrukturą krytyczną, a wydarzenia ostatnich miesięcy na Bałtyku, od zagłuszania nawigacji satelitarnej po wzmożoną aktywność obcych jednostek przy infrastrukturze podmorskiej, tylko podnoszą wagę tej warstwy.

Ustka i Łeba: bazy serwisowe już powstają

Rynek, o którym mowa, ma już konkretne adresy. Baltic Power, wspólny projekt Orlenu i Northland Power o mocy około 1,1 GW, buduje bazę serwisową w porcie w Łebie, z której przez kolejne dekady prowadzona będzie eksploatacja 76 turbin pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej. PGE i Ørsted, po zakończonej w sierpniu instalacji wszystkich fundamentów monopalowych Baltiki 2 (1498 MW, 107 turbin, produkcja planowana od 2027 roku), rozwijają zaplecze eksploatacyjne w Ustce. Każda z tych baz to dziesiątki stałych miejsc pracy dla techników, koordynatorów i załóg jednostek serwisowych oraz wieloletnie kontrakty na utrzymanie, diagnostykę i logistykę.

Pytanie, które rynek dopiero zaczyna sobie zadawać, brzmi: jaką część tego tortu obejmą polskie firmy. W fazie budowy local content polskiego offshore koncentrował się na fundamentach, kablach i usługach portowych. Faza eksploatacji, trwająca 25-30 lat, jest wartościowo większa niż sama budowa, a bariery wejścia dla krajowych operatorów O&M, choć realne, są niższe niż w produkcji turbin: kompetencje serwisowe, dyspozytorskie i cyfrowe już w Polsce istnieją, czego portfel 4 GW jest najlepszym dowodem. Brakującym ogniwem pozostają certyfikacje morskie (GWO), flota jednostek serwisowych i doświadczenie w pracy w reżimie offshore.

Konsolidacja na lądzie, otwarcie na morzu

Wzrost portfela Electrum z 3 do ponad 4 GW w rok pokazuje, że rynek usług eksploatacyjnych konsoliduje się szybciej niż przybywa nowych mocy, a właściciele aktywów coraz częściej oddzielają decyzję o budowie od decyzji o wieloletnim utrzymaniu. Jeśli ten sam mechanizm zadziała na morzu, o kontrakty serwisowe polskich farm powalczą nie tylko serwisy producentów turbin i wyspecjalizowani operatorzy zachodni, ale też krajowe firmy z zapleczem dyspozytorskim i cyfrowym zbudowanym na lądzie. Dla polskich portów serwisowych, stoczni budujących jednostki CTV i ośrodków szkoleniowych to prawdopodobnie najtrwalszy strumień pracy, jaki transformacja energetyczna zostawi nad Bałtykiem.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz