Pół miliona roboczogodzin i milion części. Stoczniowiec znów jest zawodem przyszłości
Gdy w czwartek kadłub Wichra po raz pierwszy uniósł się na wodzie Zatoki Gdańskiej, kamery śledziły okręt, barkę i holowniki. Ale za każdą z tych minut stały lata pracy ludzi, o których mówi się najrzadziej. Przygotowanie pierwszej polskiej fregaty do wodowania pochłonęło ponad pół miliona roboczogodzin, a prezes PGZ Stoczni Wojennej Marcin Ryngwelski, witając gości środowego chrztu, najcieplejsze słowa skierował właśnie do pracowników stoczni, podkreślając, że za budową Wichra stoją przede wszystkim ludzie i że każdego dnia patrzy na ich pracę z wielką dumą. To dobry moment, by powiedzieć głośno: stoczniowiec znów jest w Polsce zawodem przyszłości.
biznes edukacja gospodarka morska pomorze pomorze zachodnie pracuj na morzu przemysł stoczniowy przemysł zbrojeniowy sprzęt i technologie trójmiasto wiadomości13 sierpnia 2026 | 15:03 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. Mikołaj Bujak / KPRP
Liczby, za którymi stoją ludzie
Skalę pracy wykonanej w Gdyni najlepiej oddają liczby, które padły przy okazji chrztu. Gotowy Wicher będzie się składał z ponad miliona części. W kadłubie o masie około 6,5 tysiąca ton położono ponad 700 kilometrów kabli, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi odległość z Gdyni do Krakowa. Zużyto około 100 ton materiałów spawalniczych i 50 tysięcy litrów farby. Każda z dwóch śrub napędowych waży ponad 10 ton, a linie wałów mają długość odpowiadającą połowie boiska piłkarskiego.
Za każdą z tych pozycji stoi konkretny fach: traser, spawacz, monter kadłubowy, rurarz, elektryk okrętowy, malarz-konserwator, operator suwnicy, technolog, projektant. Pół miliona roboczogodzin to nie abstrakcja, tylko codzienność setek ludzi, którzy przez trzy lata, zmiana po zmianie, scalali sekcje w hali kadłubowej, ciągnęli kilometry tras kablowych i pasowali fundamenty pod systemy, które dopiero przyjadą.
Zawód wraca do gry
Gdynię od stu lat tworzą trzy nierozerwalnie związane elementy: Marynarka Wojenna, port i przemysł stoczniowy - przypominał przy chrzcie prezes Marcin Ryngwelski, zachęcając młodych ludzi do wiązania przyszłości właśnie z nimi. Po latach, w których polskie stocznie częściej trafiały na czołówki gazet z powodu kłopotów niż sukcesów, ten trójkąt znów pracuje pełną parą. Sama PGZ Stocznia Wojenna zwiększyła zatrudnienie z 560 do ponad 900 osób i deklaruje, że dojdzie do co najmniej 1200 pracowników, a zawód, jak podkreśla jej prezes, ponownie stał się atrakcyjny finansowo.
- Zawód stoczniowca przeżywa obecnie renesans, mamy mnóstwo zamówień na okręty, a nie mamy fachowców - mówił Marcin Ryngwelski podczas gdyńskich obchodów Dnia Stoczniowca i Dnia Marynarki Wojennej.
Praca na siedem lat wprzód
To nie jest kurtuazja pod publiczkę, tylko twardy rachunek portfela zamówień. W samym Trójmieście trwa obecnie budowa dziewięciu okrętów dla Marynarki Wojennej: trzech fregat programu Miecznik, okrętu ratowniczego Ratownik, niszczycieli min typu Kormoran II i okrętów rozpoznania radioelektronicznego typu Delfin. Do tego dochodzą jednostki cywilne, konstrukcje offshore i remonty.
- Jesteśmy tak zabukowani robotą, że odmawiamy armatorom. Mamy pracę na siedem lat wprzód, a nie ma ludzi - mówił prezes Marcin Ryngwelski w maju tego roku.
I dodawał rzecz, która najlepiej pokazuje długość tej perspektywy: kto zacznie studia dziś, skończy je dokładnie wtedy, gdy stocznie będą kończyć budowę zamówionych okrętów - a wtedy zacznie się praca na kolejne dekady, bo budowa jednostki to zaledwie około 25 procent budżetu jej całego cyklu życia. Resztę stanowią utrzymanie, remonty i modernizacje, które przy okrętach służących 40-50 lat oznaczają pewne zatrudnienie do połowy stulecia. Branża mierzy się przy tym z luką pokoleniową: doświadczeni fachowcy, pamiętający lata świetności polskich stoczni, odchodzą na emerytury szybciej, niż przychodzą ich następcy.
Stocznia to nie tylko spawacz
Współczesna stocznia dawno przestała być miejscem wyłącznie ciężkiej pracy fizycznej. Obok spawaczy, monterów i malarzy, którzy pozostają jej fundamentem, pracują biura projektowe, technolodzy, specjaliści od integracji systemów i coraz liczniejsi informatycy. Jak zauważał prezes Marcin Ryngwelski, stocznie kojarzą się głównie ze spawaczem, monterem i malarzem, a mało kto wie, że prawie każda duża stocznia na świecie ma prężny dział IT - programistów, architektów systemów, testerów i administratorów sieci, w Gdyni współpracujących blisko z OBR Centrum Techniki Morskiej. Cyfryzacja, automatyzacja i okrętowa elektronika sprawiają, że drzwi do branży stoją dziś otworem także przed absolwentami kierunków, które ze stocznią nikt by kiedyś nie połączył.
Od zawodówki do technikum: fach w ręku
Droga do stoczni wcale nie musi prowadzić przez studia - i dla większości stoczniowych profesji nie prowadzi. Fundamentem branży pozostają szkoły branżowe I i II stopnia, kształcące spawaczy, monterów kadłubów, mechaników, elektryków i operatorów urządzeń dźwignicowych, oraz technika o profilach okrętowych i mechanicznych. Na Pomorzu ta tradycja ma wyjątkowe zaplecze: gdańskie Conradinum, jedna z najstarszych szkół technicznych w Polsce, od pokoleń kształci techników budownictwa okrętowego, a Zespół Szkół Morskich w Gdańsku przygotowuje do zawodów morskich od nawigacji po eksploatację siłowni.
Co istotne, stocznie nie czekają biernie na absolwentów: współpracują ze szkołami, oferują praktyki i staże, a prezes Marcin Ryngwelski wprost mówi o potrzebie kształcenia kolejnych pokoleń fachowców we współpracy ze szkołami i uczelniami. Dla młodego człowieka oznacza to ścieżkę, w której fach zdobyty w technikum lub szkole branżowej daje pracę od razu po dyplomie, w zawodzie znów atrakcyjnym finansowo, z portfelem zamówień sięgającym połowy przyszłej dekady.
Szkoły morskie i uczelnie
Dla tych, którzy celują wyżej lub chcą się przebranżowić, oferta jest równie szeroka: Szkoła Morska w Gdyni prowadzi kursy i szkolenia morskie otwierające drogę do pracy na jednostkach pływających, Uniwersytet Morski w Gdyni i Politechnika Gdańska kształcą inżynierów oceanotechniki, budowy okrętów i systemów okrętowych, a Akademia Marynarki Wojennej przygotowuje kadry zarówno wojskowe, jak i cywilne. Branża apeluje przy tym do samorządów o rozwijanie szkolnictwa technicznego, bo okręty budowane dziś będą wymagały utrzymania przez następne półwiecze i o kadrach trzeba myśleć z wyprzedzeniem liczonym w dekadach, a w dyskusji pojawia się nawet pomysł budowy drugiej stoczni zdolnej do produkcji okrętów wojennych, co oznaczałoby zapotrzebowanie na kolejne setki rąk do pracy.
Wicher, który zszedł w czwartek na wodę, jeszcze przez lata pozostanie w rękach stoczniowców - przed nimi wyposażanie, integracja systemów i próby. A po nim Burza, Huragan, Ratownik i wszystko, co przyjdzie dalej. Sto lat po tym, jak Tadeusz Wenda i Eugeniusz Kwiatkowski postawili na Gdynię, zawód, który zbudował to miasto, znów ma przed sobą przyszłość na miarę tamtych czasów. Trzeba tylko ludzi, którzy zechcą po niego sięgnąć.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Roboty z Piorunami i polski materiał wybuchowy. Łukasiewicz przechodzi od badań do dostaw
Polskie drony, norweskie rakiety. Grupa WB i Kongsberg łączą siły na Bałtyku
Pierwszy kontenerowiec z żaglem rotorowym. Maersk zaczyna próby w 2027 r.
Maciej Samsonowicz: Setki miliardów na obronność mają budować polską gospodarkę
ORLEN i 13 firm z regionu Bałtyku powołały Baltic Energy Initiative. Od offshore wind po małe reaktory
Atom i turystyka pogodzone. W gminie Choczewo z meleksów na plażę skorzystało ponad 4 tys. osób
PEJ i 7 Pomorska Brygada Obrony Terytorialnej podpisały porozumienie. Żołnierze będą ćwiczyć na terenie budowy
PGZ Stocznia Wojenna przekazała Marynarce Wojennej ORP Wigry. To czwarty trałowiec z wymienionym napędem
Przemysł morski wraca do szkół. Od klas offshore w Ustce po dronowe i okrętowe w Gdyni. A to dopiero początek
Autonomiczna jednostka A550 rozpoczęła oficjalne próby morskie w Świnoujściu
REKLAMA
REKLAMA