Neutralność zapisana w Konstytucji. Spory kończą się tam, gdzie zaczyna się bezpieczeństwo Rzeczypospolitej

W sobotę Zatoką Gdańską przeszedł ośmiokilometrowy szyk ponad dwudziestu okrętów, nad którym przeleciały statki powietrzne lotnictwa morskiego, a Skwer Kościuszki i trójmiejskie plaże wypełniły się widzami jak mało kiedy. Równolegle na warszawskiej Wisłostradzie odbyła się największa defilada w historii Wojska Polskiego, a prezydent wręczył akty mianowania na stopnie generalskie i admiralskie 21 oficerom. Wielka Parada Morska zwieńczyła przy tym tydzień, w którym polska flota dała o sobie znać jak od dekad nie dawała: od roll-outu Wichra, przez chrzest i wodowanie pierwszej fregaty programu Miecznik, po obchody Święta Wojska Polskiego w 106. rocznicę Bitwy Warszawskiej. To dobry moment, by zapisać rzecz z pozoru oczywistą, a w praktyce bezcenną: Wojsko Polskie nie ma i nie powinno mieć żadnej politycznej łatki. I nie jest to kwestia niczyjej dobrej woli, tylko fundamentu, na którym zbudowano państwo.

bezpieczeństwo lotnictwo marynarka wojenna nato polityka pomorze pomorze zachodnie trójmiasto wiadomości wojsko

15 sierpnia 2026   |   17:03   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Kamil Kusier / Gazeta Morska

fot. Kamil Kusier / Gazeta Morska

Służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej

Rota żołnierskiej przysięgi zaczyna się od słów o wiernej służbie Rzeczypospolitej Polskiej - nie rządowi, nie ugrupowaniu, nie obozowi. Konstytucja rozstrzyga resztę jednym zdaniem: Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli. Ustawa o obronie Ojczyzny idzie krok dalej i zakazuje żołnierzom zawodowym członkostwa w partiach politycznych.

Warto pamiętać, że sama Marynarka Wojenna jest starsza niż polski dostęp do morza: powołał ją dekret naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego z 28 listopada 1918 roku, gdy Rzeczpospolita nie miała jeszcze ani mili własnego wybrzeża. Flota powstała więc nie jako projekt czyjegokolwiek stronnictwa, lecz jako akt wiary całego odradzającego się państwa w to, że nad Bałtyk wróci. Mundur nie ma barw partyjnych po to, by mógł go z dumą włożyć każdy obywatel - i by każdy obywatel mógł w nim widzieć swojego żołnierza.

Od Wersalu do zaślubin w Pucku

Polska droga nad morze jest zresztą najlepszym dowodem, że sprawy fundamentalne załatwia się ponad podziałami. O Pomorze i dostęp do Bałtyku walczył przy stole konferencji paryskiej Roman Dmowski, człowiek, który z Józefem Piłsudskim różnił się niemal we wszystkim - a jednak w sprawie granic i morza obaj ciągnęli w tę samą stronę i obaj przeszli do historii jako ojcowie tej samej niepodległości. Gdy 10 lutego 1920 roku generał Józef Haller wrzucał w Pucku platynowy pierścień w wody Zatoki, dokonywał zaślubin Polski z morzem, nie zaślubin żadnego obozu. A gdy kilka lat później Tadeusz Wenda wytyczał port w gdyńskiej wiosce, a Eugeniusz Kwiatkowski zdobywał na niego pieniądze, budowali dzieło, z którego dziś jednakowo dumni są wszyscy.

Morze od stu lat jest w polskiej historii tym miejscem, gdzie spory milkną. Wojsko, które tego morza strzeże, zasługuje na dokładnie ten sam status.

Karol Nawrocki: Jesteśmy jednym narodem

O tej samej zasadzie mówił w sobotę na warszawskiej Wisłostradzie zwierzchnik Sił Zbrojnych. Prezydent Karol Nawrocki przypomniał, że o zwycięstwie 1920 roku zdecydował silny i zjednoczony naród, który miał wówczas bardzo różne wizje przyszłości, ale jedno wiedział na pewno: spory polityczne kończą się tam, gdzie zaczyna się bezpieczeństwo Rzeczypospolitej i gdzie zaczyna się polski żołnierz. Zauważył też, że spadająca rakieta nie będzie pytać, czy ktoś głosuje na jedną, czy drugą partię, a ten, kto napada żołnierza na granicy, nie pyta go o preferencje polityczne.

- Nie zapomnijmy, że jesteśmy jednym narodem, a jego bezpieczeństwo jest ważniejsze niż polityczne spory - apelował Prezydent RP Karol Nawrocki.

Padła jednak tego dnia jeszcze jedna deklaracja, która najlepiej oddaje sedno sprawy. Prezydent zapewnił, że jako zwierzchnik Sił Zbrojnych dba o to, by obecny rząd realizował wszystkie kontrakty zbrojeniowe podjęte przez poprzedni, i będzie dbał o to, by dobre projekty obecnego rządu nie zginęły w politycznej rywalizacji po kolejnych wyborach. Trudno o zwięźlejszą definicję tego, czym w praktyce jest neutralność wojska: programy okrętowe, rakietowe i pancerne muszą płynąć ponad kadencjami, bo żaden z nich nie mieści się w jednej.

Morze, nasze morze, wiernie ciebie będziem strzec

Słowa starej marynarskiej pieśni dobrze opisują naturę tej służby: jest cicha, codzienna i nie czeka na oklaski. Wojsko Polskie od lat zajmuje ścisłą czołówkę rankingów zaufania społecznego i to zaufanie nie wzięło się z plakatów. Wzięło się z worków z piaskiem układanych przy powodziach. Z saperów wyjeżdżających do niewybuchów o każdej porze i ich morskich kolegów, rok w rok neutralizujących na dnie Bałtyku miny zalegające tam od wojny. Z dyżurnych par pilotów startujących na przechwycenia. Z marynarzy pełniących na Bałtyku codzienną, cichą wachtę wobec zagrożeń hybrydowych, floty cieni i incydentów przy infrastrukturze krytycznej - niezauważalną dla większości z nas, bo właśnie na tym polega dobrze pełniona straż.

Za każdą z tych rzeczy należy się wojsku zwykłe, ludzkie dziękuję. Za to, co robiło przez dekady, za to, co robi w tej chwili, gdzieś na redzie, na posterunku, w dyżurce i na trapie, i za to, co będzie robić przez kolejne dziesięciolecia.

Bandera, rozkaz i morze

Najlepiej rozumieli to obrońcy Wybrzeża z września 1939 roku. Kontradmirał Józef Unrug, dowodzący obroną Helu, przed wojną oficer trzech flot, a w niewoli człowiek, który demonstracyjnie "zapomniał" języka niemieckiego, nie pytał swoich marynarzy o poglądy. Nie pytała o nie także załoga pierwszego Wichra, niszczyciela, który bronił Helu do końca. Mieli banderę, rozkaz i morze i to wystarczało za całą politykę.

Osiemdziesiąt siedem lat później ich następcy pełnią służbę w nieporównanie lepszych warunkach, ale na dokładnie tych samych zasadach. Fregata, która w czwartek po raz pierwszy uniosła się na wodzie Zatoki Gdańskiej, będzie służyć Rzeczypospolitej co najmniej trzy dekady - przetrwa kilkanaście kampanii wyborczych i rządy, których składu nikt dziś nie odgadnie. Perspektywa munduru jest po prostu dłuższa niż perspektywa jakiejkolwiek kadencji i to ona powinna wyznaczać sposób, w jaki o wojsku mówimy.

Czołem, marynarze

Gdy paradne szyki wróciły już na kotwicowiska i do baz, zostaje to, co najważniejsze: wdzięczność. Żołnierzom, marynarzom, pilotom i ratownikom oraz ich rodzinom, które służą razem z nimi, choć nie noszą munduru, należy się po tym tygodniu proste dziękuję. Bez przypisów, bez gwiazdek, bez kontekstów.

Bo wojsko, które służy Rzeczypospolitej, służy każdemu, kto się na nią składa. I dokładnie tak powinno zostać.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz