List o katastrofie na Łebsku, spór o połowy i CBA. Słowiński Park Narodowy ma najtrudniejszą jesień od lat

Słowiński Park Narodowy, jeden z dwóch nadmorskich parków narodowych w Polsce i rezerwat biosfery UNESCO, w ciągu pół roku stał się bohaterem czterech osobnych spraw: kontroli ministerstwa, sporu o połowy na jeziorze Łebsko, zatrzymania pracownika przez CBA i listu otwartego o stanie wody w największym jeziorze parku. Każda z nich ma innych bohaterów i inną wagę. Razem dają obraz instytucji, której działania w sprawie jeziora od miesięcy kwestionuje lokalny aktywista, a której pracownika śledczy oskarżają o próbę przekupienia własnego dyrektora.

ekologia ochrona środowiska pomorze wiadomości

02 października 2026   |   07:38   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Tomasz Pietrzak

fot. Tomasz Pietrzak

Pod koniec września Tomasz Pietrzak, społecznik z okolic Łeby, wysłał do radnych wojewódzkich, powiatowych i gminnych oraz wójtów i burmistrzów list otwarty, w którym nazwał ochronę Łebska „farsą" i ostrzegł przed „nieodwracalną katastrofą ekologiczną". Powołuje się na raport końcowy z 2024 roku zatytułowany „Koncepcja projektu ochrony i rekultywacji jeziora Łebsko", z którego, jak twierdzi, wynika, że jezioro jest w fazie skrajnej hipertrofii, a w wodzie masowo występują bakterie kałowe i toksyczne sinice. Dyrektorowi parku Łukaszowi Ciżmowskiemu zarzuca bierność i tłumaczenie problemu „naturalną populacją leszcza", a Ministerstwu Klimatu i Środowiska oraz funduszom ochrony środowiska milczenie. Prosi samorządowców o presję na dyrektora i resorty.

Raport, na który powołuje się autor listu, nie jest publicznie dostępny

Dokument o takim tytule nie figuruje w żadnym publicznym zasobie: ani na stronach parku, ani Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku, ani w bazach uczelni czy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Tomasz Pietrzak deklaruje w liście, że prześle pełne wyniki badań każdemu zainteresowanemu samorządowcowi i dziennikarzowi. Nie podaje, kto raport zamówił, kto go wykonał i czy zawiera wyniki własnych pomiarów z jeziora.

Tytuł wskazuje na opracowanie przedprojektowe, jakie zamawia się przed wystąpieniem o dofinansowanie rekultywacji. Nie wiadomo, czy to ten sam dokument, o którym w lipcu mówił dyrektor parku: Radio Gdańsk cytowało wtedy „ekspertyzę naukowców wykonaną dla Słowińskiego Parku Narodowego", z której miało wynikać, że lata odłowów zmieniły strukturę ichtiofauny jeziora. Jeśli tak, obie strony sporu czerpią z jednego źródła, tylko czytają w nim różne rozdziały.

Łebsko jest w złym stanie od co najmniej czterdziestu lat

Łebsko to trzecie co do wielkości jezioro w Polsce i największe przybrzeżne: 7142 hektary, czyli 22 procent powierzchni parku, średnia głębokość 1,6 metra, maksymalna 6,3. Zasila je Łeba, która wprowadza 11 metrów sześciennych wody na sekundę razem z biogenami zebranymi w rolniczej zlewni, a krótki odcinek ujściowy łączy jezioro z morzem, dając okresowe zasolenie. Od 1941 roku jezioro straciło 382 hektary przez osady rzeczne, nawiewanie piasku z ruchomych wydm i rozrost szuwarów.

Zły stan wody nie jest odkryciem z 2024 roku. Badania z lat 1985–1995 kwalifikowały Łebsko do III klasy czystości i III klasy podatności na degradację, czyli najgorszych wtedy kategorii, a bakteriologia Łeby poniżej jeziora w 2000 roku mieściła się również w III klasie. Dokumentacja planistyczna parku od lat opisuje wysoką eutrofizację, dużą mętność i ekspansję trzcinowisk kosztem roślinności zanurzonej. Nowe w liście Tomasza Pietrzaka mogą być konkretne wyniki badań bakteriologicznych i sinicowych oraz rekomendacja rekultywacji; samo słowo „hipertrofia" nowe nie jest.

Park odławia leszcza, bo tak wygląda ochrona czynna płytkiego jeziora

Argument o leszczu, który Tomasz Pietrzak wyśmiewa, ma oparcie w limnologii. W płytkich jeziorach zdominowanych przez ryby karpiowate leszcze i płocie buchtują osady denne i uwalniają z nich fosfor, napędzając zakwity. Odłowy regulujące karpiowatych są uznaną metodą biomanipulacji, stosowaną w rekultywacji jezior w całej Europie. Park prowadzi je od lat jako ochronę czynną, zapisaną w jego dokumentach planistycznych obok zarybień drapieżnikami i pozyskiwania tarlaków troci.

Mechanizm jest następujący. Park ogłasza przetarg na „wykonanie zadań ochronnych na jeziorze Łebsko i jeziorze Gardno polegających na regulacji składu gatunkowego ichtiofauny poprzez odłowy ryb". Wykonawca, obecnie spółka rybacka z Izbicy, odławia metodami tradycyjnymi głównie ryby karpiowate; drapieżniki, które trafiają do sieci, nie mogą stanowić więcej niż 15 procent odłowu. Sprzedaż ryb odbywa się po cenach minimalnych ustalonych przez park, który pobiera 20 procent wartości odłowionych i sprzedanych ryb. Regulamin wędkarski parku nie przewiduje limitu na leszcza i krąpia, podczas gdy szczupaka i sandacza wolno zabrać łącznie dwa dziennie. Park sam traktuje więc leszcza jako gatunek nadmiarowy.

W lipcu aktywista protestował przeciw odłowom, we wrześniu przeciw ich uzasadnieniu

To właśnie ten mechanizm Tomasz Pietrzak zaatakował w lipcu, gdy ujawnił, że w jednym sezonie spółka za odłów 60 ton ryb zapłaciła parkowi niecałe 17 tysięcy złotych, podczas gdy wędkarze wpłacają rocznie około 180 tysięcy. Oszacował tegoroczne odłowy na 170 ton i mówił o parku traktowanym „jak prywatny folwark". Mieszkańcy Smołdzina i wędkarze domagali się kontroli.

Dyrektor odpowiadał, że rybacy „byli tu od zawsze" i prowadzą połowy dla zachowania równowagi między drapieżnikami a rybami spokojnego żeru, zasady są konsultowane z radą naukową, a w tym roku na dwa jeziora wpłynęły trzy oferty. Park dodawał, że nic złego się nie dzieje.

Między lipcowym a wrześniowym wystąpieniem aktywisty jest napięcie, którego list nie rozwiązuje. Jeśli jezioro dławi się biogenami, odłów karpiowatych jest jednym z nielicznych narzędzi, które park ma w ręku, i argument o leszczu jest wtedy argumentem o rekultywacji, nie wymówką. Jeśli odłowy są rabunkowe i zbyt tanie, zarzut dotyczy umowy i ceny, nie bierności. Obu tez naraz bronić się nie da, a Tomasz Pietrzak nie wyjaśnia, którą stawia.

Minister zmienił zadania ochronne parku, ale o rekultywacji w nich nie ma

W grudniu 2024 roku minister klimatu i środowiska zmienił zarządzeniem zadania ochronne dla Słowińskiego Parku Narodowego. Dokument przewiduje między innymi połów tarlaków troci wędrownej do 800 kilogramów i łososia do 100 kilogramów w Łebsku na potrzeby restytucji w Łebie i Łupawie, zachowanie miejsc wolnych od narzędzi połowowych na Gardnie, działania na rzecz odtworzenia tras migracji oraz zagospodarowanie miejsc do wodowania łodzi w Żarnowskiej i Izbicy. Słowa „rekultywacja" w zarządzeniu nie ma.

To jest punkt, w którym zarzut z listu ma najwięcej sensu: jeśli w 2024 roku powstała koncepcja rekultywacji, a w grudniowym zarządzeniu nie ma po niej śladu, pytanie, dlaczego, jest uzasadnione. Kierować je trzeba jednak do ministerstwa, które zarządzenie wydało, a nie tylko do dyrektora parku. Osobne pytanie dotyczy funduszu w Gdańsku: czy park kiedykolwiek wystąpił o środki na rekultywację Łebska.

Dyrektor był celem łapówki, nie podejrzanym

Trzeci wątek jest najpoważniejszy prawnie, ale dotyczy innych osób. 22 września funkcjonariusze gdańskiej delegatury CBA zatrzymali pracownika Służby Parku Narodowego. Według śledztwa Prokuratury Okręgowej w Słupsku miał on obiecać dyrektorowi parku korzyść majątkową w postaci prawa własności dwóch działek budowlanych w zamian za naruszenie przepisów o zagospodarowaniu przestrzennym i korzystne dla siebie zmiany warunków zabudowy. Drugi wątek dotyczy przydzielonego mu lokalu służbowego, który bez wiedzy i zgody dyrektora miał wielokrotnie udostępniać osobom trzecim jako miejsce noclegowe i pobierać za to opłaty. Prokurator przedstawił mu zarzuty korupcji, przywłaszczenia, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, działania na szkodę interesu publicznego oraz nielegalnego posiadania broni palnej. Podejrzany jest pod dozorem policji i został zawieszony w czynnościach służbowych; grozi mu do 10 lat więzienia.

W tej sprawie dyrektor Łukasz Ciżmowski jest osobą, którą próbowano przekupić, a nie podejrzanym; CBA nie stawia mu żadnych zarzutów. Biuro podkreśla, że to trzecia realizacja w prowadzonym postępowaniu i planowane są kolejne czynności, co oznacza, że śledztwo jest szersze niż jeden pracownik.

Kontrola ministerstwa wytknęła dyrekcji błędy przy nadzorze nad bronią

Czwarty wątek dotyczy już samej dyrekcji. Ministerstwo Klimatu i Środowiska skontrolowało w parku nadzór nad magazynem broni oraz przydzielanie broni, amunicji i środków przymusu bezpośredniego pracownikom Straży Parku. W sprawozdaniu z 1 kwietnia, adresowanym do dyrektora, kontrolerzy stwierdzili, że jeden z funkcjonariuszy przechowywał broń w mieszkaniu w sposób ciągły przez około cztery i pół miesiąca, że dyrektor nie powołał wymaganej rozporządzeniem komisji z udziałem przedstawiciela komendanta wojewódzkiego policji do oceny magazynu broni i dokonał tej oceny osobiście, oraz że wydał byłemu komendantowi Straży Parku polecenie bez podstawy prawnej. Dyrektor wyjaśniał, że były komendant nie zgłaszał nieprawidłowości w ewidencji.

Związku między kontrolą a zarzutem nielegalnej broni wobec zatrzymanego pracownika nikt oficjalnie nie potwierdził.

Park, którego nie da się powtórzyć

Słowiński Park Narodowy to nie jest jeden z dwudziestu trzech parków w kraju, tylko miejsce, którego nie ma nigdzie indziej w Europie: 32 kilometry naturalnego brzegu morskiego, ruchome wydmy przesuwające się nawet o 10 metrów rocznie, dwa największe jeziora przybrzeżne w Polsce, torfowiska, w których przetrwała kultura Słowińców, i ostoja ptaków na szlaku ich wędrówek. UNESCO uznało go za rezerwat biosfery w 1977 roku, konwencja ramsarska chroni jego mokradła, a Łeba i Rowy żyją z tego, że co roku przyjeżdżają tu setki tysięcy ludzi zobaczyć wydmy i jeziora. Łebsko jest sercem tego układu: od jego wody zależy, co dzieje się w trzcinowiskach, na łąkach i w ujściu Łeby.

Dlatego sprawy opisane powyżej nie są czterema osobnymi aferami, tylko jednym pytaniem o to, czy park jest pilnowany tak, jak na to zasługuje. Pilnowany przez dyrekcję, która ma go chronić i odpowiada za każdą decyzję o jeziorze; przez ministerstwo, które go nadzoruje i wydaje zadania ochronne; przez naukowców, których ekspertyzy powinny być publiczne, a nie krążyć w prywatnych mailach; i przez mieszkańców, wędkarzy i aktywistów, których głos jest potrzebny, nawet gdy bywa niesprawiedliwy. Park narodowy to najwyższa forma ochrony przyrody w Polsce. Ta forma ma sens tylko wtedy, gdy wiadomo, kto, co i dlaczego robi w jego granicach, a każdy, kto chce to sprawdzić, może to zrobić.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

~Anna B.

Podstawowe pytanie to czy pan Pietrzak, który nie jest ani biologiem, hydrobiologiem w ogóle rozumie co czyta? Raport naukowy był zlecony przez Park czyli Park był świadomy problemu i potrzebował szczegółowych badań. Pan Pietrzak od dekad hejtuje SPN. Dyrektor zwolnił Komendanta Straży Parku za nieprawidłowości z bronią. Ciekawe że te afery wybuchly po zwolnieniu niesubordynowanych pracowników. A co jeśli te afery to zemsta pracownika, który został złapany przez CBA?

04 października 2026
17:04

(3) (0)