Jedna osoba, cała załoga i noc nad wodą. O kosztach powtarzalnej brawury

W Ustce, późnym wieczorem 30 lipca, mężczyzna po zmroku odmawiał wyjścia z wody. Wchodził na ostrogi brzegowe i oddalał się od brzegu. Sprawę zgłosiła zaniepokojona kobieta, która zauważyła go z brzegu. Z wody wyciągnęli go ratownicy Brzegowej Stacji Ratowniczej w Ustce oraz policjanci. Wcześniej doszło do wymiany zdań. Według relacji mieszkańców podobne sytuacje z udziałem tej samej osoby powtarzają się co roku.

bezpieczeństwo policja pomorze ratownictwo morskie wiadomości wopr

31 lipca 2026   |   00:58   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Mariusz Jasłowski

fot. Mariusz Jasłowski

Nocna woda to inna woda

Ta sama plaża po zmroku przestaje być tym samym miejscem. Znika widoczność, znika kontrola nad tym, gdzie znajduje się człowiek w wodzie, a każda minuta poszukiwań kosztuje więcej niż w dzień. Ostrogi brzegowe, po których poruszał się mężczyzna, są konstrukcjami śliskimi, obrośniętymi i nierównymi, z rozmytym dnem i prądem po obu stronach. To nie jest kładka. Upadek z ostrogi o zmierzchu to scenariusz, w którym poszkodowany może nie wypłynąć w miejscu, w którym zniknął.

Dlatego interwencja wobec jednej osoby, która nie chce wyjść z wody, nie jest interwencją wobec jednej osoby. To zaangażowana załoga, sprzęt i czas, w których ci sami ludzie nie są dostępni dla nikogo innego na odcinku brzegu. Jeżeli w tym samym momencie zdarzy się realne tonięcie, rachunek za czyjeś widowisko zapłaci ktoś zupełnie postronny.

Spór z ratownikiem to nie prywatna sprawa

Osobną kwestią jest to, co dzieje się po dotarciu służb. Kłótnia z ratownikiem na brzegu nie jest wymianą poglądów między dwiema stronami o równych racjach. Ratownik działa w warunkach, w których liczy się tempo i jednoznaczność, a każda minuta przepychanki to minuta, w której nie może zrobić nic innego. Skutkiem takiego zachowania jest wydłużenie interwencji i podniesienie ryzyka dla wszystkich uczestników, łącznie z tym, kto się awanturuje.

Powtarzalność jest tu najważniejsza

Jednorazowa brawura to incydent. Zachowanie, które według mieszkańców powtarza się co sezon, to już problem systemowy, i tak powinno być traktowane. Za każdym powtórzeniem stoją te same koszty: zaangażowane siły, zużyty czas, zmęczenie ludzi, którzy w szczycie sezonu mają na głowie kilkadziesiąt zdarzeń tygodniowo.

Ustka nie potrzebuje przy tym teorii. Tego samego dnia, na niestrzeżonym kąpielisku w tym samym mieście, 78-letni mężczyzna stracił przytomność, a akcja reanimacyjna trwała ponad godzinę i zakończyła się transportem śmigłowcem LPR do Koszalina. To jest realny ciężar sezonu i realna stawka, o którą chodzi, kiedy ktoś dla własnej satysfakcji ściąga na siebie ratowników po zmroku.

Warto przy tym oddzielić dwie rzeczy. Ocena samego zachowania jest jednoznaczna i nie ma tu miejsca na pobłażanie. Ale pytanie o to, dlaczego ta sama osoba wraca do wody co roku i po zmroku, jest pytaniem otwartym, na które komentarz prasowy nie odpowie. Jeżeli powodem jest lekceważenie zagrożenia, mamy do czynienia z brawurą. Jeżeli powodem jest coś innego, sama krytyka niczego nie rozwiąże, a rozwiązania trzeba szukać po stronie gminy i służb, które dysponują narzędziami dalej idącymi niż perswazja na plaży.

Bez względu na to, który wariant jest prawdziwy, jedno pozostaje niezmienne. Każda taka noc kończy się dobrze wyłącznie dlatego, że po drugiej stronie ktoś przyjechał, wszedł do wody i zrobił swoje.

Warto na koniec odnotować rzecz, która w tym zdarzeniu zadziałała wzorowo. Sygnał do służb poszedł od zwykłej osoby na brzegu, kobiety, która zauważyła mężczyznę w wodzie po zmroku i uznała, że to nie jej sprawa tylko pozornie. Nie musiała mieć pewności, że dzieje się coś złego, i właśnie dlatego zadzwoniła. To jest dokładnie ten odruch, o który chodzi nad wodą przez cały sezon.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz