Grenlandia pod amerykańskim parasolem. Umowa bez daty końcowej i faktyczne weto wobec Chin i Rosji

Stany Zjednoczone, Dania i Grenlandia podpisały 22 września w Nowym Jorku porozumienie o bezpieczeństwie w Arktyce i na Atlantyku Północnym. Dokument podpisali prezydent Donald Trump, premier Danii Mette Frederiksen i premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Umowa otwiera drogę do rozbudowy amerykańskiej obecności wojskowej na wyspie i blokuje wejście na nią państwom uznawanym przez Waszyngton za przeciwników.

bezpieczeństwo biznes na świecie polityka wiadomości

24 września 2026   |   17:04   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. White House

fot. White House

Formalnie nie jest to nowy traktat, lecz zmiana i uzupełnienie porozumienia obronnego z 27 kwietnia 1951 roku, zawartego na podstawie traktatu waszyngtońskiego. Praktycznie jest to najpoważniejsza zmiana w układzie sił na północnym Atlantyku od dekad.

Co dostaje Waszyngton

Umowa daje Stanom Zjednoczonym prawa do stałego bazowania i rozbudowy infrastruktury obronnej na Grenlandii. Amerykanie mają modernizować i rozszerzać działalność w bazie kosmicznej Pituffik na północnym zachodzie wyspy, a prezydent Trump zapowiedział budowę dwóch dużych baz wojskowych, wskazując między innymi Narsarsuaq na południu.

Drugi filar porozumienia dotyczy nie wojska, lecz dostępu. Dokument blokuje państwom będącym przeciwnikami Stanów Zjednoczonych zakładanie baz, utrzymywanie obecności wojskowej i realizowanie wrażliwych inwestycji bez zgody Waszyngtonu, a inwestorzy spoza NATO i Unii Europejskiej są wykluczeni z sektorów uznanych za wrażliwe. W praktyce oznacza to amerykańskie weto wobec obecności Chin i Rosji na wyspie.

Umowa nie ma daty końcowej. Obowiązuje również wtedy, gdyby Grenlandia zdecydowała się na niepodległość. W takim przypadku wyspa pozostałaby w NATO i przejęła zobowiązania Danii wynikające z porozumienia.

Co zostaje Kopenhadze i Nuuk

Tekst uznaje suwerenność i integralność terytorialną Królestwa Danii oraz prawo Grenlandczyków do samostanowienia. Koncesje wydobywcze na wyspie pozostają w gestii władz Grenlandii, co jest istotne wobec zainteresowania jej złożami surowców krytycznych.

Premier Grenlandii podkreślał po podpisaniu, że porozumienie uznaje Grenlandczyków za naród mający prawo do samostanowienia i jednocześnie za część wspólnego bezpieczeństwa w Arktyce. Dania akcentuje wątek sojuszniczy: jej zdaniem umowa osadza bezpieczeństwo Arktyki w NATO, a nie pozostawia go wyłącznie relacji Waszyngton–Kopenhaga, i wspiera silniejsze zaangażowanie Sojuszu w planowanie, obecność, ćwiczenia i wspólne rozpoznanie w regionie.

Amerykańska narracja brzmi inaczej. Prezydent Trump mówił o trwałej kontroli nad bezpieczeństwem wyspy, a Biały Dom przedstawił umowę jako gwarancję stałych praw do bazowania bez kosztów dla amerykańskiego podatnika. Ta różnica w języku jest jedną z rzeczy, które trzeba będzie obserwować przy wdrażaniu porozumienia.

Dlaczego akurat Grenlandia

Po 1945 roku Amerykanie utrzymywali na wyspie kilkanaście instalacji i tysiące żołnierzy. Dziś jest to około dwustu ludzi w Pituffik, bazie obsługującej wczesne ostrzeganie rakietowe, obronę przeciwrakietową i nadzór przestrzeni kosmicznej na rzecz Stanów Zjednoczonych i NATO. Umowa odwraca ten trend.

Powód jest geograficzny. Grenlandia leży na najkrótszej trasie między Ameryką Północną a Rosją, a jednocześnie zamyka od zachodu tak zwaną lukę GIUK, czyli przejście między Grenlandią, Islandią i Wielką Brytanią, przez które rosyjskie okręty podwodne wychodzą z Morza Barentsa na Atlantyk. Kto kontroluje północno-zachodni Atlantyk, ten wpływa na warunki działania floty rosyjskiej na całym oceanie.

Do tego dochodzi żegluga. Około dwóch trzecich terytorium wyspy leży za kołem podbiegunowym, a topnienie lodu morskiego otwiera kolejne szlaki żeglugowe na północy. Arktyka przestaje być wyłącznie teatrem wojskowym i staje się obszarem gospodarczym, z ruchem statków, rybołówstwem i wydobyciem surowców.

Co to znaczy dla Bałtyku

Umowa o Grenlandii i sytuacja na Bałtyku to dwa końce tej samej osi. Po rozszerzeniu NATO o Finlandię i Szwecję Morze Bałtyckie stało się akwenem otoczonym przez państwa Sojuszu, a Atlantyk Północny wraz z Arktyką jest drogą, którą na ten akwen docierają wsparcie i siły sojusznicze z Ameryki Północnej.

Dla Polski, państwa flanki wschodniej z całą logistyką sojuszniczą opartą o porty Trójmiasta i Świnoujścia, warunki panujące na północnym Atlantyku są bezpośrednio związane z bezpieczeństwem dostaw. Wzmocnienie amerykańskiej obecności na Grenlandii skraca czas reakcji na tej trasie i utrudnia rywalom budowanie na niej własnych przyczółków.

Jest też wątek, który dotyczy nas bardziej bezpośrednio. Zapis wykluczający inwestorów spoza NATO i Unii Europejskiej z sektorów wrażliwych to ten sam mechanizm, o którym coraz częściej mówi się przy portach, terminalach i infrastrukturze podmorskiej w Europie. Grenlandia jest pierwszym tak wyraźnym przypadkiem wpisania go do umowy międzypaństwowej.

Koniec dwuletniego sporu

Porozumienie zamyka konflikt, który ciągnął się od stycznia 2025 roku, gdy Donald Trump zaczął mówić o przejęciu Grenlandii przez Stany Zjednoczone, nie wykluczając użycia siły. Jego wypowiedzi wywołały protesty w Nuuk i Kopenhadze oraz napięcie w całej Europie, a w 2026 roku sojusznicy zorganizowali na wyspie ćwiczenia z udziałem kilkunastu państw.

Umowa nie rozstrzyga wszystkiego. Nie znamy jeszcze harmonogramu budowy zapowiadanych baz ani tego, jak w praktyce będzie działać mechanizm zgody na inwestycje zagraniczne. Rozstrzyga jednak rzecz najważniejszą z perspektywy europejskiej: przyszłość Grenlandii ma być regulowana umową w ramach NATO, a nie zmianą przynależności państwowej wyspy.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz