Gdyńska firma dostarczy mózg tarczy antydronowej. Państwo chce ją chronić przed przejęciem
Program SAN, czyli budowa największego systemu antydronowego w Europie, opiera się na dwóch elementach dostarczanych przez firmę z Gdyni. Advanced Protection Systems odpowiada w nim za warstwę detekcji, opartą na własnych radarach, oraz za system dowodzenia i kierowania SAN View, który spina dane ze wszystkich sensorów w jeden obraz sytuacji.
bezpieczeństwo biznes drony inwestycje pomorze pomorze zachodnie sprzęt i technologie wiadomości wojsko25 września 2026 | 07:16 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. Advanced Protection System
Równolegle Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowało projekt rozporządzenia, które obejmie APS ochroną przewidzianą w ustawie o kontroli niektórych inwestycji. To ten sam mechanizm, który chroni przed niekontrolowanym przejęciem spółki o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa państwa.
Oba fakty razem opisują zjawisko, o którym w polskiej debacie o przemyśle obronnym mówi się rzadko. Kluczowym dostawcą w programie wartym miliardy euro nie jest tym razem spółka Skarbu Państwa ani koncern z zagranicy, tylko prywatna firma technologiczna z Pomorza.
Osiemnaście baterii i 186 kilometrów granicy
Umowa na dostawę modułów bateryjnych systemów przeciwlotniczych zdolnych zwalczać bezzałogowce została podpisana w styczniu tego roku przez Agencję Uzbrojenia z konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej i norweskiego Kongsberg Defence & Aerospace. Finansowanie pochodzi z unijnego instrumentu SAFE.
Wartość kontraktu podawana jest w dwóch ujęciach: około 15 mld zł netto w komunikatach z podpisania oraz 3,6 mld euro w materiałach APS. Program obejmuje 18 baterii systemu SAN, a inteligentnym nadzorem ma zostać objęty odcinek granicy o długości 186 kilometrów. Trzy pierwsze plutony ogniowe pierwszej baterii mają trafić do Sił Zbrojnych do końca 2026 roku.
SAN jest wpisany w Tarczę Wschód i opisywany jako zabezpieczenie granicy nie tylko Polski, ale i całej Unii Europejskiej. To wielowarstwowa struktura: wykrycie, identyfikacja i neutralizacja bezzałogowców, z wykorzystaniem zarówno środków kinetycznych, jak i niekinetycznych.
Co dokładnie robi firma z Gdyni
Pierwszy komponent to detekcja. APS dostarcza w pełni cyfrowe radary 3D pracujące w technologii FMCW, z rodzin FIELDctrl Ultra i FIELDctrl Follow, przeznaczone do wykrywania i klasyfikowania celów klasy LSS, czyli małych, wolnych i nisko lecących. To najtrudniejsza kategoria obiektów w obronie powietrznej, bo mikrodron ma znikomą sygnaturę radiolokacyjną, porusza się wolno i potrafi zawisnąć, a klasyczny radar łatwo pomyli go z ptakiem albo odrzuci jako zakłócenie.
Drugi komponent to warstwa decyzyjna. SAN View, zbudowany na autorskiej platformie CyView i zaadaptowany do wymagań ochrony granicy, agreguje dane z radarów, kamer termowizyjnych i sensorów akustycznych, budując wspólny obraz sytuacji. Algorytmy klasyfikują obiekty i odróżniają ptaki od dronów, żeby odciążyć operatora, a system zarządza użyciem efektorów.
Ten drugi element jest w całym programie ważniejszy, niż się wydaje. W obronie przeciwdronowej rzadko brakuje sensorów albo środków rażenia. Brakuje warstwy, która połączy je w jedną całość, zredukuje fałszywe alarmy i pozwoli operatorowi podjąć decyzję w czasie liczonym w sekundach.
Transbit, czyli trzeci polski element w rdzeniu systemu
Radar, który wykrył cel, i system, który ma podjąć decyzję, muszą się porozumieć w ułamku sekundy, często w odległości kilkudziesięciu kilometrów od siebie i pod celowym zakłócaniem. Za tę warstwę odpowiada w programie SAN Transbit, warszawska spółka z wyłącznie polskim kapitałem, która zgodnie z komunikatem KPRM znalazła się na liście polskich dostawców programu jako odpowiedzialna za środki łączności.
To firma z blisko czterdziestoletnim stażem na rynku zbrojeniowym i zespołem około 160 osób, specjalizująca się w wojskowych systemach teleinformatycznych i urządzeniach łączności radiowej. Jej radiolinie cyfrowe rodziny R-450A są od ponad dwudziestu lat podstawowym środkiem łączności radioliniowej w Siłach Zbrojnych RP; wojsko eksploatuje ich ponad 1100, w tym na 50 stacjonarnych węzłach teleinformatycznych. Transbit produkuje też programowalne radiostacje szerokopasmowe R-450C klasy SDR, tworzące samoorganizujące się sieci IP dla użytkowników mobilnych, montowane między innymi na Rosomakach i Krabach, a wspólnie z Wojskowymi Zakładami Łączności nr 1 w Zegrzu buduje ruchome węzły łączności cyfrowej RWŁC-10T. Firma rozwija również radiolinię R-460, opracowaną z myślą o programie Wisła.
W systemie złożonym z 18 baterii, 18 plutonów dowodzenia i 52 plutonów ogniowych, rozmieszczonych wzdłuż 186 kilometrów granicy, łączność jest warunkiem działania, a nie dodatkiem. Obraz sytuacji z radarów FIELDctrl trafia do SAN View, a stamtąd decyzja o użyciu efektora wraca do plutonu ogniowego. Każde z tych połączeń musi być odporne na zakłócenia, szyfrowane i zdolne do pracy bez infrastruktury stacjonarnej, bo bateria ma być mobilna. To dokładnie ten rodzaj sieci, które Transbit buduje dla wojska od lat.
Detekcję, decyzję i łączność, czyli trzy elementy, bez których system nie działa, dostarczają więc firmy krajowe, a platformę i efektory konsorcjum PGZ i Kongsberga.
System podwójnego użytku
W materiałach APS pojawia się zdanie, które przesuwa cały program poza obszar czysto wojskowy. SAN View ma być fundamentem informacyjnym dla funkcjonariuszy Straży Granicznej i pozwalać im na podejmowanie decyzji w czasie rzeczywistym.
To oznacza, że obraz sytuacji powietrznej z pogranicza ma trafiać nie tylko do wojska, ale też do służby, która odpowiada za ochronę granicy na co dzień, także w okresie poniżej progu wojny. Taki model odpowiada temu, co dzieje się dziś na wschodniej flance, gdzie incydenty z dronami mieszają się z presją migracyjną, przemytem i działaniami hybrydowymi.
Dla Pomorza jest tu dodatkowy wniosek. Ta sama architektura, sensory plus warstwa decyzyjna, jest potrzebna do ochrony portów, terminali paliwowych, infrastruktury energetycznej i baz morskich. Technologia budowana dziś dla granicy wschodniej jest wprost przenaszalna na wybrzeże.
Firma, która wyrosła poza układem państwowym
Advanced Protection Systems powstał jako projekt rozwoju technologii radarowej rozpoczęty w 2015 roku, a założycielami są Maciej Klemm i Radosław Piesiewicz. Spółka ma siedzibę w Gdyni przy placu Kaszubskim i biuro przy ulicy Kadłubowców, a drugie biuro w Warszawie. Zatrudnia blisko dwustu specjalistów, w tym naukowców, programistów i inżynierów, a całą technologię, od radarów po oprogramowanie, rozwija samodzielnie.
Jej system SKYctrl, oparty na radarach FIELDctrl 3D MIMO, jest używany przez Siły Zbrojne RP i Siły Zbrojne Ukrainy oraz przez operatorów infrastruktury krytycznej, w tym gdański Naftoport. Wcześniej resort obrony kupił kilkanaście systemów SKYctrl za około 150 mln zł. Firma rozwija również moduły mikrofalowe dużej mocy, czyli HPM, służące do uszkadzania elektroniki dronów impulsem elektromagnetycznym.
W 2023 roku znaczący pakiet mniejszościowy objął fundusz Enterprise Investors. To ważny element całej układanki, bo pokazuje, że kapitał prywatny wszedł w spółkę, zanim stała się ona kluczowym podwykonawcą programu rządowego.
Sto milionów złotych i nowa hala
W ślad za kontraktem idą inwestycje. APS zapowiedział wydatki rzędu 100 mln zł w ramach projektu Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia, obejmujące budowę nowej hali produkcyjnej i zatrudnienie kolejnych kilkudziesięciu specjalistów. Celem jest zwiększenie mocy produkcyjnych i rozwój zespołów projektowych pod zamówienia wynikające z programu SAN.
To rzadki przypadek, w którym duży kontrakt zbrojeniowy przekłada się bezpośrednio na inwestycję przemysłową na Pomorzu, a nie wyłącznie na dostawy z zagranicy.
Dlaczego państwo chce chronić prywatną spółkę
W sierpniu tego roku Ministerstwo Obrony Narodowej wpisało do wykazu prac rządu projekt rozporządzenia Rady Ministrów, który obejmie Advanced Protection Systems oraz Hutę Częstochowa ochroną z ustawy z 24 lipca 2015 roku o kontroli niektórych inwestycji. Jako uzasadnienie wskazano chronioną działalność tych spółek, związaną między innymi z wytwarzaniem broni i technologiami o przeznaczeniu wojskowym.
Mechanizm jest prosty. Nabycie znaczącego pakietu udziałów albo przejęcie kontroli nad spółką z listy wymaga zgłoszenia i zgody organu kontroli, a transakcja przeprowadzona bez niej jest nieważna. To narzędzie wymierzone w przejęcia przez kapitał spoza NATO i Unii Europejskiej oraz w sytuacje, w których kluczowa technologia mogłaby wyjść z kraju razem ze spółką.
Warto jednak zaznaczyć, że dostępne informacje dotyczą etapu projektu rozporządzenia. Przed powołaniem się na ten fakt w dokumentach warto sprawdzić, czy zostało ono już przyjęte i opublikowane.
Państwowa platforma, prywatny mózg
Układ jest nietypowy i właśnie dlatego wart uwagi. Platformę i moduły bateryjne dostarcza konsorcjum państwowej PGZ i norweskiego Kongsberga, a serce systemu, czyli detekcję trudnych celów i warstwę dowodzenia, dowozi prywatna firma z Gdyni zatrudniająca dwieście osób.
Dla dyskusji o local content to mocny argument. Polski udział w programie nie sprowadza się do montażu ani do serwisu, tylko obejmuje oprogramowanie i sensory, czyli te elementy, w których powstaje największa wartość i które najtrudniej zastąpić.
Jednocześnie właśnie dlatego pojawia się potrzeba ochrony właścicielskiej. Firma, która dostarcza mózg systemu chroniącego 186 kilometrów granicy, staje się elementem architektury bezpieczeństwa państwa, niezależnie od tego, kto jest jej akcjonariuszem.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Setna akcja Kropelki Energii w Gdańsku. Od 2012 roku zebrano ponad 4,1 tys. litrów krwi
Fregata holuje statek gubernatora. Norwegia ćwiczy obronę totalną na Svalbardzie
Dwa dni, trzy statki, dwóch zabitych. Drony uderzają w statki handlowe u wybrzeży Rumunii i Bułgarii
Z niemieckiego U-Boota na szkockie klify. Ogień z portugalskiej fregaty. Tak NATO ćwiczy wsparcie z morza
138 dni w rękach piratów. Sward płynie dalej pod eskortą, u wybrzeży Somalii stoją jeszcze cztery porwane statki
USS Paul Ignatius zacumował w Sztokholmie. Amerykański niszczyciel w stolicy Szwecji trzeci raz w cztery lata
Bursztynowa Dywizja strzela do dronów w Ustce. Poligon nad morzem w miesiąc obsłużył marynarkę, wojsko i przemysł
Pięć brytyjskich min kilometr od terminalu LNG. Nurkowie minerzy zamykają plaże od Ahlbecku po Międzyzdroje
Ratownicy MSPiR SAR przekroczyli liczbę interwencji z całego 2025 roku, a do końca sezonu zostały trzy miesiące
Konwój wraca na Bałtyk. Ćwiczenie pokazało, jak trudno osłonić statki handlowe przed dronem nawodnym
REKLAMA
REKLAMA