Dwadzieścia jeden metrów szerokości, ściany na dziewięćdziesiąt w górę. Niszczyciel min w Kanale Korynckim

Hiszpański niszczyciel min Turia, służący w stałym zespole przeciwminowym NATO numer 2, przeszedł przez Kanał Koryncki, informuje sztab generalny hiszpańskich sił zbrojnych. Zespół operuje na Morzu Śródziemnym i, jak piszą Hiszpanie, utrzymuje wolność żeglugi w rejonach o znaczeniu strategicznym. Zdjęcie z przejścia mówi więcej niż komunikat: szary kadłub między dwiema pionowymi ścianami wapienia, z kilkoma metrami wody po każdej burcie. Niewiele okrętów wojennych w Europie może sobie pozwolić na tę drogę i warto wiedzieć, dlaczego.

logistyka marynarka wojenna na świecie nato wiadomości

02 października 2026   |   23:54   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Sztab Generalny Obrony Hiszpanii

fot. Sztab Generalny Obrony Hiszpanii

Rów, który skraca drogę o setki mil

Kanał Koryncki przecina Przesmyk Koryncki, wąski pas lądu łączący Peloponez z resztą Grecji. Ma 6,3 kilometra długości, co czyni go jednym z najkrótszych kanałów żeglugowych świata, i jest rowem wykopanym w litej skale, bez śluz, na poziomie morza. Szerokość na powierzchni wody to około 25 metrów, na dnie około 21, głębokość osiem metrów, a ściany wznoszą się miejscami na 90 metrów. Statek, który przez niego przepływa, patrzy w górę jak z dna wąwozu.

Dzięki kanałowi jednostka płynąca z Morza Jońskiego na Egejskie, na przykład z Włoch do Pireusu albo na Cyklady, nie musi okrążać Peloponezu. Oszczędność to kilkaset mil i od jednego do dwóch dni żeglugi, w zależności od prędkości. W epoce żagli było to ogromne skrócenie; dla dzisiejszego kontenerowca nie ma znaczenia, bo kontenerowiec przez kanał nie przejdzie.

Co się mieści, a co nie

Kanał jest zbyt wąski i zbyt płytki dla niemal całej współczesnej żeglugi handlowej. Przepływać mogą jednostki o szerokości do około 18 metrów i zanurzeniu do około siedmiu, przy czym ruch jest jednokierunkowy, konwojami, z pilotem i często z holownikiem na dziobie, bo w wąskim przekopie wiatr i prąd potrafią zepchnąć kadłub na skałę. Przejście trwa około godziny.

W praktyce korzystają z niego trzy grupy. Największa to jachty i małe statki wycieczkowe, dla których kanał jest jednocześnie skrótem i atrakcją; z Zatoki Korynckiej na Saronicką przepływają tysiące jachtów rocznie, w tym polskie, bo trasa z Adriatyku i Morza Jońskiego na Cyklady jest jednym z klasycznych szlaków czarterowych. Druga to niewielkie statki handlowe i promy obsługujące porty obu wybrzeży Grecji. Trzecia to okręty wojenne o małych rozmiarach: patrolowce, kutry i właśnie niszczyciele min, które mają kilkanaście metrów szerokości i kilka metrów zanurzenia. Dla zespołu przeciwminowego NATO płynącego z zachodniego Morza Śródziemnego na Egejskie kanał jest naturalną drogą, a przejście przez niego jest jednocześnie ćwiczeniem z manewrowania.

Rekord należy do statku wycieczkowego Braemar, który w 2019 roku przeszedł kanał z szerokością ponad 22 metrów, zostawiając po obu stronach po około metrze wody. Większe jednostki musiały zawrócić.

Od Nerona do węgierskiego inżyniera

Pomysł jest starszy niż sam kanał o dwa i pół tysiąca lat. Już w VI wieku przed naszą erą tyran Koryntu Periander rozważał przekop, ale zamiast tego zbudował diolkos, brukowaną drogę przez przesmyk, po której statki przeciągano na wózkach z jednej zatoki do drugiej; jej resztki widać do dziś obok zachodniego wejścia do kanału. Juliusz Cezar i Kaligula wracali do planu przekopu, a Neron w 67 roku naszej ery kazał zacząć kopać, osobiście symbolicznie wbijając pierwszą łopatę; prace przerwała jego śmierć. Przez następne osiemnaście wieków przesmyk pozostał lądem.

Współczesny kanał powstał w latach 1881–1893, po tym, jak Grecja uzyskała niepodległość i sukces Kanału Sueskiego dowiódł, że takie przedsięwzięcia są możliwe. Projekt wykonali węgierscy inżynierowie István Türr i Béla Gerster, pierwotna francuska spółka zbankrutowała, a budowę dokończyła spółka grecka. Kopano w wapieniu i miękkich marglach, co od początku było problemem, bo ściany osuwają się do dziś.

Kanał, który co kilka lat się zamyka

Osuwiska są największym zmartwieniem zarządcy, państwowej spółki AEDIK. Po serii obsunięć w 2021 roku kanał był zamknięty przez półtora roku, aż do połowy 2022, a prace zabezpieczające ścian trwały jeszcze długo potem; podobne, krótsze zamknięcia zdarzały się wcześniej. Każde zamknięcie oznacza, że jachty i małe statki muszą okrążać Peloponez, a region traci dochody z opłat za przejście, które liczone są od długości jednostki i dla jachtu wynoszą kilkaset euro, dla statku kilka tysięcy.

Nad kanałem przerzucono mosty drogowe i kolejowy, a przy obu wejściach działają mosty zanurzalne, które opuszczają się pod wodę, żeby przepuścić statek, i są jedną z atrakcji Istmii. Z mostu na środku kanału skaczą na bungee turyści, a z brzegu obserwują przejścia statków, bo z góry widać całą jednostkę jak na dłoni. To dlatego hiszpańskie zdjęcie z pokładu Turii, zrobione z poziomu wody, jest tak niezwykłe: pokazuje kanał od strony, której turysta nie zobaczy.

Dlaczego to ciekawe z Gdyni

Polskie okręty w tym kanale bywały rzadko, bo polskie siły morskie operują na Bałtyku, a na Morze Śródziemne wychodzą przede wszystkim w zespołach NATO. Polskie Kormorany, niszczyciele min o szerokości około 10 metrów i zanurzeniu poniżej trzech, zmieściłyby się w kanale z dużym zapasem, i gdyby kiedyś trafiły do południowego zespołu przeciwminowego, zamiast do północnego, w którym służą dziś, Kanał Koryncki byłby na ich drodze. Hiszpańska Turia, zbudowana na brytyjskiej licencji z kadłubem z tworzyw sztucznych, jest okrętem tej samej klasy, co polskie jednostki sprzed Kormorana, więc zdjęcie z kanału pokazuje, jak wyglądałby ORP Flaming albo ORP Czajka w tym samym miejscu.

Kanał Koryncki nie ma dziś znaczenia dla światowego handlu i nigdy go nie miał. Ma znaczenie dla tych, którzy się w nim mieszczą: żeglarzy, małych armatorów i marynarek, które potrafią wykorzystać skrót. Przez sto trzydzieści lat pozostaje dowodem, że najkrótsza droga nie zawsze jest najszersza.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz