Batavia schodzi na ląd. Holendrzy pokazują, co można zrobić ze statkiem, którego nie warto już trzymać na wodzie

Replika Batavii, 56-metrowego statku Kompanii Wschodnioindyjskiej z 1628 roku, kończy po 31 latach swoje pływanie. 19 września jednostka wróciła do stoczni Damen Shiprepair Amsterdam, tej samej, z której doku została zwodowana w 1995 roku, a 1 października ma zostać wyciągnięta na ląd w Museum Batavialand w Lelystad, gdzie będzie stała w stalowej kolebce.

biznes historia inwestycje na świecie przemysł stoczniowy wiadomości

01 października 2026   |   12:25   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Damen

fot. Damen

To operacja, którą warto obejrzeć z polskiego brzegu. Od tygodni trwa u nas spór o to, gdzie ma stanąć Dar Młodzieży, gdy zakończy służbę, i ile będzie kosztować jego utrzymanie jako muzeum. Holendrzy właśnie odpowiadają na to samo pytanie w praktyce.

Statek, który zbudowali młodzi ludzie

Replikę budował w latach 1985–1995 Willem Vos, stosując tradycyjne techniki i materiały. Projekt miał od początku wymiar społeczny: przy kadłubie uczyły się dziesiątki młodych ludzi, dla których była to szkoła dawnego ciesielstwa i szkutnictwa. 10 kwietnia 1995 roku Batavia została spuszczona na wodę z Doku 4 stoczni w Amsterdamie i odholowana do Lelystad, gdzie przez trzy dekady była główną atrakcją muzeum i żywym pomnikiem rzemiosła.

Drewniany kadłub nie starzeje się jednak tak jak stalowy. Po 31 latach w wodzie muzeum uznało, że jedynym sposobem na zachowanie statku dla kolejnych pokoleń jest wyjęcie go z wody.

Dziewięćdziesiąt ton stali pod kadłubem

Muzeum zleciło spółce Niron Staal, siostrzanej firmie stoczni Damen, budowę kolebki z 90 ton stali. Konstrukcja powstawała przez dwa miesiące na terenie stoczni, potem została wypiaskowana i pomalowana, a muzeum dołożyło drewniane podkłady, żeby kadłub miał miękkie oparcie.

Stocznia podniosła kolebkę na ponton transportowy i zatopiła go w Doku 4 o wymiarach 450 na 39 metrów. Zanurzenie doku, 8 metrów, decyduje o tym, że to jedno z niewielu miejsc w Holandii, gdzie taka operacja jest w ogóle możliwa, bo liczy się łączne zanurzenie pontonu i statku. Batavia zostanie wholowana do doku i ustawiona nad kolebką, dok zostanie osuszony, a statek powoli opadnie na swoje miejsce. Potem ponton z kadłubem znów wypłynie na powierzchnię i ruszy w ostatnią podróż do Lelystad.

Zanim do tego dojdzie, wolontariusze muzeum przez kilka dni wyniosą ze statku ołowiane balasty po 20 kilogramów, potrzebne dotąd do stabilizacji na wodzie. W Lelystad jednostkę wyciągną na ląd samojezdne platformy SPMT.

Ta sama stocznia, inne pokolenie

Dla Damen Shiprepair Amsterdam to zamknięcie koła. Menedżer handlowy stoczni Paul van de Craats wspomina, że gdy zaczynał pracę w 2000 roku, słuchał opowieści kolegów o wodowaniu Batavii, a jako student budowy okrętów w latach dziewięćdziesiątych śledził jej powstawanie. Część tych pracowników bierze udział w obecnej operacji.

Stocznia łączy ten projekt z własnymi programami kształcenia młodych ludzi do pracy w remontach statków. W komunikacie pada argument, który w Polsce rzadko wybrzmiewa: zachowanie dziedzictwa morskiego i zachowanie zawodów stoczniowych to jedno i to samo zadanie.

Co z tego wynika dla Daru Młodzieży

Historia Batavii pokazuje trzy rzeczy, których brakuje w polskiej dyskusji.

Po pierwsze, decyzja o wyjęciu statku z wody jest decyzją o kosztach. Kadłub na wodzie wymaga dokowań, konserwacji podwodnej, obsady i nadzoru. Kadłub na lądzie wymaga jednorazowej, drogiej operacji i kolebki, a potem przede wszystkim dachu albo dobrej impregnacji. W Gdyni mówi się o 25 do 50 milionach złotych na adaptację i 2,5 do 4 milionów rocznie na utrzymanie, ale nikt nie policzył wariantu lądowego.

Po drugie, taka operacja wymaga infrastruktury. Dok o długości 450 metrów i zanurzeniu 8 metrów, ponton, spółka stalowa pod ręką. W Polsce największe doki są w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie, i pytanie, który z nich byłby w stanie przyjąć 112-metrowy żaglowiec na pontonie, jest konkretne, a nie retoryczne.

Po trzecie, Holendrzy nie postawili sprawy jako sporu między miastami. Stocznia, spółka stalowa, muzeum i wolontariusze pracują nad jednym projektem, a każdy ma w nim swoją rolę. U nas dyskusja zaczęła się od pytania, kto ma statek dostać, zamiast od pytania, co z nim zrobić.

Batavia nie jest wzorem do skopiowania, bo Dar Młodzieży jest stalowy i może pływać jeszcze długo. Jest natomiast przykładem, że decyzja o przyszłości historycznego statku zaczyna się od techniki i pieniędzy, a kończy na adresie.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz