Bałtyk pokonany wpław. Bartłomiej Kubkowski jako pierwszy człowiek przepłynął morze ze Szwecji do Polski
W niedzielę 2 sierpnia około godziny 20:00 na plażę w Dziwnowie wyszedł człowiek, który przez blisko 55 godzin nie dotknął lądu ani burty. Bartłomiej "Foka" Kubkowski pokonał wpław około 160 kilometrów dzielących szwedzką Kåsebergę od polskiego wybrzeża i został pierwszą osobą w historii, która przepłynęła Morze Bałtyckie. Była to jego piąta próba i, jak zapowiadał przed startem, ostatnia.
lifestyle morski na świecie pomorze zachodnie pływanie turystyka morska i rekreacja wiadomości03 sierpnia 2026 | 00:24 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. Przemysław Zawalich / na zdjęciu Bartłomiej - Foka - Kubkowski
Piąte podejście, zapowiedziane jako ostatnie
Kubkowski mierzy się z tą trasą od 2022 roku. Pierwsza próba, podjęta w sierpniu tamtego roku, zakończyła się po 110 kilometrach. W kolejnych latach dystans rósł, a scenariusz się powtarzał: morze przerywało płynięcie wtedy, gdy cel był już w zasięgu.
Najboleśniejsza była czwarta próba, w 2025 roku. Kubkowski spędził w wodzie 53 godziny i pokonał 159 kilometrów, po czym ekipa asekuracyjna wyciągnęła go z morza 11 kilometrów przed brzegiem, ze względu na pogarszający się stan zawodnika. Podsumował to wtedy krótko: Bałtyk 4:0.
Piątą próbę ogłosił w marcu 2026 roku i nazwał ją "Last Dance". Tłumaczył, że po czwartym podejściu zapowiedział, że nigdy więcej, ale nie potrafił zasnąć z myślą, że odpuszcza. Wcześniej próbował też płynąć w odwrotną stronę, z Kołobrzegu do Szwecji, zanim ostatecznie odwrócił trasę i zdecydował się kończyć w Polsce.
Zasady, które czynią to wyzwaniem, a nie wyprawą
Reguły tego rodzaju prób w pływaniu ultra na wodach otwartych są proste i bezlitosne. Zawodnik nie może wyjść z wody ani na chwilę. Nie wolno mu dotknąć łodzi asekuracyjnej, oprzeć się o nią, ani tym bardziej wejść na pokład. Nie może spać. Posiłki, napoje i leki podawane są bezpośrednio z jednostki towarzyszącej, zwykle na wysięgniku, żeby nie doszło do kontaktu.
Przez cały czas płynącemu towarzyszy zespół odpowiadający za nawigację, bezpieczeństwo, zaopatrzenie i obserwację medyczną. To zespół, a nie zawodnik, podejmuje decyzję o przerwaniu próby, i to właśnie ta zasada zadecydowała o losie poprzednich podejść Kubkowskiego oraz zeszłorocznej próby Karoliny Szczepaniak.
Ta konstrukcja ma znaczenie, o którym w relacjach mówi się rzadko. W ultra pływaniu na otwartym morzu zawodnik po kilkudziesięciu godzinach bez snu przestaje być wiarygodnym sędzią własnego stanu. Ocena należy więc do ludzi na pokładzie, a ich decyzja bywa trudniejsza niż samo płynięcie.
Dlaczego Bałtyk jest trudniejszy, niż wygląda
Bałtyk nie ma reputacji akwenu ekstremalnego i to jest źródłem nieporozumienia. Dla pływaka długodystansowego jest jednak akwenem wyjątkowo niewdzięcznym, i to z kilku powodów naraz.
Pierwszym jest temperatura. Nawet w szczycie lata woda w otwartym morzu rzadko przekracza dwadzieścia stopni, a po nocy i przy upwellingu potrafi spaść o kilka stopni w ciągu godzin. Przy kilkudziesięciu godzinach zanurzenia organizm traci ciepło nieprzerwanie, a możliwości ogrzania się nie ma, bo wyjście z wody oznacza koniec próby.
Drugim jest fala. Bałtyk jest morzem płytkim i zamkniętym, więc fala jest tu krótka i stroma, inaczej niż długa martwa fala oceaniczna. Dla pływaka oznacza to nieustanne zaburzanie rytmu oddechu i techniki, szczególnie przy fali bocznej, o której Kubkowski i Szczepaniak wspominali przy poprzednich próbach.
Trzecim są prądy. Na tej trasie potrafią zniweczyć wielogodzinny wysiłek, spychając płynącego z kursu i wymuszając nadłożenie kilometrów, których nie widać na liczniku dystansu w linii prostej.
Czwartym jest brak snu. Przy przeprawie trwającej ponad dwie doby zawodnik przechodzi przez dwie, a w przypadku dłuższych prób trzy noce bez snu, z zaburzeniami orientacji i percepcji, które w wodzie stają się problemem bezpieczeństwa, a nie tylko dyskomfortem.
Przebieg przeprawy
Kubkowski wystartował z Kåsebergi w piątek 31 lipca. Po około 22 godzinach utrzymywał tempo powyżej trzech kilometrów na godzinę, co przy tym dystansie jest wynikiem bardzo dobrym. Wieczorem 1 sierpnia, po mniej więcej 35 godzinach w wodzie, raportowano przekroczenie stu kilometrów. W poniedziałek rano do mety zostało mu mniej niż trzydzieści kilometrów, a wieczorem, po blisko 55 godzinach nieprzerwanego płynięcia, dotarł do Dziwnowa.
Skala tego wyniku jest czytelna dopiero w zestawieniu. Wcześniejszym najdalszym udokumentowanym osiągnięciem na Bałtyku było przepłynięcie przez Sebastiana Karasia ponad stu kilometrów z Kołobrzegu na Bornholm w 2017 roku. Trasa Kubkowskiego była o połowę dłuższa i prowadziła w poprzek akwenu.
To nie pierwszy rekord tego zawodnika. W koszalińskim aquaparku ustanowił rekord świata w pływaniu 24-godzinnym, pokonując 4143 długości dwudziestopięciometrowego basenu, czyli 103 kilometry i 580 metrów.
Nie tylko sport
Przeprawa od początku była połączona ze zbiórką na rzecz Fundacji Cancer Fighters, wspierającej dzieci i młodzież z chorobami nowotworowymi. Licznik ruszył razem ze startem i w niedzielę rano wskazywał blisko 158 tysięcy złotych, a po dopłynięciu do brzegu zbliżył się do pół miliona.
Ten mechanizm jest w polskim sporcie ultra regułą, nie wyjątkiem. Transmisja na żywo, licznik dystansu i licznik zbiórki działają razem, a im dłużej trwa przeprawa, tym większy jest zasięg. Paradoksalnie więc godziny największego kryzysu zawodnika są jednocześnie godzinami największej skuteczności akcji.
Na Bałtyku jest ich dwoje
Kubkowski nie płynął sam. Niemal w tym samym momencie, 31 lipca około 13:15, z tej samej Kåsebergi wystartowała Karolina Szczepaniak, dwukrotna uczestniczka igrzysk olimpijskich w Pekinie i Londynie oraz wielokrotna medalistka mistrzostw Polski. Jej trasa prowadzi do Pobierowa i jest nieco dłuższa, a źródła podają jej długość od około 160 do 172 kilometrów.
To jej druga próba. W 2025 roku płynęła w odwrotnym kierunku, z Polski do Szwecji, spędziła w wodzie ponad 57 godzin i pokonała ponad 142 kilometry, ustanawiając rekord najdłuższego dystansu przepłyniętego wpław na Bałtyku przez kobietę. Zespół przerwał wtedy próbę ze względów bezpieczeństwa. W tym roku celowo odwróciła kierunek, żeby kończyć w Polsce.
Jej dorobek w pływaniu ultra jest imponujący niezależnie od wyniku tej przeprawy. W lutym 2025 roku ustanowiła rekord Guinnessa, płynąc bez przerwy przez 48 godzin i pokonując 149 kilometrów. W marcu 2026 roku, przygotowując się do tegorocznej próby, płynęła nieprzerwanie przez 72 godziny.
Także w jej przypadku sport łączy się z pomocą. Szczepaniak zbiera środki na leczenie i rehabilitację czternastoletniego Piotra, który pod koniec czerwca doznał poważnego urazu kręgosłupa z uszkodzeniem rdzenia po skoku do basenu. Pierwotny cel zbiórki wynosił 200 tysięcy złotych i został przekroczony jeszcze w trakcie przeprawy.
W chwili przygotowywania tego materiału Karolina Szczepaniak wciąż była w wodzie. W niedzielę o 21:40 miała za sobą 114 kilometrów, po ponad pięćdziesięciu godzinach płynięcia. Oznacza to, że jej przeprawa trwa dłużej niż zeszłoroczna, przy trudniejszych warunkach zgłaszanych przez zespół: bocznej fali, wietrze i zimnie. Czekamy na kolejne dobre wieści!
Co z tego zostaje
Dla Bałtyku, akwenu, o którym mówi się głównie w kontekście żeglugi, rybołówstwa i bezpieczeństwa, to nowy rozdział. Morze, które przez lata uchodziło za zbyt zimne i zbyt kapryśne na przeprawę wpław, właśnie zostało pokonane, i to na dystansie porównywalnym z najtrudniejszymi trasami open water na świecie.
Zostaje wymiar, który w tej historii bywa spychany na margines, a jest wcale nie mniej ważny od samego rekordu. Oboje płynęli dla kogoś konkretnego: Kubkowski dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighters, Szczepaniak dla czternastoletniego Piotra. Obie zbiórki przekroczyły założone cele jeszcze zanim pływacy dotarli do brzegu, a łącznie mowa o setkach tysięcy złotych, które trafią do dzieci wymagających leczenia i rehabilitacji. To jest ta część wyniku, która zostanie długo po tym, jak rekordy zostaną poprawione.
Zostaje też rzecz mniej efektowna, ale dla ludzi morza czytelna od razu. Za wynikiem jednego pływaka stoi kilkudziesięciogodzinna praca załogi jednostki asekuracyjnej: nawigacja przy zmiennych prądach, utrzymywanie pozycji względem płynącego, obserwacja i gotowość do podjęcia go z wody w każdej chwili. Rekordy w tej dyscyplinie bije się w pojedynkę tylko na papierze.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Krzysztof Baranowski zmierza na otwarty ocean i monitoruje pogodę
Warszwska Liga Żeglarska wraca na wodę. Ścisk w czołówce zapowiada welkie emocje
Gdańsk dostał 16,5 mln zł na rozbudowę mariny w Górkach Zachodnich
Polska Liga Żeglarska ponownie w Gdyni. Powalczy aż 56 ekip w kilku ligach
Maciek Rutkowski z rekordem Guinessa! Polak zapisał sie w historii
Wyjątkowo wczesne mistrzostwa Polski. Na pierwszy ogień iQFOiL oraz WingFoil
Jacht polskich harcerek stoi w Kłajpedzie. Historia Grażyny, pierwszej żeńskiej jednostki pełnomorskiej
Lotto Gdynia Sailing Days to był udany sprawdzian przed mistrzostwami świata
Rebel Sailing Team wygrał 2. rundę Centralnej Ligi Żeglarskiej. Lider bez zmian
Poznaliśmy mistrzów Polski klas Delphia, T, a także zwycięzców kolejnych ligowych zmagań
REKLAMA
REKLAMA