80 pasażerów, wzburzone morze i sekundy, które decydują o życiu. W Ustce ćwiczono katastrofę statku pasażerskiego

Kilka mil morskich od Ustki tonie statek pasażerski. Na pokładzie 80 osób, których nie da się uratować inaczej niż naraz. Wzburzone morze, warkot śmigłowca nad głową, ranni czekający na pomoc na pokładzie, na plaży i na nabrzeżu. Na szczęście to tylko scenariusz, ale rozegrany tak, jak wygląda najczarniejszy dzień, jakiego nikt na Bałtyku nie chce zobaczyć naprawdę.

bezpieczeństwo edukacja pomorze ratownictwo morskie wiadomości

07 czerwca 2026   |   21:51   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Mariusz Jasłowski

fot. Mariusz Jasłowski

W Ustce odbyły się ćwiczenia typu Mass Rescue Operation (MRO), akcja ratownicza na masową skalę, w której liczba poszkodowanych przekracza możliwości natychmiastowej reakcji standardowych sił. W manewrach wzięło udział łącznie ponad 120 osób: ratownicy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa SAR, załogi jednostek ratowniczych, personel medyczny oraz studenci wcielający się w rolę poszkodowanych.

Scenariusz: ewakuacja całego pokładu

Założenie było jednoznaczne - pilna ewakuacja wszystkich pasażerów z jednostki w niebezpieczeństwie. Zadaniem ratowników było sprowadzenie na ląd 80 pozorowanych pasażerów tonącego statku. To właśnie skala decyduje o tym, że MRO to zupełnie inna liga ratownictwa: nie ratuje się jednej osoby, lecz dziesiątki jednocześnie, w warunkach presji czasu i ograniczonych zasobów.

- W ratownictwie morskim nie ma miejsca na improwizację, a operacja, w której ratujemy dziesiątki osób naraz, jest tego najtrudniejszym sprawdzianem. Studenci zobaczyli z bliska, że na wzburzonym morzu, pod wirnikiem śmigłowca, liczy się chłodna głowa i wykonanie zadania krok po kroku - mówi Sebastian Kluska, dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa SAR.

Flota ratownicza i śmigłowiec w akcji

W ćwiczeniach uczestniczyła realna siła ratownicza Bałtyku. Na wodzie pracowały wielozadaniowy statek Kapitan Poinc, statek ratowniczy Orkan z Ustki oraz Tajfun z Darłowa, a na lądzie - brzegowe stacje ratownicze w Darłowie i Ustce. Pozorantów podejmowano z wody we współpracy z załogami innych jednostek i ratownikami medycznymi, a działania toczyły się równolegle na otwartym morzu, na plaży i na nabrzeżu usteckiego portu.

- Ewakuacja kilkudziesięciu pasażerów z tonącej jednostki to wyścig z czasem. Trzeba sprowadzić ludzi na ląd, a jednocześnie zdecydować, kto wymaga pomocy w pierwszej kolejności — i tu nie ma miejsca na pomyłkę - podkreśla dyrektor SAR.

Studenci medycyny i triaż w praktyce

Kluczowym partnerem ćwiczeń były uczelnie - Uniwersytet Pomorski w Słupsku oraz Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Studenci kierunków medycznych mieli okazję przećwiczyć w praktyce zasady udzielania pierwszej pomocy w wypadkach masowych, w których o życiu poszkodowanego często decydują sekundy. Najważniejszym elementem ich zadania był triaż - segregacja medyczna pozwalająca zakwalifikować poszkodowanych do dalszego leczenia, prowadzona zarówno na morzu, jak i we wnętrzach statków.

To właśnie udział pozorantów nadaje takim manewrom realizm, którego nie da się odtworzyć na papierze: wprowadza chaos, emocje i nieprzewidywalność prawdziwej akcji.

- Cieszę się, że obok naszych ratowników stanęli przyszli medycy. Prawdziwa siła w takiej akcji to nie pojedyncza jednostka, lecz cały system, w którym każdy zna swoje miejsce - od pokładu, przez śmigłowiec, po nabrzeże - zaznacza Sebastian Kluska.

Po co takie ćwiczenia?

Mass Rescue Operation sprawdza nie tyle sprzęt, ile współdziałanie, łączność i sprawny przepływ poszkodowanych od miejsca zdarzenia, przez jednostki, aż po opiekę medyczną na lądzie. W realnej operacji na masową skalę żadna formacja nie działa w pojedynkę.

- Bezpieczeństwo na morzu zaczyna się na długo przed wypadkiem. Przy stole, na ćwiczeniach, w rozmowie o procedurach. Życie ludzkie ma dla nas największą wartość i to ono jest stawką każdej takiej operacji - mówi dyrektor MSPiR SAR.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

galeria


komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz