300 metrów i 42 sekundy. Rosyjski Mi-8 naruszył polską przestrzeń powietrzną pod Braniewem
23 września o godzinie 11.08 rosyjski śmigłowiec Mi-8 naruszył polską przestrzeń powietrzną na północ od Braniewa. Maszyna leciała z obwodu królewieckiego, weszła na maksymalną głębokość około 300 metrów i przebywała nad polskim terytorium 42 sekundy, po czym sama zawróciła.
bezpieczeństwo drony lotnictwo warmia i mazury wiadomości wojsko24 września 2026 | 12:02 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. Alexander Kopitar
Lot był przez cały czas śledzony przez systemy radiolokacyjne Sił Zbrojnych RP. Poderwano samoloty myśliwskie, a naziemne siły i środki pozostawały w stanie gotowości. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych oceniło, że charakter incydentu wskazuje na kolejną próbę sprawdzenia gotowości polskiej obrony powietrznej.
Liczby podane co do sekundy
W tym zdarzeniu najbardziej znaczące są właśnie dwie liczby: 300 metrów i 42 sekundy. Zostały podane publicznie, z dokładnością co do sekundy i co do godziny wejścia w przestrzeń.
To informacja kierowana w dwie strony. Do opinii publicznej, jako dowód, że system wykrywania działa i że zdarzenie zostało zarejestrowane, a nie przeoczone. I do strony rosyjskiej, jako sygnał, że lot był obserwowany na każdym odcinku, łącznie z pomiarem czasu przebywania po polskiej stronie granicy.
Jednocześnie te same liczby pokazują, dlaczego reakcja mogła polegać wyłącznie na poderwaniu dyżurnej pary. Dyżurny myśliwiec potrzebuje kilku minut na start i dolot, a cel, który przebywa w przestrzeni przez 42 sekundy i oddala się w stronę granicy, jest poza zasięgiem jakiegokolwiek przechwycenia. Wobec załogowego statku powietrznego standardową procedurą jest zresztą identyfikacja, nawiązanie łączności i eskorta, a nie zwalczanie.
Tego samego dnia lotnictwo operowało dwukrotnie
Incydent pod Braniewem zbiegł się w czasie z rutynową już aktywnością innego rodzaju. Przy rosyjskich uderzeniach na cele w Ukrainie Dowództwo Operacyjne, przez Centrum Operacji Powietrznych, uruchamia siły dyżurne i podnosi gotowość naziemnych systemów obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego, szczególnie w rejonach przyległych do obszarów zagrożonych.
Po pierwszej fali uderzeń lotnictwo zakończyło operowanie, a naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej nie odnotowano. Po kolejnej fali samoloty poderwano ponownie. To jednak inna sprawa niż Mi-8: tam chodzi o wschodnią granicę i trasy przelotu środków napadu powietrznego, tu o granicę z obwodem królewieckim.
Wzór, a nie pojedyncze zdarzenie
Braniewo wpisuje się w ciąg zdarzeń, które w ostatnich dwóch latach zmieniły sposób mówienia o polskiej przestrzeni powietrznej.
We wrześniu 2025 roku doszło do naruszenia bez precedensu w skali: w czasie rosyjskiego ataku na Ukrainę polskie i sojusznicze systemy śledziły kilkanaście obiektów typu dron nad terytorium Polski. Minister obrony mówił początkowo o 19 naruszeniach, a po analizie o możliwych 21, przy około dwudziestu bezzałogowcach. Część z nich zestrzelono, a w Wyrykach uszkodzony został budynek mieszkalny.
30 lipca 2026 roku w nocy w polskiej przestrzeni powietrznej znalazł się rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 w rejonie Tarnawy-Kolonii. Mimo poderwania czterech myśliwców wspartych samolotem wczesnego ostrzegania pocisku nie udało się zestrzelić.
Do tego dochodzi kategoria zdarzeń, których zwykle się nie liczy jako naruszeń, bo formalnie nimi nie są: przechwycenia rosyjskich samolotów nad Bałtykiem, wykonujących loty bez planu lotu i z wyłączonym transponderem. Reagują na nie dyżurne pary NATO, w tym polskie.
Obwód królewiecki i Bałtyk
Braniewo leży kilkanaście kilometrów od granicy z obwodem królewieckim i kilkanaście od Zalewu Wiślanego. To samo sąsiedztwo generuje presję nie tylko w powietrzu.
Nad południowym Bałtykiem od lat notowane jest zakłócanie i podszywanie się pod sygnały nawigacji satelitarnej, odczuwalne przez żeglugę handlową, rybaków i lotnictwo cywilne. Dochodzą do tego uszkodzenia podmorskich kabli i rurociągów, po których NATO uruchomiło na Bałtyku aktywność Baltic Sentry, oraz stała obecność jednostek tak zwanej floty cieni.
Incydent powietrzny, zakłócanie GPS i działania na morzu są różnymi zjawiskami, ale łączy je jedna cecha. Każde z nich mieści się poniżej progu, który wymusiłby odpowiedź zbrojną, i każde zmusza drugą stronę do uruchomienia procedur, czyli do pokazania, jak działa.
Co naprawdę było testowane
Przy zdarzeniu trwającym 42 sekundy nie chodzi o to, czy zdążymy zareagować, bo odpowiedź jest znana z góry. Wartość takiego wejścia leży gdzie indziej: w tym, co przy okazji widać po drugiej stronie. Które stacje radiolokacyjne się odezwą, po jakim czasie wystartuje dyżurna para, jak przebiega obieg informacji i jak szybko sprawa zostaje podana do publicznej wiadomości.
Dlatego najważniejszym parametrem takich zdarzeń nie jest głębokość naruszenia, lecz czas od wykrycia do decyzji. To ten sam problem, który wraca przy obronie baz morskich i portów, gdzie zagrożeniem jest mały dron, a nie śmigłowiec. W obu przypadkach decyduje warstwa, która łączy dane z sensorów, klasyfikuje obiekt i podpowiada, kto ma podjąć decyzję.
Systemy wykrywania w tym incydencie zadziałały, co potwierdza precyzja podanych danych. Pytanie, które pozostaje otwarte, dotyczy nie sprzętu, lecz progów reakcji i tego, jak długo można odpowiadać na kolejne testy w ten sam sposób.
Kamil Kusier
redaktor naczelny
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Setna akcja Kropelki Energii w Gdańsku. Od 2012 roku zebrano ponad 4,1 tys. litrów krwi
Fregata holuje statek gubernatora. Norwegia ćwiczy obronę totalną na Svalbardzie
Dwa dni, trzy statki, dwóch zabitych. Drony uderzają w statki handlowe u wybrzeży Rumunii i Bułgarii
Z niemieckiego U-Boota na szkockie klify. Ogień z portugalskiej fregaty. Tak NATO ćwiczy wsparcie z morza
138 dni w rękach piratów. Sward płynie dalej pod eskortą, u wybrzeży Somalii stoją jeszcze cztery porwane statki
USS Paul Ignatius zacumował w Sztokholmie. Amerykański niszczyciel w stolicy Szwecji trzeci raz w cztery lata
Bursztynowa Dywizja strzela do dronów w Ustce. Poligon nad morzem w miesiąc obsłużył marynarkę, wojsko i przemysł
Pięć brytyjskich min kilometr od terminalu LNG. Nurkowie minerzy zamykają plaże od Ahlbecku po Międzyzdroje
Ratownicy MSPiR SAR przekroczyli liczbę interwencji z całego 2025 roku, a do końca sezonu zostały trzy miesiące
Gdyńska firma dostarczy mózg tarczy antydronowej. Państwo chce ją chronić przed przejęciem
REKLAMA
REKLAMA