21 żarłaczy w Seulu, 17 rekinów we Wrocławiu, 9 w Bournemouth. Czy wrócą też do Redy?

Po lipcowej awarii technicznej akwarium Aquaparku Reda, przez lata jedna z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji polskiego wybrzeża, opustoszało. Pytanie o jego przyszłość pozostaje otwarte. Warto w tym kontekście przypomnieć rzecz, o której w emocjonalnej dyskusji łatwo zapomnieć: hodowla rekinów w profesjonalnych akwariach to na świecie ugruntowana praktyka, a i w Polsce nic nadzwyczajnego. Żarłacze od lat żyją w Gdyni i we Wrocławiu, ten sam gatunek co w Redzie pływa w oceanariach od Wielkiej Brytanii po Koreę Południową i Australię, a doświadczenia tych ośrodków dobrze pokazują, jakie warunki muszą być spełnione, by drapieżniki miały się dobrze.

biznes ekologia lifestyle morski na świecie pomorze trójmiasto turystyka morska i rekreacja wiadomości

12 sierpnia 2026   |   08:40   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: Kamil Kusier   |   Drukuj

fot. Aquapark Reda

fot. Aquapark Reda

Żarłacz rafowy czarnopłetwy to gatunek narażony na wyginięcie

W Redzie mieszkały żarłacze rafowe czarnopłetwe (Carcharhinus melanopterus) z rodziny żarłaczowatych, jeden z najbardziej charakterystycznych rekinów tropikalnych raf Indo-Pacyfiku. To gatunek średniej wielkości: dorasta maksymalnie do około 180 centymetrów i 24 kilogramów, a jego znakiem rozpoznawczym są kontrastowe, czarne końcówki płetw obwiedzione białą lamówką. W naturze zamieszkuje płytkie wody przybrzeżne, laguny, estuaria i rafy, zwykle do 75 metrów głębokości. Żyje i poluje w grupach, żywiąc się głównie ławicowymi rybami, a także głowonogami i skorupiakami. To właśnie przywiązanie do płytkich, ciepłych akwenów i stadny tryb życia sprawiają, że stosunkowo dobrze adaptuje się do dużych zbiorników ekspozycyjnych.

Żarłacz czarnopłetwy jest rekinem żyworodnym: samica po trwającej 10-11 miesięcy ciąży rodzi zwykle od jednego do pięciu młodych o długości 33-52 centymetrów. Młode pierwsze lata spędzają w płytkich wodach przybrzeżnych, m.in. wśród korzeni namorzynów, kryjąc się przed większymi drapieżnikami. Ta niska rozrodczość i powolne dojrzewanie mają swoją ciemną stronę. Gatunek jest klasyfikowany przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN) jako narażony na wyginięcie: pada ofiarą rybołówstwa przemysłowego i przyłowu, poławiany jest dla płetw, mięsa i skóry, a degradacja raf koralowych wskutek zmian klimatu odbiera mu siedliska. Odbudowa przetrzebionych populacji trwa latami, a systemowych programów ochrony gatunku w skali globalnej brakuje.

Od 2023 roku cała rodzina żarłaczowatych objęta jest za to załącznikiem II konwencji CITES, co oznacza, że międzynarodowy obrót tymi zwierzętami, także na potrzeby akwariów, odbywa się wyłącznie legalnie, pod kontrolą i z wymaganymi zezwoleniami.

Bournemouth: dziewięć żarłaczy w zbiorniku wielkości tego z Redy

Najbardziej wymowne porównanie dla Redy płynie z południowego wybrzeża Anglii. Oceanarium w Bournemouth utrzymuje grupę dziewięciu żarłaczy rafowych czarnopłetwych w swoim największym zbiorniku Shark Wreck Reef o pojemności 350 tysięcy litrów, a więc niemal identycznej jak zbiornik w Redzie, który mieści 330 tysięcy litrów. Brytyjska placówka uczyniła z żarłaczy główną atrakcję obiektu: odwiedzający mogą cztery razy w tygodniu obserwować ich karmienie, a ośrodek prowadzi przy tym działalność edukacyjną, tłumacząc, że to człowiek zdziesiątkował populacje tego gatunku, poławianego m.in. na płetwy trafiające na azjatyckie rynki.

Skoro więc w Bournemouth dziewięć żarłaczy od lat zdrowo funkcjonuje w zbiorniku tej samej klasy wielkości, trudno o lepszy dowód, że infrastruktura taka jak w Redzie, odpowiednio prowadzona, w pełni odpowiada standardom, w jakich gatunek utrzymywany jest w renomowanych oceanariach Europy Zachodniej.

Od Seulu po Sydney: filar światowych oceanariów

Żarłacz rafowy czarnopłetwy należy do najczęściej utrzymywanych rekinów w publicznych akwariach świata. W Lotteworld Aquarium w Seulu żyje grupa aż 21 młodych żarłaczy tego gatunku, opisywana w recenzowanej literaturze weterynaryjnej, co pokazuje, że nawet duże, młode grupy da się z powodzeniem prowadzić pod okiem specjalistów. Gatunek prezentują także m.in. oceanaria sieci SEA LIFE w Sydney, Melbourne i Brighton, Seattle Aquarium w USA czy National Zoo & Aquarium w australijskiej Canberze.

Światowa akwarystyka notuje przy tym w ostatnich latach przełomy w rozrodzie. W holenderskim Burgers' Zoo w 2021 roku, po latach prób, udało się odchować młodego żarłacza rafowego czarnopłetwego urodzonego w akwarium, co ośrodek ogłosił jako długo wyczekiwany sukces hodowlany. W SEA LIFE Sydney w listopadzie 2024 roku urodził się Archie, młody rekin szary, przedstawiciel gatunku krytycznie zagrożonego u wschodnich wybrzeży Australii, a starszy Murdoch, jeden z nielicznych rekinów szarych urodzonych pod opieką człowieka, pełni tam rolę ambasadora edukacji o ochronie rekinów. Kierunek, w którym zmierza branża, jest czytelny: od czystej ekspozycji ku hodowli zachowawczej, budującej wiedzę i rezerwuar genetyczny dla gatunków, którym w naturze wiedzie się coraz gorzej.

Gdynia: siedem gatunków i udokumentowane narodziny

Na tym tle polskie ośrodki nie mają się czego wstydzić. Akwarium Gdyńskie jest domem dla siedmiu gatunków rekinów, od niewielkich rekinów marmurkowych i epoletowych po żarłacze rafowe czarnopłetwe. Placówka od lat prowadzi ich hodowlę, a podczas organizowanego cyklicznie Tygodnia Rekina udostępnia zwiedzającym pomieszczenia hodowlane i konsekwentnie pracuje nad przełamywaniem stereotypu krwiożerczej bestii rodem ze "Szczęk". Gdyńscy akwaryści podkreślają, że gatunki faktycznie niebezpieczne dla człowieka to ledwie kilka procent z setek żyjących na świecie, a prawdopodobieństwo ataku rekina porównują do ryzyka porażenia piorunem i przekonują, że rekiny nie są tak straszne jak w filmach, po prostu trzeba je lepiej poznać.

Gdynia ma też na koncie coś, co w światowej akwarystyce należy do rzadkości: udokumentowane narodziny rekinów w niewoli. Z jaj składanych przez parę rekinów marmurkowych, mieszkającą w akwarium od 2009 roku, wykluły się kolejne młode, odchowane w zapleczu hodowlanym i z czasem wpuszczone na ekspozycję, a młody rekin bambusowy przyszedł na świat wręcz na oczach zwiedzających. To rzadkie, ale możliwe, i właśnie ta umiejętność ma znaczenie wykraczające daleko poza jedną placówkę. Dla gatunków przetrzebianych w naturze przez przełowienie i pozbawionych systemowych programów ochrony wiedza o tym, jak utrzymywać je i rozmnażać poza środowiskiem naturalnym, może w perspektywie dekad okazać się jednym z narzędzi podtrzymania gatunku. Każdy ośrodek, który tę wiedzę buduje, pracuje na wspólne konto.

Wrocław: 17 rekinów w Kanale Mozambickim

Jeszcze większą skalę ma hodowla we wrocławskim Afrykarium. W zbiorniku Kanału Mozambickiego żyje 17 rekinów trzech gatunków, w tym ponaddwumetrowe żarłacze brunatne i żarłacze rafowe czarnopłetwe. Zwierzęta można podziwiać z 18-metrowego akrylowego tunelu, a zoo poszło o krok dalej i oferuje nawet nocowanie w tunelu, w otoczeniu rekinów i płaszczek. Wrocławskie rekiny mają imiona, Bójka, Brawurka, Serce czy Wampir, nadawane od cech charakteru konkretnych osobników, a opiekunowie rozpoznają każdego z nich. Trudno o lepszy dowód, że dobrze prowadzona hodowla to nie anonimowy zbiornik z atrakcją, tylko codzienna, zindywidualizowana opieka - do tego stopnia, że rozmiary zwierząt podawane są szacunkowo, bo opiekunowie nie stresują ich ważeniem ani mierzeniem.

Specjaliści zwracają przy tym uwagę na rzecz przeczącą intuicji: w dobrze prowadzonym akwarium żarłacze żyją dłużej niż w naturze, nawet do 18 lat, bo nie zagrażają im drapieżniki, przełowienie ani głód. Warunkiem jest odpowiednio duży zbiornik, właściwie dobrana obsada i doświadczony zespół.

Reda na tle światowych standardów

Akwarium w Redzie spełniało te kryteria: zbiornik o pojemności 330 tysięcy litrów i głębokości 4,5 metra należy do największych w kraju i odpowiada wielkością instalacjom, w których żarłacze czarnopłetwe żyją w renomowanych oceanariach zachodnich, z Bournemouth na czele. Wyposażono go w systemy filtracji biologicznej, napowietrzania i cyrkulacji oraz oświetlenie symulujące pory dnia i fazy księżyca, a nad zwierzętami na co dzień czuwał zespół doświadczonych akwarystów.

W szczytowym okresie w redzkim akwarium pływało 12 żarłaczy rafowych czarnopłetwych sprowadzonych ze Sri Lanki, a towarzyszyło im około 700 ryb różnych gatunków tworzących wraz z rafą koralową wycinek podwodnego ekosystemu. Całość można było podziwiać na kilka sposobów, w tym jeden, jakiego nie oferował żaden inny obiekt: przez przeszklony tunel zjeżdżalni przebiegający przez środek akwarium. Do tego dochodziła Wielka Głębia, basen do nurkowania o głębokości 2,2 metra z przezroczystą ścianą, za którą pływały żarłacze, pozwalający stanąć z rekinami oko w oko. Te rozwiązania uczyniły z Redy miejsce rozpoznawalne w całej Polsce i przyciągające gości z najdalszych zakątków kraju.

Lipcowa awaria, po której zwierzęta zginęły, dotyczyła części technicznej obiektu i była skutkiem błędu przy pracach z chemią basenową, nie warunków w samym akwarium. Obiekt przeprowadza audyt systemów i procedur bezpieczeństwa zwierząt oraz wprowadził dodatkowe zabezpieczenia.

Infrastruktura, systemy podtrzymania życia i zespół pozostają na miejscu. Doświadczenia Gdyni, Wrocławia i oceanariów od Bournemouth po Seul pokazują, że żarłacze rafowe czarnopłetwe mogą w akwariach żyć długo i zdrowo, pełniąc przy tym rolę, której nie zastąpi żaden film przyrodniczy: edukują, oswajają z morską przyrodą i uczą szacunku do zwierząt, które przetrwały na Ziemi 400 milionów lat, a dziś to one częściej padają ofiarą człowieka niż odwrotnie. Jeden błąd, choć dramatyczny w skutkach, nie powinien przekreślać wieloletniej pracy pasjonatów, miłośników zwierząt i dobrych opiekunów, którzy tę wiedzę budowali także w Redzie.

Czy podwodny świat wróci do Redy w pełnej krasie? Ta decyzja jeszcze nie zapadła.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Kamil Kusier
redaktor naczelny

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz