Ramspolkering to zapora, która pojawia się tylko wtedy, gdy jest potrzebna. Można będzie ją zastosować w Polsce?
Holenderska zapora Ramspol przeszła pomyślny test działania. W ramach cyklicznej próby specjaliści aktywowali system balgstuw – unikalnej na świecie nadmuchiwanej zapory przeciwpowodziowej. Konstrukcja ponownie dowiodła, że ochrona przeciwpowodziowa może być dynamiczna, adaptacyjna i niemal niewidoczna w krajobrazie poza momentem zagrożenia.
bezpieczeństwo biznes inwestycje na świecie sprzęt i technologie wiadomości żegluga śródlądowa10 października 2025 | 14:34 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: Kamil Kusier | Drukuj

fot. Rijkswaterstaat
To podejście kontrastuje z klasycznymi rozwiązaniami, które opierają się na stałych wałach ziemnych, betonowych śluzach, polderach czy zbiornikach retencyjnych. Holendrzy pokazują, że nowoczesna inżynieria wodna może iść w parze z elastycznością przestrzenną i społeczną akceptacją.
Technologia, która znika pod wodą
Ramspolkering składa się z trzech gigantycznych gumowych balonów (balgów) wykonanych z wielowarstwowego materiału technicznego o wysokiej odporności na ścieranie i zmęczenie. Kiedy poziom wody rośnie, system jest automatycznie aktywowany:
- do wnętrza balgów wtłacza się 3,5 miliona litrów powietrza oraz 3,5 miliona litrów wody,
- powstaje jednolita bariera o wysokości około 10 metrów i długości 240 metrów,
- przepływ wód sztormowych zostaje zatrzymany, dając czas na reakcję służbom i zabezpieczenie terenów nisko położonych.
Gdy zagrożenie mija, powietrze zostaje wypuszczone, a balgi opadają do specjalnej betonowej wanny pod poziomem lustra wody, przywracając pełną żeglugę i naturalny krajobraz.
Ochrona bez konfliktów przestrzennych
W przeciwieństwie do klasycznych inwestycji hydrotechnicznych, system balgstuw nie zajmuje terenu na stałe. To rozwiązanie nie wymaga wysiedleń, wyłączania gruntów rolnych ani budowy trwałych barier. W wielu krajach Europy – w tym w Polsce – to argument kluczowy.
Tradycyjne inwestycje napotykają na opór:
- sprzeciw mieszkańców wobec ograniczeń w użytkowaniu gruntów,
- zablokowane procedury środowiskowe, szczególnie na terenach Natura 2000,
- obawy samorządów przed trwałą ingerencją w krajobraz lub rekreacyjny charakter zbiorników wodnych.
Zapora pneumatyczna eliminuje wiele z tych barier – działa tylko wtedy, gdy trzeba.
Gdzie taka zapora mogłaby działać w Polsce?
Niektóre obszary hydrologiczne w Polsce regularnie borykają się z cofkami sztormowymi, krótkotrwałymi falami wezbraniowymi lub szybkim spiętrzeniem poziomu wody. Potencjalne lokalizacje dla rozwiązań typu Ramspol to m.in.:
- Dolna Wisła, na odcinku od Tczewa do ujścia, gdzie cofki Bałtyku powodują zagrożenie dla Żuław Wiślanych,
- Rejon portów Zalewu Szczecińskiego, gdzie cofnięcia wody od strony Odry i Zalewu uderzają w tereny rolnicze i zabudowania,
- Dolna Odra i kanały portowe Szczecina, gdzie napływ wód z kierunku Bałtyku jest trudny do opanowania klasycznymi wałami,
- Kanał Żerański i tereny nadwiślańskie Warszawy, zagrożone krótkotrwałymi skokami poziomu wody,
- Pradolina Warty i Noteć, gdzie brak miejsca na duże zbiorniki retencyjne powoduje napięcia między rolnikami a inwestorami hydrotechnicznymi.
Technologia kompromisu zamiast betonu
System Ramspol udowadnia, że ochrona przed wodą nie musi oznaczać budowania monumentalnych konstrukcji widocznych przez cały rok. Nadmuchiwane zapory można traktować jako narzędzie kompromisu między inżynierią a oczekiwaniami społecznymi.
W perspektywie europejskiej takie rozwiązania wpisują się w nową filozofię zarządzania wodą, w której:
- infrastruktura jest aktywna tylko w momencie zagrożenia,
- interwencja przestrzenna jest minimalna, a codzienna eksploatacja terenów nie ulega ograniczeniom,
- systemy pomiarowe i czujniki poziomów wody mogą zdalnie i automatycznie aktywować zaporę, skracając czas reakcji służb.
Nowy kierunek dla polskiej gospodarki wodnej?
Analizując doświadczenie Holandii, można postawić pytanie: czy Polska jest gotowa na „inteligentną infrastrukturę wodną”, która uruchamia się tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba?
W dobie zmian klimatycznych i coraz gwałtowniejszych zjawisk hydrologicznych elastyczne i nieinwazyjne systemy ochrony mogą stać się alternatywą wobec kontrowersyjnych zbiorników retencyjnych i polderów zalewowych, zwłaszcza w sytuacji, gdy politycy zauważają potrzeby ich budowy dopiero w chwili, gdy dojdzie do tragedii. To kierunek, który łączy technologię, bezpieczeństwo i akceptowalność społeczną — trzy filary nowoczesnej gospodarki wodnej.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Kamil Kusier
redaktor naczelny
galeria
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Defence.Hub wzmacnia kompetencje w obszarze technologii dla bezpieczeństwa infrastruktury morskiej
Damen zbuduje 13 jednostek SAR dla Turcji. Wzmacniają ratownictwo na Morzu Egejskim
Sebastian Kluska, dyrektor MSPiR SAR: Na morzu nie ma miejsca na improwizację. Liczą się umiejętności i rozsądek
FRB 850 to nowa jakość ratownictwa na Bałtyku. Sebastian Kluska: To nasz Mercedes wśród łodzi
105 akcja dla życia. Lotnicy morscy znów w "Akcji Serce". Dwa transporty medyczne w ciągu doby
Kolejna skuteczna ewakuacja medyczna nad Bałtykiem. To kolejna interwencja na morskich farmach wiatrowych
Brak świadectw i uprawnień na Zalewie Wiślanym. Ryzykowny rejs zakończony powrotem do portu
Dryfujący tankowiec i flota cieni. Incydent u wybrzeży Malty w szerszym kontekście globalnej żeglugi
Akcja ratunkowa na lodach Zatoki Botnickiej. Wspólna operacja Finlandii i Szwecji
Ciało mężczyzny odnalezione w wodach Zatoki Puckiej w pobliżu Babich Dołów w Gdyni
REKLAMA