Cienie Putina na Bałtyku
Morze Bałtyckie po zakończeniu zimnej wojny miało być przestrzenią budowania zaufania i rozwoju współpracy gospodarczej. Rozpad ZSRR z jednej strony, procesy rozszerzania Unii Europejskiej i NATO z drugiej, dawały podstawy do myślenia o regionie w kategoriach trwałego pokoju. Założenia te szybko zaczęły erodować. Zmiany w strukturze systemu międzynarodowego w coraz większym stopniu przekładały się na napięcia polityczne, wizualizując sprzeczności, które występują pomiędzy kluczowymi aktorami stosunków międzynarodowych.
bezpieczeństwo logistyka marynarka wojenna na świecie opinie i komentarze porty publicystyka transport i spedycja wiadomości01 grudnia 2025 | 14:43 | Źródło: Gazeta Morska | Opracował: dr Łukasz Wyszyński, dr Paweł Kusiak | Drukuj

fot. Wikimedia
Obecnie Bałtyk jest obszarem, gdzie coraz częściej dochodzi do naruszania przestrzeni powietrznej i morskiej, uszkadzania infrastruktury podmorskiej, działań w ramach wojny informacyjnej oraz tarć polityczno-ekonomicznych.
Jednym z najbardziej spektakularnym przejawów tych napięć jest rosyjska „flota cieni”. Nieomal każdego dnia setki tankowców widmo, często z wyłączonymi transponderami i pod fałszywymi banderami, przemycają ropę, obchodząc międzynarodowe sankcje nałożone na Federację Rosyjską przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską. Dla Kremla to finansowa arteria wojny; dla Zachodu test determinacji i spójności sankcyjnej.
Bałtyk stał się miejscem, gdzie teoria bezpieczeństwa spotyka się z twardą rzeczywistością, a Polska i jej sojusznicy muszą znaleźć strategię, która połączy odstraszanie, prawo i współpracę w walce z rosyjskimi cieniami.
Niniejszy artykuł jest próbą ujęcia problemu tzw. „floty cieni” przez pryzmat założeń wybranych teorii stosunków międzynarodowych. Podejście to ma pozwolić elitom politycznym i wojskowym oraz społeczeństwu RP zobaczyć w szerszej perspektywie jak bardzo realny problem, który oddziałuje na nasze bezpieczeństwo, może być interpretowany z poziomu kształtu systemu międzynarodowego oraz jego zmian.
Czym jest rosyjska „flota cieni”?
Pojęciem „flota cieni” (ang. shadow fleet) określa się grupę statków, głównie tankowców, zorganizowaną i wykorzystywaną przez Federację Rosyjską do przewozu ropy naftowej i produktów ropopochodnych do państw (odbiorców), które nie uznają sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską po kinetycznej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku. W skład floty cieni wchodzą przede wszystkim stare jednostki, wyeksploatowane tankowce o niejasnej strukturze własnościowej, dywersyfikowanej często pomiędzy wiele państw i firm, pływające pod tzw. tanimi banderami.
Miejsce rejestracji statków, wspomniana struktura własnościowa oraz skład załóg utrudniają egzekwowanie sankcji oraz wywieranie nacisków politycznych i prawno-międzynarodowych. Państwa, które oferują tzw. tanie bandery często nie mają żadnych związków ze statkami tworzącymi „flotę cieni”. Do tej grupy zaliczyć można np. Panamę, Liberię, Komory, Gabon czy Wyspy Marshalla. Grupa ta jednak cały czas się zmienia. Wystąpiły z niej Liberia i Wyspy Marshalla po tym, gdy Amerykanie zorientowali się, że firmy administrujące tymi banderami mają siedziby w Stanach Zjednoczonych. Jednak ich miejsce zajęły inne państwa i firmy prowadzące rejestry, jak np. Sierre Leone, Eswatini czy Kambodża.
Statki funkcjonujące w ramach floty cieni nierzadko zostały wcześniej wycofane z regularnych flot armatorskich. Nie posiadają także ubezpieczeń, które wymagane są przez większość państw i przewoźników. Cechuje je niski standard techniczny i brak należytej konserwacji. Załogi statków floty cieni, aby ukryć swoją aktywność, notorycznie wyłączają transpondery AIS (system automatycznej identyfikacji statków) oraz oświetlenie nawigacyjne, znikając tym samym z systemów monitoringu ruchu morskiego. Dzięki temu operacje tych jednostek pozostają poza bezpośrednią jurysdykcją państw egzekwujących sankcje na Rosję.
W praktyce Moskwa stworzyła więc równoległy system żeglugowy, funkcjonujący poza głównym nurtem prawa i regulacji międzynarodowych. Jak wskazuje kmdr dr hab. Dariusz Bugajski, profesor Akademii Marynarki Wojennej w tym procesie: „Surowiec trafia do ładowni w bałtyckich portach, a potem jest wielokrotnie przeładowywany, często na otwartym morzu”.
Państwa zachodnie wiedzą jak działa cały proceder. Jednak środowisko morskie oraz prawo międzynarodowe, głównie Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza, uniemożliwia szybkie i zdecydowane działania państw przybrzeżnych, jeżeli proceder dzieje się np. na morzu otwartym lub w wyłącznej strefie ekonomicznej.
Za trzon floty cieni posłużyły statki wcześniej należące do rosyjskich armatorów (np. państwowego Sovcomflotu) oraz starsze tankowce z rynku wtórnego, masowo skupowane przez Kreml. Rosjanie zaczęli to robić, gdy przewidywalnym stało się nałożenie na nich zachodnich restrykcji. Szacunki Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (EEAS) i ekspertów wskazują, że na początku 2024 r. flota cieni liczyła ok. 435 statków, które mogły obsłużyć ok. 60% morskiego eksportu rosyjskiej ropy naftowej oraz ok. 45% eksportu produktów naftowych. Do końca 2025 r. skala ta jeszcze wzrosła. Według informacji Komisji Europejskiej z października 2025 r. UE zdążyła objąć sankcjami już 557 statków floty cieni.
Tak duża równoległa flota transportowa pozwala Rosji kontynuować sprzedaż surowców energetycznych pomimo restrykcji. Jak zauważył w jednym z wywiadów prof. Sergey Radchenko: „(Rosja) Sięgnęła po flotę cieni, by zarabiać pieniądze – Putin potrzebuje twardej waluty, by opłacać swoich żołnierzy i importować ważne towary”. Innymi słowy, cicha armada tankowców zapewnia Rosji stały dopływ środków na finansowanie wojny.
„Flota cieni” na Morzu Bałtyckim jako nowe zagrożenie regionalne
Morze Bałtyckie stało się jednym z kluczowych akwenów działania rosyjskiej floty cieni. Wynika to z położenia w tym regionie rosyjskich portów przeładunkowych (m.in. Primorska i Ust-Ługi) oraz strategicznego znaczenia Bałtyku dla bezpieczeństwa państw NATO i UE. Niestety, intensywna aktywność nieubezpieczonych, wysłużonych tankowców na mocno zatłoczonym ruchem statków Bałtyku generuje poważne ryzyka ekologiczne oraz bezpieczeństwa żeglugi. Duża część ekspertów zalicza flotę cieni do najpoważniejszych współczesnych wyzwań morskich dla państw regionu.
Funkcjonowanie floty cieni samo w sobie podważa skuteczność zachodniego systemu sankcyjnego, a tym samym jego wiarygodność. Statki te przewożą rosyjską ropę i paliwa na światowe rynki, osłabiając presję ekonomiczną na Kreml i zasilając jego budżet wojenny. W efekcie Rosja utrzymuje dopływ gotówki potrzebnej do prowadzenia działań zbrojnych. To przekłada się na wydłużenie konfliktu w Ukrainie i zwiększenie militarnej presji na wschodnią flankę NATO.
Dla Kremla sama niezdolność Zachodu do pełnego zablokowania eksportu rosyjskiej ropy jest propagandowym argumentem na rzecz rzekomej nieskuteczności sankcji. Innymi słowy, tankowce floty cieni stały się dla Putina ekonomiczną linią życia, której przecięcie byłoby dotkliwym ciosem dla wojennych możliwości Rosji.
Osobnym problemem związanym z flotą cieni jest - stanowiące konsekwencje jej działalności - zagrożenie ekologiczne. Eksperci alarmują, że gwałtowny wzrost obecności przestarzałych tankowców na Bałtyku grozi poważną katastrofą ekologiczną. Bałtyk jest akwenem o ograniczonej wymianie wód, więc skutki dużego wycieku ropy byłyby tu szczególnie dotkliwe i długotrwałe.
Niestety, niebezpieczeństwo takiego wypadku jest realne. Już w maju 2023 r. tankowiec Canis Power z rosyjską ropą utracił sterowność w rejonie duńskiej wyspy Langeland, dryfując przez 6 godzin z ładunkiem ponad 300 tys. baryłek ropy. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i interwencji duńskich służb udało się uniknąć rozbicia statku o brzeg i wycieku surowca. Inspekcja wykazała później aż 11 krytycznych usterek technicznych na Canis Power, w tym niesprawne systemy awaryjne i przeciwpożarowe.
Choć dotąd nie doszło na Bałtyku do wielkiej katastrofy, specjaliści ostrzegają, że to tylko kwestia czasu. Kumulacja wiekowych jednostek o niskich standardach, często pływających bez doświadczonych załóg i odpowiednich polis, oznacza ryzyko na skalę dewastującą środowisko oraz paraliżującą handel morski w regionie.
Nie możemy także wykluczyć celowego działania, które ma doprowadzić do kryzysu ekologicznego w części regionu Morza Bałtyckiego. Działanie takie mogą być obliczone na presję polityczną w państwa NATO i UE, która będzie miała przekładać się na słabnące poparcie społeczne dla walki z flotą cieni, a szerzej wsparcia Ukrainy.
Poza wspomnianym incydentem Canis Power, w marcu 2024 r. tankowiec Andromeda Star zderzył się z inną jednostką u wybrzeży Jutlandii, na szczęście będąc akurat pusty (wracał do Rosji). Te wydarzenia pokazują, że już teraz dochodzi do niebezpiecznych zdarzeń z udziałem „tankowców widmo” na wodach państw UE. Zarówno analizy niezależnych think-tanków, jak i służby państw nadbałtyckich wskazują, że przy kontynuacji obecnych trendów poważny wypadek jest niemal nieunikniony. Pytanie tylko kiedy i z jakimi konsekwencjami.
Kolejne wyzwanie stanowi potencjalne wykorzystanie floty cieni do sabotażu i szpiegostwa. W debatach na ten temat zwraca się uwagę, że niektóre tankowce floty cieni wyposażono w zaawansowane systemy łączności i czujniki, sprzęt zbędny typowej jednostce handlowej, za to przydatny w działaniach rozpoznawczych. Rosyjskie „statki widmo” podejrzewane są o prowadzenie obserwacji podmorskiej infrastruktury krytycznej (gazociągi, kable telekomunikacyjne i energetyczne) oraz o możliwość kinetycznego oddziaływania na nie. Od końca 2022 r. odnotowuje się coraz więcej incydentów na Bałtyku, które mogą być z tym związane. Przykładem może tu być m.in. tajemnicze uszkodzenie w grudniu 2024 r. podmorskiego kabla energetycznego Estlink-2 między Finlandią a Estonią – jako sprawcę wskazano wówczas tankowiec Eagle S należący do floty cieni. Równie niepokojące były podejrzane manewry rosyjskiego tankowca w rejonie kabli łączących Polskę ze Szwecją w maju 2025 r., kiedy to Marynarka Wojenna RP musiała manifestować swoją obecność i determinację, zmuszając intruza do opuszczenia strefy w której znajduje się podmorska infrastruktura.
Najnowszym zidentyfikowanym zagrożeniem jest wykorzystywanie statków floty cieni jako platform do ataków dronów. We wrześniu 2025 r. prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ujawnił informacje wywiadowcze wskazujące, że Rosja używa „floty cieni” do „wystrzeliwania i sterowania dronami nad europejskimi miastami”. W tym samym okresie w Danii i sąsiednich krajach odnotowano falę obecności niezidentyfikowanych dronów, które czasowo zamknęły przestrzeń powietrzną nad kilkoma lotniskami. Nasuwa to podejrzenia, że bezzałogowce mogły startować z pokładów przepływających tankowców należących do floty cieni. Europejskie służby zaczęły badać taki scenariusz, niemieckie organy prowadziły śledztwo w sprawie powiązań między zauważonymi dronami a jednym z rosyjskich „statków widmo”. Te przypuszczenia wkrótce znalazły częściowe potwierdzenie w działaniu sojuszników. 1 października 2025 r. francuscy komandosi morscy dokonali abordażu na tankowiec Boracay, jednostkę powiązaną z Rosją i uznawaną za część floty cieni.
Prezydent Francji Emmanuel Macron przyznał, że zajęcie Boracay było elementem europejskiej strategii odcięcia strumienia dochodów z nielegalnego handlu ropą, finansujących rosyjską wojnę. Śledczy sprawdzają też powiązania tej jednostki z incydentami dronowymi.
NATO-wskie państwa nadbałtyckie coraz poważniej traktują ryzyko, że tankowce floty cieni mogą być wykorzystane przez Kreml do działań poniżej progu otwartej wojny, takich jak sabotaż infrastruktury krytycznej czy ataki dronów, które trudno jednoznacznie przypisać Rosji, a które sieją destabilizację i strach.
Działania floty cieni w regionie Bałtyku stanowią dla Rosji atrakcyjne narzędzie tzw. wojny hybrydowej. Moskwa może nawet celowo chcieć doprowadzić do kontrolowanej katastrofy np. zatonięcia tankowca i gigantycznego wycieku ropy, by sparaliżować żeglugę i zaszkodzić gospodarce regionu, a jednocześnie móc zaprzeczyć intencjonalności zdarzenia (wszak stary statek „mógł po prostu ulec awarii”).

„Flota cieni” jako narzędzie polityki Rosji. Interpretacja realistyczna
Z perspektywy realizmu, szkoły myśli zakładającej prymat twardego bezpieczeństwa i interesu państwowego, rosyjska flota cieni jawi się przede wszystkim jako instrument polityki Federacji Rosyjskiej służący realizacji jej żywotnych interesów. Moskwa, dysponując tą nieformalną armadą, zapewnia sobie możliwość nieprzerwanego eksportu surowców energetycznych, a co za tym idzie, stały dopływ kapitału finansującego wysiłek militarny w Ukrainie. W logice realistycznej, utrzymanie tego przepływu pieniędzy, to kwestia bezpieczeństwa państwa rosyjskiego. Dlatego należy zakładać, że Kreml będzie bronił swojej floty cieni tak, jakby broniłby własnego terytorium.
Dla państw takich jak Polska czy inne kraje NATO nad Bałtykiem realistyczna odpowiedź na to zagrożenie oznacza konieczność wzmacniania własnych zdolności militarnych i kontroli na morzu. Skoro Rosja prowadzi „grę siły” na Morzu Bałtyckim, odpowiedzią musi być demonstrowanie gotowości do twardych działań. Realista argumentuje, że tylko zdecydowana polityka odstraszania, włącznie z ewentualnymi operacjami wojskowymi przeciw flocie cieni, może ograniczyć swobodę działania Rosji.
W duchu myślenia realistycznego interpretować można także przygotowywany przez polski MON projekt ustawy pod roboczym tytułem „Bezpieczny Bałtyk”. Przewiduje on rozszerzenie kompetencji Marynarki Wojennej w obszarze m.in. możliwości działania poza wodami terytorialnymi RP, prawa użycia uzbrojenia przez dowódców okrętów i nadania załogom uprawnień organów służb porządkowych.
Z perspektywy realisty, takie regulacje są logiczną odpowiedzią na aktywność floty cieni: skoro Rosja wykorzystuje nieformalną flotę do budowania przewagi strategicznej na Bałtyku, to Polska musi wyposażyć swoje siły morskie w narzędzia i uprawnienia, które umożliwią skuteczny nadzór i reagowanie na zagrożenia poniżej progu otwartej wojny.
Rozszerzona legitymacja prawna działań Marynarki Wojennej (m.in. prawo użycia broni wobec zagrożenia infrastruktury krytycznej czy aktywnych działań wobec podejrzanych statków) zwiększa efektywność odstraszania.
Należy jednak zauważyć, że realistyczne recepty tego rodzaju, choć teoretycznie skuteczne i politycznie pociągające, niosą ze sobą wysokie ryzyko eskalacji konfliktu. Decydenci w krajach NATO zdają sobie sprawę, że bezpośrednia konfrontacja militarna z rosyjskimi statkami (nawet formalnie cywilnymi) mogłaby zostać wykorzystane przez Moskwę jako pretekst do agresywnych kroków zbrojnych. Dlatego prawdopodobieństwo wprowadzenia tak radykalnej polityki pozostaje niewielkie.
Niemniej, z polskiej perspektywy, strategiczny interes jest jasny: ochrona wybrzeża i infrastruktury morskiej oraz odcięcie finansowania rosyjskiej machiny wojennej. Polska, zgodnie z realistycznymi wytycznymi, powinna inwestować w rozwój Marynarki Wojennej, systemów rozpoznania i kontroli na Bałtyku, a także uczestniczyć w ćwiczeniach i patrolach sojuszniczych, które demonstrują gotowość do obrony wspólnego morza.
Realistyczne podejście podkreśla, że bezpieczeństwo jest wartością nadrzędną, a ewentualne zagrożenia militarne czy ekologiczne generowane przez flotę cieni należałoby neutralizować nawet za cenę ryzyka konfrontacji. Z drugiej strony realizm to także trzeźwa kalkulacja ryzyka. Należy pamiętać, że reakcje zbyt radykalne mogłyby sprowokować inne ryzyka, groźniejsze dla państwa np. bezpośrednią konfrontację z Rosją. Stąd, w praktyce, nawet państwa myślące kategoriami realizmu starają się równoważyć siłę środków z potencjalnymi konsekwencjami.
W kontekście Polski realistyczna analiza prowadzi zatem do konkluzji, że nasz kraj powinien: (1) maksymalnie wzmocnić nadzór i ochronę własnych wód oraz infrastruktury (np. rozwijając systemy sensorów, drony morskie zwiększające świadomość sytuacyjną i pozwalające na efektywniejsze pokrycie kluczowych obszarów sensorami i efektorami, angażując inne służby publiczne i przemysł morski - w tym firmy prywatne); (2) budować regionalne koalicje bezpieczeństwa, np. z państwami bałtyckimi i nordyckimi, celem wspólnej kontroli newralgicznych obszarów (cieśniny duńskie, szlaki wokół gazociągów itp.); (3) sygnalizować gotowość do obrony własnych interesów na morzu, aby zniechęcić Rosję do eskalowania działań floty cieni przeciw Polsce; (4) wykorzystywać prawo międzynarodowe jako narzędzie osiąganie celów w zakresie bezpieczeństwa, w tym dopuszczać jego instrumentalizację. Warto podkreślić, że we współczesnej historii Polski, nasz dobrobyt i bezpieczeństwo, nigdy nie zależały tak mocno od morza jak obecnie, stąd realistyczny imperatyw, by Bałtyk uczynić możliwie „wolnym od cieni Putina”.
Cień słabości Zachodu? Interpretacja liberalna
Z perspektywy liberalnej, kładącej nacisk na znaczenie instytucji międzynarodowych, prawa i współpracy, problem rosyjskiej floty cieni ukazuje luki i niespójności obecnego reżimu sankcyjnego oraz globalnego zarządzania morzami. Fakt, że Moskwa zdołała zbudować alternatywną flotę handlową omijającą restrykcje, jest dla liberała sygnałem, iż społeczność międzynarodowa musi lepiej skoordynować wysiłki w egzekwowaniu przyjętych norm. Innymi słowy, to nie tyle poprzez siłę militarną, co przez zacieśnienie współpracy i uszczelnienie prawa Zachód powinien odpowiedzieć na wyzwanie floty cieni.
W duchu liberalnym jest także postulat aby państwa zachodnie dążyły do zamknięcia luk prawnych wykorzystywanych przez Rosję. Jedna z dyskutowanych tego rodzaju propozycji to nowe międzynarodowe porozumienie, które penalizowałoby brak ważnego ubezpieczenia statku oraz niewywiązywanie się armatorów z obowiązków państwa bandery. W praktyce mogłoby to oznaczać, że statki bez odpowiednich polis i spełnienia wymogów bezpieczeństwa nie byłyby wpuszczane do portów ani na wody terytorialne krajów sygnatariuszy. Tak często się dzieje.
Rzeczywiście, w grudniu 2024 r. koalicja państw NB8 (Nordic-Baltic Eight) oraz Niemiec i Wielkiej Brytanii, ogłosiły plan wymagania okazania dowodów ubezpieczenia od podejrzanych tankowców przepływających przez cieśniny duńskie, Kanał La Manche czy Zatokę Fińską.
Liberałowie podkreślają, że flota cieni narusza wspólne dobra międzynarodowe: bezpieczeństwo żeglugi, ochronę środowiska morskiego oraz globalny reżim sankcyjny. Odpowiedzią powinna być pogłębiona współpraca instytucji międzynarodowych. Przykładem jest tu Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO), która w grudniu 2023 r. przyjęła specjalną rezolucję A.1192(33), wzywającą państwa członkowskie i sektor żeglugowy do przeciwdziałania „nielegalnym operacjom floty cieni”, w tym działaniom mającym na celu obchodzenie przepisów bezpieczeństwa i ochrony środowiska, unikanie kosztów ubezpieczeń czy łamanie sankcji. IMO wskazała, że takie praktyki stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa globalnej żeglugi i wrażliwych ekosystemów morskich. W ślad za tym państwa G7 oraz grupa NB8++ powołały w październiku 2025 r. specjalną grupę zadaniową ds. floty cieni (Shadow Fleet Task Force). W jej skład weszły m.in. Belgia, Kanada, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Niemcy, Islandia, Włochy, Japonia, Łotwa, Litwa, Niderlandy, Norwegia, Polska, Szwecja, Wielka Brytania oraz przedstawiciele UE. Wspólnym celem koalicji jest zwiększenie wymiany informacji wywiadowczych i koordynacja sankcji, by skuteczniej zakłócać i odstraszać globalną flotę cieni zajmującą się nielegalnymi lub niebezpiecznymi praktykami.
Kolejnym filarem liberalnej strategii jest konsekwentne egzekwowanie istniejących norm międzynarodowych. Państwa i organizacje (NATO, UE, ONZ) muszą ściśle współpracować, by wyśledzić i ukarać podmioty uczestniczące w procederze floty cieni. Wymaga to zarówno zaawansowanego monitoringu ruchu statków (np. satelitarnego i radarowego), jak i działań prawnych, np. zamrażania aktywów firm związanych z tym procederem, czy aresztowań personelu łamiącego sankcje. Unia Europejska intensyfikuje tu działania. W październiku 2025 r. przyjęto 19. pakiet sankcji przeciw Rosji, który po raz pierwszy tak mocno uderza w sektor żeglugowy floty cieni. Na listę sankcyjną UE trafiło kilkaset kolejnych statków. Równolegle Unia prowadzi rozmowy z kluczowymi państwami tanich bander, aby wypisywały one statki cieni z rejestrów i nie przyjmowały nowych.
Największa z nich, Panama zgodziła się wyrejestrowywać jednostki objęte sankcjami UE i zaprzestać rejestrowania statków starszych niż 15 lat. Ponadto Unia uderzyła w „ekosystem” floty cieni, sankcjonując np. firmy ułatwiające logistykę i bunkrowanie paliwa dla tych statków, fałszywe rejestry okrętowe oferujące wygodne bandery, a także pośredników handlu ropą w krajach trzecich.
Dyskutowane są też dalsze kroki, w tym możliwość rozszerzenia uprawnień do inspekcji i zatrzymywania podejrzanych jednostek. Jak ujawnił dokument EEAS cytowany przez POLITICO, UE rozważa zawieranie dwustronnych porozumień z państwami bandery w celu „uprzedniego autoryzowania inspekcji na morzu” (tzn. by dany kraj z góry zgodził się na kontrolowanie jego statków przez inspektorów UE). Ponadto Bruksela zapowiedziała nakierowanie sankcji na usługi bunkrowania, czyli zakaz świadczenia usług tankowania paliwa statkom floty cieni przez firmy podlegające UE. Wszystko to ma uczynić działalność floty cieni coraz trudniejszą i bardziej kosztowną.
Dla Polski, jako państwa bezpośrednio zainteresowanego bezpieczeństwem na Bałtyku, liberalna intuicja podpowiada ścisłą współpracę z sojusznikami. Zamiast jednostronnych posunięć, Warszawa powinna działać w ramach NATO i UE, budując koalicje chętnych do zwalczania floty cieni. Dobrym przykładem takiej kooperacji jest wspomniana inicjatywa duńska NB8++ czy październikowe spotkanie ekspertów UE i krajów bałtyckich w Warszawie poświęcone temu problemowi. Polityka oparta na multilateralizmie wzmacnia legitymację działań, jeśli np. polska Marynarka Wojenna miałaby zatrzymać jakiś statek, lepiej by działo się to w ramach uzgodnionej operacji NATO lub UE, niż w akcji „na własną rękę”.
Polska powinna aktywnie wspierać inicjatywy na forum UE, ONZ, G7, które prowadzą do wypracowania mechanizmów prawnych przeciw „statkom widmo”. Działając „zespołowo”, mamy większą szansę zamknąć Kremlowi furtki wykorzystywane do obchodzenia sankcji.

Narracja i normy. Interpretacja konstruktywistyczna
Perspektywa konstruktywistyczna w stosunkach międzynarodowych koncentruje się na roli idei, norm i dyskursu we współkształtowaniu rzeczywistości politycznej. W tym ujęciu rosyjska flota cieni jest interesująca nie tylko jako zbiór statków, ale jako zjawisko obciążone znaczeniami normatywnymi, symbolem łamania zasad, „czarnym charakterem” globalnej żeglugi. Już samo określenie „flota cieni” ma wydźwięk pejoratywny i buduje powszechne przekonanie, że działania tych statków są nielegalne, potajemne i niebezpieczne.
Państwa regionu Morza Bałtyckiego świadomie promują to określenie, wzmacniając w ten sposób negatywną narrację wokół rosyjskich praktyk. Opowiadając o statkach floty cieni, które suną jak widma poza prawem, Polska, Litwa czy Finlandia kształtują obraz siebie samych jako odpowiedzialnych strażników porządku międzynarodowego: tych, którzy demaskują i potępiają bezprawie.
Dla konstruktywistów kluczowe jest, by społeczność międzynarodowa uznała zgodnie flotę cieni za zjawisko naganne i nieakceptowalne. Potrzebna jest zatem praca nad normatywnym konsensusem: przekonaniem jak największej liczby państw, że „anarchia na morzach” wywołana przez statki widmo wymaga wspólnego przeciwdziałania.
W oficjalnych dokumentach UE flota cieni jest wprost nazywana zagrożeniem np. w przytoczonym dokumencie EEAS stwierdzono, że statki te „stanowią zagrożenie dla środowiska i bezpieczeństwa żeglugi” oraz mogą służyć jako „platformy do ataków hybrydowych przeciw terytorium UE”. Tego rodzaju język w ustach dyplomatów i polityków legitymizuje ostrzejsze środki. Jeśli statki widmo to zagrożenie, to ich zatrzymanie lub wyrzucenie z morza nie jest aktem agresji, lecz obrony porządku.
Interpretacja konstruktywistyczna zwraca uwagę, że Polska i inne kraje regionu mogą wykorzystać problem floty cieni do wzmocnienia swojej tożsamości międzynarodowej. Warszawa już dziś kreuje się na adwokata przestrzegania prawa (np. poprzez podkreślanie znaczenia konwencji o prawie morza UNCLOS). Walka z flotą cieni, zjawiskiem jawnie naruszającym normy, pozwala uwiarygodnić ten przekaz. Polska może przedstawiać siebie jako „ramię sprawiedliwości” globalnego systemu: państwo frontowe, które stoi na straży sankcji i bezpieczeństwa wspólnoty międzynarodowej.
Każdy komunikat strategiczny i działanie Polski na forum międzynarodowym w tej sprawie powinny budować narrację: „bronimy zasad i was również przed flotą cieni, która jest złem”.
Warto też upubliczniać przykłady rosyjskich naruszeń np. nagłaśniać incydenty dronowe czy sabotażowe, by ukształtować percepcję innych państw zgodnie z polską oceną (tj. że Rosja zachowuje się jak pirat i terrorysta na morzu). Jest to niezwykle ważne dla społecznego rozumienia problemu. W konstruktywizmie głoszone normy i zasady mają tworzyć struktury społeczne i nadawać im znaczeń oraz określać role i zadania. Problem floty cieni musi więc być przedmiotem debaty publicznej i systemowej polityki informacyjnej, która będzie pokazywała uwarunkowania tego problemu oraz jego kompleksowe i regionalne ujęcie.
Konstruktywistycznie rzecz ujmując, kraje regionu mogą zacieśnić więzi poprzez dzielenie się doświadczeniem zagrożenia i wspólną narracją. Już teraz państwa bałtyckie i nordyckie występują razem, np. jako NB8, wskazując na problem floty cieni. Wspólne oświadczenia (jak to wydane przez grupę zadaniową w październiku 2025 r.) akcentują, że operatorzy floty cieni działają „za cichym przyzwoleniem lub z zaniedbania niektórych państw”, korzystając z „starych, nieubezpieczonych i źle utrzymanych statków, które rutynowo wyłączają AIS i pływają pod fałszywą banderą”. Takie słowa nie tylko piętnują Rosję, ale też wywierają presję na państwa trzecie (np. tanie bandery), by przestały uczestniczyć w procederze, co zresztą już przynosi efekty w postaci np. deklaracji Panamy.
Podsumowując, konstruktywistyczna analiza sugeruje, że bitwa z flotą cieni toczy się nie tylko na morzu, ale i w sferze narracji. Polska powinna zabiegać o to, by jej głos definiował znaczenie tego problemu, aby społeczność międzynarodowa widziała w rosyjskich tankowcach widmo zagrożenie dla ładu, a w nas strażnika tego ładu. Kreując taki obraz i budując normy potępiające rosyjską flotę cieni, zwiększamy szansę na ich usunięcie z naszych wód w świetle prawa i z poparciem świata.
Flota cieni jako produkt systemu. Interpretacja krytyczna
Nurty krytyczne w badaniu stosunków międzynarodowych zwracają uwagę na ukryte struktury władzy, nierówności i hipokryzję w istniejącym porządku. W tym ujęciu rosyjska flota cieni nie jest ani tylko „bronią” Kremla, ani li tylko wyzwaniem dla instytucji. Jest objawem szerszych patologii globalnego systemu handlu i żeglugi. Można ją postrzegać jako dziecko kapitalistycznej logiki zysku oraz luki w regulacjach, które Zachód sam długo tolerował.
Zachodnie demokracje od dekad oficjalnie wspierają normy prawne i standardy bezpieczeństwa na morzu, ale jednocześnie przymykały oczy na rozwój tzw. tanich bander. Kraje takie jak Panama czy Liberia stały się azylem dla armatorów chcących ciąć wydatki, kosztem przejrzystości i egzekwowania przepisów. Rosja teraz cynicznie to wykorzystuje, wciągając swoje statki w egzotycznych rejestrach. Co więcej, pojawiają się całkiem nowe „wygodne bandery”: np. Mongolia (kraj bez dostępu do morza) zaczęła oferować łatwą rejestrację statków, przyciągając jednostki powiązane z sankcjonowanymi krajami dzięki luźnym regulacjom i szybkiej procedurze online.
Krytyczna analiza wskazuje też, że w funkcjonowanie floty cieni zaangażowane są podmioty z krajów Zachodu, które czerpią z tego korzyści finansowe, choć oficjalnie ich rządy wspierają sankcje. Doskonałym przykładem jest ujawniona przez Reutersa sprawa Maritime Mutual, małej firmy ubezpieczeniowej z Nowej Zelandii, która okazała się kluczowym ogniwem pozwalającym flocie cieni działać.
Podobnych przykładów jest więcej. Śledztwo dziennikarskie ujawniło, że sieć firm z Litwy, Łotwy i Estonii potajemnie wspierała rosyjską flotę cieni w rejonie Bałtyku, dostarczając jej paliwo i usługi bunkrowe. Działała tu spółka Fast Bunkering, założona przez estońskich biznesmenów, która poprzez filie w Dubaju (np. FB Trade) operowała tankowcami zaopatrującymi rosyjskie statki w duńskich cieśninach i na Bałtyku. Między czerwcem 2024 a marcem 2025 jej dwa zbiornikowce (Rina i Zircone) wykonały 286 operacji tankowania na morzu, zaopatrując 177 statków, z czego co najmniej 159 odwiedzało rosyjskie porty przed lub po tych transferach. Przynajmniej 20 z nich nosiło wszelkie znamiona przynależności do floty cieni (brak ubezpieczeń, fałszywe bandery itp.).
Historia ta obnaża moralny dylemat i hipokryzję. Podczas gdy na poziomie politycznym Bałtowie głośno wspierali izolowanie Rosji, część ich biznesmenów potajemnie zarabiała na obsłudze rosyjskich tankowców.
Krytyczne spojrzenie każe też zapytać: kto najbardziej ryzykuje i traci na istnieniu floty cieni? Odpowiedź często brzmi: zwykli ludzie, nie elity w gabinetach. Potencjalny wyciek ropy w Morzu Bałtyckim uderzy przede wszystkim w lokalne społeczności rybackie, w turystykę nadmorską, w ekosystem, który żywi tysiące ludzi, a nie w polityków czy oligarchów. Podobnie ewentualny odwet Rosji za działania przeciw flocie cieni (np. cyberatak czy presja militarna) mógłby dotknąć społeczeństwo, podczas gdy decydenci pozostaną bezpieczni. Krytycy zwracają uwagę, że sama architektura reżimu sankcyjnego jest w pewnym sensie klasowa: bogate rządy nakładają sankcje, ale koszt ich obchodzenia i egzekwowania często spada na innych (np. firmy transportowe, ubezpieczycieli, którzy przerzucają to na klientów). Wreszcie, flota cieni to przypomnienie o asymetriach siły w gospodarce światowej: bogate mocarstwa mogą wywierać presję sankcyjną, ale globalny popyt na ropę i chciwość rynków tworzą możliwości zarobku, z których korzystają sprytni przedsiębiorcy w różnych częściach świata, od Auckland po Dubaj. Tych aktorów trudno kontrolować, bo kapitał przepływa tam, gdzie jest zysk.
Przenieśmy wszystkie te obserwacje na rekomendacje dla Polski. Po pierwsze, maksymalna transparentność i legalizm naszych działań. Każdy krok przeciw flocie cieni powinien być dobrze uzasadniony i komunikowany, by nie dać Rosji pretekstu do propagandowego ataku, że Polska działa pochopnie czy „piracko”. Kreml z pewnością spróbuje przekuć nasze potknięcia w narrację o „polskim militaryzmie”. Musimy więc działać tak, by ta narracja była niewiarygodna.
Po drugie, Polska powinna zadbać, by nie pozostać osamotniona w ponoszeniu kosztów związanych z problemem floty cieni. Walka z tym zjawiskiem to interes całego NATO i UE, więc wydatki na monitoring, ratownictwo morskie czy ewentualne szkody ekologiczne nie mogą spaść tylko na Warszawę.
Po trzecie, krytyczna czujność wobec własnych elit i firm. Polska musi upewnić się, że żaden polski podmiot (ani zarejestrowany u nas cudzoziemski) nie uczestniczy w procederze floty cieni, czy to przez świadczenie usług, czy dostawy towarów. Inaczej sami podważymy swoją wiarygodność.
Powinniśmy pamiętać o systemowych przyczynach problemu: wskazywać, że dopóki istnieje tolerancja dla tanich bander, dopóty podobne floty mogą działać (dziś rosyjska, jutro może innego autorytarnego kraju).
Flota cienie jako strategiczne wyzwanie dla Polski
Fenomen rosyjskiej floty cieni jest symptomem kryzysu współczesnego systemu międzynarodowego, obnażającym jednocześnie słabości zachodnich sankcji i nowe zagrożenia dla bezpieczeństwa morskiego. Powstanie równoległej, trudno kontrolowalnej sieci transportu surowców umożliwiło Rosji skuteczne obchodzenie sankcji, przy równoczesnym utrzymaniu zdolności finansowania agresywnej wojny, de facto wydłużając konflikt i zwiększając cierpienie narodu ukraińskiego.
Z punktu widzenia państw NATO, a szczególnie Polski, zagrożenia te mają wymiar strategiczny. Na Morzu Bałtyckim, które stało się jednym z głównych teatrów działalności floty cieni, najbardziej niebezpieczne są potencjalne akty sabotażu infrastruktury krytycznej oraz ryzyko katastrofy ekologicznej.
Niezależnie od perspektywy, jasne jest, że bez skoordynowanych i wielowymiarowych działań problem rosyjskiej floty cieni pozostanie nierozwiązany, dalej podkopując bezpieczeństwo, stabilność i wiarygodność Zachodu na morzu. Ostatnie miesiące przyniosły wprawdzie istotne kroki: UE przyjęła bezprecedensowe sankcje wymierzone w flotę cieni, państwa bałtyckie zaostrzyły kontrole i inspekcje, a koalicja G7/NB8 uruchomiła wspólny mechanizm wymiany informacji i nacisku dyplomatycznego.
To wszystko zwiększa koszt i ryzyko operowania rosyjskiej floty widmo. Niemniej flota cieni nadal żegluje: elastyczna, zdeterminowana, wspierana profitami na jakie pozwalają jej globalne rynki. Polska, znajdująca się na pierwszej linii tego wyzwania, musi więc dalej zręcznie balansować między wzmacnianiem własnych zdolności obronnych a intensyfikacją współpracy międzynarodowej. Tylko takie holistyczne podejście, łączące siłę i prawo, odstraszanie i koordynację, narrację i technikalia, zapewni stabilność i bezpieczeństwo nie tylko polskiego wybrzeża, lecz całego regionu Morza Bałtyckiego w obliczu cieni, które rzuciła na nie wojna Rosji z Ukrainą.
Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!
Redakcja Gazeta Morska
użytkownik
komentarze
Dodaj pierwszy komentarz
zobacz też
Bezpieczeństwo Bałtyku z Gdyni. Studenci Akademii Marynarki Wojennej tworzą morskie systemy bezzałogowe
Zima na Zatoce Puckiej. Warunki lodowe, walory użytkowe i odpowiedzialne korzystanie z akwenu
Wypadek na budowie bazy offshore w Ustce. System ratownictwa medycznego wciąż niewydolny
Ewakuacja medyczna z jednostki offshore na Bałtyku. Pierwsza akcja SAR lotników morskich w 2026 roku
Europa bez złudzeń: morze, handel i bezpieczeństwo w nowej architekturze transatlantyckiej. To głos realizmu?
Zima w pełni. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Szczecinie zamyka żeglugę na Odrze i uruchamia lodołamacze
Rosyjska eskorta i amerykańskie pościgi po ropę. Nowy front na Atlantyku. Jak to wpłynie na rynek i bezpieczeństwo?
Skuteczna ewakuacja medyczna z promu Stena Ebba mimo trudnych warunków pogodowych
Schwytanie prezydenta Nicolása Maduro. Amerykańska operacja w Wenezueli jako sygnał nowej epoki w polityce siły
Oceany w epoce post-Pax Americana. Wymiar morski Strategii Bezpieczeństwa USA z 2025 r.
REKLAMA