Bastiony nuklearne wracają do gry. Arktyka i Pacyfik polem rywalizacji mocarstw

Bastion, w nomenklaturze z obszaru wojskowej myśli morskiej to morski rejon umocniony, czyli silnie broniony obszar morski, gdzie własne siły okrętowe mogą operować względnie bezpiecznie. Tak rozumiany akwen jest zwykle otoczony własnym lub sojuszniczym wybrzeżem, w jego rejonie znajduje się infrastruktura obronna oraz jest on intensywnie patrolowany przez własne siły zbrojne. Koncepcja morskiego bastionu zyskała na znaczeniu w okresie zimnej wojny jako sposób na bezpieczne operowanie okrętów podwodnych o napędzie atomowym, przenoszący pociski balistyczne (SSBN, Ship Submersible Ballistic Nuclear). Jednostki te miały istotne znaczenie jako narzędzie odstraszania nuklearnego, głównie w koncepcji tzw. drugiego uderzenia nuklearnego, do którego miało dojść przy próbie zniszczenia innych środków przenoszenia strategicznej broni atomowej (lotnictwo, pociski balistyczne bazowania lądowego).

bezpieczeństwo marynarka wojenna na świecie publicystyka wiadomości

14 października 2025   |   07:37   |   Źródło: Gazeta Morska   |   Opracował: dr Łukasz Wyszyński, dr Paweł Kusiak   |   Drukuj

Okręt podwodny USS Alaska  SSBN 732  typu Ohio | fot. U.S. Navy

Okręt podwodny USS Alaska SSBN 732 typu Ohio | fot. U.S. Navy

Morskie twierdze ZSRR

Pod koniec lat 60., dzięki nowym pociskom balistycznym o wydłużonym zasięgu, Związek Radziecki uzyskał zdolność rażenia terytorium Stanów Zjednoczonych z okrętów podwodnych operujących w pobliżu własnych wybrzeży. Oznaczało to, że radzieckie „boomery”, czyli nosiciele strategicznych pocisków balistycznych z głowicami jądrowymi, nie musiały już np. przedzierać się na otwarty Atlantyk, by zagrozić celom w Ameryce Północnej. Zamiast tego mogły pozostawać blisko swoich baz, pod osłoną rozbudowanego parasola obronnego floty i lotnictwa. Marynarka Wojenna ZSRR przyjęła zatem strategię „bastionów” (w ZSRR a potem Rosji funkcjonujący częściej pod nazwą „morski rejon umocniony”), czyli wydzielonych akwenów osłoniętych zintegrowaną obroną domeny podwodnej, nawodnej oraz powietrznej, tworząc swoisty ochronny „kokon” dla operujących tam okrętów SSBN. Według szacunków NATO, ZSRR w szczytowym okresie, do osłony tych obszarów, angażował aż 75% swoich okrętów podwodnych o napędzie atomowym (głównie jednostek myśliwskich SSN), większość okrętów nawodnych Flot Północnej i Pacyfiku oraz setki samolotów.  

Sowieci wyznaczyli kilka bastionów, głównie na akwenach przylegających do ich terytorium: Morze Barentsa (bastion Floty Północnej, obejmujący rejony od Półwyspu Kolskiego po pokryte lodem wody Arktyki); Morze Ochockie (bastion Floty Pacyfiku, osłonięty od otwartego Pacyfiku archipelagiem Wysp Kurylskich); Morze Białe (m.in. Zatoka Kandałaksza) oraz Morze Karskie (akweny wykorzystywane okresowo jako chronione strefy patrolowe); Morze Łaptiewów i Morze Japońskie, a także rejony arktyczne pokryte lodem (obszary, gdzie okręty mogły skryć się pod pakami lodowymi).

Podczas gdy w latach 60. zachodni analitycy spodziewali się, że flota ZSRR będzie dążyć do operowania na Atlantyku (w celu przerwania przerzutu i zaopatrywania sił w Europie oraz utrudnienie dla działań zespołów lotniskowców), rzeczywistość okazała się inna. Już w latach 70. amerykański wywiad zaczął dostrzegać, że w razie konfliktu ZSRR, nie będzie chciał rzucić dużych sił jedynie do atakowania morskich linii komunikacyjnych NATO, a za zadanie priorytetowe uzna prawdopodobnie obronę swoich strategicznych okrętów podwodnych operujących w bastionach. Jednym z powodów takiej strategii mogły być założenia dotyczące oceny zdolności jednostek radzieckich do skrytego operowania w wyznaczonych rejonach, co było kluczowe dla efektywności koncepcji odstraszania nuklearnego. Informacje od słynnej siatki szpiegowskiej Johna Walkera (działającej w latach 1967-1985) potwierdziły obawy Sowietów co do podatności ich okrętów na wykrycie i śledzenie przez NATO. W konsekwencji ich strategia skupiła się głównie na zapewnieniu przetrwania sił nuklearnych, zamiast na konfrontacji flot na pełnym morzu. Nie wykluczało to jednak działań ze strony Marynarki Wojennej ZSRR, które miały prowadzić do wykrycia i zniszczenia jednostek SSBN Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii lub Francji oraz utrudnić lub uniemożliwić kontrolę NATO nad akwenami strategicznie ważnymi dla potencjalnej wojny na kontynencie europejskim. Bastiony stały się priorytetem, wokół nich zorganizowano programy zbrojeniowe, w tym budowę okrętów posiadających zdolności monitorowania przestrzeni powietrznej i przeciwdziałania napadowi powietrznemu (OP) oraz jednostki zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) w obrębie bastionów.

Do końca zimnej wojny ZSRR rozwinął dwa główne bastiony strategiczne: arktyczny bastion Floty Północnej (Morze Barentsa wraz z przyległymi wodami arktycznymi) oraz bastion Floty Pacyfiku (Morze Ochockie). Do dzisiaj Morze Barentsa i Morze Ochockie pozostają kluczowymi strefami operowania strategicznych okrętów podwodnych Rosji.

Bastiony współczesnej Rosji

Pomimo rozpadu ZSRR, Federacja Rosyjska nie zarzuciła koncepcji bastionu, wręcz przeciwnie, w dużej mierze ją podtrzymała i rozwinęła. Obecnie rosyjska Flota Północna (dysponująca większością jednostek SSBN) nadal bazuje na Półwyspie Kolskim i traktuje przyległe wody Morza Barentsa oraz Arktyki jako strategiczny bastion, będący jednym z filarów rosyjskiego odstraszania nuklearnego. Potwierdza to m.in. raport norweskiej służby wywiadu z 2024 r., gdzie jednoznacznie stwierdzono, że obrona północnego bastionu i utrzymanie dostępu do Północnego Atlantyku pozostają kluczowe dla rosyjskiej koncepcji bezpieczeństwa. Podobne opinie odnaleźć można w kręgu analityków brytyjskiego Chatham House, gdzie silnie reprezentowany jest pogląd, że „północny kokon” ma zapewnić przeżywalność okrętów SSBN na wypadek konfliktu, gwarantując, iż Rosja zachowa zdolność drugiego uderzenia nuklearnego nawet przy przewadze przeciwnika na innych teatrach działań.

Współczesny bastion rosyjski to wielowarstwowy system obronny określany niekiedy jako „Arktyczna kopuła”, Moskwa rozmieściła wokół Półwyspu Kolskiego zintegrowane systemy rozpoznania oraz obrony powietrznej i morskiej, tworząc „wielowarstwową ochronną strefę zakazu” (ang. interdiction perimeter) w powietrzu i na morzu. Celem nie jest całkowite uniemożliwienie dostępu (ang. area denial), gdyż Rosja zdaje sobie sprawę, że nie zdoła hermetycznie zamknąć Arktyki, lecz postawienie potencjalnego przeciwnika przed wysokim kosztem operowania w pobliżu bastionu. Ta strefa obrony rozciąga się od Półwyspu Kolskiego przez Morze Barentsa aż po Morze Norweskie. Zapewnia swobodę działania Flocie Północnej na tych wodach przy jednoczesnej osłonie kluczowej infrastruktury (np. wejścia na Szlak Północny i instalacji energetycznych na Półwyspie Jamalskim).

Znaczenie strategii bastionów dla współczesne Rosji dobrze ilustruje to, że rozwija ona obecnie drugą, zewnętrzną warstwę obrony wokół Arktyki, wykraczającą poza rdzeń bastionu. Jak odnotowuje m.in przywoływany już Chatham House, Moskwa stara się rozszerzyć swoje zdolności antydostępowe (A2/AD) poza obszar Arktycznej Strefy Federacji Rosyjskiej), tworząc dodatkowy pierścień bezpieczeństwa na obrzeżach Arktyki i Północnego Atlantyku. Ten „zewnętrzny bastion” ma zwiększyć bezpieczeństwo działań strategicznych okrętów podwodnych nawet poza wodami terytorialnymi i zapewnić flocie swobodę operacji daleko od baz. Praktycznie oznacza to projekcję tzw. bańki antydostępowej nad kluczowymi strategicznymi rejonami północy, czyli w rejonie GIUK (Grenlandia–Islandia–UK) i GIN (Grenlandia–Islandia–Norwegia), tak by okręty NATO już na podejściu do Arktyki musiały kalkulować wysokie ryzyko ataku. Rosjanie dążą do przeniesienia potencjalnego konfliktu jak najdalej od Półwyspu Kolskiego a każde wtargnięcie NATO w Arktykę ma spotkać się z ich reakcją. Ewentualny konflikt zaś ma eskalować bliżej Atlantyku niż serca rosyjskiego bastionu. 

Z perspektywy Rosji wszystkie wspomniane działania mają charakter defensywny i podyktowane są poczuciem rosnącej wrażliwości północnej flanki na odziaływania systemów rozpoznawczych oraz efektorów państw NATO. Wywołane zmianami klimatu topnienie arktycznego lodu oznacza, że ten nie stanowi już naturalnej bariery ochronnej a Arktyka staje się bardziej dostępna dla obcych flot i lotnictwa. Ponadto rozszerzenie NATO o Finlandię i Szwecję, odpowiednio w latach 2023 i 2024, znacząco wydłużyło odcinek granicy NATO-Rosja na dalekiej północy i skomplikowało sytuację strategiczną Moskwy. Rosyjskie siły lądowe na Dalekiej Północy zostały w dużej mierze uszczuplone, część jednostek z Półwyspu Kolskiego przerzucono na wojnę na Ukrainie, osłabiając lokalne możliwości obronne. W tych warunkach znaczenie Floty Północnej i komponentu morskiego wzrosło, to ona stała się głównym gwarantem odstraszania, gdy potencjał wojsk lądowych chwilowo uległ degradacji. Wszystko to wyjaśnia, dlaczego rosyjska doktryna obronna nadal postrzega Arktykę jako swój bastion, strefę, której utrata byłaby równoznaczna z odsłonięciem strategicznego „miękkiego podbrzusza” kraju.

Bastiony w nowej zimnej wojnie

Militaryzacja Arktyki przez Rosję i powrót koncepcji bastionu oraz szerzej napięcia rosnące w systemie międzynarodowym nie umknęły uwadze Zachodu. W 2019 r. NATO reaktywowało Dowództwo Sił Sojuszniczych Atlantyku (JFC Norfolk), a marynarka USA odtworzyła w swoich strukturach 2. Flotę, która ma wzmocnić obecność na północnym Atlantyku i chronić morskie linie komunikacyjne przed potencjalnym rosyjskim zagrożeniem. W kolejnych latach Sojusz znacząco zwiększył tempo ćwiczeń w regionie flanki północnej czego przykładem mogą być manewry Cold Response 2022 w Norwegii, które zaangażowały aż 30 tys. żołnierzy z kilkunastu państw, dwukrotnie więcej niż edycje sprzed kilku lat. Nowi członkowie NATO na północy (Finlandia, Szwecja) integrują się w planach obronnych, zamykając lukę w obszarze Morza Bałtyckiego i Arktyki, co przekształca nordycko-bałtycki region w bardziej spójny obszar odstraszania i obrony NATO.

W odpowiedzi na rosyjski bastion, NATO odświeżyło i rozwinęło koncepcje operacji ZOP i przełamywania A2/AD na północy. Pojawiły się inicjatywy, by rozwijać zautomatyzowane systemy nadzoru podwodnego, drony morskie i naziemne czujniki do stałego monitorowania Arktyki. Szczególny nacisk kładzie się na ochronę wspomnianego już GIUK gap, czyli  kluczowego przesmyku, przez który rosyjskie okręty musiałyby przejść, by wyjść na Atlantyk. Brytyjska Royal Navy rozpoczęła program Atlantic Bastion, zakładający wzmocnienie zdolności ZOP na Atlantyku Północnym. Z kolei Norwegia inwestuje w nowe okręty podwodne i systemy wywiadu kosmicznego, aby lepiej śledzić aktywność Rosji w rejonie Arktyki.

Zmiana charakteru rosyjskich ćwiczeń wojskowych również wskazuje na rosnącą rolę strategii opartej na bastionach. Analiza opublikowana w Scandinavian Journal of Military Studies w 2024 roku wykazała, że po inwazji Rosji na Ukrainę większość rosyjskich ćwiczeń morskich przeniosła się z Morza Norweskiego na wody Morza Barentsa, a ich celem stało się ćwiczenie szybkiego wyjścia w morze i rozproszenia jednostek SSBN oraz wzmocnienie obrony bastionu Floty Północnej. Innymi słowy, w warunkach ograniczonych zasobów (uszczuplonych wojną) Moskwa priorytetyzuje zabezpieczenie Arktyki nad demonstracyjne wypady dalej na Atlantyk. Te drugie są nadal utrzymywane głównie w odniesieniu do przywołanego wcześniej regionu zewnętrznego bastionu oraz akwenów kluczowych dla transportu węglowodorów przez tzw. flotę cieni.  Jednocześnie NATO, choć ostrożne, coraz śmielej operuje w regionie. Przykładem może tu być pojawienie się latem 2022 r. na Morzu Barentsa okrętów amerykańskich i brytyjskich. Miało to miejsce po raz pierwszy od czasów zimnej wojny. Stało się to w ramach operacji dt. wolności żeglugi. W praktyce był to komunikat strategiczny, że bastion rosyjski nie jest dla nich nietykalny.

Wszystko to składa się na obraz jednej z odsłon „nowej zimnej wojny”, w tym kontekście na teatrze arktycznym. Walka toczy się tu o panowanie i swobodę operacji na Dalekiej Północy. Rosyjski bastion jest centralnym elementem tej rozgrywki, a jego znaczenie uwidacznia fakt, że angażuje on zarówno ogromne środki Rosji, jak i odpowiadające im działania NATO. Arktyka, niegdyś peryferyjna i traktowana jako strefa współpracy (tzw. Arctic exceptionalism), dziś staje się areną intensywnej militaryzacji i geopolitycznych napięć.

Bastiony a zmiany klimatu i innowacje technologiczne

Współczesne bastiony funkcjonują w zmieniających się warunkach, które rodzą pytania o ich trwałość i skuteczność. Zmiany klimatyczne sprawiają, że lód morski ustępuje a Arktyka ociepla się czterokrotnie szybciej niż reszta świata. Oznacza to, że wcześniej niedostępne szlaki morskie stają się żeglowne. Otwiera to region na obecność wojskową oraz cywilną przez większą część roku. W efekcie Rosja rozbudowuje infrastrukturę militarną na Dalekiej Północy. Reaktywowała dziesiątki poradzieckich baz (ponad 50 obiektów od 2008 r.) i rozmieszcza nowe systemy obrony powietrznej (np. zestawy S-400 na Nowej Ziemi i Ziemi Franciszka Józefa) aby wzmocnić „parasol” nad swoim bastionem.

Równocześnie postęp technologiczny działa dwuznacznie na koncepcję bastionu. Z jednej strony, nowoczesne systemy A2/AD, w tym zintegrowane sieci sensorów, satelity, lotnictwo oraz urządzenia bezzałogowe, a także setki rakiet dalekiego zasięgu, mogą uczynić bastion jeszcze trudniejszym do przeniknięcia. Jak zauważa James Lacey na łamach amerykańskiego War On The Rocks, dzisiejsze bastiony (rosyjskie i chińskie) są „bardziej rozbudowane i groźniejsze niż kiedykolwiek, najeżone precyzyjną bronią, radarami i nowymi technologiami jak broń laserowa czy elektromagnetyczna”. Dzięki temu dobrze chroniony bastion może przetrwać nawet atak saturacyjny, a jednocześnie sam projektuje siłę ofensywną daleko poza swoje granice.

Z drugiej strony jednak, postęp w dziedzinie wykrywania i zwalczania okrętów podwodnych i precyzyjnych uderzeń może podważać klasyczny model bastionu. Nowe generacje satelitów, hydrolokatory o dużym zasięgu i systemy bezzałogowe zdolne penetrować wody podlodowe mogą potencjalnie zmniejszyć ukrycie nawet „bezpiecznych” w teorii SSBN. Ponadto rosyjska flota jest dziś cieniem swego zimnowojennego potencjału, liczy mniej niż 20% liczby okrętów podwodnych sprzed 30 lat, a jej okręty nawodne i lotnictwo ZOP uległy redukcji. Część analityków twierdzi wręcz, że dzisiejsza Rosja może nie być w stanie skutecznie obronić bastionu w warunkach pełnoskalowej wojny. Jonas Kjellén w pracy „Russian Northern Fleet Bastion Revisited” z 2025 r. argumentuje, że zmiany geostrategiczne i technologiczne podważyły racjonalność strategii bastionowej. Rosja dysponuje rozległym arsenałem lądowych pocisków międzykontynentalnych, a utrzymywanie kosztownych SSBN i osłanianie ich w bastionach może być mniej opłacalne niż dawniej. Mówiąc wprost, wobec ograniczeń geograficznych (wąskie wyjścia na ocean) i przewagi technologicznej USA w wykrywaniu okrętów, „bastionowa” taktyka może nie gwarantować pełnej nietykalności rosyjskich boomerów, jak zakładano w latach 80. XX wieku.

Warto jednak zauważyć, że pomimo tych wątpliwości Rosja niezmiennie trzyma się morskiego komponentu odstraszania, inwestując ogromne środki w nowoczesne okręty typu Borei i pociski balistyczne Buława. Z punktu widzenia Moskwy rezygnacja z bastionów na rzecz wyłącznie ICBM (Intercontinental Ballistic Missile, pol. międzykontynentalny pocisk balistyczny) bazowania lądowego (w tym w silosach oraz na platformach kołowych i kolejowych) jest nie do przyjęcia. Chodzi tu nie tylko o militarne, ale i prestiżowe aspekty bycia mocarstwem arktycznym i oceanicznym. W praktyce więc bastiony nadal stanowią „oczko w głowie” rosyjskiej strategii nuklearnej, choć ich obrona wymaga adaptacji do nowych realiów.

Chiny i bastiony poza Arktyką

Choć koncepcja bastionu wyrosła na gruncie zimnej wojny i rywalizacji pomiędzy USA i ZSRR, w XXI wieku zyskała charakter globalny. Chiny, które nie posiadają co prawda własnego wybrzeża arktycznego, coraz aktywniej zaznaczają swoją obecność w Arktyce, a jednocześnie wdrażają strategię bastionową w innych regionach.

W 2018 roku Pekin ogłosił swoją Białą Księgę dt. polityki arktycznej, deklarując się jako „państwo bliskoarktyczne” i promując ideę „Polarnego Jedwabnego Szlaku” (Polar Silk Road). Współpracując z Rosją, Chiny zainwestowały już ponad 15 mld USD w infrastrukturę arktyczną: porty, projekty LNG na Półwyspie Jamalskim i placówki badawcze wzdłuż Północnej Drogi Morskiej. Oficjalnie inwestycje te mają charakter naukowo-komercyjny, lecz analizy wskazują, że wiele chińskich instalacji w Arktyce ma podwójne zastosowanie i potencjał wojskowy. Przykładowo, Chińczycy uruchomili stacje satelitarne dalekiego zasięgu w Arktyce oraz dysponują flotą lodołamaczy (planowane są nawet lodołamacze o napędzie atomowym), co w przyszłości może ułatwić im operacje wojskowe w regionie. Ambicje Pekinu są jasne, chińscy analitycy mówią o aspiracji do roli „polarnego mocarstwa”, współkształtującego zasady żeglugi i bezpieczeństwa w Arktyce (co z niepokojem odbiera Waszyngton i NATO). 

Równolegle Chiny implementują koncepcję bastionu na własnym podwórku w Indo-Pacyfiku. Uważa się, że Morze Południowochińskie pełni dla Chińskiej Marynarki rolę bastionu ochronnego dla ich strategicznych okrętów podwodnych z rakietami balistycznymi typu Jin. Obszar ten, posiadających korzystne warunki hydrologiczne, otoczony przez chińskie wybrzeże i kontrolowane wyspy (np. sztucznie rozbudowane rafy na archipelagu Spratly), został nasycony systemami A2/AD, włączając rakiety przeciwokrętowe, obronę powietrzną dalekiego zasięgu, lotnictwo oraz flotę, które mają stworzyć bezpieczną strefę operacji dla chińskich SSBN. Chińskie bastiony, sięgające od kontynentu po sporne wyspy, mają nie tylko chronić ich siły nuklearne, ale też posłużyć do projekcji potęgi w razie konfliktu.

Znaczenie bastionów we współczesnym świecie

Analiza historyczna i współczesna prowadzi do wniosku, że bastiony dla okrętów podwodnych z napędem atomowym nosicieli pocisków balistycznych wciąż mają istotne znaczenie w XXI wieku, choć ich charakter się zmienia. Dla Rosji bastion arktyczny pozostaje fundamentem strategicznej stabilności i odstraszania nuklearnego. Dopóki na Półwyspie Kolskim stacjonuje większość jej okrętów SSBN, dopóty Moskwa będzie traktować otaczające wody jako strefę żywotnych interesów, której musi bronić za wszelką cenę. Inwestycje w infrastrukturę wojskową na Dalekiej Północy, rozwój podwodnych sił strategicznych i tworzenie kolejnych warstw A2/AD świadczą o tym, że Rosja widzi w bastionie gwarancję przetrwania swojego potencjału nuklearnego w obliczu przewagi konwencjonalnej NATO. Również NATO uznaje kwestię rosyjskiego bastionu za strategicznie ważną, stąd intensywne działania adaptacyjne (reaktywacja dowództw, ćwiczenia, nowe technologie ZOP) mające zapewnić, że Sojusz będzie w stanie działać i odstraszać również w pobliżu rosyjskich stref chronionych.
Z drugiej strony, w warunkach współczesnego konfliktu znaczenie bastionów nie musi być absolutne. Szybko postępujące zmiany, od klimatycznych po technologiczne, mogą w przyszłości zmodyfikować rolę bastionów. Możliwe, że wzrost znaczenia bezzałogowych systemów podwodnych i kosmicznych sprawi, iż ukrycie okrętów w bastionie będzie trudniejsze, a same okręty przenoszące rakiety balistyczne będą musiały stać się jeszcze cichsze i bardziej zaawansowane, by utrzymać swoją „niewidzialność”. Jednak dopóki największe mocarstwa opierają swój arsenał odstraszania na trudno wykrywalnych okrętach podwodnych, dopóty idea zapewnienia im bezpiecznych rejonów patrolowych zachowa aktualność.

Podsumowując, bastiony to ciągle ważny argument w globalnej grze mocarstw. Stanowią one jeden z filarów strategii bezpieczeństwa Rosji, element strategicznego planowania Chin, a zarazem wyzwanie dla strategii NATO i USA, które również posiadają własne obszary „bezpiecznego” w założeniach operowania okrętów SSBN. Wraz z narastaniem rywalizacji mocarstw w Arktyce i innych regionach, koncepcja bastionu przeżywa swoisty renesans, choć w zmienionej formie. Można zatem stwierdzić, że w obecnej rzeczywistości geopolitycznej bastiony nie są reliktem zimnej wojny, lecz praktycznym narzędziem w arsenale wielkich mocarstw, które nadal kształtuje globalną równowagę sił.

Postaw nam kawę, a my postawimy na dobrą morską publicystykę! Wspieraj Gazetę Morską i pomóż nam płynąć dalej - kliknij tutaj!

Redakcja Gazeta Morska
użytkownik

komentarze


wpisz treść
nick
SKOMENTUJ

Dodaj pierwszy komentarz